Wydanie bieżące

15 września 18 (114) / 2008

Anna Katarzyna Dycha,

UWAGA NA POLSKIE „INDIE”

A A A
“Out Of Tune, Out Of Tune”. EMI Music Poland, 2008.
Rozbudzili apetyty ep-ką „Killer Pop Machine”. Wydawało się więc, że przygotują coś naprawdę dobrego. Tymczasem debiut Out Of Tune pozostawia wiele do życzenia.

Po kilku przesłuchaniach płyta rozpada się na dwie części: utwory śpiewane po polsku i po angielsku. Te pierwsze charakteryzują się miałkimi tekstami i mizernymi wokalami dodatkowo popsutymi okropną manierą. Drugie, może nieszczególnie wyrafinowane, przynajmniej pasują do młodej brytyjskiej muzyki, którą warszawska kapela z uporem maniaka naśladuje.

Już po wysłuchaniu pierwszego zaśpiewanego polsku utworu (a jest to singiel „Plastikowy”) popsuł mi się nastrój. „Nic już nie warto pamiętać mówiłaś/ tak musi być, tak musi już być /zlepiam szczegóły nie wszystko pasuje / ja nie mogę tak wyjść, nie możemy tak wyjść / znowu ktoś dzwonił nie mogłem odebrać / wiadomości nie było, nie było nie / staram się skupić i wszystko wyjaśnić/ może coś zyskam zamiast wciąż tracić” – śpiewa Eryk Sarniak. Rozumiem, że zespół chciał promować płytę polską piosenką – większość nowych kapel ma anglojęzyczny materiał. Jednak w przypadku Out Of Tune nie jest to dobra decyzja, bo ich polskie kompozycje są na singiel za słabe. Weźmy kolejny utwór – „Nie próbuj”, w którym niepotrzebnie wykorzystano słowo „uciekaj” – z powodzeniem użyte przed laty przez ich starszych, lepiej znanych kolegów. Nie udało się również uniknąć banału: „Nieważne, co to jest uciekaj / nie warto na to tracić czasu / dlaczego myślisz, że coś mogę zrobić/ z tym, na co ja się nie chcę zgodzić/ słyszałem wszystko, o czym nie chcesz mówić/ od teraz wiem, co chciałaś mi narzucić (...) nie próbuj nigdy wrócić/ dobrze wiesz, że nie ma gdzie / nie możesz już zawrócić”. Niedobrze też brzmią wyciągane przez wokalistę końcówki. Również piosenki „Przywidzenia” i „247” mają wątpliwej wartości wersy i wokal.

Indie rockowa muzyka wielkich aspiracji nie ma. Brytyjska młodzież czeka na przeciętne zespoły wygrywające miłe dla ucha melodie. Nawet lepiej śpiewać o niczym, jednak dla mnie jest to za mało. Dobry tekst polskiej piosenki to nie tylko odpowiednia ilość sylab i dużo rymów. O tekstach Out Of Tune więcej powiedzieć nie można. Spełniają jedynie rolę wypełniacza dance-punkowej muzyki. Tą stylistykę zespół wielbi bezgranicznie. Taneczna sekcja rytmiczna, klawisz, gitary wygrywające przebojowe dźwięki. Może i radośnie ten zestaw brzmi, można pokiwać palcem w bucie, ale mogłoby się za tym kryć coś więcej.

Pozytywne wrażenie robią jedynie dwie stare (też punkowo skoczne) piosenki, które długo hulały po MySpace (usunięto je na rzecz mniej udanych nowych). Pierwsza to „What you’re Missin’”. Ma energię, ciekawe zmiany tempa, sprawny tekst („you don’t know what you’re missin’/ wasting your time for thinking/ use your imagination/ time for a self creation”) i trochę więcej wymaga od wokalisty. Sarniak wybitnym wykonawcą nie jest, ale gdy zaczyna śpiewać po angielsku brzmi przyzwoicie. Druga piosenka – „Vintage Violence” – doskonale poradziłaby sobie jako singiel. Porządnie zaśpiewany zgrabny utwór z potencjałem. Tylko, że słyszałam go już wiele razy i myślałam, że Out Of Tune stać na coś więcej.

Na płycie jest też dużo alternatywnej elektroniki, za którą należą się zespołowi pochwały. Hipnotyczny „Phone Call”, agresywny „Confidence”. Mniej wyeksponowany, a częściej przesterowany wokal, w tekstach dużo powtórzeń. Nie słychać tego, w czym są najsłabsi. Brzmią mrocznie i zagadkowo. Tyle, że to za mało jak na całą płytę.

Out Of Tune ogłaszało, że podbije brytyjską scenę. Już widzę, jak ze strachu drżą Klaxons i Franz Ferdinand. Wprawdzie nasze chłopaki okazale prezentują się na fotkach z sesji zdjęciowej. Modne fryzury i ciuchy z pewnością spodobają się licealistkom. Jednak czy za ciekawą powierzchownością kryje się coś więcej? Takich wystylizowanych zespołów jest na pęczki. Apeluję do tych, które jeszcze stoją przed progiem z napisem „fonograficzny debiut”. Zastanówcie się, co tak naprawdę chcecie osiągnąć. Indie nie musi oznaczać pogoń za modą i mieć tylko jedno, dobrze już znane, postpunkowe oblicze. Pobawcie się różnymi stylistykami i czymś nas zaskoczcie. Może Rotofobia uratuje twarz młodej polskiej niezależnej sceny. Czekam na ich debiut z niecierpliwością, ale też pewnym niepokojem.