Wydanie bieżące

1 października 19 (115) / 2008

Magdalena Kempna-Pieniążek,

„OBIECAJ MI!”, CZYLI ŻYCIE JEST CUDEM

A A A
Słowianie mają swój realizm magiczny, a Emir Kusturica jest jego największym – przynajmniej w dziedzinie filmu – propagatorem. Wchodzące na ekrany kin najnowsze dzieło twórcy kultowego „Underground” jest na to najlepszym dowodem: „Obiecaj mi!” to baśń nasycona bałkańskimi realiami, mocno zakorzeniona w południowosłowiańskiej mentalności.

Baśń à la Kusturica

Już sama fabuła filmu przywodzi na myśl baśń czy ludową bajkę. Nie bez przyczyny przecież pisał przed kilkudziesięcioma laty Włodzimierz Propp, że na tego typu opowieści składają się powtarzalne motywy i wzorce postaci. Bardzo często powraca w baśniach taki oto schemat: młody i dzielny bohater wyrusza w pełną niebezpieczeństw podróż, by osiągnąć jakiś z góry określony cel. W realizacji zadania pomagać mu może cała zgraja dziwnych postaci (mniej lub bardziej magicznych pomocników), podczas gdy inna zgraja – tym razem czarnych charakterów – próbuje udaremnić jego wysiłki. Bardzo często struktura baśni oscyluje wokół liczby trzy: bohater musi pokonać trzech przeciwników, rozwiązać trzy zagadki albo zdobyć trzy artefakty. Po drodze zwykle zyskuje też coś jeszcze: miłość i rękę pięknej księżniczki. Wszystko kończy się najczęściej happy endem, czyli hucznym weselem, będącym bramą do długiego i szczęśliwego życia.

Wszystkie te elementy odnaleźć można w najnowszym filmie Kusturicy. Oto młody, mieszkający w prowincjonalnej wsi bohater, Tsane (Uros Milovanović), zostaje wysłany przez swojego spodziewającego się rychłej śmierci dziadka (Aleksandar Berček) do miasta. Zanim powróci do domu, Tsane musi wykonać trzy zadania: sprzedać krowę, za zdobyte pieniądze kupić ikonę św. Mikołaja oraz jakąś pamiątkę i znaleźć sobie żonę. W realizacji planu pomagają mu ekscentryczni bracia, potomkowie przyjaciela jego dziadka, równie sprawni w burzeniu starych budynków, co we władaniu bronią maszynową. A na drodze do szczęścia, czyli połączenia się z piękną Jasną (Marija Petronijević), stają lokalni gangsterzy pod wodzą wyjątkowo brutalnego właściciela domu publicznego (fenomenalny Miki Manojlović). Akcja toczy się wartko, znajdując finał w żywiołowym podwójnym weselu (połączonym dodatkowo z pogrzebem), podczas którego charakterystycznej bałkańskiej muzyce wygrywanej przez niezmordowaną orkiestrę towarzyszą salwy z karabinów maszynowych i regularna bitwa z gangsterami.

Emir Kusturica uwielbia opowiadać bajki i baśnie. Zwykle jednak są one podszyte melancholią („Arizona Dream”, 1993), poczuciem zagrożenia tożsamości („Czas Cyganów”, 1988) czy też nasycone goryczą historii („Underground”, 1995). „Obiecaj mi!” jest filmem pozbawionym tego naddatku. Dlatego może się nie spodobać tym, którzy oczekują kolejnej epickiej, tragikomicznej opowieści o Bałkanach w stylu „Underground” czy nawet „Czarnego kota, białego kota” (1998). Odwołując się do tytułu poprzedniego filmu Kusturicy, można powiedzieć, że „Obiecaj mi!” jest niczym wariacja na temat „życie jest cudem”. To wielka afirmacja istnienia (aż po śmierć), witalności (aż po rubaszność) i radości (aż po szaleńczy śmiech). Zarówno dla Tsane, jak i dla jego dziadka życie jest piękne samo w sobie. Piękne są też kobiety (i te młodziutkie, jak Jasna i te bujne i dojrzałe, jak miejscowa nauczycielka), piękna jest miłość (ta pierwsza, świeża i ta późna, może nawet ostatnia), piękna jest wreszcie cała Serbia z jej wsiami i miastami.

W świecie przedstawionym przez Kusturicę pełno jest absurdów, dziwactw i ekscentryków: wystrzelony z armaty podczas cyrkowego pokazu człowiek-pocisk dniem i nocą fruwa po niebie, budząc uśmiech (ale bynajmniej nie wielkie zdziwienie) na twarzach obserwujących jego lot ludzi; gangsterzy zamierzają zbudować w prowincjonalnym serbskim mieście replikę World Trade Center; dziadek Tsane nieustannie montuje w swym domu i jego okolicach rozliczne pułapki, zapadnie i dziwne mechanizmy (polecam uwadze zwłaszcza jego wersję budzika), a bohaterowie zachowują się trochę tak, jakby żyli w jakimś wesołym, surrealistycznym śnie. Być może zresztą powracający w filmie motyw hipnotyzującej spirali nie jest pozbawiony głębszego znaczenia – może ma on zasugerować widzowi, że to, co ogląda, zostało pomyślane jako upajająca swoim rytmem opowieść, która pozwala oderwać się od szarej codzienności. Bo pogoda w świecie ukazanym w „Obiecaj mi!” jest zawsze piękna (nawet zimą, kiedy nie ma słońca, biel śniegu promieniuje wspaniałą jasnością), a przemoc, stanowiąca nieodzowny element świata we wszystkich filmach Kusturicy, odwraca się przeciwko tym, którzy sięgają po nią, by osiągnąć niegodziwe cele.

Daleko od historii

Jest jednak w filmie Kusturicy coś więcej – coś, co sprawia, że jego bałkańska baśń staje się baśnią postmodernistyczną. „Obiecaj mi!” to także zabawa reżysera z własną – i nie tylko własną – twórczością. Uważni widzowie dopatrzą się tutaj fenomenalnych wręcz nawiązań między innymi do „Desperado” (1995) Roberta Rodrigueza, innym zapewne nasuną się skojarzenia z „Czasem Cyganów”. O ile jednak wcześniejszy film Kusturicy był opowieścią o utraconej niewinności i tożsamości, o tyle „Obiecaj mi!” można odczytywać jako obraz traktujący o tożsamości utrwalonej i podtrzymanej, o niewinności zachowanej pomimo zła obecnego na świecie.

Świat ukazany przez Kusturicę w najnowszym filmie od początku do końca pozostaje naznaczony magią czy cudownością. Historia, a wraz z nią konflikty zbrojne czy dziejowe kataklizmy nie mają tu w zasadzie dostępu. Można dopatrywać się ich śladów w drobnych faktach – na przykład w tym, że Tsane wychowywany jest jedynie przez dziadka, a Jasna przez samotną, prostytuującą się matkę. Co się stało z ich ojcami, nie wiadomo. W jednej ze scen Tasane i Jasna oglądają w telewizji amerykański film sensacyjny. Kiedy na ekranie dochodzi do brutalnego morderstwa, młodzi bohaterowie podskakują ze strachu. Ich niewinność i wrażliwość są wręcz zdumiewające, zwłaszcza że wychowali się oboje w kraju naznaczonym wieloma wojennymi bliznami. Być może jednak zarówno ta scena, jak i dominujący w filmie Kusturicy komediowy, miejscami nawet pastiszowy klimat są znakiem czegoś bardzo istotnego. Może reżyser próbuje poprzez swoją beztroską historię powiedzieć, że współczesna Serbia, wciąż lecząca liczne rany, nie potrzebuje już filmów pokroju „Underground”. Przecież rośnie w niej nowe pokolenie reprezentowane przez dzieci takie jak Tsane i Jasna, które – nawet jeśli były wychowywane bez ojców – niosą nadzieję na nową, lepszą, radośniejszą, pozbawioną wojennego piętna przyszłość. „Obiecaj mi!” byłby zatem filmem poniekąd opozycyjnym względem intrygującej bośniackiej „Grbavicy” (2006), w której Jasmila Žbanić opowiedziała o nieusuwalnej skazie, jaką pozostawia w psychice swych ofiar zbrojny terror, wpływając nawet na życie kolejnych, urodzonych już po wojnie pokoleń.

„Obiecaj mi!” jest filmem, który będzie zapewne budził pewne kontrowersje. Dla widzów przywiązanych do dzieł pokroju „Underground”, w których bałkański realizm magiczny nasycony został specyficzną refleksją nad historią i tożsamością, najnowszy film reżysera może się okazać sporym rozczarowaniem. Wszak z pozoru jest to dość błaha, śmieszna i efektowna historyjka utrzymana w charakterystycznym dla twórcy klimacie. Dla innych jednak (i sama zaliczam się do tej grupy) będzie to najlepszy, choć może nie najbardziej nośny w znaczenia i tropy interpretacyjne, film Kusturicy, przynoszący esencję jego stylu, stanowiący podsumowanie jego autorskiej strategii, wzbogaconej dodatkowo o ironiczny dystans do własnej twórczości. „Obiecaj mi!” to dzieło świadczące o umiejętności czerpania przez reżysera z rozlicznych filmowych konwencji w celu utrwalania własnej oryginalności i opowiadania o świecie, który sam w sobie staje się przestrzenią wiecznie żywych i ciągle odradzających się, pomimo kaprysów historii, mitów i baśni.
„Obiecaj mi!” („Zavet”). Reż.: Emir Kusturica. Scen.: Emir Kusturica, Ranko Bozić. Obsada: Uros Milovanović, Aleksandar Berček, Marija Petronijević, Miki Manojlović. Gatunek: komedia. Serbia / Francja 2007, 127 min.