ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 października 19 (115) / 2008

Katarzyna Górska,

NIE GÓRA, LECZ KRZYK KAMIENIA

A A A
Szczyt Cerro Torre w Andach Patagońskich może nie jest najwyższym szczytem świata (ma zaledwie 3133 m n.p.m.), ale z pewnością jednym z najtrudniejszych do zdobycia. Człowiek późno po raz pierwszy postawił na nim swoją stopę. Stało się to dopiero w 1959 roku. Dokonali tego Włoch Cesare Maestri i Austriak Toni Egger, który – jak twierdzi jego towarzysz – zginął w drodze powrotnej. Fakt zdobycia szczytu przez tych dwóch śmiałków został poddany w wątpliwość. Maestre ponownie podjął próbę wejścia na górę dopiero w 1970 roku.

Chociaż w swoim filmie „Krzyk kamienia” (1991) Warner Herzog nawiązuje do autentycznej historii zdobycia Cerro Torre, nie można nie zauważyć, że ostatecznie wymyśla własną opowieść. W jego dziele doświadczony alpinista Roccia (Vittorio Mezzogiorno) jako ukoronowanie swojej kariery (wszedł już na wszystkie ośmiotysięczniki) pragnie zdobyć mityczny szczyt w Andach. Podczas realizacji programu telewizyjnego, ukazującego mistrzostwa świata we wspinaczce, bohater spotyka Martina (Stefan Glowacz). Młody i pewny siebie sportowiec prezentuje zupełnie inny styl życia, i chociaż świetnie się wspina po specjalnie do tego przygotowanych obiektach (jak sam mówi, wystarczą mu czteromilimetrowe wypustki w ściance, aby na nich utrzymać swój ciężar), nigdy dotąd nie zetknął się z prawdziwymi górami i z potęgą natury. Roccia już kilkakrotnie przymierzał się do zdobycia Cerro Torre, lecz ciągle coś mu w tym przeszkadzało. Martin wyzywa alpinistę na pojedynek: ten z nich, który jako pierwszy zdobędzie szczyt, zwycięży. Walka zostaje podjęta. Całości wydarzeń z tym związanych będzie się bacznie przypatrywał dziennikarz (a zarazem przyjaciel Roccii), żądny sensacji Ivan Radanovic (Donald Sutherland).

W filmie pojawiają się zatem dwaj główni bohaterowie: Martin i Roccia. Czy to któryś z nich opowiada nam historię zdobycia Cerro Torre? Głos z offu relacjonujący (i do czasu do czasu komentujący) większość wydarzeń należy jednak do Ivana. To on jest narratorem – mogłoby się zatem wydawać, że oglądamy jego opowieść. Czyż to nie jemu najbardziej zależało na zdobyciu szczytu? Już w pierwszej minucie filmu z żalem i wściekłością mówi: „Ten czekan nie daje mi spokoju. Cholerny stary czekan”. Dziennikarz poszukujący sensacji będzie obecny przez prawie cały czas trwania filmu. Ale pojawia się jeszcze jedna postać, nad której miejscem warto się zastanowić. To reżyser, który tuż przed mistrzostwami we wspinaczce krząta się po planie telewizyjnym, pilnuje światła i ustawienia kamer, dba o to, aby wszystko w tym show było na swoim miejscu. To postać ważna, bo gra ją sam Werner Herzog! Czyżby w ten sposób twórca „Stroszka” zdawał się nam mówić: „Nie dajcie się zwieść, to mój film”?

W jednym z wywiadów Herzog powiedział: „Wszystkie moje filmy mają swoje źródło w osobistych, prawdziwych przeżyciach i bardzo chciałem je pokazać, sprawić, żeby inni ludzie też to mogli zobaczyć”(1). Wielokrotnie jeszcze wspominał w licznych rozmowach, że większość jego filmów opowiada właściwie o nim samym. „Krzyk kamienia” poświęcony jest jego własnej pasji – alpinistyce. Vittorio Mezzogiorno grający Roccię jest w tym obrazie filmowym „najeżony i zrzędliwy” jak sam Herzog. Może dlatego niektóre jego zachowania skłonni bylibyśmy przypisać (romantycznemu?) artyście. Na przykład wtedy, kiedy zupełnie nagle odcina się on od świata i kupuje stary, opuszczony dom, w którego pobliżu „od zawsze” mieszka zdziwaczała stara Indianka. Bohater codziennie odbywa w okolice góry piesze lub konne wycieczki. Wsłuchuje się w przyrodę i w zaciszu domu pisze książkę o alpinistyce. Nie chodzi mu zatem o jakieś sprawnościowe przygotowanie do zdobycia szczytu. Jest to raczej duchowe dojrzewanie do wyzwań stawianych przez górę, wsłuchiwanie się w siebie. W Roccii kryje się dusza artysty i łatwo pomyśleć, że może to sam Herzog dojrzewa do czegoś, opowiadając tę historię.

Przygotowując się do wyprawy, Roccia analizuje także swoje sny. Jeden z nich opowiada Katherinie (Mathilda May). Opis tego snu jest zadziwiająco zbieżny z tym, co przeczytać można w prywatnym dzienniku Herzoga, spisanym podczas jego pieszej wyprawy do Paryża. W obu przypadkach mamy do czynienia z obrazem, który ma ukazać jakąś istotną prawdę. W obu pojawia się także opowieść o pociągu, która staje się pretekstem do głębszej refleksji. Obraz zatem ma nie tyle wywołać określone skojarzenia, ile stać się powodem zastanowienia, chwilowej zadumy. Wydaje się, że takie zadanie wyznacza Herzog swoim filmom…

Kiedy w swoim dzienniku Herzog opisuje płonący wagon pociągu wjeżdżającego w góry, daje odbiorcy do zrozumienia, że przedstawia prawdziwe wydarzenie. Dziennik z założenia ma być bowiem zapisem autentycznych przeżyć autora. Kiedy jednak w innym miejscu dziennika czytamy: „Poprosiłem, by otworzyła okno, od kilku dni umiem latać”(2), relacja traci na autentyczności. Nie na obiektywnej prawdzie Herzogowi zależy najbardziej (chociaż jest on autorem wielu filmów dokumentalnych). „Lubię podchodzić aż ku granicy nieprawdy, by odkryć w ten sposób intensywniejszą postać prawdy”(3) – twierdzi Herzog i zadaje w ten sposób odbiorcy zagadkę. Kiedy reżyser „mówi” prawdę? Kiedy nam ją pokazuje?

W „Krzyku kamienia” pada niewiele słów, a wiele dialogów nie zawiera głębszych treści. Herzog mówi obrazami. To one w gruncie rzeczy są bohaterami tego filmu. Zarówno pojawiający się na początku filmu reżyser, jak i sam Roccia – postaci, które można odczytywać jako alter ego Herzoga – są specyficznie uwikłani w relacje z obrazem. Reżyser z natury swego zawodu ma z nim do czynienia, a alpinista swą duchową strawę czerpie właśnie z długiego wpatrywania się w to, co odsłania przed nim natura. Roccia (imię to znaczy tyle co „skała”) utożsamia się z górą, którą musi zdobyć. Tak samo jak ten mistyczny szczyt, on sam (a także Herzog) nie chce się dać opanować przez świat martwej cywilizacji, która potrafi tylko niszczyć. Zdobycie góry jest celem, dla którego gotów jest poświęcić wszystko. Aby oddać Cerro Torre należytą cześć, pozbywa się nawet swoich powiązań ze światem kultury. W samotności dojrzewa duchowo do zdobycia góry.

Reżyser „Krzyku kamienia” tak opisuje proces twórczy, swego rodzaju „romansowanie” z obrazami: „Moje filmy mają źródło w obserwacji zdarzeń, ludzi. Nie jestem osobą, która lubi teoretyzować. Wiem, że mam łatwość odnajdywania obrazów, które są w każdym z nas i własne sposoby, aby uczynić je widzialnymi. To jest wysiłek atlety. Prawie jak życie. Wszystko odbywa się najpierw gdzieś we mnie. Obrazy stają się coraz bardziej jasne i zrozumiałe. We właściwym momencie po prostu siadam i piszę scenariusz w trzy dni. Zawsze istnieje też klucz do cyklu obrazów. Przy jego pomocy wiele można wyjaśnić z pomocą obserwacji, odrzucając analizę”(4).

Przyroda staje się jednym z bohaterów „Krzyku kamienia”. Szczyt Cerro Torre poddany zostaje procesowi personifikacji. On także – a nie tylko dwaj mężczyźni – uczestniczy w pojedynku. Pierwsze ujęcia góry przynoszą spokojną, statyczną panoramę Cerro Torre. W tym początkowym „spotkaniu” z górą szczyt skrywa się przed ludzkim wzrokiem we mgle lub może raczej w chmurze. Pojawiający się szaleniec (a zarazem pierwszy zdobywca szczytu) jest jedyną osobą, która będzie się starała powiedzieć (a nie pokazać) coś o tej górze, będzie chciała przybliżyć (ale nie odsłonić) tajemnicę szczytu. Z ust szaleńca padają słowa, które są dopowiedzeniem poprzedniego, niezwykle poetyckiego ujęcia: „Coś wam powiem. Nikt nigdy nie wejdzie na ten szczyt. A wiecie dlaczego? Ponieważ Cerro Torre to nie jest góra, to krzyk kamienia”.

Po raz kolejny widzimy górę, kiedy Roccia opowiada swój sen. Jest ona wówczas jak gdyby podglądana przez kamerę, która zdaje się śledzić każdy jej załamek skalny. Ogrom góry w tym ujęciu zdaje się przytłaczający, a zdobycie szczytu z masą najeżonych iglic skalnych wydaje się niemożliwe. Kiedy Roccia i Ivan udają się po żywność, szczyt pokazany jest w dużym oddaleniu, jawi się jako odległe tło. Dopiero gdy Roccia zamieszkuje w starym domku, góra „pozwala mu się zbliżyć”. Pokazywane są teraz z bliska obszary, które Roccia ma szansę poznać. Bohater penetruje te tereny nie tylko wzrokiem, ważna jest także jego fizyczna obecność w tych miejscach.

Kiedy dochodzi do ostatecznego zmagania się człowieka ze szczytem, góra pokazana jest tylko z lotu ptaka. Dwaj śmiałkowie wdzierający się na jej wierzchołek z tej perspektywy są znikomo mali i aż śmieszni w swoich ambicjach. Droga na sam szczyt jest w całym filmie chyba obrazem najważniejszym i konsekwentnie ukazana została w tej samej perspektywie, ujawniającej absurdalnie małe postaci przedzierające się przez śnieg i skały. Istotnym dopowiedzeniem i przerwaniem monotonii tych scen jest wtrącenie ujęcia ze starą Indianką, która wpatruje się z oddali w zdobywaną właśnie górę. Ta nieruchoma i wpatrzona gdzieś w dal postać, która jako autochtonka najlepiej zdaje się rozumieć tutejszą Naturę, mówi: „Przybili swego Boga do kawałka drewna, żeby nie mógł im uciec. «Oni właśnie tacy są» – mówili mi rodzice. Dlatego ich Bóg nie może im pomóc”. Indianka najlepiej zdaje się rozumieć, że w obliczu potęgi Natury człowiek jest zdany wyłącznie na siebie.

Herzog opowiada mam to wszystko stosując długie, poetyckie ujęcia, akcentując w ten sposób przede wszystkim wzniosłość gór. Ale dla reżysera równie ważne są emocje tkwiące w człowieku. Dlatego na finałową scenę składają się przede wszystkim zbliżenia. Kiedy Martin spada, a Roccia, widząc to, wie już, że tym razem go pokonał, Herzog pokazuje nam twarz alpinisty targaną emocjami. W jego spojrzeniu widać złość i nienawiść do przeciwnika (przez którego stracił przecież też kochankę i przyjaciółkę Katherinę). Wyczytać w nim można również zawziętość i determinację w dążeniu do zdobycia szczytu, który przecież jest już tak blisko, i teraz – zdawać by się mogło – należy tylko do niego. Gdy Cerro Torre zostaje pokonana, zdobyta przez Roccię, reżyser ponownie stosuje zbliżenie. Tym razem widzimy, jak emocje targające bohaterem zmieniają się gwałtownie. Początkowo zauważamy triumf i radość, lecz nagle, gdy jego wzrok natrafia na coś, czego my jeszcze nie widzimy, na twarzy Roccii maluje się żal, zwątpienie… Dopiero po chwili ujawnia się powód tej nagłej zmiany: kamera pokazuje tkwiący na szczycie stary czekan, który zdaje się mówić: „byłem tu przed tobą”…

Jakie właściwie jest zakończenie filmu? Czy Roccia jest zwycięzcą? W pewnym sensie tak. Zdobył szczyt przed Martinem – wygrał więc zakład. Zdobył szczyt – wygrał więc sam ze sobą. Nie zdobył go jednak jako pierwszy… Ale czy w zdobywaniu szczytów to jest najważniejsze? Herzog nie odpowiada, jakie według niego powinno wydawać się nam zakończenie. Końcowe sceny, kiedy Roccia, stojąc na szczycie, spogląda na otaczające go widoki, przypominają znany obraz niemieckiego malarza Caspara Davida Friedricha „Wędrowiec nad morzem mgieł”. Herzog chętnie operuje długimi i statycznymi ujęciami ukazującymi elementy przyrody, dlatego też można w jego twórczości wskazać podobieństwa do romantycznego malarstwa. Ponieważ Andy Patagońskie mają szczyty ostro zakończone często wieloma nawet iglicami, a ich znaczna wysokość powoduje, że zawsze są pogrążone w lodzie i we mgle, można odnieść wrażenie, iż Herzog w „Krzyku kamienia” ożywił płótna Friedricha.

W całym filmie bardzo dużo jest zatem ciszy i długich ujęć. Obrazy nie komunikują niczego wprost, otwierają się zawsze na wiele interpretacji. Herzog niczego w swoim filmie nie narzuca, niczego nie przesądza, nie ocenia. Pozostawia odbiorcy przyjemność odczytywania obrazów. Jak bowiem stwierdza Gideon Bachmann, „cisza i użycie obrazów w nieoczekiwany sposób, oto jego [Herzoga – przyp. K. K.] sposoby na odnowienie sztuk wizualnych w ogóle. Według niego właśnie tak postępują wszyscy wielcy artyści. […] Herzog używa wszystkich zdobyczy kina i podporządkowuje się jego umowności. Jednak jakże kusząca wydaje się myśl, że Herzog zaczął robić filmy tylko dlatego, że nie mógł stworzyć innego, bardziej bezpośredniego sposobu na dotarcie do ludzi. Byłby to najprawdopodobniej podstawowy kompromis, na który musiał pójść w życiu”(5).
1. „Wywiad z Wernerem Herzogiem”, w: „Werner Herzog”, red. P.C. Seel, B. Zmudziński, tłum. E. Siemicka, Kraków 1994, s. 18. 2. W. Herzog, „Szedłem przez lód”, w: „Werner Herzog”…, s. 13. 3. H..G. Pflaum, „Obrazy stanu cywilizacji”, w: „Werner Herzog”…, s. 58. 4. G. Bachmann, „Człowiek na wulkanie. Portret Wernera Herzoga”, w: „Werner Herzog”…, s. 52. 5. Tamże, s. 54. „Krzyk kamienia” („Cerro Torre: Schrei aus Stein”). Reż.: Werner Herzog. Scen.: Hans-Ulrich Klenner, Reinhold Messner. Obsada: Vittorio Mezzogiorno, Stefan Głowacz, Donald Sutherland. Gatunek: dramat. Belgia / Francja / Kanada / Niemcy 1991, 105 min.