Wydanie bieżące

1 października 19 (115) / 2008

Tadeusz Kosiek,

HITY (TYM RAZEM BEZ KITÓW),

A A A
czyli mniej znani też potrafią
Jun Miyake “Stolen from Strangers”. Video Arts 2007 / Do Right Music 2008.

Płyta dla miłośników eklektycznej, elektroniczno-akustycznej odmiany exotica spod znaku Ryuichi Sakamoto, Arto Lindsaya, United Future Organization czy Hectora Zazou. W multikulturowym tyglu japoński trębacz i pianista stopił brazylijską bossę, francuskie chansons, kameralny jazz, downtempo, lekkie jak puch walczyki, bałkański i bliskowschodni folk, impresjonistyczne miniatury, psychodeliczny rock, ambient i kilka innych stylistyk, tworząc subtelny i wyrafinowany pop o wyraźnie onirycznej aurze. Wokaliści, jazzowe combo, bułgarska orkiestra symfoniczna i chór, etniczne instrumentarium i szczypta elektroniki zgodnie współpracując pod kierunkiem Juna Miyake, który być może nie jest najbardziej oryginalnym kompozytorem, ale na pewno jest wytrawnym aranżerem i doskonałym producentem, współtworzą urokliwy klimat eklektycznego zbioru filigranowych piosenek. Arto Lindsay, Lisa Papineau, Vinicius Cantuaria, Peter Scherer, Dahfer Youssef, Arthur H. oraz Satoshi Murakawa to tylko niektórzy z instrumentalistów i wokalistów towarzyszących Junowi Miyake w trwającej trzy kwadranse podróży dookoła muzycznego świata. Pozwólmy im się w nią zabrać.



Kool DJ Dust “The Disco Opera”. Service 2008.

Dr Sorryasscopycat od dawna raczy bywalców klubów bezdusznymi, nowoczesnymi dźwiękami, gasząc w nich wszelkie uczucia, ale gdy Kool DJ Dust w odległej galaktyce odnajduje magiczną płytę…

Dalszy ciąg tej historii poznacie z minikomiksu dołączonego do albumu „The Disco Opera”, który być może jest właśnie tym „the magic record”, zestawem dziewiętnastu energetycznych kawałków niezbędnych do rozkręcenia każdej imprezy. Szwedzki DJ i producent stworzył wielowątkowy soundtrack do tej opowieści, miksując sample z szerzej nieznanych utworów w godzinny dyskotekowy majstersztyk, w którym soul, funk i house, przeplatając się ze space disco, HI-NRG i Eurodisco, tworząc kalejdoskopową mozaikę rytmów i melodii. Choć utrzymana w jednolitej stylistyce disco, całość jest urozmaicona i bajecznie kolorowa. „The Disco Opera” to znakomite antidotum na nadchodzące jesienne słoty.



Kim Doo Soo “10 Days Butterfly”. P.S.F. Records 2007.

Wyobraźmy to sobie… Michał Bajor w repertuarze któregoś z mieszkańców Krainy Łagodności… Może Pod Budą, może Antoniny Krzysztoń albo Wolnej Grupy Bukowina. Mówiąc dokładniej, to Bajor introwertyczny, zmęczony. Bajor, którego głos, o ton ledwie głośniejszy od ciszy, zmaga się z oporem słów, siłuje się z kruchością melodii. Charakterystyczne wibrato podkreśla smutek melodii, dodaje niezrozumiałym słowom głębi, nasyca je melancholią. Piosenki to skromne, pozbawione przebojowego refrenu, stonowane ballady, rozpisane na gitary akustyczne i elektryczne, wiolonczelę, perkusjonalia oraz syntezator, ozdobione od czasu do czasu subtelnym ornamentem harmonijki, bandoneonu lub trąbki.

Kim Doo Soo to jeden z najbardziej cenionych i niezwykłych (historia jego życia to temat na epicką powieść lub hollywoodzki wyciskacz łez) twórców z kręgu koreańskiego acid folku, wokalista i gitarzysta, poeta i kompozytor, który niezwykle rzadko ujawnia światu swe dzieła (w ciągu 23 lat wydał zaledwie pięć płyt). Przekonajcie się o tym sami, słuchając jego pierwszego, szerzej dostępnego albumu, wydanego nakładem kultowej dla miłośników japońskiego undergroundu wytwórni PSF. Słuchacze ceniący piosenki Nicka Drake’a, Johna Martyna, Leonarda Cohena czy Vashti Bunyan, pokochają smutne ballady Kim Doo Soo.



Sissy Spacek “French Record. Dual Plover 2008.

To chyba najlepsza, a na pewno najbardziej przystępna płyta Sissy Spacek, jednego z najciekawszych reprezentantów amerykańskiej sceny noise’owej. Tym razem, tworzących duet, Corydona Ronnau i Johna Wiese w poszczególnych nagraniach wspomogli: gitarzysta Kevin Drumm, perkusiści Kate Hall i Sam Ott oraz skrzypek C. Spencer Yeh. Lawirując pomiędzy harsh noise a subtelną elektroakustyką, dokładając do dźwiękowej układanki puzzle zapożyczone z ekstremalnego rocka, muzyki improwizowanej oraz konkretnej, muzycy stworzyli niezwykle intrygujące, eklektyczne, lecz jednocześnie zadziwiająco spójne, soniczne uniwersum. Wszechświat, w którym w ułamkach sekundy możliwe jest pokonanie tam i powrotem drogi wiodącej od kakofonii do harmonii, od nieznośnego hałasu do kojącej ciszy. Czternaście nagrań, trwających od ledwie dwudziestu sekund do prawie dziewięciu minut, prezentuje różne oblicza współczesnej muzyki undergroundowej. Każde z nich jest piękne, i choć jest to piękno nieoczywiste, to potrafi uwodzić i zwodzić.