Wydanie bieżące

15 października 20 (116) / 2008

Magdalena Kempna-Pieniążek,

EKSPERYMENT: FALA

A A A
„Przeciwko czemu mamy się buntować?” – pyta jeden z młodych bohaterów „Fali” Dennisa Gansela. I od razu dodaje: „Przecież dziś nic nie ma znaczenia”. Problem znany nam chociażby z „Tanga” Sławomira Mrożka ma dla dzieła niemieckiego reżysera znaczenie niebagatelne. Okazuje się bowiem, że jeśli nie ma zasad, przeciw którym można byłoby się buntować, zawsze można się jeszcze zbuntować przeciwko… samemu brakowi zasad.

Scenariusz „Fali” oparty został na autentycznych wydarzeniach: w 1967 roku nauczyciel Ron Jones przeprowadził w ramach zajęć w jednym z kalifornijskich liceów eksperyment mający na celu uświadomienie młodzieży, na czym polega autokracja. Projekt szybko wymknął się spod kontroli, przynosząc nieoczekiwane konsekwencje. Po czterdziestu latach Dennis Gansel postanowił opowiedzieć o niebezpiecznym eksperymencie. Akcję swojego filmu osadził jednak we współczesnych Niemczech. Oto nauczyciel wychowania fizycznego i wiedzy o społeczeństwie, Rainer Wenger (świetny Jürgen Vogel), otrzymuje zadanie przeprowadzenia trwającego tydzień fakultetu na temat autokracji. Uważający się raczej za znawcę ideologii anarchistycznej (mieszkał przez kilka miesięcy w jednym z niemieckich squatów) Wenger podchodzi początkowo do pomysłu w sposób wysoce sceptyczny. Jednak bezkompromisowe relacje z ceniącymi go uczniami (którzy zwracają się do niego po imieniu i traktują go niemal jak rówieśnika) szybko skłaniają go do nadania zajęciom formy eksperymentu polegającego na stworzeniu – oczywiście w celach wyłącznie dydaktycznych – organizacji opartej na autokratycznych zasadach.

Jak łatwo się domyśleć, wszystko zaczyna się niczym dobra zabawa, po to, by zakończyć się tragedią. Uczniowie Wengera entuzjastycznie podchodzą do projektu – wymyślają nazwę dla swojej organizacji (tytułowa Fala), manifestują swoją przynależność do niej poprzez ubiór (obowiązkowa biała koszula i jeansy) i charakterystyczny gest powitalny, zakładają własną stronę internetową, projektują logo… Nie wszystkim jednak eksperyment przypada do gustu – inteligentna Karo (Jennifer Ulrich) szybko orientuje się, że projekt Wengera może się wymknąć spod kontroli. W okamgnieniu społeczność szkoły dzieli się na tych, którzy do Fali należą (lub z nią sympatyzują) i tych, którzy starają się ją zwalczać. Członkowie Fali są solidarni – wspierają się nawzajem w sytuacjach kryzysowych, zaczynają rozszerzać działalność organizacji poza szkołą, gromadzą się na imprezach, biegają po mieście, malując na murach graffiti przedstawiające logo swojej wspólnoty. Z godziny na godzinę zabawa staje się czymś znacznie bardziej poważnym: do głosu dochodzą przemoc i manipulacja psychologiczna, za pomocą których Fala eliminuje ze swego otoczenia niepożądane, wymykające się kontroli jednostki.

Na pytanie o źródła fenomenu Fali Gansel odpowiada, charakteryzując środowisko, z którego wywodzą się uczestnicy eksperymentu: uzdolniony sportowo Marco (Max Riemelt) pochodzi z rozbitej rodziny, fanatyczny Tim (Frederick Lau) jest jednostką neurotyczną i nieprzystosowaną, poszukującą społecznej akceptacji, Lisa (Cristina do Rego) ma dość życia w cieniu swej egotycznej, zdolniejszej i ładniejszej przyjaciółki Karo, Dennis (Jacob Matschenz) i Jens (Tim Oliver Schultz) są dziećmi bogaczy, którzy pozwalają im jeździć drogimi samochodami, ale poświęcają im zdecydowanie zbyt mało czasu. Wszystkim z nich Fala oferuje coś, czego do tej pory nie mieli: poczucie przynależności do wspierającej i opiekuńczej wspólnoty, świadomość możliwości zaistnienia silnych więzi społecznych, a także obecności jakiegoś wyższego sensu. Gansel w interesujący sposób pokazuje jeden z największych paradoksów demokracji: cóż z tego, że młodzi, wkraczający w dorosłe życie ludzie mają wielką swobodę i niemal na każdym kroku zachęca się ich do tego, by korzystali z własnej wolności, skoro i tak nie wiedzą, co właściwie mieliby z tą wolnością zrobić.

Poczucie nieograniczonej swobody może prowadzić do całkowitego zagubienia. Doskonale wie o tym Karo, której rodzice są żyjącymi produktami kontrkultury: nie stawiają swoim dzieciom żadnych ograniczeń, nie przeszkadza im to, że ich dziesięcioletni syn pali, a nastoletnia córka-licealistka uprawia seks ze swoim chłopakiem. Karo przyznaje, że taki układ, choć dla wielu z jej rówieśników (w tym dla jej chłopaka Marco) byłby z pewnością wymarzony, staje się na dłuższą metę męczący. Trudno jest wchodzić w dorosłość w przekonaniu charakterystycznym dla wielu młodych bohaterów „Fali”, że w gruncie rzeczy „nic nie ma znaczenia”. Jak długo bowiem można podążać za tym, co podszeptują hormony i konsumpcjonistyczne zapędy współczesnej kultury? Nieustające imprezy z dużą ilością alkoholu i narkotyków oraz łatwy seks stają się w końcu nudne, prowadzą do zblazowania i poczucia wyobcowania – tego, na co nie ma miejsca w Fali.

W jednej z pierwszych sekwencji filmu Wenger uczy swoich podopiecznych grupowego działania – każe im miarowo oddychać i maszerować w miejscu we wspólnym rytmie. Wszyscy, którzy pamiętają „Stowarzyszenie Umarłych Poetów” (1989) Petera Weira, dostrzegą tu pewną istotną, ale w gruncie rzeczy pozorną analogię ze sceną, w której John Keating (Robin Williams) każe swoim uczniom maszerować po szkolnym dziedzińcu. Początkowo każdy z chłopców podąża swoim własnym krokiem, po chwili jednak wszyscy odnajdują wspólny rytm. Wenger, podobnie jak bohater Weira, pokazuje licealistom, jak łatwo – przy odrobinie wysiłku – dostosować się do ogólnie obowiązujących trendów. O ile jednak Keating chciał w ten sposób skłonić swoich podopiecznych do zachowania indywidualizmu, nawet gdyby miało to oznaczać podążanie pod prąd i „wyłamywanie się z szeregu”, o tyle Wenger udowadnia swoim uczniom coś innego: wpisanie się w rytm narzucony przez wspólnotę daje poczucie siły i bezpieczeństwa. Co więcej, nauczyciel – jednogłośnie wybrany na przywódcę Fali – nie zauważa, że i jemu samemu eksperyment zaczyna z wielu względów odpowiadać. Pogardzany przez znaczną część skostniałego grona pedagogicznego, Wenger otrzymuje nagle poparcie ze strony rzeszy młodych ludzi gotowych zrobić wszystko, czego zażąda. Kiedy przyjdzie opamiętanie, będzie już za późno na łagodne wycofanie się z projektu – nauczyciel będzie mógł jedynie doprowadzić go do końca, udowadniając swoim uczniom, w kogo zmienili się w ciągu zaledwie tygodnia trwania eksperymentu.

Film Gansela zasługuje na uznanie z wielu względów. Kreacje aktorskie, zdjęcia i scenariusz stanowią z pewnością bardzo mocne atuty dzieła. Spotkanie z „Falą” może dodatkowo rodzić pewne skojarzenia ze słynnym „Eksperymentem” (2001) Olivera Hirschbiegela. Obaj twórcy przypominają znaną, ale ciągle aktualną i godną powtarzania tezę, że przestrzeń społecznych relacji zawsze może stać się polem dla drzemiącego w ukryciu okrucieństwa. Bez względu na to, jak bardzo chełpimy się swą przynależnością do demokratycznych społeczeństw, w świetle określonych okoliczności możemy łatwo przekształcić się w czcicieli autokracji. „Fala” nie jest oczywiście filmem tak drastycznym jak „Eksperyment”. Pod pewnymi względami przynosi jednak obraz znacznie bardziej przerażający: wszak do tragedii dochodzi tu nie w warunkach odizolowanego, „laboratoryjnego” eksperymentu, lecz w „zwykłej” szkole, w otwartej i demokratycznej społeczności, która w sposób zupełnie spontaniczny i niewymuszony podporządkowuje się rytmowi narzuconemu przez autokratyczną organizację.

Oglądając film Gansela, żałowałam przede wszystkim jednego: tego, że jego akcja toczy się we współczesnych Niemczech. Znacznie bardziej piorunujące wrażenie „Fala” wywarłaby, gdyby została zrealizowana w Stanach Zjednoczonych. Niemiecki film o nastolatkach, które tworzą organizację przypominającą te znane z czasów nazizmu – cóż w tym dziwnego? Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że ze wszystkich narodów to właśnie Niemcy najczęściej powracają do tematu autokracji. Warto jednakże pamiętać o tym, że eksperyment, o którym opowiada film, miał miejsce w demokratycznych Stanach Zjednoczonych, w samym środku „kontrkulturowych” lat sześćdziesiątych. Gdyby „Fala” powstała w Ameryce, świat być może uświadomiłby sobie rzecz współcześnie raczej rzadko poruszaną – że skłonność do autokracji to nie tylko problem Niemców. I wówczas być może ostatni, pamiętny kadr filmu, ukazujący patrzącego przed siebie (nie wiadomo na co), przerażonego Wengera, nabrałby jeszcze większego znaczenia.
„Fala” („Die Welle”). Reż.: Dennis Gansel. Scen.: Dennis Gansel, Todd Strasser. Obsada: Jürgen Vogel, Max Riemelt, Jennifer Ulrich. Gatunek: dramat. Niemcy 2008, 110 min.