Wydanie bieżące

15 października 20 (116) / 2008

Jarosław Czechowicz,

GRAMATYKA ŻYCIA

A A A
Najpierw ożywił cokół Piłsudskiego („Niehalo”), potem udowodnił, że wdzięcznym bohaterem literackim może być trup („Cud”). Należałoby zatem oczekiwać kolejnej literackiej dawki groteski i sarkazmu po jednym z najbardziej przekonujących kontestatorów polskiej prozy współczesnej. Tymczasem „Gesty” to książka pełna subtelnego dostojeństwa, stonowana i zdecydowanie odmienna od poprzednich dokonań autora. Ignacy Karpowicz zaskakuje. Po serii ironicznych hiperboli bezpośrednio lub pośrednio atakujących otaczający nas świat, które szczelnie wypełniały zarówno debiutanckie „Niehalo”, jak i eksperymentalny „Cud”, otrzymujemy powieść, w której dokona się bardzo spokojne, choć dramatyczne rozliczenie z dotychczasowym życiem kończącego czterdzieści lat bohatera. Nasuwa się od razu jedno skojarzenie – czy nie jest to męska odpowiedź na „39,9” Moniki Rakusy, której bohaterka zbliżająca się do czterdziestki także dokonywała rozrachunku swego dotychczasowego życia? Wierzyć się nie chce, że czterdziestolatek z „Gestów” może być porte parole autora. Wieczny wędrowiec i obserwator innych kultur, który prowadzi czytelników po egzotycznych zakątkach świata w „Nowym kwiecie cesarza”, tym razem przedstawia nam kogoś, kto mówi o sobie w następujący sposób: „Nie mam natury odkrywcy ni podróżnika. Lubię to, co znam. Znam to, co lubię. Nie ciekawi mnie, co jest za następnym rogiem, choć ciekawi mnie, czy za następnym rogiem znajdę to, co zapamiętałem”. Jakkolwiek zaskakujące może być nowe oblicze Karpowicza, jego „Gesty” warte są uwagi. Ta literacka pantomima okaże się bowiem przejmującym traktatem o samotności, próbach jej oswojenia i konsekwencjach, z jakimi wiąże się jej doświadczanie.

Grzegorz jest reżyserem i scenarzystą teatralnym. W swych sztukach ustawicznie stara się ukazać widzom całą paletę barw szczęścia, podczas gdy nie może go odnaleźć we własnym życiu. Mężczyzna któregoś dnia udaje się w podróż do rodzinnego Białegostoku. Jadąc do matki, której dawno nie widział i której winien jest synowską przysługę „pobycia obok”, nie zdaje sobie sprawy, iż będzie to jego ostatnia podróż, podczas której powędruje przede wszystkim mglistym labiryntem własnej przeszłości. Głównym przewodnikiem po tym labiryncie będzie matka. Ona na zawsze zachowała w swej pamięci szczegóły z życia syna, które zaczną mieć dla niego znaczenie po latach. Grzegorz próbuje wspierać rodzicielkę na duchu i pozostać przy niej dłużej, kiedy okazuje się, iż czeka ją chemiczna walka z nowotworem, a na płycie rodzinnego grobowca można już – w mniemaniu matki – wyryć rok jej śmierci. Choroba kobiety i szukanie przez nią nowych dróg porozumienia z synem staje się punktem wyjścia do gorzkiego rachunku sumienia, jaki bohater wystawi sobie samemu.

Nie tylko matka będzie drogowskazem pomagającym dojść do samowiedzy. Bohater ożywi wspomnienia swej pierwszej i jedynej miłości licealnej, która stoczyła batalię o własne życie. Odnajdzie bratnią duszę w koledze z młodości – obecnie lekarzu, który pomaga matce, a Grzegorzowi oferuje przyjaźń, jakiej dotychczas nie doświadczył. Skonfrontuje swoje życiowe doświadczenia z życiem młodszego brata, który przecież radzi sobie o wiele lepiej, spełniając wszystkie oczekiwania, jakie życie stawia przed mężczyzną. W bolesny sposób wspominać będzie także swojego ojca, którego mógł obdarzyć uczuciem dopiero wówczas, gdy ujrzał go w trumnie.

Konfrontując się z bliskimi mu ludźmi, bohater „Gestów” próbuje zrozumieć samego siebie i drogę, jaką wybrał w życiu. Jego wyznania będą opierać się na coraz to nowych pytaniach i coraz trudniejszych odpowiedziach, których Grzegorz sobie udziela. Powrót do minionych zdarzeń i ponowne ich rozważanie wydaje się jedynym sposobem na zrozumienie sensu własnego istnienia. Wszak „Są pytania, do których wracam. Im więcej kroków mam za sobą, a mniej lat przed sobą, tym częściej wracam do pytań, na które nie znajduję zadowalającej odpowiedzi”. Karpowicz buduje swą egzystencjalną opowieść na wątpliwościach i niepewności, ukazuje bohatera w permanentnym stanie poszukiwania i nazywania wszystkiego na nowo.

Uwagę czytelnika zwróci zapewne sposób, w jaki autor nazywa świat Grzegorza. Pierwsza litera jego imienia stanie się kategorią poznawczą, będziemy prowadzeni przez specyficzny świat gramatyki życia, w której rzeczownikami stają się „gdy” i „gdybym”. Czterdzieści lat i czterdzieści rzeczowników – oto forma, jaką przybiera opowiadanie o życiu autora „Gestów”. Ten formalny zabieg nie jest bez znaczenia. Bohater wyraźnie podkreśla rozpaczliwą wręcz potrzebę hierarchizacji świata swoich przeżyć i nadania im odpowiednich kształtów. „Moje życie wydaje mi się pozbawione treści. Dlatego staram się nadać mu formę”. Gramatyczna strukturalność poszczególnych rozdziałów sprawia wrażenie układania myśli Grzegorza w pewnym porządku. Porządku, którego nigdy nie było w dotychczasowym życiu bohatera. Zarówno rzeczowniki, jak i stosowane w tekście liczebniki egzemplifikują próbę logicznego wyjaśnienia wszystkich doznań, poskładania wspomnień, przeżyć teraźniejszych i przeczuć dotyczących przyszłości. Widać jednak wyraźnie, że strumień świadomości rozmawiającego z samym sobą bohatera nie podporządkowuje się żadnej formie i dość swobodnie steruje Grzegorzem.

W najnowszej powieści Ignacego Karpowicza dostrzegamy zupełnie inne oblicze autora. To proza sentymentalna, statyczna i majestatyczna w swej wymowie. Autor „Cudu” nie jest jednak odosobniony, albowiem współczesna polska literatura już niejednokrotnie nawiązywała do eksploatowanych w „Gestach” motywów powrotu, osobistego rozrachunku, poszukiwania prawdy o sobie samym w mrokach tego, co minione. Wystarczy wspomnieć kilka tytułów pośrednio korespondujących z tematyką podjętą przez Karpowicza. Mam na myśli „Kamyk” Agaty Miklaszewskiej, „Pogrzeby” Tomasza Białkowskiego, „Zapach trzciny” Wojciecha Bauera czy też „Dziki Kąt” Piotra Śliwińskiego. Miklaszewska przejmująco portretuje mężczyznę w średnim wieku, który – podobnie jak Grzegorz Karpowicza – uświadamia sobie, w jak bliskim sąsiedztwie znajdują się miłość i samotność. W parabolicznej opowieści o samotnym drwalu Białkowski ukazuje idealistę i marzyciela, który próbuje przywrócić wiarę w świat, nadając znaczenia narodowym mitom. Bohater Karpowicza w podobny sposób traktuje słowa i ich porządkującą rzeczywistość siłę, którą usiłuje wskrzesić. Podobieństwo do sentymentalnej powieści Bauera opiera się głównie na podkreśleniu siły wspomnień i wskrzeszaniu na nowo ludzi oraz zdarzeń z młodości, które pozwalają lepiej zrozumieć samego siebie. W końcu Śliwiński, który tak jak Karpowicz, próbuje w swej powieści zbudować trwały pomost między tym, co jest, a tym, co było, podkreślając wagę zdarzeń minionych, jakie wpłynęły na świadomość jego bohatera.

„Gesty” nie stanowią więc tematycznego novum w polskiej literaturze współczesnej. Jest to jednak książka oryginalna i frapująca, zajmująca uwagę już od pierwszych zdań i zaskakująca nieoczekiwanym finałem. Karpowicz udowadnia, że zawsze najtrudniej jest zdefiniować samego siebie, nawet wówczas, kiedy zna się definicje kształtujące otaczającą rzeczywistość.
Ignacy Karpowicz: „Gesty”. Wydawnictwo Literackie. Kraków 2008.