Wydanie bieżące

15 października 20 (116) / 2008

Magdalena Kempna-Pieniążek,

GORYCZ WYGNANIA. KINO TERENCE’A DAVIESA

A A A
Nowości wydawnicze
„Sztuka ma pewną moc ocalającą, ale niewystarczającą, by umożliwić zaznanie prawdziwego szczęścia” – stwierdza Terence Davies w wywiadzie zamykającym książkę Michała Oleszczyka. Przed czym sztuka może ocalić reżysera „Neonowej Biblii” (1995) ? I dlaczego jej moc jest ograniczona?

Na pierwsze z pytań Oleszczyk odpowiada w zasadzie całą swoją książką. „Gorycz wygnania” to opowieść o reżyserze świadomym faktu, że jego twórczość wyrasta z niemożliwego do przezwyciężenia konfliktu dwóch podstawowych elementów składających się na jego tożsamość: homoseksualizmu i katolicyzmu. Opowiadając w cyklu filmów znanym dziś pod nazwą „Trylogii Terence’a Daviesa” oraz w „Kresie długiego dnia” (1992) o swoim bólu związanym z poczuciem wykluczenia (gej-katolik nie może się odnaleźć ani w społeczności katolików ani w świecie homoseksualistów), o wątpliwościach i lękach zrodzonych w momencie uświadomienia sobie własnego rozdarcia, artysta nie tylko rekonstruuje własną tożsamość z – wydawałoby się – nie pasujących do siebie fragmentów, ale i dąży do afirmacji własnej artystycznej wrażliwości.

Na drugie z pytań odpowiada sam twórca nieco dalej w tym samym wywiadzie: „Destrukcyjność katolicyzmu jest potężniejsza od ukojenia, jakie może dać sztuka”. Działalność artystyczna jest wszak przestrzenią autoterapii – pozwala lepiej zrozumieć własną wrażliwość, wyegzorcyzmować z siebie część lęków, przezwyciężyć – przynajmniej chwilowo – kryzysy tożsamości. Nie pozwala jednak zapomnieć o przeżytych traumach, o wpojonych w dzieciństwie prawdach, o dojmującym poczuciu alienacji. Dlatego też – w świetle analiz Oleszczyka – jednym z głównych tematów kina Terence’a Daviesa jest pamięć, a jego mottem mogłoby być zdanie wyjęte z „Posłańca” Lesliego Polesa Hartleya (cytowane zresztą przez autora książki): „Przeszłość to obca kraina, wszystkie jej wydarzenia mają obce wymiary”.

Kino Terence’a Daviesa to jednak nie tylko opowieść o pamięci indywidualnej. W swojej interesującej analizie „Kresu długiego dnia” Oleszczyk trafnie wykazuje, w jak wysokim stopniu twórczość brytyjskiego autora przesiąknięta jest żywiołem intertekstualności. Filmy Daviesa to bowiem także domena pamięci o samym kinie – o jego arcydziełach (także tych już nieco zapomnianych), konwencjach (np. musicalu) oraz – last but not least – o jego ograniczeniach w mówieniu o skomplikowanym problemie tożsamości w świecie współczesnym.

Twórczość Terence’a Daviesa jest polskiemu widzowi znana mniej niż powierzchownie (być może nieco lepiej po retrospektywie zaprezentowanej w ramach tegorocznej odsłony Festiwalu Filmowego Era Nowe Horyzonty). A szkoda, bo wpisująca się w dyskusję na temat tzw. kina gejowskiego strategia autorska reżysera z wielu względów zasługuje na uwagę, w interesujący sposób uzupełniając, kontynuując, a niekiedy polemizując z wątkami znanymi chociażby z twórczości ikony tego kina, Dereka Jarmana. Oleszczyk nie zajmuje się jednak tym kontekstem. I nie jest to bynajmniej zarzut. Wydaje się, że przede wszystkim interesuje go Terence Davies jako autor filmowy. Kolejne rozdziały „Goryczy wygnania” są niczym odsłony poszczególnych elementów strategii autorskiej twórcy „Neonowej Biblii”. Począwszy od wyraźnych tropów autotematycznych i autobiograficznych („Trylogia Terence’a Daviesa”), poprzez żywioł intertekstualny („Kres długiego dnia”), na oryginalnej strategii adaptacji literatury skończywszy („Neonowa Biblia”, „Świat zabawy”), Oleszczyk omawia cechy wyróżniające twórczość Daviesa na tle kinematografii światowej. Szczególnie interesujące są interpretacje dwóch ostatnich filmów, podczas produkcji których reżyser wyszedł z zaklętego kręgu autotematyzmu. Oleszczyk trafnie charakteryzuje wagę spotkania Daviesa z problemem ekranizowania literatury, równocześnie uczulając potencjalnego odbiorcę „Neonowej Biblii” czy „Świata zabawy” (2000) na pewne subtelne zabiegi adaptacyjne. Davies bowiem, jak każdy twórca wybitnych ekranizacji, pozostawia w swoich filmach ślad autorskiego spojrzenia na rzeczywistość przedstawioną w dziele literackim. Dlatego ustanawia własne hierarchie, dopisuje całe partie dialogów, dokonuje subtelnych, ale znaczących przesunięć w charakterystyce postaci.

W swoich rzetelnych, a niejednokrotnie także erudycyjnych analizach Oleszczyk przedstawia wiele charakterystycznych rysów stylu Daviesa. Na uwagę zasługują między innymi jego spostrzeżenia dotyczące funkcjonowania dźwięku i muzyki w filmach reżysera. Terence Davies jest jednym z tych autorów, których twórczość – zdaje się twierdzić Oleszczyk – układa się w tak spójną i koherentną całość, że pełny odbiór każdego kolejnego dzieła wymaga znajomości poprzednich. Wychwycenie wszystkich zależności, nawiązań i autocytatów pojawiających się w filmach Daviesa jest oczywiście pracą żmudną i zmuszającą do zachowania cierpliwości. Oleszczyk udowadnia jednak, że warto ją podejmować w celu zrekonstruowania specyficznego uniwersum ważnych dla twórcy tematów i symboli.

Dla polskiego widza, słabo zaznajomionego z twórczością Terence’a Daviesa, książka Michała Oleszczyka będzie nieocenioną pomocą. Jej zalety wykraczają jednakże znacznie poza wartość czysto informacyjną. Autor „Goryczy wygnania” nie tylko bowiem przybliża czytelnikom sylwetkę brytyjskiego twórcy, ale i ukazuje jego dorobek artystyczny w świetle określonych tematów i problemów, wyznaczając tym samym pole do podjęcia dialogu na temat niezwykle bogatych w tropy interpretacyjne filmów Daviesa.
Michał Oleszczyk: „Gorycz wygnania. Kino Terence’a Daviesa”. Korporacja Ha!art. Kraków 2008.