ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 października 20 (116) / 2008

Agnieszka Jeżyk, Kamila Gębalska,

IV KRAKOWSKIE DNI LITERATURY

A A A
Relacja
Literackie doświadczenie lingwistyczne – tak najkrócej można by określić charakter zakończonych w niedzielę (12 października) IV Krakowskich Dni Literatury zorganizowanych przez Stowarzyszenie Willa Decjusza. Mocą projektu Homines Urbani (polegającego na organizowaniu pobytów rezydencyjnych pisarzy w różnych miejscach Europy, a obchodzącego okrągłą X rocznicę działalności) udało się przeprowadzić interesującą konfrontację obyczajów, poglądów na sztukę, świadectw rzeczywistości i obrazów człowieka, scalonych dzięki użyciu czynnika ponadsystemowego – tekstu. Wyraźny nacisk w dyskusjach okołoliterackich położono również na rolę miasta – organizmu wspierającego kształtowanie się kultury materialnej i duchowej zarówno jego mieszkańców, jak i rezydentów, świadomych siły inspiracji oferowanych przez przestrzeń i jej formalne zorganizowanie, będące domeną człowieka i instytucji. Wielość i różnorodność imprez zaproponowanych przez organizatorów już przed rozpoczęciem świętowania stanowiła obietnicę spotkania nietuzinkowego, skierowanego nie tylko do miłośników literatury, lecz również do animatorów sztuki w ogóle. Zwłaszcza tych kultywujących budowanie sieci swoistego estetycznego i cywilizacyjnego porozumienia pomiędzy ośrodkami myśli i działań, które stanowią o mocy kulturowego dziedzictwa Europy obszaru unijnego (tu szczególnie wyraźny akcent niemiecki) oraz jej części wschodniej.

Na początek – wytwornie i oficjalnie: Willa Decjusza przyjmuje gości szczególnie istotnych dla zaplecza instytucjonalnego nadchodzących zdarzeń, wśród nich przedstawicieli Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Instytutu Książki, Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. Inaugurację IV Krakowskich Dni Literatury wieńczy promocja antologii tekstów literackich „Ludzie, miasta”, zbioru prac twórców – stypendystów programu Homines Urbani. Uroczystość finalizuje krótka prezentacji utworów zawartych w tomie, dokonana przez samych autorów, wśród których pojawiają się postaci charyzmatyczne, co nie pozwoliło przejść obojętnie wobec kolejnych możliwości spotkań z nimi.

Ideą wydania tomu było wyznaczenie linii swoistej symbiozy między aktem twórczym, człowiekiem i terenem jego aktywności oraz szczególne uwypuklenie funkcji miasta jako dynamicznej tkanki, zasilającej poczucie obecności w przestrzeni artystycznego spotkania. Tak rozumiany czynnik aglomeracyjny traci tym samym charakter czysto urbanistyczny, jego pojmowanie przyjmuje postać daleką od modelu kartograficznego. Miejsce staje się obszarem wspólnoty dla działających w sztuce, odrzucających politykę marketingową, techniki obiegowe, świętujących nieustannie moment obecności pola myśli, które domagają się artystycznej wymiany; zarazem jednak wskazuje na brak możliwości jedności absolutnej, którą cechowałoby „formułowanie zdań o nienazwanym świecie w nieistniejącym języku”. Pogląd ten przedstawiają publiczności główni sprawcy wydania książki: Igor Stokfiszewski i Piotr Marecki.

Ów syndrom jedności niemożliwej (aczkolwiek wiemy, jak powszechne stało się hasło kultywowania różnicy) odnajduje swe „techniczne” odwzorowanie podczas spotkania z autorami w krakowskim klubie „Lokator”. Impreza o nazwie „Kawiarniane Stoliki Pisarzy” to pierwsza odsłona intensywnej interakcji między twórcą, dziełem i odbiorcą. Poruszamy się z mapą, niczym po średniowiecznym forcie. W kameralnej przestrzeni nietrudno o przypadkowość spotkania. Sala Topora zachęca „logistycznym” wycofaniem, zapełnia się z wolna słuchaczami prozy Mariusza Sieniewicza i dyskutantami kwestii „literatury zezowatej”. Piętro wyżej Wojciech Stamm dywaguje nad „Czarną Matką” zza skórzanego ekwiwalentu maski. Nieopodal autorzy niemieccy, ukraińscy, białoruscy. Namacalność obcowania ze światem słowa dociera do szczytu dosłowności. Klucząc w tłumie gości, przeciskając się między stolikami, odnajdując przyczółek na wolnym fragmencie krzesła obserwujemy rzecz nie tak oczywistą: relację między literaturą i życiem w aspekcie empirycznym, recepcyjnym. Spotkania przy stolikach gładko przechodzą z poziomu lektury na poziom dyskusji, z poziomu dyskusji na poziom komunikacji w swej istocie niezobowiązującej. Czeski autor David Zabransky rzeczowo relacjonuje nam różne aspekty swych literackich doświadczeń, związanych z miejscem, w którym się znalazł.

Drugi dzień IV Krakowskich Dni Literatury, Instytut Goethego – spotkanie z przedstawicielami europejskiej sieci instytucji literackich HALMA, która oferuje rezydencyjne programy stypendialne. Zaprezentowane zostają m. in. instytucje z Niemiec, Estonii, Rumunii. Pokazy multimedialne wizualnie nakreślają specyfikę i swoistość przestrzeni należącej do terenów rezydenckich. Głównym założeniem organizatorów prezentacji jest uzmysłowienie odbiorcom, jak wiele możliwości oferuje współpraca w zakresie wymiany literackiej i jak znaczący wpływ może mieć ona dla rozwoju poszczególnych indywidualności artystycznych. Na potwierdzenie przysłuchujemy się rozmowie z uczestnikami programów stypendialnych. Dotyczy ona związku między genezą niektórych elementów ich pisarstwa, a konkretnymi: miejscem, czasem, ludźmi, napotkanymi dzięki działalności HALMY.

Wieczorem trafiamy do Bunkra Sztuki, który na dwie godziny stanie się przybytkiem europejskiego performance’u i sztuk wizualnych. Tobias Rauch i Janette Mickan na potrzeby swej prezentacji o industrialnej katastrofie („Reaktor”) mobilizują do współpracy publiczność, angażując początkowo tajemniczego górala, później zaś bohatera imprezy następnej – poetę Andreja Chadanowicza. Białoruska grupa pod przewodnictwem Illi Sina atakuje nas agresywnym manifestem politycznym, Monika Muskała łagodzi emocje pokazem amerykańskich slajdów, artysta ukraiński Nazar Honczar prezentuje swoje spojrzenie na „widzenie”, zaś spóźniony Sławomir Shuty generuje hałas w opozycji do słowa.

W piątkową noc klub „Piękny Pies” pęka w szwach. Na schodach tłoczy się różnorodna publiczność: trochę artystów i krytyków, fascynatów niszowej kultury, ale i stałych bywalców lokalu, przypadkowych imprezowiczów. Za chwilę sceną zawładnie jedenastu stypendystów Homines Urbani (oraz zjawiający się zawsze we właściwym miejscu i czasie Maciej Kaczka) i nie oddadzą tej władzy łatwo. Pierwszy występuje Serhij Żadan – kultowy już w Polsce ukraiński prozaik – tym razem z poetyckim, choć jak zawsze nieco buntowniczym programem. Następne prezentacje potwierdzą obiegowe stereotypy. Niemcy będą bardziej zachowawczy, z lekkim dystansem w stosunku do widzów, dokładni i skrupulatni w głośnej lekturze swych tekstów, Białorusini wykrzyczą, wyrapują, wybiją niepokorny rytm swoich kontrowersyjnych wierszy, zmuszą publiczność do interakcji. Pod sam koniec na scenie pojawi się dwójka charyzmatycznych konferansjerów: Andrej Chadanowicz i Joanna Rubinroth – wieczór należał do nich. Mimo późnej pory i zabawowych nastrojów liczni przybyli nagrodzili ich długą owacją.

Ciekawe wnioski, idealnie korespondujące z założeniami IV Krakowskich Dni Literatury, padają podczas seminarium „Europejska stolica kultury – europejskie wyzwania i możliwości”, rozpoczynającego trzeci dzień spotkań. Prowadzony przez Danutę Glondys i Bogusława Sonika wykład skierowany jest do przedstawicieli miast ubiegających się o zaszczytny tytuł, jednak refleksje, które padają na temat Krakowa, pozostają uniwersalne. „To miasto chciałoby być czymś innym, niż jest” konstatują rozmówcy. Chce, aby postrzegano je jako kolejny Wiedeń, Rzym lub Paryż, podczas gdy to, co jest dla niego niezwykle, to właśnie położenie w sercu Europy, między Wschodem a Zachodem, przeszłością i przyszłością. To właśnie Kraków powinien być kulturalnym centrum Europy Środkowej.

Sobotni wykład Igora Stokfiszewskiego „Co nowego w polskiej kulturze?” ma na celu przybliżenie zaproszonym obcojęzycznym twórcom i gościom specyfiki najnowszych nurtów kultury polskiej. Autor wybiera sposób definiowania oparty na charakterystycznym dla twórczości rodzimej kluczu – tak zwanym „zwrocie politycznym”. Przeprowadzając krótki rekonesans po najważniejszych tego typu zjawiskach zarówno w literaturze, jak i teatrze oraz sztukach wizualnych, doprowadza odbiorców do dynamicznej reakcji, przeradzającej się w dyskusję uwypuklającą zasadnicze różnice pojmowania kwestii związanych nie tylko z życiem artystycznym, ale przede wszystkim tych, które stanowią o odrębnościach społecznych, politycznych, dziejowych. Przy tym ich roztrząsanie umożliwia narodziny dialogu wciąż nowego, świeżego, usankcjonowanego w polu świadomości europejskiej.

Finałowy punkt programu to projekt „Willa Babel. Willa Kraków”. Ponad trzydziestu młodych artystów, cztery języki rozbrzmiewające z różnych pomieszczeń renesansowej willi i sąsiadującego z nią Domu Łaskiego. Literaci występują na dwie zmiany, ale nie liczy się tu minut i zdarza się, że przeznaczona na spotkanie z publicznością godzina rozciąga się nonszalancko. Przez labirynt korytarzy poprowadzi uczestnika festiwalu mapa. W poszukiwaniu znajomo brzmiących dźwięków trafiamy do monumentalnej sali konferencyjnej na najwyższym z pięter. Daniel Odija czyta fragmenty z najnowszej książki – nieco groteskowej historii o przełomowym momencie w życiu pewnego czterdziestolatka – która już w listopadzie ukaże się nakładem Wydawnictwa Literackiego. Jeszcze kilkanaście minut przed dziesiątą w kuchni deklamuje swoje wiersze – zawsze na pograniczu frazy i milczenia – ekscentryczny Jakub Ekier, na deser serwując mistrzowsko przez siebie przełożone teksty Reinera Kunze. Ostatnia – ostrą serią futbolowej poezji – kończy wsparta o parapet w hotelowym pokoju białoruska poetka Maryja Marysewicz.

Tytuł sobotniej imprezy to, rzecz jasna, ironiczna gra. Być może języki pomieszały się, ale idea ma się całkiem dobrze. Literackie forum wymiany myśli funkcjonuje pełną parą, a owoce jego burzliwych fermentów przyciągają coraz większe grono obserwatorów, entuzjastów, kibiców. Ten fakt, jak sądzimy, można uznać za prawdziwą miarę sukcesu zarówno projektu Homines Urbani, jak i Krakowskich Dni Literatury.
"artPAPIER" był patronem medialnym IV Krakowskich Dni Literatury. Fot. Jan Bińczycki.