ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 października 20 (116) / 2008

Justyna Krawiec,

WIERSZE

A A A
***

do tej pory tylko bóg wie czemu zamiast nieba
posłuchało mnie piekło i przyniosło mi chłopca

zagrajmy o tę chwilę, która dzieli nas
od wyznania, że będę jak Sonia Braga,
jeśli tylko tak mogę być twoja. wczoraj
słuchałam chłopca, opowiadał o miejscu,
z którego nie można trzymać ludzi przy sobie.
niestety, nie umiem tego objąć. ciągle od nowa
tłumaczę widok z okna, ciebie - cały rok przełożyłam
na inne języki i dźwięki.

ten szum autostrady, po której ludzie rozwożą się
jak szaleńcy, jak trupy - tak szumiała noc,
w którą ostatni raz byłam szczęśliwa.

i ta kakofonia dźwięków: silniki, judas priest,
rozpalany ogień, chrzęst tytoniu.
moja marna, dziecięca modlitwa
żebym przez chwilę była również tą bibułką,
którą przykładasz do ust i sklejasz,
bo nic nie może wyjść poza.



Nokturn

(to jest twój kosmogram. linia życia, którą
lubisz trzymać w dłoni.)

musi być o palcach, jeśli będę mówić
o scalaniu. zrozumiemy. cały rok
uparcie łączyliśmy się, bez uprzedzenia
plątaliśmy sznurki. co zrobimy,
kiedy przyjdzie czas? wyobraź sobie

od lewej do prawej, z każdej strony echo.
teraz możemy mówić, nie oglądając się.
zobaczysz, opowiem ci o wszystkim,
zobrazuję małe kadry, na wgłębieniach.

kameralne. tacy będziemy. przytuleni
plecami, każde z częścią świata
w zasięgu, jak z gwarancją wolności,
ucieczki. rozmowa jak liczenie liści
gotowych na stos. popatrz na mnie,
powiedzmy to głośno:

całe życie czekamy, aż ktoś podłoży ogień.



Méjico

zdarty naskórek, pod którym uchowałam się czerwona
i miękka jak wnętrze arbuza, jak na złość zrasta się
wolniej.

siłą rzeczy muszę pamiętać o tobie. myślę, że gdzieś jest
jakiś Meksyk, gdzie mężczyźni giną szybciej, a kobiety
są ciężkie od miłości i nic ich przed tym nie ratuje.
w tamtej ziemi mnie pogrzebią, zanim wyczekam
ustalone tradycją trzy lata, które musi wyleżeć broń
przed oddaniem pierwszego strzału. trzy lata, aż będę lekka
jak sen, twarda jak ostatnie słowo, którego przed śmiercią
nie można przepchnąć przez usta.



Przemieszczenia

składam obietnice kotu. głaszcząc
czarny łeb opowiadam. że gdzieś indziej
właśnie zmieniamy mieszkanie. teraz
możemy wyrzucać.

kot z przyzwyczajenia liczy ze mną
kroki. tutaj wszystko jest obok,
zaznaczone. od północy wyryte znaki
na meblach mówią, że wszędzie płakaliśmy.

w tej sytuacji może uda nam się razem
wejść do tego pudła na płyty. wystawić
na próg, czekać, aż nas zgarną.

na deszcz, na śnieg, tam, gdzie
chociaż jeden człowiek dotyka twarzy
i wie.