ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 marca 6 (54) / 2006

Tomasz Kaliściak,

PRZED WEJŚCIEM DO GEJOWSKIEGO RAJU, PRZECZYTAJ!

A A A
W autorskiej antologii Michała Tabaczyńskiego (ur. w roku 1976) paradują przed nami najważniejsi/najważniejsze geje i lesbijki młodej poezji amerykańskiej. Nie jest to jednak marsz ani radosny (gay), ani też równy. „Parada równości” nie jest chyba najlepszym hasłem dla „Antologii współczesnej amerykańskiej poezji gejowskiej i lesbijskiej”, zwłaszcza w Polsce. Po „wydarzeniach poznańskich” brzmi ono trochę ironicznie i upolitycznia wymiar zebranych w niej tekstów, które bynajmniej nie mają nic wspólnego z sytuacją polskich gejów i lesbijek. Dla nich parada brzmi niemal jak paradise, raj, w którym nigdy się nie odnajdą. Zresztą jakakolwiek antologia nie jest prostym przeniesieniem równości w dziedzinę literatury; z konieczności zawsze kogoś pomija, kogoś wyklucza. I czy w istocie traktuje wszystkich równo? Mam wątpliwości. Co z tymi, którzy nie dołączyli do „Parady równości”?

Trzeba jednak przyznać, że jest to – pomijając „Dyskretne namiętności”, które dotyczyły polskiej prozy homoseksualnej, w dodatku jedynie męskiej – pierwsza tego typu publikacja i choćby dlatego niezwykle ważna. I tutaj pojawia się pytanie: czy istnieje w ogóle poezja gejowska/lesbijska (można by mnożyć określenia: transseksualna, sado-maso lub nawet aseksualna)? W skrócie: czy istnieje poezja mniejszości seksualnych? A jeśli tak, to w jakiej formie i czym różni się od poezji głównego nurtu? Teoretyk queer powiedziałby: niczym się nie różni, a więc nie istnieje. Badacz studiów gejowskich i lesbijskich oponowałby: istnieje, bo zaświadcza o odrębnej tożsamości. Mniejsza o spór. Trzeba zdać sobie sprawę z faktu, że właśnie poezja – o czym zaświadcza historia literatury – wydaje się miejscem silnej artykulacji tematyki homoerotycznej. Tematyka ta jest głęboko zakorzeniona szczególnie w poezji miłosnej, stanowi jej nieodłączną część. W historii niejednokrotnie wpływała na ukształtowanie konwencji gatunkowych, np. sonetu (Shakespeare, Michaelangelo Buonarotti, Federico García Lorca, Georges Santayana) czy elegii. O tym, że poezja homoerotyczna istnieje – bynajmniej w obiegu społecznym – przekonują również liczne antologie, powstające na świecie od ponad wieku.

Pierwszą anglojęzyczną (i prawdopodobnie pierwszą w ogóle) antologią, w dużej mierze gromadzącą teksty o tematyce homoerotycznej, stała się książka Edwarda Carpentera „Ioläus. Anthology of Friendsip” wydana w 1902 roku w Londynie. Pod wspólnym imieniem Przyjaźni i Braterstwa skupiała różnorodne dzieła twórców antycznych: Platona, Horacego, Anakreonta, Teokryta, Katullusa, a także późniejszych, takich jak: Hafiz, Michał Anioł, Shakespeare, Montaigne, Bacon, Byron, Shelley, Urlichs, Tennyson, czy Whitman. Śladem pierwszej poszły inne „antologie przyjaźni”: „Men and Boys: An Anthology” (Nowy Jork, 1924) Edmunda Edwinsona, „Eros: An Anthology of Male Friendship” (Londyn, 1961) Patricka Andersena i Alistair’a Sutherlanda. Wszystkie one bez wątpienia wpływały na kształtowanie się kanonu literatury homoseksualnej.

Jeśli nie można odnaleźć się w ulicznej paradzie równości, warto odszukać się w poezji (być może na takiej konsolacyjnej nucie gra Tabaczyński). Polskich i amerykańskich homoseksualistów dzieli ocean (dosłownie i metaforycznie), łączy ich jednak podobne doświadczenie.

Tabaczyński gromadzi w swojej antologii teksty amerykańskich poetów urodzonych po 1950 roku, których aktywność twórcza najsilniej zaznaczyła się po roku 1990. Jak pisze autor: „wszyscy ci poeci należą już do generacji, która tworzy poezję określaną mianem «Post-Stonewall»” (s. 15) i która dojrzewała w trakcie wybuchu i rozwoju epidemii AIDS. Doświadczenia te z pewnością wpłynęły znacząco na rozwój dyskursu poezji homoseksualnej.

W Polsce właściwie nie zaistniało wydarzenie na miarę wypadków spod znaku nowojorskiego klubu „Stonewall Inn”, które spowodowałyby silną konsolidację ruchu gejowskiego. I chociaż niektórzy aktywiści oceniali wydarzenia z poznańskiej „Parady równości” jako polski Stonewall, jest to chyba przesadzone porównanie, które w pełni potwierdza, że taki ruch naprawdę nie miał u nas jeszcze miejsca. Jesteśmy już jednak po „Paradzie równości” Tabaczyńskiego. Czy jest to przełomowe dzieło? Czas pokaże. Z pewnością jest ono z wielu powodów interesujące.

Tłumaczenia Tabaczyńskiego wydają się całkiem zgrabne, teksty – różnorodne pod względem treści, stylistyki i formy. Można by nawet powiedzieć, że antologia ta jest jak najbardziej queer-owa: są w niej poetki (6 autorek) i poeci (tych znacznie więcej, bo 19) różnego pochodzenia: biali i czarni, zdrowi i dotknięci chorobą AIDS, jak również niepełnosprawni. Wielość doświadczeń, odmienność postaw, dyskursów i poetyk sprawia, że mamy do czynienia z twórcami niezwykle oryginalnymi. Są wśród nich znane nazwiska współczesnej poezji amerykańskiej, jak choćby Mark Doty, Carl Phillips, Timothy Liu, David Trinidad. Są także i mniej znani.

Jak przyznaje we wstępie Tabaczyński, naczelną zasadą konstrukcji tej antologii jest niezwykle modne na Zachodzie pojęcie homotekstualności, które rozumie tutaj jako „odbicie pewnej płciowej i kulturowej tożsamości w specyficznym kodzie tekstowym” (s. 16). Homotekstualność jako kategoria otwarta, coś na wzór Derridiańskiego nierozstrzygalnika, pozwala uniknąć wszelkich esencjalistycznych sporów o tożsamość, dysseminując w świecie tekstów ślady nienormatywnej seksualności. Taka postawa wydaje się niezwykle ważna dla „Parady równości” i dobrze by było, gdyby stała się również perspektywą czytelnika. Stąd też niezwykle interesujące mogą wydać się teksty Kenny’ego Friesa, niepełnosprawnego, geja i Żyda jednocześnie, lub wiersz Eleny Georgiou „Tydzień z życia rasowo nieokreślonej”.

Największymi tematami antologii są bez wątpienia ciało, pożądanie, cierpienie i śmierć. Pod wpływem doświadczenia pandemii AIDS dyskurs cielesności – jak słusznie zauważył Tabaczyński – uległ pewnej przemianie: od ciała jako obiektu pożądania, do ciała jako obiektu podlegającemu cierpieniu, śmierci i rozpadowi. Stąd także przemieszanie tych różnych cielesnych dyskursów. Homoseksualna miłość naznaczona jest tyleż przyjemnością, co cierpieniem. A więc także i w tym przypadku modernistyczna wizja miłości jest ciągle aktualna. Ruth L. Schwartz w „Parku Edgewater” pisze: „nasze ciała wysadzone są klejnotami czułości,// jak pajęcze sieci ozdobione/ umierającymi owadami” (s. 159). Podobne odczucia pojawiają się w wierszach „Do poety, którego kochanek zmarł na AIDS” oraz „Śmiertelne myśli” wspomnianego już poety, Kenny’ego Friesa.

Wszystko pięknie i ładnie, należy pochwalić, bo pierwsza, bo ważni poeci – takie przemyślenia nasuwają mi się po lekturze „Parady równości. Antologii współczesnej amerykańskiej poezji gejowskiej i lesbijskiej” Michała Tabaczyńskiego. I owszem, ale moje pytanie jest takie – z pewnością nie tylko do autora: a dlaczego nie polskiej? I nikt mi chyba nie powie, że jej nie ma.
Michał Tabaczyński: „Antologia współczesnej amerykańskiej poezji gejowskiej i lesbijskiej”. Korporacja Ha!art, Kraków 2005.