Wydanie bieżące

15 listopada 22 (118) / 2008

Łukasz Iwasiński,

FREE-ABSTRACT-POST-METAL?

A A A
Progrram „Fooodd”. Tone Industria.
Progrram to jeden z najbardziej osobliwych projektów, jakie objawiły się na gruncie rodzimych ciężkich, gitarowych brzmień. Właśnie ukazała się nowa płyta grupy, pt. „Fooodd”.

W ciągu ponad dwóch dekad swego istnienia formacja przeszła wiele transformacji. Lata doświadczeń, poszukiwań i nasłuchiwania – zwłaszcza tego, co piszczy na obrzeżach najróżniejszych muzycznych stylów, zaowocowały wykrystalizowaniem się karkołomnej, ale ze wszech miar oryginalnej poetyki grupy. „Band działa od jakiegoś 1984 roku. Muzyka i skład się zmieniały, nazwa zresztą też, bo kiedyś był to Program 3, potem Progrram. Ze starej ekipy zostałem tylko ja. Zespół najbardziej popularny był w latach 80., kiedy to graliśmy dwukrotnie na koncertach finałowych w Jarocinie i w ogóle wiele koncertowaliśmy”– mówi Kostas Georgakopulos, wokalista, a przede wszystkim pomysłodawca i niepodzielny lider projektu.

Początkowo Progrram czerpał z najbardziej paranoicznych obszarów nowofalowej psychodelii. Pierwszą wielką inspiracją Kostasa była legendarna zgraja świrów dowodzona przez młodziutkiego Nicka Cave’a, czyli funkcjonująca na przełomie lat 70. i 80. grupa Birthday Party. W latach 90. jego zainteresowania skręciły w kierunku technicznego, powikłanego metalu – głównie pod wpływem poznania twórczości Meshuggah i Frederika Thordendala. Wściekła ekspresja wpasowana została w matematyczne struktury.

Od kilku lat artysta deklaruje, iż słucha głównie muzyki awangardowej i improwizowanej. Dał temu wyraz na wydanej w 2005 roku płycie „Autumn: How to use brain to find inner m*”. Album ten określił nowy kierunek poszukiwań projektu. „Precyzja i analityczność wsparte dziką emocją i niezwykłą, psychodeliczną aurą” – definiował wtedy swój przepis na muzykę. Choć krążek nosił jeszcze silne piętno metalu, to jako całościowa wizja sytuował się zdecydowanie ponad stylistycznymi etykietkami. Już sam skład zapowiadał dźwięki wielce osobliwe – w sesji udział wzięli m.in.: yassowy klarnecista Mazzoll, znany z Pulsarusa Dominik Strycharski obsługujący zelektryfikowane flety, legenda rodzimej sceny nowofalowej i improwizowanej (m.in. Tie Break, Tilt, Brygada Kryzys, Neuma) Alek Korecki na saksie, czy wywodzący się z Kobonga Maciek Miechowicz na gitarze. W konstrukcję opartą na masywnych riffach i powikłanej sekcji muzycy w zaskakujący sposób wpisali partie dęciaków i klawiszy, kreując demoniczny, złowieszczy nastrój – potęgowany przez deliryczne wokalizy Kostasa. Następna płyta, „And End Pleasure” sprzed roku, przyniosła dźwięki jeszcze bardziej wyzwolone i bezkompromisowe. Zespół niemal zupełnie rozsadził struktury kompozycji i wypuścił się na obszar podszytej metalową ekspresją wyzwolonej improwizacji.

Wydany właśnie album „Fooodd” to kolejny krok w kierunku abstrakcyjnego free noise`u. Tym razem liderowi towarzyszą: Wojtek Dobrowolski (gitara), Kuba Rutkowski (perkusja) Dominik Strycharski (flety), Alek Korecki (saksofon barytonowy), Bronek Duży (puzon). Dodatkowo (gościnnie) występują: genialny austriacki trębacz Franz Hautzinger i japoński pianista Hoppy Kamiyama. Grupa bazuje na pozbawionych regularności rytmicznych atakach oraz sonorystycznych poszukiwaniach, operuje mrocznymi dźwiękowymi plamami, szorstkimi fakturami, czy neurotycznymi instrumentalnymi przebiegami. Jedynie przepuszczona z rzadka riffowa szarża przypomina o metalowych sentymentach artystów. Muzyka nie stroni od kontrastów – skupione fragmenty kontrapunktują agresywne paroksyzmy. Wszystko to roztacza totalnie psychodeliczną, przesiąkniętą jakimś obłędem czy perwersją aurę.