Wydanie bieżące

15 listopada 22 (118) / 2008

Tyberiusz Piankowski,

ULICE WOLNE OD GANGSTERÓW

A A A
The Streets „Everything is Borrowed”. Warner Music.
Na nic kunszt muzyczny czy dopracowany do perfekcji warsztat, jeśli twórczość wyprana jest ze szczerości. A brak owej, bez wątpienia jest zmorą dzisiejszych mainstreamowych (ale oczywiście nie tylko) produkcji. Gdzie nie nastawić ucha, zewsząd wydobywają się dźwięki wypełnione emocjonalnym plastikiem, jednak na szczęście, nawet w mediach można trafić na muzykę wolną od owej zarazy, czego przykładem jest „Everything is Borrowed” – najnowsza płyta brytyjskiej formacji The Streets.

Jest naturalnie, bez popisów, bez udawania i skromnie, lecz efekt jest piorunujący. Gdy z głośników dobiega klaskanie, trudno powstrzymać się, żeby nie zawtórować, a gdy kiedy po pokoju unoszą się soulowe wokale, trzeba zanucić. Proste kompozycje wypełnione dęciakami, Hammondami i ascetycznym beatem, brzmią niezwykle przekonująco. Koniecznie wspomnieć trzeba też o sferze wokalnej, prezentującej się nader okazale. Poza rapem w wykonaniu Mike'a Skinnera, pojawiają się również dźwięki generowane przez gardła wszelkiej płci i rasy. Całość bezlitośnie porywa i wciąga na długie godziny, co oczywiście zaletą jest niebagatelną. Mowa o hip- hopie, zatem kwestia tekstów pod żadnym pozorem nie może zostać pominięta. Zapewne ucieszę niektórych słuchaczy faktem, iż nie będą zmuszeni do obcowania z gangsterami, złotymi łańcuchami, biedą i ciężkim żywotem młodocianych przestępców. Jest przyjemnie, optymistycznie i refleksyjnie, czasem poważniej, no i, co ważne, niegłupio.

Wobec materiału zawartego na Everything is Borrowed nie da się przejść obojętnie. O to też z pewnością chodziło Mike'owi Skinnerowi, który na brytyjskiej scenie zapewnił sobie pozycję na tyle mocną, że przez niektórych uważany jest, za najważniejszy na wyspach głos młodego pokolenia muzyków. Czyżby jednak szczerość nadal była w cenie?