ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (119) / 2008

Błażej Bacia,

„WHAT THE F**K?”, CZYLI SZALEŃSTWO I METODA W „TAJNE PRZEZ POUFNE”

A A A
Zastanawiam się, czy Coenom nie przyszła do głowy myśl, by zatytułować swoje nowe dzieło „Idioci”. Nie ma chyba bowiem terminu ciaśniej przylegającego do ekranowych postaci odpowiedzialnych za serię niefortunnych zdarzeń w „Tajne przez poufne”. Tytuł ten jednak został już onegdaj zajęty przez Larsa von Triera, a i trudno o filmie „dogmatycznego” Duńczyka zapomnieć z powodu tej odrobiny pornografii, którą zaserwował. Idioci von Triera byli przy tym idiotami na własne życzenie; ci Coenowscy są debilami sensu stricte i to kalibru tak dużego, że tornado pomyłek, które rozpętują, nie tylko bawi, ale i szokuje. Tamci „Idioci” kojarzą się dziś przede wszystkim z szokiem falliczno-waginalnym, ale oscarowi bracia w swym nowym filmie obnażają głupotę i ukazują ją w tak odważnych, ale i nierealnych pozach, że chyba i w tym wypadku można mówić o swoistej pornografii.

Ale przecież komedia z głupolami jest stara jak świat; opowieści o bałwanach ciągną się od antyku („Satyricon” Petroniusza), aż do czasów najbardziej współczesnych. Idioci nie tylko są bohaterami filmów („Głupi i głupszy”), ale i kręcą je sami dla siebie. Co nowego na tym polu może zaoferować „Tajne przez poufne”?

Osbourne Cox (John Malkovich), nadużywający alkoholu trzeciorzędny analityk z centrali CIA w Langley, zostaje właśnie zwolniony z pracy. W poczuciu ogólnej beznadziei postanawia spisać swoje, jak mu się wydaje, fascynujące wspomnienia. Przypadkiem trafiają one w ręce pracowników lokalnego fitness clubu – Lindy Litzke (Frances McDormand) i jej nieustannie gibającego się koleżki Chada Feldheimera (Brad Pitt). Linda ma obsesję na punkcie swojego ciała i potrzebuje gotówki na operacje plastyczne, które mają podnieść efektywność jej internetowych łowów matrymonialnych. Kiedy więc pojawia się perspektywa podreperowania budżetu przez mały szantaż, para naciągaczy-amatorów postanawia skrzętnie wykorzystać okazję. Intryga zagęszcza się, gdy Linda poznaje Harry’ego Pfarrera (George Clooney), ochroniarza pracującego w biurze Marshalla. Żeby było ciekawiej, Pfarrera łączy romans z żoną ciamajdowatego eks-analityka, Katie Cox (Tilda Swinton). A ta z kolei postanawia ostatecznie zostawić męża i zamieszkać razem z przystojnym, choć mocno wyleniałym kochankiem.

Przedstawiona tu w zarysie fabuła zwiastowałaby szaloną komedię omyłek, jednak nie od dziś wiadomo, że bracia nie budują marki „Coen” przez dostosowanie swojego kina do precyzyjnych ram gatunkowych Hollywoodu. Stąd płynie obserwacja może pozornie odważna: „Tajne przez poufne” nie jest komedią. Jest to po prostu film o idiotach, a więc bywa tu śmiesznie, ale i przerażająco. Bo Coenowie są mistrzami grania na niepokojących strunach i przechodzenia od rechotu do utaplanej we krwi powagi. Sytuacja w filmie przypomina mocno „Fargo” (1996), gdzie nagłe pojawienie się przemocy burzyło dotychczasowy koncept czarnej komedii i wprawiało widza w niekłamane osłupienie.

Wbrew temu, czego chcieliby niektórzy krytycy, „Tajne przez poufne” nie jest satyrą na społeczeństwo amerykańskie, nie stanowi głosu interwencyjnego, próżno szukać tutaj również odwołań do polityki zjadającego własny ogon mocarstwa. Nowe dziecko Coenów nie przynosi też krytyki klasy średniej, jak mogłoby się momentami wydawać. Realia obyczajowe, w tym praca bohaterów oraz ich miejsce na drabinie społecznej, pozostają tylko tłem dla ukazanych wydarzeń. W jednym z wywiadów Joel Coen, zapytany o to, czym jest ich nowy film, określił go jako „naszą wersję kina spod znaku Tony’ego Scotta / Jasona Bourne’a, tyle że bez eksplozji”. „Tajne przez poufne” jako pastisz filmu szpiegowskiego operuje całym wachlarzem motywów dobrze znanych z filmów „Zawód: Szpieg”, „Rekrut” czy właśnie cykl o Jasonie Bournie. Coenowie bawią się tu gatunkowością, ale z tego miszmaszu różnych składników nie rodzi się klarowna całość, tylko… No właśnie, co? W zamyśle chyba miało wyłonić się coś na kształt poematu heroikomicznego. Patetyczna forma filmu zderzona z błahą treścią i głupotą działań protagonistów w teorii winna dać oryginalny efekt komiczny. Zabieg ten dobrze obrazuje pierwsza scena wyjęta żywcem z jakiegoś poważnego filmu o ratowaniu świata. Widzimy oto ujęcie nóg przemierzających korytarz przytłaczającej swą powagą głównej siedziby CIA; chwilę potem jednak kamera wędruje do góry, żeby ukazać arcypospolitą twarz analityka Coksa ubranego w niemodny garnitur i wzorzystą muchę. Inny przykład: muzyka w filmie Coenów wyraźnie inspirowana jest współczesnymi partyturami z kina akcji. O ile jednak takie formy ilustracyjne pasują doskonale do perypetii Jasona Bourne’a, o tyle towarzysząc głupkowi z siłowni w jego „akcji” przeszukania domu Coxa, nadają oglądanym wydarzeniom aurę groteski.

Takie kontrastowe zderzenie – chyba wbrew zamierzeniom inscenizacyjnym – nie współtworzy tutaj jakiegoś szczególnego rodzaju humoru. Utrzymanie komediowej tonacji filmu spada więc na barki aktorów, którzy kreują ową ligę niezwykłych idiotów. Obsada, co trzeba przyznać bez szemrania, wywiązuje się z zadania wyśmienicie. Zapewne nie bez znaczenia pozostaje fakt, że pomógł w tym scenariusz, który, jak twierdzi Ethan Coen, był pisany specjalnie pod konkretnych odtwórców. Efekt jest nie tylko warsztatowo poprawny, ale i zaskakujący, bo plejada doskonałych hollywoodzkich gwiazd, wręcz celebrytów, kreuje postacie, z którymi trudno choćby najsłabiej się identyfikować. Brak bohaterów jednoznacznie pozytywnych stanowi więc kolejną drwinę z przyzwyczajeń widza – zabieg to zresztą charakterystyczny dla „stylu Coen”. Bracia posuwają się nawet do tego, że Lindę Litzke obrzydzają widzowi, ukazując w scenie u chirurga plastycznego te części jej ciała, które pójdą pod skalpel. Na specjalną wzmiankę zasługuje kreacja Brada Pitta – pierwsza w jego karierze rola tak ewidentnie komediowa. Chad jest zaprzeczeniem ekranowego wizerunku popularnego aktora, a sceny z jego udziałem należą do najzabawniejszych w całym filmie. Przykładowo, na spotkanie z szantażowanym Coksem Chad udaje się, jak przystało na szantażystę, w stonowanym garniturze. Dojeżdża jednak na miejsce na kolarzówce, którą przed dokonaniem transakcji przezornie zapina na łańcuch. Wspomnieć trzeba o detalu, który nie pozostawił chyba żadnego widza i krytyka obojętnym – o fryzurze Pitta. Wygląda ona bowiem tak, jak gdyby na pustej głowie Chada dokonało żywota jakieś skunksopodobne zwierzątko.

Poza owym ufryzowaniem z „Króla Lwa” rodem, problemem najczęściej poruszanym w recenzjach i wypowiedziach internautów jest zasadnicza konsternacja: co to w ogóle za film? Bo Coenowie zaskakują nie tylko wyborem gatunku i charakterystyką postaci, ale także sposobem prowadzenia narracji. W „Tajne przez poufne” próżno szukać puenty czy jakiejś fabularnej kropki nad „i”. Podobnie jak w „To nie jest kraj dla starych ludzi” (2007) bracia z premedytacją ucinają swą opowieść w nieoczekiwanym miejscu. Przenoszą przy tym narracyjny punkt orientacyjny: ostateczne losy bohaterów nie są nam pokazane, a jedynie zostają zrelacjonowane w gabinecie szefa CIA. Zresztą scena ta stanowi wyśmienity akord czarnego humoru, a grający tu epizod szefa CIA J.K. Simmons zasługuje na specjalne laury za swoją vis comica. Taka kastracja w obrębie intrygi stanowi rzecz jasna zjawisko niewygodne dla widza przyzwyczajonego do szablonowych, klarownych i rozpisanych na trzy akty opowieści. I to niewygodne na tyle, że wręcz może wywoływać postawę buntowniczą: „Ale ja chcę zobaczyć co dalej!”. Gdy jednak uświadomimy sobie, że jest to kolejny element charakterystycznej dla kina Coneów gry z widzem, otrzymamy jeszcze jeden powód do gorzkiego śmiechu. Tym razem z nas samych jako ofiar hollywoodzkich przyzwyczajeń. „Tajne przez poufne”, wyraźnie usytuowane w trójkącie między „Fargo” (postacie i ich motywacje), „Big Lebowski” (soczyste i błyskotliwe dialogi) i „To nie jest kraj dla starych ludzi” (prowadzenie narracji), w zamyśle nie ma być bowiem dziełem, które bawi, edukuje czy moralizuje. Ten film ma rozbrajać.
„Tajne przez poufne” („Burn After Reading”). Scen. i reż.: Joel Coen, Ethan Coen. Obsada: John Malkovich, George Clooney, Tilda Swinton, Brad Pitt, Frances McDormand. Gatunek: czarna komedia / kryminał. Francja / USA / Wielka Brytania 2008, 95 min.