ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (119) / 2008

Agnieszka Nęcka,

PRZECIW SĄDOWI OSTATECZNEMU?

A A A
Andrzej Bart – autor uhonorowanej Nagrodą Kościelskich „Rien ne va plus” (1991) czy bardzo ciepło przyjętej przez krytykę powieści „Don Juan raz jeszcze” (2006) – po raz kolejny potwierdza swą wyjątkowość, niezwykłość i niebywałą sprawność warsztatową. A to za sprawą wydanej właśnie „Fabryki muchołapek”, której tkanka fabularna nawiązuje do traumatycznych zdarzeń z okresu hitlerowskiej okupacji. Wszystko rozgrywa się w scenerii łódzkiego krajobrazu, ale Bart, portretując Łódź na przestrzeni niemal wieku (od przedwojnia do czasów nam współczesnych), obrazuje, jak przeszłość nakłada się na teraźniejszość, tworząc niemal jednorodną mozaikę. Nie brak tu charakterystycznej dla pisarza intertekstualności, aluzji i wielopłaszczyznowego wykorzystywania kulturowych cytatów. W konsekwencji tego zdarzenia, o jakich opowiada się w „Fabryce muchołapek”, rozgrywają się na granicy rzeczywistości i majaków, które mogą mieć swe źródła technikach onirycznych lub – gdy weźmiemy pod uwagę kontekst historycznie uwarunkowanej nienawiści – rojeń chorobowych. Do rzeczy jednak.

Koncept fabularny – do czego Bart zdążył nas już przyzwyczaić – został oparty na błyskotliwym pomyśle ironicznego rozprawiania o ludzkich dziejach i sensie życia. Tym razem prozaik zaprasza do wyprawy w lata czterdzieste XX stulecia. Do wrocławskiego mieszkania pisarza, któremu autor „Pociągu do podróży” użyczył własnych rysów, przychodzi tajemniczy wysłannik z zaświatów – przekonuje powieściowego Barta, by ten udał się do Łodzi i sporządził relację z jedynego w swoim rodzaju procesu. Najnowsza powieść prozaika pomyślana została przeto jako sąd nad jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci XX wieku – „króla” łódzkiego getta (zwanego także Królem Chaimem Pierwszym, Prezesem lub Chaimem Groźnym) – Chaima Mordechaja Rumkowskiego, o osobę którego po dzień dzisiejszy toczą się spory. Dla jednych był on bowiem zbrodniarzem jawnie współpracującym z Niemcami przy eksterminacji Żydów, dla innych – zmyślnym organizatorem, dzięki któremu getto, zostawszy zamienione w wydajne przedsiębiorstwo pracujące na korzyść Trzeciej Rzeszy, mogło ocalić najwięcej skazanych na zagładę. Proces Rumkowskiego nigdy się nie odbył. W rzeczywistości Prezes zginął w Auschwitz w 1944 roku. Intrygujący koncept Barta został ufundowany na przywołaniu obecnej w polsko-żydowskiej świadomości „czarnej” legendy Rumkowskiego, którą rozsądzić mają powołani w charakterze świadków współpracownicy Prezesa, mieszkańcy Lizmannstadt Ghetto, a także ci, którzy już po wojnie wypowiadali się na temat jego działalności (m.in. przybyłe z Ameryki Hannah Arendt i Lucille Eichengreen). Wśród przywoływanych postaci rozpoznajemy przeto Janusza Korczaka, Hansa Biebowa, siostry Franza Kafki czy Dorę Diamant – kochankę Rumkowskiego. Rozprawie przysłuchuje się żona Chaima – Regina i towarzyszący jej mały sierota Marek. Ale nie tyle o sporządzenie symulacji procesu sądowego Bartowi chodziło. Problematyka „Fabryki muchołapek” została zakrojona na o wiele szerszą skalę.

Bart nie zajmuje wyraźnego stanowiska względem cieszącego się złą sławą władcy łódzkiego getta. Nie krytykuje „króla” Lizmannstadt Ghetto ani też nie polemizuje z tymi, którzy stawali w jego obronie, widząc w nim osobliwą ofiarę czasów, w jakich przyszło mu żyć. Odpowiedzi na pytanie o motywacje postępków Rumkowskiego – szczera troska o los żydowskiej wspólnoty, czy szaleńcza, podsycana seksualną impotencją żądza władzy? – pisarz nie daje, pozostawiając kwestię oceny osoby Chaima Groźnego otwartą. Niemniej stara się pewne niewiarygodne aspekty owej legendy Rumkowskiego ośmieszyć. Tak się dzieje na przykład z anegdotką, według której Prezes wyruszył wraz z rodziną do Auschwitz wygodną salonką, a nie jak inni w zatłoczonym pociągowym wagonie. Wydaje się – na co zwrócił uwagę Dariusz Nowacki (komentujący najświeższą prozę autora „Piątego jeźdźca Apokalipsy” na łamach „Tygodnika Powszechnego”) – że najbliższe Bartowi jest stanowisko Primo Leviego, zdaniem którego Rumkowski, będąc swoistą syntezą tego, co godne pogardy, i tego, co godne współczucia, musi być postrzegany jako „renegat, wspólnik prześladowców i zarazem samozwańczy mesjasz pełen dobrych chęci”. Barta ciekawi także kwestia tego, czy przedłużanie nadziei jednych kosztem życia innych nie jest równie okrutne, jak korzystanie z przywilejów dostępnych jedynie „szumowinom” czy natychmiastowe rozstrzeliwanie ofiar hitlerowskiej polityki Zagłady. Złożoność postaci Chaima Rumkowskiego i jednocześnie zmuszenie jednostki (w tym wypadku jego, ale przecież nie tylko jego) do podporządkowania się prawom „odwróconego Dekalogu” komplikuje bezsprzeczne rozstrzygnięcie kwestii moralno-etycznych. Bart pokazuje, że przeszłość nie jest tak jednoznaczna, jak nam się wydaje, zaś złożoność ludzkiej natury nie pozwala na jednomyślne rozsądzenie zdarzeń sprzed lat. Nie da się jednakże ukryć, że wśród świadków zobrazowanego w „Fabryce muchołapek” procesu nie można wskazać nikogo, kto bez żadnych wątpliwości zostałby przez Prezesa uratowany. Nawet jego obrońca nie jest do końca przekonany o niewinności swego klienta już choćby dlatego, że przywoławszy słowa Saint-Justa, wypowiedziane na procesie Ludwika XVI: „Nie można panować i być bez winy. Szaleństwo panowania jest zbyt oczywiste”, stwierdza, że Rumkowski w sytuacji, w jakiej się znalazł, nie mógł zachować się przyzwoicie. „Nie, bo skłonność do wywyższania się, nepotyzm i paroksyzmy pychy należały do niego jak siwizna... Co z tego jednak wynika dla naszej tu obecności? Tylko to, że jedyne, o co można oskarżyć mojego szanownego klienta, to jego charakter... Co z tego, że najpaskudniejszy, o jakim kiedykolwiek słyszałem? A w takim razie... (...) Czy warto było tracić czas, nasz i tych wszystkich, którzy w przyszłości zobaczą relację z tego procesu? Tylko po to, aby osądzić durnia, który uwierzył w swoją wielkość i który potrafił zachowywać się tak głupio, że gdybym nie był jego obrońcą, a on starym człowiekiem, obiłbym go jego własną laską?”. Kłopot z legendą Rumkowskiego, a tym samym z przeprowadzeniem nad nim sądu ostatecznego, bierze się także i stąd, że „król” łódzkiego getta, decydując się na wybór dyktatorskiej metody sprawowania władzy, musiał zostać zapamiętany jako niesprawiedliwy okrutnik i łajdak, który – by podać choć jeden przykład – twierdząc, że pragnie uratować zdrowych i zdolnych do pracy, każe wysłać transportem starców, chorych i małe, nie mające jeszcze dziesięciu lat dzieci.

„Fabryka muchołapek” jest tedy jedną z polskich powieści tematyzujących Holocaust i przypominających najtragiczniejsze karty Historii: obrazy wyrzucania niemowląt przez okna, bezkarnego mordowania, gwałtów, konieczności egzystowania w nieludzkich warunkach, permanentnego strachu i poniżania. Najnowsza proza autora „Don Juana raz jeszcze” jest – bo inaczej być nie mogło – także ukłonem w stronę tych, którzy potrafili poświęcać swe życie w obronie słabszych, którzy mimo świadomości czekającego ich końca byli zdolni solidaryzować się z idącymi na śmierć Żydami; jest też wyrazem zrozumienia dla postaw takich, jak Adama Czerniakowa, naczelnika warszawskiego getta, który popełnił samobójstwo, gdy zrozumiał, że nic nie może zrobić.

Podobnie jak w poprzednich powieściach Bart wykorzystuje osadzoną w realiach historycznych warstwę problemową po to, by pokazać aktualność pewnych zagadnień niezależnie od czasu i miejsca geograficznego, w jakich się rozgrywają. Pragnienie absolutnej, graniczącej z szaleństwem władzy, kontrowersyjność podejmowanych decyzji, dramatyzm ludzkich losów i powtarzalność historycznych dziejów czy też nierozstrzygalność pewnych kwestii będą zaledwie kilkoma spośród bogatego wachlarza tematów poruszanych w najnowszej powieści Barta. Nienaganny styl, sprawdzony i wyszukany, choć zdecydowanie czarny dowcip, mistrzostwo żonglowania literackimi aluzjami sprawia, że prozę tę czyta się z niekłamaną przyjemnością. I nawet jeśli momentami trudno uchwycić „przeskoki” między rozmaitymi, prowadzonymi równocześnie wątkami czy trybami narracji, to przecież nie da się zaprzeczyć, że „Fabryka muchołapek” Andrzeja Barta jest powieścią przemyślaną, spójną i wciągającą. O niewielu opublikowanych polskich produkcjach prozatorskich da się przecież powiedzieć na raz tyle dobrego, co o najświeższej powieści autora „Rien ne va plus”...
Andrzej Bart: „Fabryka muchołapek”. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2008.