Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (120) / 2008

Marta Kudelska,

TRZY SPOSOBY NA HISTORIĘ

A A A
Przestrzeń publiczna dzięki swojej otwartości i dostępności poddawana jest nieustannym zmianom i napięciom. Sztuka w tej przestrzeni zostaje pozbawiona swojego uprzywilejowanego statusu, który ma w galeriach czy muzeach. Swój cel osiąga dopiero wtedy, gdy zostaje zauważona przez ludzi nieprzygotowanych na jej obecność.

„Są miejsca, z którymi nie wiadomo, co zrobić ponieważ są mocniejsze od nas” – powiedziała Joanna Rajkowska w rozmowie z Piotrem Pazińskim. Działania artystki są konsekwentną drogą, która ma umożliwić ludziom świadome przeżywanie historii. Jej pierwszą ingerencją w przestrzeń publiczną była palma na Rondzie de Gaulle'a w Warszawie. Sztuczne drzewo przypomniało ludziom o tożsamości historycznej miejsca (Aleje Jerozolimskie zamieszkiwali przed wojną Żydzi). Problem „sztuki po Holocauście” jest ważnym elementem w działaniach Rajkowskiej. Artystka przyznaje, że zdała „sobie sprawę z tej próżni, jaką wywołała wojna. Jedna trzecia mieszkańców Warszawy wyparowała. Żyjemy z tym tak jakby nic się nie stało.” Artystka zauważyła, że przechodząc placem Grzybowskim w Warszawie ludzie dziwnie się kurczyli, a gdy już ktoś zatrzymywał się i siadał, robił to w taki sposób, by jak najmniej dotykać owego miejsca. Z jednej strony placu znajduje się Teatr Żydowski i synagoga. Z drugiej – kościół, w którego podziemiach działała księgarnia antysemicka. Jest to także teren byłego getta. Codziennie przez plac przechodziły pośpiesznym krokiem masy ludzi, by jak najszybciej opuścić to miejsce. Na Placu Grzybowskim miał stanąć pomnik. Jak zauważył Artur Żmijewski, pomnik: „to obiekt, przez który pewna grupa zawłaszcza przestrzeń ideologicznie i wypycha z niej inną pamięć". Według Krzysztofa Wodiczki pomnik jest stanem patologicznym, który narzuca ciągłe pamiętanie o przeszłości i brak zażyłości z teraźniejszością. Rajkowska również podziela ten punkt widzenia „Nie należy wypierać pamięci, ale nie można dopuścić, by pamięć uniemożliwiła nam kontakt z ludźmi i miejscem, w którym przebywamy”. Artystka umożliwiła ludziom ten kontakt. W ponurym otoczeniu Placu Grzybowskiego pojawił się „Dotleniacz”. Niewielki staw z pływającymi po jego powierzchni kwiatami nenufaru, rybkami, z zainstalowaną aparaturą, która miała za zadanie ozonować wodę, a także wytwarzać przyjemną w gorące dni mgiełkę. Przestrzeń wokół „Dotleniacza” została uporządkowana, pojawiły się w niej kwiaty, przystrzyżone krzewy i kolorowe ławki. Rajkowska nie była pewna reakcji ludzi na projekt. Ku ogólnemu zdziwieniu „Dotleniacz” nie wywołał żadnych konfliktów (poza tym, że był to projekt czasowy i że prędzej czy później trzeba będzie go usunąć), mimo umiejscowienia go w miejscu pełnym ideologicznych zgrzytów. Plac Grzybowski przeszedł metamorfozę podobną do przemiany larwy w barwnego motyla. Stał się oazą ciszy, kontemplacji, wspólnego przeżywania chwili. Wspólnego bycia. Rajkowska dokonała czegoś niezwykłego – bez wskazywania jedynej słusznej interpretacji, oddała to miejsce ludziom. Ich współuczestnictwo odbywało się tam bez słów, ludzie siedzieli i patrzyli w wodę a nawet zasypiali. Zgodnie z tezą Talesa, który był zdania że wszystko co żywe jest wilgotne, to co martwe wysycha, „Dotleniacz” tchnął życie w przestrzeń Placu Grzybowskiego.

Obserwacje ludzi na terenie Placu Grzybowskiego stały się podstawową inspiracją dla nowego projektu Rajkowskiej. Film „Camping Dżenin” jest zapisem warsztatów teatralnych, jakie odbyły się we Freedom Theatre w obozie dla uchodźców w Dżenin na Zachodnim Brzegu. Teatr ten jest kontynuacją pierwszego teatru w Dżenin The Stone Theatre. Jego założycielką była Arna Mer Khamis, Żydówka walcząca w organizacji „Palmach”, która walczyła o utworzenie państwa Izrael. Podczas swojego pobytu w Palestynie zauważyła, jak wielkie zniszczenie w umysłach sieje wojna. Rajkowska chciałaby, żeby chłopcy biorący udział w warsztatach (nazwani Bad Boys) opowiedzieli o swoich traumach za pomocą gestów. Istniało bowiem ryzyko, że mówiąc o wojnie, posługiwaliby się wyuczonymi frazesami. Język gestów był tu czymś nowym, czystym, trudniejszym. Czy jako aktorzy chłopcy mieli szanse doszukać się w swoich doświadczeniach czegoś nowego? Czegoś, co pozwoliłoby im wyzbyć się strachu i agresji, które towarzyszą im na co dzień? Teatr trwa chwilę, póki jest scena, a scena może być wszędzie tam, gdzie aktor ma coś do powiedzenia lub pokazania.
"(...)wzięłam Bad Boys na wzgórza (...). Myślałam, że trochę odetchniemy, wyzwolimy się z czapy traumy. Wysiedliśmy z samochodu, zobaczyłam pusty, prostokątny, jakby przygotowany plac. Okazało się, że z tego miejsca izraelska armia ostrzeliwała Dżenin" – piszę na swoim blogu Rajkowska. Tam każde miejsce jest naznaczone, wywołuje określone wspomnienia. Artystka zatem poprosiła chłopców, by wołali z tego miejsca kogoś, kogo zabrała im wojna. W reakcjach Bad Boys nie widać heroizmu, spuszczają głowy, nie potrafią zaakceptować tego co się stało. Pada pytanie o to, co stałoby się, gdyby ten ktoś się nie wysadził. Czy ci ludzie mieliby przed sobą przyszłość? Jeden z chłopców odpowiada, że tak, ale nie w sytuacji i warunkach, w których żyli. Doświadczenia związane z wojną były dla nich zbyt bliskie i bolesne, zbyt żywe, by mogli zdystansować się do nich. Warsztaty zostały skonstruowane w ten sposób, by balansowały na granicy rzeczywistości i fikcji, by mówienie o traumie nie było dosłowne. Dlatego chłopcy krzyczeli, improwizowali. Lepili swoje strachy z plasteliny, nadawali im kształt, który potem można było zakopać rytualnie w ziemi i uciec z tego miejsca z krzykiem.

Projekcji filmu towarzyszy wystawa fotografii artystki „Azyl dla uchodźców w Uhyst”. Uhyst to wioska w Saksonii, w której w XVIII wieku mieścił się internat Dannenberghaus dla chłopców ze szlacheckich rodów Europy. W projekcie Rajkowskiej internat zamienia się w azyl polityczny dla uchodźców. Pomieszczenia, w których mieszkali europejscy chłopcy, stają się miejscem schronienia emigrantów m.in. z Iraku, Sudanu, Somalii, Tybetu, Wietnamu, Kuby. Pomieszczenia, które oglądamy na wielkoformatowych zdjęciach, to tchnące chłodem przestrzenie z odpadającym tynkiem i obdrapanymi ścianami. Pozbawione tego wszystkiego, co nazywamy przytulnością, poczuciem bezpieczeństwa. Na zimnych ścianach widzimy wypisane staranną gotycką czcionką nazwy krajów, możemy zauważyć pewną prawidłowość. Im słabszy rozwój cywilizacyjny kraju, tym gorsze warunki zakwaterowania. Musimy jednak pamiętać, że zdjęcia nie są przedstawieniem faktycznego stanu, lecz próbą wygenerowania historii na zasadzie: „co by było gdyby”. Artystka ukazuje Europę (przez odwołanie się do gotyckiej czcionki, jako jednego z najbardziej charakterystycznych znaków kultury europejskiej), która głosi hasła równości, ale nie potrafi uciec od hierarchizacji, która ma ułatwić zapanowanie nad rzeczywistością. Ład panujący w internacie ma pomóc w asymilacji przybyszów. Jednak oglądając archiwalne fotografie, natrafiamy na zdjęcie tego budynku z wiszącymi w oknach nazistowskimi flagami. W tym kontekście użycie niemieckiej Szwabachy do opisu poszczególnych pokojów nabiera innego znaczenia. Wywołuje skojarzenia z eksterminacją. Puste pokoje nabierają grozy i rodzą pytania o to, gdzie podziali się ich mieszkańcy? Dlaczego umieszczono ich w tak nieludzkich warunkach? Czy jest to spowodowane naszym strachem przed innym, obcym? To co obce i inne należy usunąć, zlikwidować, zamknąć w gettach, by nie zachwiało ustalonego porządku.
Joanna Rajkowska „Camping”, Galeria Kronika, Bytom, 29 października – 31 stycznia 2009.