Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (120) / 2008

Grzegorz Mucha,

PŁYNY

A A A
„Rzeszów – St. Tropez”. Biodro, 2008.
Prowadzący oficynę wydawniczą „Biodro Records” Tymon Tymański najwyraźniej postawił na... jajcarzy. Takie działanie byłoby godne uwagi, gdyby w Polsce istniała prawdziwa muzyczna scena. Kłopot w tym, że jej nie ma. Ale mamy jajcarzy. Zaglądnijmy im zatem do… koszyka.

Zespół „Płyny” powstał cztery lata temu w Warszawie. Założycielami byli gitarzysta Igor Spolski i basista Szymon Tarkowski. Obaj są zarazem wokalistami. Po skompletowaniu składu grupy, w 2007 roku nagrali pierwszą płytę („Płyny”). Aktualnie zespół uzupełniają: Kasia Priwieziencew (śpiew), Michał Lamża (instrumenty klawiszowe), Andrzej Kwiatkowski (perkusja).

Nowe wydawnictwo grupy zawiera dwanaście utworów, z których tylko jeden (instrumentalna zabawa w granie) nie jest piosenką. Piosenki zaś są krótkie i treściwe. Wszystkie mają udane, „nie wysilone” melodie. Są dynamiczne, utrzymane w podobnych tempach. Płyta nie zawiera żadnej ballady. Muzyka płynie (!?) gładkim i szybkim strumieniem. Wokaliści śpiewają bez zbędnej maniery, a instrumenty są użyte ze smakiem. Na szczęście uniknięto wszelkich wirtuozerskich popisów. Teksty wydają się pełnić rolę równorzędną z muzyką. Oczywiście są prześmiewcze. Tu najbardziej objawia się „tymonowy szlif”.

Śmieszyć ponad wszystko. Poczynając od okładki, poprzez tytuł płyty, tytuły poszczególnych muzycznych kawałków, na muzyce kończąc, wszystko ma być śmieszne. Co i kogo ośmieszają „Płyny”? Otóż celem grupy jest niemal cała otaczająca nas rzeczywistość. Dostaje się chłopakom na deskach, drobnym geszefciarzom, wymuskanym pacanom, luzakom, a nawet kolorowym obywatelom naszego pięknego kraju i świata. Muzycy stają się niemal felietonistami. Muzyka mimo wszystko schodzi na drugi plan; powoli przemienia się w kabarecik. Na ich i nasze (słuchaczy) szczęście, nie nudzą, bo jak wspomniałem piosenki są krótkie, zawadiackie i treściwe. Melodie należą do tych… kleistych (po mniej więcej dwóch przesłuchaniach wżerają się w mózg, czego nie lubię, ale lepsze to, niż brak dobrej melodii). Istota rzeczy zawiera się w tekstach i dobrych refrenach. W pamięci pozostaje prosty przekaz: wykpiwać, śmieszyć, bawić. Niech tak będzie. Teraz jest to zabawne, ale co z tego zostanie za kilka lat? Na razie doraźność tekstów nie przesłania dobrej muzyki. Tylko po co grupa powołuje się na hasła w rodzaju alternatywny rock, avant pop, miejski folk, pogodne reggae i jazz. Tego tam nie ma. To są udane piosenki z kabaretowymi, słodko-gorzkimi tekstami. I tyle. A może to kolejny głos w sprawie tajemniczej mody na różowy obciach? Cóż… Na tym, to ja się nie znam. Ale mimo wszystko bardzo jestem ciekaw, jakie będą dalsze losy grupy.