Wydanie bieżące

1 lutego 3 (123) / 2009

Łukasz Iwasiński,

ZAPPA ERY SAMPLERA?

A A A
Max Tundra „Parallax Error Beheads You”. Domino, 2008.
Wydaną w październiku, długo wyczekiwaną płytę „Parallax Error Beheads You” autorstwa najbardziej szalonego one-man-bandu na współczesnej scenie, Maxa Tundry, wielu sklasyfikowało w czołówce podsumowań minionego roku.

Ben Jacobs aka Max Tundra jest jednym z największych objawień postmodernistycznego popu. Każda płyta londyńczyka to popis erudycji, fantazji, humoru oraz – co nie mniej ważne – doskonałego songwritingu. Ktoś kiedyś powiedział, że tak brzmiałby Frank Zappa, gdyby urodził się trzydzieści kilka lat później i odkrył uroki samplera. Trudno ów slogan traktować poważnie – inne czasy, kontekst, artystyczne cele; zjadliwy sarkazm lidera Mothers of Invention nijak się ma do mocno zwichrowanej, acz popowej świadomości Jacobsa. A jednak owo porównanie nie jest zupełnie bezzasadne – przede wszystkim ze względu na brawurowy eklektyzm obojga. Zresztą sam Tundra chętnie przyznaje się do wpływu Zappy: „On był niebywale utalentowanym muzykiem i autorem. Dziś nie ma miejsca na taką ekstrawagancję. A ja uwielbiam kawałki grane przez oszałamiająco sprawnych instrumentalistów, a przy tym na totalnym luzie” – komentuje sprawę. Obu artystów łączy także niezłomna wiara we własną wizję i perfekcjonizm. O ile Zappa, chcąc realizować swe karkołomne pomysły, zdany był na zastępy muzyków i ciągłą walkę z drętwymi instytucjami (czego nie znosił), to wychowany w epoce samplera i nowych technologii Jacobs ma komfort samowystarczalności. „Nienawidzę pracować z innymi ludźmi, to mnie frustruje. Przewinąłem się przez parę zespołów, ale nie odnalazłem się w żadnym. Nie lubię, kiedy ktoś mówi mi, co grać, spierać się o to, który pomysł jest słuszny. Nie znoszę również dzielenia procesu nagrywania z kimkolwiek. Mam obsesję kontroli” – tłumaczy.

Dziś Tundra ma na koncie trzy albumy dla Domino i kilka pomniejszych wydawnictw, m.in. dla Warpa. Wszystkie – poza drobnymi wyjątkimi – są jego samodzielnymi dziełami. Bazuje głównie na syntezatorach, elektronice i własnym głosie, ale wykorzystuje także perkusję, dęciaki, gitary, wiolonczelę czy bandżo. „Jeśli potrzebuję jakiegoś instrumentu, to zdobywam go i uczę się na nim grać. Lubię używać technologii tak, by stwarzać wrażenie, że posługuję się nimi lepiej niż w rzeczywistości. Dla mnie liczy się efekt końcowy. Najdziwniejsze instrumenty, na których grałem to np. zegar w British Museum, krajalnica do jaj, trzaskające drzwi do kuchenki” – opowiada. Wszelkie eksperymenty są dla Jacobsa środkiem, a nie celem – najważniejsza jest piosenka. Jego muzyka, choć rozmachem niekiedy zbliża się do prog-rocka, zawsze tchnie iście dziecięcym zapałem i radością, zaskakuje swobodą oraz gracją. Nie inaczej jest na najnowszym albumie. „Parallax Error Beheads You” to kalejdoskopowy przelot przez electro, funky, miękki soul, syntetyczny jazzik, pop czy soft rock. Setki motywów posklejane w hiper-zgrabne hity (z singlowym „Which Song” na czele), którym doprawdy nie sposób nie ulec!