Wydanie bieżące

15 marca 6 (126) / 2009

Przemysław Pieniążek,

ROMANTYCY WŚRÓD LODÓW

A A A
Według teorii płyt tektonicznych, Antarktyda w ciągu milionów lat przemieszczała się na zajmowany obecnie obszar aż z terenów równikowych. Prawie cała powierzchnia kontynentu (95,5%) pokryta jest największym na kuli ziemskiej lądolodem, którego średnia grubość wynosi około 2300 m, maksymalnie dochodząc do 4800 m, natomiast objętość masy lodowej szacowana jest na blisko 30 mln km³. Na stosunkowo niewielkich nieskutych lodem terenach kontynentu znajdują się oazy bogate w odmarzające w lecie jeziora oraz skromne strumyki. Świat fauny i flory cechuje tu wyjątkowe ubóstwo, gdyż srogą zimę są w stanie przetrwać jedynie nieliczne gatunki. Surowość tego miejsca czyni go jednym z najmniej gościnnych zakątków na całym globie ziemskim. Trochę lepiej sytuacja przedstawia się latem, gdy wody terytorialne obfitują w plankton oraz ryby, przyciągające na lodowe wybrzeża pingwiny Adeli, olbrzymie pingwiny cesarskie oraz foki Weddella i Rossa.

Pomimo skrajnie niekorzystnych warunków, pojawienie się na Antarktydzie ciekawskich reprezentantów homo sapiens było jedynie kwestią czasu. Przyjmuje się, że stały ląd Antarktydy odkrył w 1820 roku rosyjski admirał Faddiej Bellingshausen (Fabian Gottlieb von Bellingshausen), ale – podobnie jak wielu innych śmiałków zapuszczających się w te rejony w poszukiwaniu ryb i wielorybów – nie pozostawił tutaj żadnych materialnych śladów swojej obecności. Pierwszym człowiekiem, który nie dość, że stanął na suchym lądzie (24 stycznia 1895), to jeszcze przetrwał antarktyczną zimę, był norweski przyrodnik i podróżnik Carsten Borchgrevink. Na przełomie XIX i XX wieku w dążeniu do odkrycia bieguna południowego rywalizowali Robert Falcon Scott, oficer brytyjskiej marynarki wojennej oraz norweski badacz Roald Amundsen. Eksploracyjny wyścig wygrał Amundsen dzięki wykorzystaniu psich zaprzęgów (niepotrzebne psy przerabiał na karmę dla pozostałych zwierząt; nie jest zresztą tajemnicą, iż sam badacz musiał kosztować mięsa czworonożnego przyjaciela człowieka). Zdobycie bieguna w 1911 roku położyło kamień węgielny pod żmudny i trwający do dziś proces eksploracji krainy wiecznych lodów.

Są także i tacy, których niezmierzona pustka Antarktydy przyciąga widmem niczym nieskrępowanej wolności, pozwalającej podjąć próbę ustalenia relacji człowieka względem sił Natury. Czy sekretny dialog pomiędzy skażonymi cywilizacyjną toksyną ludźmi a nieokiełznaną przyrodą może się realizować za sprawą „spotkań na krańcach świata”? Weteran kina oraz niestrudzony dokumentalista Werner Herzog po raz kolejny zaprasza widzów do wzięcia udziału w niezwykłej podróży, u której początków leży dobrze znana triada pytań: „Kim jesteśmy? Skąd przychodzimy? Dokąd zmierzamy?”.

To nie jest kolejny film o pingwinach

Po przybyciu do naukowej bazy McMurdo Herzog nie kryje swojego rozczarowania. Bankomaty, kręgielnia, zajęcia z aerobiku oraz jogi, maszyna do lodów marki Frost Boy, a do tego pocztówkowa sceneria lodowców skąpanych w gorących promieniach słońca – jak w takich warunkach nakręcić materiał o poszukiwaniu Absolutu i wzniosłości Natury, o heroicznej, romantycznej walce z rozszalałym żywiołem? Współczesną sielskość osady reżyser konfrontuje z archiwalnymi materiałami dotyczącymi ekspedycji Sir Ernesta Shackletona, ukazującymi trud oraz poświęcenie pionierów.

Gdy warunki pogodowe ulegają wreszcie załamaniu, niemiecki twórca oddycha z wyraźną ulgą, przygotowując się do odkrycia prawdziwego oblicza kraju wiecznej zmarzliny. Oko kamery penetruje bezkresne przestrzenie lądolodu, podwodną cudowność kontynentu oraz tajemne zakamarki ośnieżonych jaskiń, koncentrując się równocześnie na codziennej egzystencji pracowników stacji badawczej. Mieszkańcom McMurdo poczucie wzniosłości towarzyszy w zasadzie na każdym kroku – w czasie spacerów, niebezpiecznego nurkowania w skutych lodem głębinach, w trakcie badań nad sekretnym życiem jednokomórkowców czy nasłuchiwania podwodnego języka fok, wydających dźwięki podobne do najbardziej ekstrawaganckich utworów Pink Floyd. Uczestnicząc w dwudniowej, przyspieszonej szkole przetrwania (o wdzięcznej nazwie „Happy Camper”), Herzog przedstawia przebogatą galerię portretów ludzi, których charakterologiczna różnorodność doskonale wpisuje się w tradycję romantycznego kultu indywidualizmu.

Lodowi Argonauci

Olbrzymi autokar przedzierający się przez antarktyczne śniegi prowadzi niegdysiejszy pracownik banku w Kolorado. Podnośnik widłowy obsługuje Stefan Pashov – prywatnie filozof oraz miłośnik Homera, z równą łatwością zagłębiający się w świat idei, jak i w zmrożone trzewia antarktycznej gleby. Glacjolog Douglas MacAyeal określa siebie jako „wagabundę dryfującego po oceanie”, odczuwającego romantycznym sercem czułe drżenie oraz „płacz” lodowca, który swoim rozmiarem nie tyle przewyższa Titanica, co powierzchnię kraju odpowiedzialnego za jego wybudowanie. David R. Pacheco jest hydraulikiem, z pochodzenia Apaczem z domieszką królewskiej krwi Inków i Azteków. Melancholijny ekolog David Ainley zostaje niemalże wytrącony ze swej romantycznej zadumy przez pytanie reżysera dotyczące przypadków homoseksualizmu wśród pingwiniej społeczności. Naukowiec nie potwierdza zasłyszanej hipotezy, przyznając jednak skwapliwie, iż miłosne trójkąty wśród nielotów nie należą do rzadkości. Zwieńczeniem barwnej menażerii są wulkanolodzy William McIntosh i Clive Oppenheimer (ubierający się na wzór członków dawnych antarktycznych ekspedycji), całkowicie pochłonięci swoją pracą. Nie brakuje tu także fizyków zajmujących się neutrinami – cząstkami elementarnymi, które prawdopodobnie odgrywały istotną rolę podczas Wielkiego Wybuchu. Antarktyda jest miejscem spotkania zawodowych marzycieli, realizujących tutaj indywidualnie etos romantycznej podróży. Jednostkowe opowieści tworzą wielopłaszczyznową narrację o niepowtarzalnym życiu na przedwiecznym lodowcu, którego woda (zgromadzona w zmarzlinie) zasilałaby rzekę Jordan przez tysiąc, a Nil przez 75 lat.

Zagadka Wiecznego Wędrowca

Werner Herzog (właściwie Werner Stipetic), jeden z najwybitniejszych niemieckich filmowców – absolwent Wydziału Historii Literatury i Dramatu na Uniwersytecie w Monachium – urodził się w 1942 roku. Wychowywał się w małej bawarskiej wiosce z dala od cywilizacji. Jako dziecko nie wiedział praktycznie nic o zewnętrznym świecie i przez długi czas posługiwał się wyłącznie lokalnym dialektem. Jako czternastolatek rozpoczął cykl podróży, podczas których na piechotę przemierzał niemieckie landy (z tego zwyczaju nie zrezygnował nawet wtedy, gdy został uznanym reżyserem). Zanim w wieku 19 lat zajął się filmem (krótkometrażówka „Herakles”, 1962), pracował jako robotnik w stalowni; był także obiecującym skoczkiem narciarskim (zrezygnował z uprawiania tego sportu po śmiertelnym wypadku przyjaciela z drużyny), stróżem parkingowym, komiwojażerem, a nawet (podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych) jeźdźcem rodeo.

W swej twórczości, zarówno fabularnej, jak i dokumentalnej, Herzog skupia się przede wszystkim na zagadnieniu istoty człowieczeństwa oraz zachowaniach ludzkich w ekstremalnych sytuacjach. Reżyser od lat stara się odnaleźć ludzki pierwiastek nawet w najbardziej zdegradowanych postaciach („Nosferatu – wampir”, 1979; „Cobra Verde”, 1987). Wiele sukcesów na tym polu udało mu się osiągnąć dzięki współpracy z charyzmatycznym aktorem, Klausem Kinskim. W „Zagadce Kaspara Hausera” (1974), będącej opowieścią o podrzutku wychowującym się z dala od świata ludzi, reżyser zaprezentował poetycki traktat o tajemnicy natury ludzkiej oraz opresyjności kultury, który następnie konsekwentnie rozwinął w „Stroszku” (1977). Zaludniający jego filmy boży szaleńcy są najczęściej uznawani za porte parole samego reżysera. Cech charakterystycznych dla Herzoga, takich jak upór czy kult woli mocy, można się doszukać w konkwistadorze Aguirre („Aguirre, gniew boży”, 1972), który pragnie założyć w głębi Peru własne królestwo, czy w postaci Briana Sweeneya Fitzgeralda („Fitzcarraldo”, 1981), który w amazońskiej dżungli przygotowuje się do wzniesienia gmachu opery.

Herzog nieustannie sprawdza granice człowieczeństwa, w związku z czym najchętniej przebywa na obrzeżach cywilizacji. Większość jego filmów, zarówno fabularnych, jak i dokumentalnych („Latający lekarze z Afryki Wschodniej”, 1969; „Fata Morgana”, 1971; „Pod wulkanem”, 1977; „Gasherbrum – lśniąca góra”, 1984), powstawała w odległych i zapomnianych zakątkach planety: w tropikalnych dżunglach, wysokich górach, na pustyniach lub w krajach Trzeciego Świata. W centrum jego uwagi zawsze pozostaje człowiek, także ten w jakiś sposób słaby, na przykład głuchoniemy („Kraina milczenia i ciemności”, 1971) czy niepełnosprawny („Upośledzona przyszłość”, 1971). Projekty reżysera są wyrazem tęsknoty za mistycznym wymiarem życia, skłaniającym do rozważań nad kwestią woli oraz zacieraniem granic między geniuszem a obłędem. Przypominają tym samym, iż Herzog jest nieodrodnym synem narodu, który wydał na świat Schillera.

W latach osiemdziesiątych zainteresowanie twórczością niemieckiego filmowego romantyka zaczęło tracić na sile. Po części wynikało to z faktu, że jego dzieła zdradzały oznaki tematycznego wyczerpania. Z nie najlepszym przyjęciem spotkały się też jego najnowsze propozycje fabularne: „Niezwyciężony” (2001) oraz „Operacja świt” (2007). Namiętność do dokumentu nigdy w Herzogu nie wygasła. W 2002 roku Herzog otrzymał Smoka Smoków na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Krótkometrażowych i Dokumentalnych w Krakowie. Niestety, nie mógł odebrać nagrody osobiście, gdyż przemierzał wtedy na piechotę tybetańskie ostępy. A dwa lata temu nogi (właściwie – skrzydła wojskowego samolotu) zaniosły go aż na Antarktydę. Z jakim rezultatem?

Czas śnieżnej apokalipsy

„Spotkania na krańcach świata” to bez wątpienia powrót Herzoga do najwyższej formy. Sposób ukazania w tym filmie ważnej dla reżysera opozycji kultura / natura odbiega w znacznej mierze od tego, do czego Herzog zdążył nas przyzwyczaić. Autor opatruje swoje dzieło autoironicznym komentarzem, niewątpliwie wzbogacającym dygresyjną narrację. Zręcznie kluczy w gęstych oparach mistycyzmu, szukając precyzyjnych odpowiedzi na fundamentalne pytania: o prawo bytowania człowieka na ziemi oraz jego bliżej nieokreśloną, lecz z całą pewnością nieuchronną, zagładę. Kwestie dotyczące Natury – pięknej, lecz groźnej – przybierają momentami nieco absurdalny (lecz tylko pozornie) charakter. Jak bowiem znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego szympans nie może dosiąść kozy i pogalopować w stronę zachodzącego słońca? Ludzkie życie jest częścią łańcucha nieustannych przemian, do których należała również zagłada przedpotopowych gadów. Prędzej czy później przyjdzie nasza kolej.

Apokaliptyczną wróżbę Herzog zestawia jednak z komiczną sceną, w której widzimy naukowców oglądających na monitorze komputera film „One!” Gordona Douglasa (1954) – klasyk „zimnowojennej” fantastyki naukowej z gigantycznymi mrówkami w roli głównej. Padające z ust jednego z bohaterów przerażające zdanie: „Człowiek, który jest dominującym gatunkiem na Ziemi, wyginie w przeciągu roku”, zostaje przez Herzoga przywołane na zasadzie gestu dowcipnego, lecz zaangażowanego, pogrożenia palcem zadufanej w sobie i swoich wytworach ludzkości. W końcu, jak stwierdza filozofujący operator koparki Stefan Pashov, jesteśmy narzędziami, dzięki którym wszechświat uświadamia sobie swoją własną wielkość. W tym kontekście ujęcie przedstawiające samotnego pingwina zmierzającego ku pewnej śmierci staje się wyraźną metaforą niezbyt optymistycznej wizji przyszłości.

Poezja wiecznej zmarzliny

Najnowszy dokument Herzoga zawdzięcza swój sukces w znacznej mierze przepięknym zdjęciom (w szczególności podwodnym sekwencjom) autorstwa Petera Zeitlingera. Operator doskonale odczytał intencje autora, przedstawiając nurków niczym dryfujących w przestrzeni kosmicznej astronautów. Wysmakowane estetycznie ujęcia oceanicznej fauny i flory nabierają znamion transcendencji, natomiast sami nurkowie – skupieni i poważni – przypominają zakonników przygotowujących się do liturgii. Atmosferę naturalnego sacrum podkreślają także cerkiewne zaśpiewy, towarzyszące obrazom bezkresnej przestrzeni wodnego królestwa. Dokument Herzoga jak zwykle przynosi więcej pytań niż udziela odpowiedzi. Ale może właśnie o to chodzi? Jedno jest pewne – dopóki nogi nie odmówią mu posłuszeństwa, bawarski Wieczny Tułacz dotrze jeszcze w niejedno zapomniane przez Boga i ludzi miejsce.
„Spotkania na krańcach świata” („Encounters at the End of the World”) Reż.: Werner Herzog. Gatunek: film dokumentalny. USA / Wielka Brytania 2007, 99 min.