Wydanie bieżące

15 marca 6 (126) / 2009

Grzegorz Mucha,

MUZYKA W OGRODZIE

A A A
Nan Lian Garden to nie miejsce, ale stan ducha. Ogród w sercu miasta. Spokój wśród chaosu. Tam można oddać się zadumie nad przenikającymi się siłami starych Chin i współczesnego Hongkongu.

Spacerując po ogrodzie Nan Lian, szybko odnajdzie się Xiang Hai Xuan Multi-purpose Hall. Jest to niewielki drewniany pawilon mieszczący zwykłe krzesła i małe podwyższenie służące za scenę. W sobotę 7 marca miał tam miejsce koncert dawnej muzyki chińskiej. Wykonawcą był kaligraf, malarz, a zarazem mistrz instrumentu guqin – Jin Wei.

Tradycyjny chiński instrument muzyczny z grupy chordofonów – guqin – otoczony jest dziś prawdziwym kultem. Ma antyczne pochodzenie, gdyż pozostałości jego szlachetnego korpusu odnajdywano w grobowcach z okresu od 500 do 200 roku p.n.e. Postać, jaką znamy dziś gǔqín (zwany także qīxiánqín – „qin o siedmiu strunach”), przybrał 1 600 lat temu. Egzemplarze muzealne pochodzą z czasów panowania dynastii Tang (700 rok n.e.). Umiejętność gry na guqin była jedną z czterech podstawowych sztuk w chińskim szkolnictwie. Instrument ma postać podłużnego drewnianego pudła rezonansowego, na które składają się dwie płyty wykonane z różnego rodzaju drewna. Guqin spoczywa na stole, a grający szarpie jego siedem (bądź pięć w jego starszych odmianach) jedwabnych strun. Nie posiada progów i pozwala na grę w około czterech oktawach. Zaletą instrumentu jest efektowna długość drgania strun, która jest dłuższa niż w jakimkolwiek innym chińskim instrumencie. Jego rejestr tonów w szczególny sposób potrafi przenieść dźwięki natury.

Jin Wei dzięki, pobieranej u mistrza Zhao Yuminga, nauce, zdobył umiejętność pisania poezji, prozy, kaligrafii i malowania. W czasie poznawania tajników dawnej chińskiej sztuki coraz bardziej zagłębiał się w trzy dominujące wschodnie filozofie: konfucjanizm, taoizm oraz buddyzm. Dopiero później zaczął pobierać lekcje u mistrzów gry na guqin. Byli wśród nich: Xu Xiaoying, Gong Yi, Wu Wenguang, Hang Tongxia, Yang Jinghan. Pierwszy solowy recital dał na Uniwersytecie Pekińskim w 2003 roku. Wkrótce potem opublikował traktat o grze na guqin. Stał się on pierwszą wydaną na ten temat pracą w Chinach kontynentalnych od 1949 roku. W 2005 roku wydał swój pierwszy, zrealizowany na tym instrumencie, album (Echoes in the Mountains). W ostatnich latach zaangażował się aktywnie w odkrywanie i nauczanie chińskiej poezji, którą włącza do repertuaru wykonywanego na żywo. W ten sposób muzyka łatwiej zdobywa akceptację odbiorców.

Także na koncercie w ogrodzie, Jin Wei do gry aż trzykrotnie dodał swój głos. Dawna chińska poezja wraz ze skomponowaną przed wiekami muzyką, ma w sobie osobliwy urok. I nie jest to urok polegający wyłącznie na fascynacji egzotyką. Muzyka i wiersze chińskie mają w sobie niepowtarzalny spokój. Długie niskie tony wydobywające się z instrumentu, uzupełniane spokojnym śpiewem, przenoszą słuchaczy w świat antycznych ogrodów. Ale większość utworów działała na wyobraźnię bez użycia tekstu. Prezentowane kompozycje stawiały sobie za cel przywołanie określonego nastroju, co podkreślały ich poetyckie tytuły. Pozbawione fragmentów wirtuozerskich, skupiające się na szlachetności pojedynczych dźwięków utwory, wydawały się odległe od słuchanej dziś muzyki europejskiej. Mistrzostwo solisty polegało przede wszystkim na wydobywaniu detalu. Nawet kompozycja zagrana przez artystę na bis pogłębiła jeszcze nastrój zadumy. Była bodaj najbardziej mistyczna. Widocznie był to znak dany słuchaczom, którzy lada moment mieli opuścić, dający ukojenie, pawilon i ogród. Dlatego powoli i z żalem wychodziliśmy z Xian Hai Xuan, zwłaszcza że koncert trwał niewiele ponad godzinę. Ogród zdążył się już pogrążyć w mroku, który rozjaśniały tylko małe, stojące na trawnikach, lampiony. Po wyjściu ostatniego słuchacza ogród zamknięto. Cisza i spokój pozostały w środku. Na zewnątrz panoszył się wszechobecny hałas; sprzedawcy pokrzykiwali, taksówki trąbiły, huczały lądujące samoloty.