Wydanie bieżące

15 marca 6 (126) / 2009

Mikołaj Marcela,

MUZYKA WYCZERPANIA?

A A A
Kutiman „ThruYou”. Wydawnictwo internetowe: http://thru-you.com, 2009.
19 listopada 1996 roku światło dzienne ujrzał jeden z najbardziej wyjątkowych albumów XX wieku: „Endtroducing” DJ Shadowa. Debiutancka płyta Amerykanina była pierwszym w historii wydawnictwem muzycznym w całości „posklejanym” z sampli zaczerpniętych z krążków innych artystów. W ten sposób DJ Shadow w sposób najbardziej naoczny i bezpośredni na gruncie muzyki ujawnił to, o czym pisał Roland Barthes w „Śmierci autora” niemal 30 lat wcześniej: „Wiemy już dziś, że tekst nie jest ciągłą sekwencją słów (...), lecz wielowymiarową przestrzenią, w której stykają się i spierają rozmaite sposoby pisania, z których żaden nie posiada nadrzędnego znaczenia: tekst jest tkanką cytatów, pochodzących z nieskończenie wielu zakątków kultury”. Barthes już w 1968 roku projektuje dla pisarza rolę deejay’a: „pisarz może jedynie naśladować gest uprzedni, pozbawiony początku; jego władza polega wyłącznie na mieszaniu charakterów pisma, nastawianiu ich przeciwko sobie, tak by nigdy nie można się było oprzeć na którymś z nich z osobna”. Twórca nie jest już autorem, lecz producentem, wytwórcą zestawiającym ze sobą fragmenty krążących w przestrzeni kultury tekstów i w ten sposób wytwarzającym nowe znaczenia. W tym sensie „Endtroducing” był być może pierwszą naprawdę postmodernistyczną płytą ubiegłego wieku.

Po trzynastu latach od debiutu Shadowa, kolejnym znaczącym krokiem na muzycznej drodze wyznaczonej przez amerykańskiego deejay’a, swoistym „Entroducing XXI wieku”, wydaje się być opublikowany zaledwie kilka dni temu internetowy projekt ThruYou izraelskiego muzyka i producenta Ophira „Kutimana” Kutiela. W takich przypadkach, jak „Entroducing” czy ThruYou, trudno mówić jedynie o albumie – znacznie bardziej adekwatnym jest opisywanie tego typu fenomenów jako znaczących zjawisk kultury.

O ile „Endtroducing” było pewnego rodzaju podsumowaniem epoki poprzez wydobycie fragmentów z zakurzonych winyli dawno już zapomnianych artystów, którzy współtworzyli bogactwo XX-wiecznej muzyki rozrywkowej, o tyle ThruYou to wkroczenie muzyki do nowej ery – interakcji i nieograniczonego dialogu, umożliwionego przede wszystkim dzięki internetowi. Serwis YouTube, z którego Kutiman czerpał w całości materiał do swojego projektu, sam w sobie jest ziszczeniem marzeń, które towarzyszyły mediom od lat 70.: dzięki rozpowszechnieniu i łatwemu dostępowi do kamery, czynią każdego z nas potencjalnym nadawcą w procesie komunikacji masowej. YouTube pozwala nam artykułować nas samych, ale i odpowiadać na komunikaty innych. Internet staje się nową przestrzenią pracy dla artystów słowa i dźwięku – w erze postmodernistycznego wyczerpania kultury i tworzącej się kultury recyklingu, artysta może sam dla siebie zaprojektować rolę deejay’a, produkującego nowe sensy poprzez zestawianie, parodiowanie i zderzanie ze sobą fragmentów wypowiedzi innych zawieszonych w sieci, ujawniając intertekstualność i autoteliczność samej sztuki.

Wydaje się, że przy okazji projektu ThruYou mamy już do czynienia z szerszą tendencją. Tak jak w przypadku tomiku poetyckiego „Mnemotechniki” Jarosława Lipszyca, w którym wiersze składają się w całości ze zdań, słów i liter znalezionych w polskiej edycji Wikipedii, tak u Kutimana utwory sklejone zostają z pojedynczych mikrosampli, krótkich fraz czy całych sekwencji wyszukanych w odmętach amatorskich nagrań w serwisie YouTube. Podobnie jak Lipszyc, również Kutiman zamieszcza odnośniki do filmów, z których korzystał, tworząc z internetowego albumu swoisty hipertekst. Dzięki takiej metodzie produkowania muzyki ThruYou ujawnia samą naturę twórczości jako krojenia, preparowania i sklejania niepowiązanych ze sobą elementów w nową całość. Muzycznie przywodzi na myśl dokonania takich artystów, jak Burial, DJ Krush, Fat Boy Slim czy Venetian Snares, a nierzadko rodzi także skojarzenia z produkcjami Tzadika. Nieograniczone universum dźwięków tworzonych przez użytkowników YouTube z całego świata sprawiło, że na płycie znajdziemy zarówno bombastyczny funk i drum’n’bass, jak i stonowany dubstep czy trip-hop, wszystko zaś okraszone z jednej strony syntetycznymi brzmieniami syntezatorów, z drugiej całą gamą akustycznych instrumentów, począwszy od fortepianu, instrumentów smyczkowych i fletu poprzecznego, a na egzotycznej kabasie, buzuce czy darbuce kończąc. Dlatego niezaprzeczalną zaletą projektu Ophira Kutiela jest to, że nie jest to eksperyment dla samego eksperymentowania – to przede wszystkim pełnowartościowy, bogaty muzycznie album, pod tym względem być może najlepsza płyta tego roku.

ThruYou zatem to przede wszystkim całkowicie nowe podejście do muzycznej produkcji – już nie tylko wykorzystanie utworów muzycznych ukazujących się w oficjalnym obiegu, ale sięgnięcie po amatorską twórczość istniejącą jedynie w Sieci i próba odpowiedzi na nią. Innymi słowy, parafrazując to, co Lipszyc napisał o stworzonych przez siebie „Mnemotechnikach”, choć na ThruYou wszystkie dźwięki pochodzą z YouTube, zostały zaczerpnięte od innych użytkowników serwisu, sam album jest czymś osobistym, bo jest świadectwem ich obróbki i zagraniem za ich pośrednictwem własnej historii.