Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (127) / 2009

Tadeusz Kosiek,

ARCHIWUM AMBARCHIEGO

A A A
Oren Ambarchi (ur. 1969, Sidney, Australia) to jeden z bardziej znanych i cenionych (i to zarówno przez krytyków, jak i słuchaczy) przedstawicieli sceny muzyki poszukującej.

Początki jego aktywności muzycznej sięgają drugiej połowy lat 80., zaś gatunkiem, od którego wszystko się zaczęło był jazz. I choć obecnie już go nie grywa, to wciąż ma do niego słabość, czego dowodem są m.in. krótsze lub dłuższe komentarze, czy nawet tzw. blurby, których jest autorem, a które publikowane są przy okazji reedycji którejś z free jazzowych pereł sprzed lat. W początkach kolejnej dekady Ambarchi odkrył dla siebie noise oraz akademicką muzykę współczesną, czego pokłosiem było założenie przez niego wraz z Robbiem Avenaimem postpunkowej grupy Phlegm, a z Nickiem Kamiussisem noise’owych The Menstruation Sisters oraz – nieco później – współorganizowanie, wraz z Avenaimem, The What Is Music? Festival. Przez 10 lat istnienia festiwalu wystąpiło na nim przeszło dwustu przedstawicieli szeroko rozumianej muzyki eksperymentalnej pochodzących z wielu stron świata. Ambarchi jest nie tylko aktywnym muzykiem, ale i promotorem oraz propagatorem ambitniejszych odmian muzyki. Obecnie odpowiada za inne przedsięwzięcia tego typu, np. regularną serię koncertów odbywających się w Melbourne pod wspólnym szyldem „Maximum Arousal”, a ostatnio był współproducentem serii programów telewizyjnych „Subsonics” poświęconych scenie undergroundowej.

Początek działalności solowej Ambarchiego przypada na koniec ostatniej dekady XX wieku, jednak kariera solowa nie tylko nie spowodowała zaprzestania regularnej współpracy z innymi muzykami, lecz raczej umieściła ją na wyższym poziomie. Co prawda Phlegm już nie istnieje, ale The Menstruation Sisters wydają coś od czasu do czasu. Nagrywa też popowy duet Sun, który Oren współtworzy z realizatorem nagrań i muzykiem Chrisem Townedem. Działają dwa składy z węgierskim wokalistą blackmetalowym Attilą Csiharem (Burial Chamber Trio i Grave Temple); od kilku lat Ambarchi pojawia się też na płytach i koncertach doom metalowego Sunn O))), przez cały czas mniej lub bardziej regularnie kooperując z improwizatorami, rockmanami, twórcami muzyki elektroakustycznej, elektronicznej oraz poważnej. W gronie jego partnerów znaleźć można zarówno artystów uznanych (Keith Rowe, Keiji Haino, Evan Parker, Phill Niblock, Otomo Yoshihide, Fennesz), jak i mało lub prawie w ogóle nie znanych. Na marginesie dodam, że w lutym bieżącego roku zagrał w Polsce kilka koncertów w duecie z Robertem Piotrowiczem.

Choć Ambarchi zaczynał jako perkusista, to swoim wiodącym instrumentem uczynił gitarę, której możliwości brzmieniowe stopniowo bada i poszerza, wykorzystując je efektywnie na kolejnych płytach. Nowe sposoby generowania dźwięku, poszerzanie spektrum akustycznego tego instrumentu poprzez jego preparacje, liczne modyfikacje oraz wszechstronne wykorzystywanie rozmaitych obiektów i przetworników doprowadziły do tego, że brzmienie jego gitar bardzo odbiega od tego, z czym zwykło się ją kojarzyć. Niekonwencjonalne podejście do instrumentu oraz swoboda procesu kreacyjnego sprawia, że twórczość Ambarchiego trafia zarówno do miłośników swobodnej improwizacji, muzyki elektronicznej, nieortodoksyjnie pojmowanego rocka, noise oraz ambientu. Poszczególne płyty solowe oraz owoce licznych kolaboracji mieszczą się w obrębie wymienionych przed chwilą stylistyk. Stanowią ozdobę katalogów wielu kultowych oficyn, m.in. Touch, En/Of, Southern Lord, Table of The Elements, Staalplaat, zdobywają pochlebne recenzje krytyków, prestiżowe nagrody i wyróżnienia oraz stosunkowo dużą, jak na niszowość uprawianych gatunków popularność wśród słuchaczy.

Ambarchi wielką wagę przykłada do jakości dźwięku, z tego też powodu ma słabość do płyt winylowych i stara się dużo wydawać w tym właśnie formacie, co powoduje, że do wielu jego nagrań trudno jest dotrzeć. Miejmy nadzieję, że wytwórnia Black Truffle Records, którą kieruje, trochę tę sytuację naprawi, bo pojawiły się pierwsze jaskółki – wznowienia klasycznych albumów wydanych oryginalnie na winylu w mikroskopijnych nakładach przed dziewięciu laty. Mowa o płytach „Stacte.3” (Plate Lunch 2000/Black Trufle 2009) oraz „Persona” (ERS 2000/Black Trufle 2009) po raz pierwszy opublikowanych w postaci CD. Pierwsza z nich to płyta z cenionego cyklu „Stacte”, liczącego już pięć woluminów poświęconych eksplorowaniu brzmieniowych możliwości gitary. Pojawiają się na niej w wyraźnej postaci zalążki dojrzałego stylu Ambarchiego, łączącego w jedno spontaniczną improwizację, mającą na celu wykorzystywanie plastyczności materii dźwiękowej, którego skutkiem jest niemal namacalne odczuwanie jej eterycznej cielesności, z dyscypliną kompozycji, opartej na precyzji form odczuwaną w ich konsekwentnych zmianach. W podobny sposób można scharakteryzować zawartość „Persony”, jednak ta druga płyta zdaje się być bardziej statyczną i jednorodną, dwa pierwsze utwory mają bardziej jednolitą strukturę, być może, jak sugerowałby tytuł, stanowiąc dźwiękowe portrety dramatis personae, dopiero nagranie tytułowe charakteryzuje swoista dwoistość struktury, będąca pochodną filmu Bergmana.

Gęstość i płynność formy, powtarzalna rytmika, amorficzne plamy dźwiękowe, oszczędna melodyka, ambientowe niedopowiedzenie, to cechy charakterystyczne dla nagrań zawartych na obu płytach, które stylistycznie oscylują wokół minimal music w rozmaitych jej odmianach. Ambarchi zapożyczył co nieco od klasyków – przede wszystkim od Alvina Luciera, ale też i od Steva’a Reicha, Philipa Glassa i Mortona Feldmana, wyraźne są także nawiązania do muzyki nieakademickiej (Cluster, Harmonia, Eno, Pan Sonic), jednak całość jest dość spójna i w dużej mierze oryginalna. Oczywistym jest, że choć muzyk jest dopiero na początku swojej artystycznej drogi, to ma talent, co potwierdzają jego późniejsze arcydzieła („Triste”, „Grapes from the Estate”). Jeśli znacie dojrzałą muzykę Ambarchiego, powinniście sięgnąć również – jeśli jeszcze ich nie znacie – po jego wczesne płyty. Tym bardziej, że twórczość tego artysty najlepiej poznawać chronologicznie.