Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (128) / 2009

Przemysław Pieniążek,

POLE WALKI: HOLLYWOOD

A A A
Już po pierwszych minutach projekcji czujemy, że jesteśmy uprzywilejowanymi – choć niewidzialnymi – uczestnikami targowiska próżności. Razem z Benem (Robert De Niro), będącym jednym z trzydziestu najbardziej znanych i wpływowych producentów w Fabryce Snów, przygotowujemy się do sesji zdjęciowej dla prestiżowego magazynu. Mimo to ostatnich dwóch tygodni swojego życia Ben z pewnością nie może nazwać udanymi.

Wszystko zaczęło się na przedpremierowym pokazie wyprodukowanego przez niego filmu „Wściekle”. Jeremy Brunell (Michael Wincott), reżyser sensacyjnego dzieła, przekroczył bowiem dopuszczalną granicę wolności wypowiedzi oraz autorskiej ekspresji, zbyt sugestywnie przedstawiając scenę egzekucji psa. Oburzona publiczność bojkotuje produkcję, chociaż nikogo nie wzrusza równie brutalna scena, w której z zimną krwią zostaje zastrzelony Sean Penn. Rozwścieczony twórca kategorycznie odmawia „okaleczania” swojego dzieła poprzez wycięcie kontrowersyjnej sceny, wkraczając na wojenną ścieżkę z przedstawicielami wytwórni.

Ekscentryczny Jeremy nie jest bynajmniej jedynym utrapieniem Bena. Inny hollywoodzki gwiazdor, Bruce Willis, odmawia ogolenia bujnego zarostu, co było jednym z kluczowych warunków podpisywanego przez aktora kontraktu. Rozkapryszona gwiazda wstrzymuje tym samym rozpoczęcie zdjęć do kolejnego filmu, przyprawiając ekipę o białą gorączkę. Także w domu Ben nie może liczyć na chwilę wytchnienia. Dwie byłe żony ciągle szukają sposobu na uszczuplenie zawartości jego portfela, a dodatkowo jedna z nich (Robin Wright-Penn) sypia z jego kumplem, scenarzystą Scottem Solomonem (Stanley Tucci). Na dodatek sen z powiek spędza bohaterowi coś o wiele straszniejszego: zbliżający się wielkimi krokami Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Cannes, podczas którego odbędzie się uroczysty pokaz „dzieła” Brunella. Kolejne dni, skrupulatnie odliczane z manierą godną Kubrickowskiego „Lśnienia”, przyniosą Benowi jeszcze wiele niespodzianek i, jak można się domyśleć, nie będą one przesadnie miłe.

Doniesienia z frontu

Film „Co jest grane?” powstał w oparciu o wspomnienia Arta Linsona, producenta takich kinowych hitów jak „Nietykalni” (1987) i „Ofiary wojny” (1989) Briana De Palmy czy „Podziemny krąg” (1999) Davida Finchera, który w swej książce chętnie przywołuje anegdoty o sprawach znanych tylko świadkom zakulisowego życia Fabryki Snów. Pozbawione lukru i cekinów opowieści prosto z hollywoodzkiego frontu zainspirowały Barry’ego Levinsona do nakręcenia filmu obrazującego świat ludzi poszukujących osobistego szczęścia, które niestety znajduje się poza ich zasięgiem. Rezydenci hollywoodzkich posiadłości wiodą w gruncie rzeczy bezproduktywną egzystencję, będącą zaledwie imitacją prawdziwego życia. Wydaje się, że w ich świecie nie ma miejsca na lojalność. Jednostkowe „być albo nie być” uzależnione jest od twardych negocjacji, w których zwycięstwo ma swój finansowy ekwiwalent.

A co z przyjaźnią? W filmie znajduje się komiczna scena rozgrywająca się podczas pogrzebu, w której smutne wydarzenie niepostrzeżenie przekształca się w paradę urażonych ambicji i wzajemnych animozji. Wszystko pokrywa gruba warstwa dwulicowości i egocentryzmu. Dopiero przemówienie Brunella podczas uroczystej prezentacji filmu na festiwalu podziała na wielu niczym lodowaty prysznic. A ostateczna wersja „Wściekle” potwierdzi, że w Hollywood wszystko opiera się na manipulacji oraz manifestacji władzy.

Good morning, Hollywood!

Zagadnienie kontroli oraz manipulacji zawsze było dla Levinsona bardzo ważne. W „Faktach i aktach” (1997) Conrad Brean (Robert De Niro), czołowy doradca w Białym Domu, wynajmuje hollywoodzkiego producenta, który na potrzeby mediów wywołuje fikcyjną wojnę z nikomu bliżej nieznaną Albanią, mającą odwrócić zainteresowanie opinii publicznej od „afery rozporkowej”, w którą uwikłał się prezydent Stanów Zjednoczonych. Szare eminencje wystawiają narodowy spektakl, którego powodzenie jest rezultatem wrażliwości oraz patriotycznych uczuć statystycznego Amerykanina. Tom Dobs (Robin Williams), bohater „Człowieka roku” (2006), to gospodarz niezwykle popularnego talk-show, zamierzający kandydować na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych. To, co w planach miało być jedynie żartem, szybko staje się rzeczywistością. Socjotechnika okazuje się bowiem groźnym narzędziem w rękach lekkomyślnego użytkownika.

Niejednokrotnie kontrola oraz manipulacja dotyczą najbardziej intymnej, cielesnej sfery. W adaptacji powieści Michaela Crichtona „W sieci” (1994) poznajemy Toma Sandersa (Michael Douglas), cenionego menadżera w wielkiej firmie komputerowej, który – po odrzuceniu awansów swojej dawnej kochanki, a obecnie przełożonej – zostaje oskarżony o molestowanie seksualne. Poczuwający się do roli ofiary Tom wysuwa twardy kontrargument, w którym zakłada, iż w molestowaniu nie chodzi tak naprawdę o seks, lecz o manifestację władzy nad drugim człowiekiem.

Iluzja, kariera, manipulacja, seks i władza – wszystkie te elementy układają się w niezmienny od lat obraz Fabryki Snów, która w najnowszym dziele Levinsona przedstawiona jest ze sporym przymrużeniem oka. Częste wykorzystywanie kamery cyfrowej nadaje filmowi walor paradokumentalizmu; także balansujące na granicy autoparodii kreacje Seana Penna i Bruce’a Willisa uwiarygodniają demaskatorski sposób przedstawienia Hollywoodu.

Desant na Fabrykę Snów

Film niestety nie ma siły wyrazu słynnego „Gracza” Roberta Altmana (1992), który jak nikt inny potrafił przedstawić amerykański przemysł filmowy jako siedlisko węży i zawistników, gdzie nie ma miejsca na sentymenty, lojalność oraz skrupuły. Najlepszym tego przykładem jest casus Griffina Milla (Tim Robbins), producenta nękanego pogróżkami ze strony anonimowego scenarzysty, mszczącego się za złe traktowanie ciężko pracujących ludzi pióra. „Co jest grane?” nie osiąga także poziomu demaskatorskich „Pocztówek znad krawędzi” Mike’a Nicholsa (1990), których scenariusz oparty został na bestsellerowych wspomnieniach Carrie Fisher, lepiej znanej jako księżniczka Leia z gwiezdnej sagi George’a Lucasa. Literacka spowiedź artystki obnażyła iluzoryczność Fabryki Snów, w której jedynym skutecznym sposobem zapominania o morderczym tempie pracy i nieustannej presji jest sięganie po alkohol oraz narkotyki. Z pewnością produkcji Levinsona bliżej do „Hollywood atakuje” Davida Mameta (2000), w tragikomiczny sposób ilustrującego niedole pracy na planie filmowym z konstelacją niepokornych gwiazd i gwiazdeczek, nie posiada ona jednak ujmującej lekkości takich filmów jak „Dorwać małego” Barry’ego Sonnenfelda (1995) czy „Koniec z Hollywood” Woody’ego Allena (2002).

„Co jest grane?” to przyzwoicie zrealizowany komediodramat z doborową obsadą. Robert De Niro (obok Dustina Hoffmana i Robina Williamsa ulubiony aktor Levinsona) nie pokazuje niczego nowego, ale nikt nie ma mu tego za złe. Dobre, choć przejaskrawione role zagrali John Turturro oraz Stanley Tucci, jak również dawno nie widziany na dużym ekranie Michael Wincott, wcielający się w dekadenckiego reżysera o wyglądzie i dezynwolturze Keitha Richardsa z The Rolling Stones.

Gdy milkną działa…

Pomimo swych znacznych wpływów i pozycji w branży filmowej, Ben ma świadomość pewnego braku. Gdy po feralnej festiwalowej nocy próbuje złapać samolot, tytułowe pytanie (pomijając jego niedobre polskie tłumaczenie) postawione przez jego eks-żonę budzi w nim spontaniczną refleksję, która być może okaże się pomocna w przebudowie dotychczasowego światopoglądu i systemu wartości.

Jednym z bohaterów filmu „Wielki Kanion” Lawrence’a Kasdana (1991) jest Davis (Steve Martin), popularny producent niezwykle krwawych fabuł, epatujących gwałtem ponad wszelką miarę. W chwili, gdy sam staje się ofiarą przemocy, bohater dostrzega to, czego nigdy nie chciał widzieć: życie jest brutalniejsze od każdego z jego filmów, ponieważ jest realne. Uzyskanie przez Bena świadomości o tym, jak niewielką władzę posiada nad swoim życiem osobistym i zawodowym, jest dobrym początkiem. Znając i akceptując przewagę świata nad nami, możemy spokojnie wyjść mu naprzeciw. I zrobić o tym niezły film.
„Co jest grane?” („What Just Happened?”) Reż.: Barry Levinson. Scen.: Art Linson. Obsada: Robert De Niro, Bruce Willis, Sean Penn, Catherine Keener, John Turturro, Stanley Tucci. Gatunek: komediodramat. USA 2008, 104 min.