Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (128) / 2009

Michał Fundowicz,

TAGI W WIELKIM PAŁACU

A A A
W paryskim secesyjnym Grand Palais właśnie trwa wystawa poświęcona coraz popularniejszej na salonach sztuce ulicy. W jednym pawilonie pałacu zgromadzono prace 150 artystów posługujących się sprayem i markerem.

Wystawione dzieła pochodzą z osobliwej kolekcji paryskiego architekta, Alaina-Dominique’a Gallizia, który zaprosił do swojego atelier graficiarzy z całego świata. Zaproponował im udział w projekcie, który miał na celu utrwalić ulotną sztukę ulicy, znikającą pod kolejnymi warstwami nakładanymi na ściany – zmywaną, zamazywaną, zaklejaną. Na podłużnych tablicach jednakowych wymiarów składających się z dwóch paneli każdy z nich miał umieścić swój podpis (tag/imię) oraz interpretację tematu „miłość”. Stworzona tak kolekcja jest przekrojem przez style partyzanckiej twórczości artystów-amatorów na co dzień malujących wagony pociągów i wszelkie inne, dostępne w dużych metropoliach powierzchnie.

Kuratorzy wystawy wyeksponowali na niej dwie ikony ruchu graffiti, prekursora tagowania, podpisującego się pseudonimem TAKI 183 oraz Jeana-Michela Basquiata. Ten pierwszy, anonimowy grecki emigrant, już na przełomie lat 60. i 70. wpadł na pomysł znakowania ścian swoim pseudonimem. Pracując w Nowym Jorku jako goniec, przemieszczał się po całym mieście i nieustannie podpisywał się wszędzie swoim markerem. Opisany w „New York Times” szybko zyskał popularność i wielu naśladowców, składających swoje enigmatyczne podpisy na każdej pustej powierzchni, eksplorujących miasto w nieustannym pędzie zawłaszczania przestrzeni poprzez zaznaczanie swojej obecności. Tagowanie stało się popularną formą działalności wśród młodych, zbuntowanych wyrzutków i szybko przylgnęło do powstającej w tym czasie subkultury hip-hopowej. Stało się plagą dla dbających o czystość miast, obrazą dla gustów mieszczan, policzkiem dla wszystkich wierzących w ład i porządek. Sytuację tę nieco zmienił drugi z przywoływanych na wystawie artystów, Jean-Michel Basquiat, który graffiti wprowadził w sferę sztuki. Choć zaczynał od nielegalnych działań w przestrzeni miejskiej, karierę zrobił jako malarz, a jego wpływ na sztukę współczesną porównywany jest z tym, który wywarli na nią Jackson Pollock czy Andy Warhol. Przy wejściu na wystawę osobno prezentowane jest płótno poświęcone pamięci tragicznie zmarłego kolegi z grupy, w jakiej działał Basquiat.

Główną salę części z ekspozycją w Grand Palais zapełniają kolorowe, wijące się litery, figuratywne przedstawienia i abstrakcyjne formy składające się na interesujący przegląd sztuki ulicy. Niektóre tagi, te spływające farbą, gęste, oglądane z bliska przypominają dzieła spod znaku ekspresjonizmu abstrakcyjnego, inne czerpią z tego samego źródła co pop-art, szczególnie zaś z jego fascynacji komiksami (czcionki, postaci). Te luźne skojarzenia nie są zobowiązujące, gdyż artyści ci używają wypracowanego, własnego języka, specyficznego dla twórczości graffiti. Tzw. wildstyle nie da się porównać z innymi malarskimi osiągnięciami, lepszym określeniem mogłaby być analogia do muzyki, szczególnie zaś jazzowej improwizacji. Każdy z writerów na początku opanowuje technikę, ćwiczy kreśląc znaki na papierze. Stopniowo tworzy swój język, projektuje kolejne litery alfabetu, obmyśla czcionkę. Wyprawa w miasto zakłada improwizację a dobrzy graficiarze odznaczają się umiejętnością wkomponowania swojej wizji w zastaną powierzchnię, z wyczuciem proporcji, dynamiki, rytmu. Ważny jest kontekst otoczenia oraz umiejętność spontanicznego reagowania na nie. Wystawioną kolekcję tworzy wiele wystudiowanych, starannych kompozycji, jednak inne są mniej zgrabne, bardziej niechlujne, lecz przez to, być może, bardziej autentyczne.

Umieszczenie tak bliskiej brudowi miejskich ulic twórczości w tak zacnym budynku jak paryski Grand Palais może budzić wiele kontrowersji zarówno wśród wrogów tagowania, uważających je za bezmyślny akt wandalizmu, jak i wśród samych działających nielegalnie twórców. Dla graficiarzy ważny jest etos, według którego powinni trzymać się z dala od wszelkich przejawów komercjalizacji. Działają na własnych warunkach, tworząc na swój koszt, za każdym razem podejmując ryzyko. Ruch ten jest przeciwny wszelkim establishmentom, również temu z artystycznego świata. Usprawiedliwieniem dla gromadzącego tagi pomysłodawcy projektu jest fakt, iż obiecał on nie wystawiać płócien na sprzedaż, kolekcja zaś ma krążyć po świecie wystawiana w kolejnych muzeach. Twórcy ekspozycji nakierowują uwagę widza na estetyczny wymiar tagów, chcą sprawić, aby obojętny na graffiti odbiorca spróbował ujrzeć na płótnach a później na pomazanych ulicznych ścianach interesujące ornamenty oraz atrakcyjne kompozycje. Niebezpieczeństwo muzealnej instytucjonalizacji niepokornej sztuki tagów wiąże się z utratą jej wybuchowego potencjału, abstrahując z kontekstu sprowadza ją wyłącznie do estetycznego ozdobnika. Tym, których razi ten aspekt powiązania graffiti z rynkiem sztuki pozostaje przejażdżka paryskim metrem lub przechadzka ulicami, na których znaleźć można wiele udanych realizacji ulicznych twórców graffiti nie mających nic wspólnego z komercyjnym rynkiem.
Le Tag Au Grand Palais. Paryż. 27 marzec – 26 kwiecień 2009.