Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (128) / 2009

Michał Fundowicz,

GIRL TALK

A A A
“Feed The Animals”. Illegal Art, 2008.
Dwadzieścia lat po wydaniu słynnego albumu Johna Oswalda, od którego nurt zaczerpnął swoją nazwę, plądrofonia zdaje się mieć całkiem dobrze. Przekonuje o tym wydawnictwo pt. „Feed The Animals” sygnowane pseudonimem Girl Talk. Za dystrybuowane przez Internet pliki mp3 można zapłacić wedle uznania, gdy jednak zdecydujemy się na wpisanie kwoty $ 0.00 dostaniemy do uzupełnienia interesującą ankietę. Pytania są ironiczne, jednak cały album celuje w prowokację. „Nie uznaję płacenia za muzykę”, „Nie cenię muzyki stworzonej przy pomocy sampli”, „Nie lubię Girl Talk” – to tylko niektóre z możliwych odpowiedzi.

Gregg Gillis (Girl Talk) to artysta bliski People Like Us i Negativland, czyli wykonawcom tworzącym prześmiewcze, nieraz obrazoburcze kolaże z odpadków kultury popularnej. Taktykę tę dobrze oddaje hasło znane z wczesnych szablonów grupy Twożywo: „Plądrujemy ruiny rzeczywistości”. Girl Talk bierze to, co najpopularniejsze (i to w bardzo dużym natężeniu), miesza ze sobą, tworząc coś na kształt groteskowego popu. W istnym tyglu można odnaleźć elementy piosenek z list przebojów, łatwo rozpoznawalne tematy, znane riffy i melodie. W jednym utworze spotykają się Avril Lavigne z Aphex Twin i Butthole Surfers, Kanye West z Radiohead i Ace of Base. Pojawia się zawrotna ilość raperów rymujących do podkładów wyjętych z innego kontekstu. Mieszanka spreparowana przez Gregga Gillisa świadczy o ogromnej homogenizacji współczesnej muzyki popularnej. Elementy z różnych stylistyk w zadziwiający sposób pasują do siebie. Takie wrażenie można odczuć, gdy Lil Mama rapuje do podkładu z „One” Metalliki lub gdy słowa dance’owego przeboju Deee-Lite współbrzmią z „Lithium” Nirvany. W kulturze remiksu permanentne wymieszanie wszystkiego ze wszystkim przestało już dziwić. Słuchając albumu Girl Talk, można odnieść wrażenie, iż muzyka popowa opiera się na nieustannych powtórzeniach, ciągłym powielaniu schematów i utwierdzić się w przekonaniu o tym, jak niewiele potrzeba, aby zdobyć uznanie mas.

Z drugiej strony sam twórca zdaje się być daleki od tak jednoznacznej interpretacji. W jednym z wywiadów opowiadając o swoim podejściu do muzyki podkreśla, że stara się jej nie wartościować i nie oceniać. Dlatego uważa za istotny przełom amatorską twórczość zamieszczaną na masową skalę w Internecie. Deprecjonowaną przez wielu działalność nieprofesjonalistów Gregg Gillis przyrównuje do nowej punkowej rewolucji, z tym że na niespotykaną dotąd skalę, gdyż każdy w swoim domu, przy pomocy prostych narzędzi, może teraz tworzyć muzykę. Powszechną praktyką wykonawczą jest zaś twórczy recykling, miksowanie kultury ze splądrowanych z niej treści. Tezę o nowej kreatywności potwierdza liczna reakcja internautów na „Feed The Animals”, którzy z własnej inicjatywy umieszczają na YouTube zmontowane samodzielnie wideoklipy do kolejnych utworów z albumu.

Girl Talk na „Feed The Animals” oswaja krytycznie nastawionego słuchacza z muzyką popularną. Jego monstrualny pop jest zabawny oraz pomysłowy a przy okazji niesie ze sobą istotne refleksje na temat kondycji dzisiejszego rynku muzycznego. Słowa Gillisa o twórczości amatorów i ich zaangażowaniu każą zastanowić się nad obecnym paradygmatem kultury, który ulega zmianie właśnie poprzez działania przetwarzających i remiksujących ją aktywnych uczestników.