Wydanie bieżące

1 maja 9 (129) / 2009

Przemysław Pieniążek,

IDEA WIECZNEGO POWROTU… Z PIEKŁA

A A A
Patrząc na obraz współczesnego kina grozy, trudno nie zauważyć, że kinematograficzny potwór pożera swój własny ogon. Silne skonwencjonalizowanie gatunku wymusza rzecz jasna sięganie po ustalone schematy i fabularne rozwiązania, jednak jego niesłabnąca popularność i wyjątkowa żywotność wynika przede wszystkim z faktu, że zasadniczo nie uległ zmianie powód naszych lęków. Samotna przechadzka po skąpanym we mgle i sinym świetle księżyca cmentarzu, owiane złą sławą opuszczone domy, powracające zza grobu, spragnione krwi lub świeżego mięsa żywe trupy czy nieszczęśnicy przemieniający się w (nie)sprzyjających okolicznościach w skowyczące futrzaki – to tylko niektóre najczęściej przywoływane motywy, od lat wywołujące nieprzyjemne dreszcze u amatorów okrutnych bajek dla dorosłych.

Ale przecież atawistyczny strach przed śmiercią, ciemnością i wypełzającymi z niej upiorami jest częścią nas samych. Jeśli nie potrafisz przezwyciężyć swoich lęków, spróbuj je zaakceptować. Kto wie, może nawet je polubisz. A sympatię należy pielęgnować, o czym doskonale wiedzą producenci filmowi. Jason Voorhees, psychopatyczny maczetnik znad Kryształowego Jeziora, powraca już po raz jedenasty (nie licząc telewizyjnego serialu), tym razem za sprawą tegorocznego remake’u „Piątku trzynastego” autorstwa Markusa Nispela. Senna zmora z ulicy Wiązów, Freddy Krueger, kontratakował osiem razy (także nie wliczając serialu), utrwalając z każdym epizodem swój status ikony horroru. Aktualnie bohater przeżywa drugą młodość, o czym świadczy czekający na premierę remake klasycznego dzieła Wesa Cravena. Zaklęty w plastikowe ciało lalki duch Charlesa Lee Raya – lepiej znanego jako Chucky – nękał żyjących aż pięciokrotnie. Ukryty za upiorną maską Leatherface, prywatnie miłośnik teksańskich masakr dokonywanych piłą łańcuchową, czy żywiący wyjątkową animozję do opiekunek do dzieci Michael Myers (cykl „Halloween”) równie skutecznie udowadniali, że niestraszny im ani upływ czasu, ani krwi (także własnej).

Niestety, w większości przypadków intrygujące „jedynki” doczekały się epigońskich kontynuacji, trącących tematyczną zwietrzeliną i nudą. Czy podobny los stał się udziałem innej nieśmiertelnej serii, jaką bez wątpienia jest „Powrót z piekła”? Istnieje tylko jeden sposób, aby się o tym przekonać. Oto filmowa droga przez mękę, torturę, rozkosz i potępienie. Droga, której początkiem jest tajemnicza kostka-układanka, jej końcem natomiast – bezlitosny uścisk haków i łańcuchów oraz trzask rozrywanego ciała. Zapraszam do uczestnictwa w potępieńczej grze, rozpoczętej wiele lat temu przez jednego człowieka – Clive’a Barkera.

Aniołowie cierpienia, demony rozkoszy

Poszukując nowego wymiaru doznań cielesno-duchowych, Frank Cotton (Sean Chapman) rozwiązuje tajemnicę zagadkowej kostki La Marchanda, wkraczając w strefę aktywności piekielnych istot – Cenobitów – dla których granice między niebotyczną przyjemnością a udręką są bardzo płynne. Kiedy Frankowi udaje się powrócić do życia pod postacią pozbawionego skóry monstrum, jego głód są w stanie zaspokoić jedynie gwałtowne akty kanibalizmu. Nieoczekiwanie sprzymierzeńcem uciekiniera staje się jego zblazowana i demoniczna bratowa Julia (Clare Higgins), która uwodząc przypadkowo poznanych mężczyzn, dostarcza Frankowi nowych ofiar. Kiedy o wszystkim dowiaduje się Kirsty Cotton (Ashley Laurence), bratanica okaleczonego monstrum, sprawy przybierają dramatyczny obrót. Uruchamiając właściwą kombinację kostki (tzw. „żałobną konfigurację”), dziewczyna sprowadza demonicznych Cenobitów, wyjątkowo rozsierdzonych ucieczką oskórowanego Franka. Przywódca potępieńczej zgrai, Pinhead (Doug Bradley), zawiera z Kirsty nieformalną umowę: dziewczyna doprowadzi go do „wujka”, a w zamian (być może) odejdzie wolna. Przerażone dziewczę decyduje się na współpracę, mając świadomość, iż za złamanie kruchego paktu grozi jej coś straszniejszego niż utrata życia.

Pełnometrażowy debiut Clive’a Barkera, okraszony fenomenalną muzyką Christophera Younga, wywołał spore zamieszanie na brytyjskim rynku filmowym, zdobywając w 1998 roku nominacje do nagrody Saturn w kategoriach: najlepszy horror, charakteryzacja oraz muzyka. Wyprodukowany za milion dolarów film (który początkowo miał nosić tytuł „Sadomasochiści z zaświatów”) zwrócił się dwudziestokrotnie. Wkrótce złowrogi Pinhead (w scenariuszu tytułowany był jedynie jako „Przywódca Cenobitów”) zadomowił się na ponurych rubieżach zbiorowej nieświadomości kinomanów, promując równocześnie sylwetkę Barkera jako autora nietuzinkowego, transgresyjnego (wszak zamiłowanie do łączenia seksualnej perwersji, okrucieństwa, estetycznego szoku i makabrycznej rozkoszy śmierci stały się dystynktywnymi cechami jego twórczości) i przede wszystkim wszechstronnego.

Postmodernistyczne inferno

Urodzony 5 października 1952 roku w Liverpoolu Clive Barker jest bez wątpienia człowiekiem renesansu. Doskonale sprawdza się jako powieściopisarz, autor opowiadań, malarz, scenarzysta, producent oraz reżyser. Jako dwudziestojednolatek przeniósł się do Londynu, gdzie założył trupę teatralną, z którą wystawiał własne sztuki, przesycone aurą grozy, erotyki i niesamowitości, zebrane później w tomach „Incarnations” oraz „Forms of Heaven”. Próbował także swoich sił w kinie, realizując krótkometrażowe filmy „Salome” (1973), swobodną adaptację dramatu Oscara Wilde’a, oraz „Zakazanego” (1978), w których wystąpił przyjaciel i etatowy aktor artysty, Doug Bradley.

W wolnych chwilach Barker pisywał opowiadania, początkowo skrzętnie wypełniające przestrzeń przysłowiowej szuflady. W 1984 roku zadebiutował zbiorem opowiadań „Księgi krwi”. Choć pierwsze trzy tomy nie podbiły rodzimej Wielkiej Brytanii, okazały się wielkim sukcesem na rynku amerykańskim. W 1986 roku ukazały się trzy kolejne tomy, tworząc unikalną kolekcję nowatorskich historii, dzięki którym autor szybko zdobył status „nowej nadziei horroru”. W tym samym roku Barker wydał swoją drugą (po „Potępieńczej grze”) powieść zatytułowaną „Powrót z piekieł”. Brak zaufania do filmowych twórców – głównie z powodu słabego poziomu adaptacji jego opowiadań – sprawił, że Barker sam napisał scenariusz i stanął za kamerą, realizując (póki co) swój najlepszy film. I chociaż stworzył wiele rewelacyjnych powieści (cykl „Księga Sztuki” czy „Kobierzec”), wyprodukował szereg udanych produkcji na czele z „Candymanem” i wydał ekskluzywne albumy ze swoimi pracami, to dla wielu nadal pozostaje przede wszystkim ojcem demona z imponującą kolekcją gwoździ w czaszcze, który w towarzystwie nie mniej malowniczych upiorów niezmiennie oferuje swoje usługi zblazowanym śmiertelnikom.

Oni czasem (za często) wracają…

Niewątpliwy sukces produkcji Clive’a Barkera dał początek całej serii mniej lub bardziej udanych sequeli, odwołujących się do literacko-filmowej rzeczywistości wykreowanej przez brytyjskiego popularyzatora splatterpunku (nihilistycznej estetyki odwołującej się do komiksowej onomatopei splatter, czyli odgłosu wydawanego przez kawałek mięsa uderzającego o ścianę).

W drugiej części cyklu („Hellbound”, 1988) Kirsty – w charakterze świadka morderstwa – trafia do kliniki dla umysłowo chorych prowadzonej przez doktora Channarda (Kenneth Cranham), psychologa-szaleńca, pragnącego otworzyć bramy otchłani. Diaboliczny plan udaje się zrealizować bez większych problemów, lecz po raz kolejny potwierdza się stare porzekadło, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła i niezawodny sposób na spotkanie z Pinheadem i jego zakutą w skóry watahą. Atutem filmu, obok mrocznego scenariusza, bazującego na klasycznej opowieści o doktorze Frankensteinie oraz mitologii orfickiej (wędrówka przez świat podziemnego labiryntu), jest ciekawie zarysowany wątek przeszłości Cenobitów, będących niegdyś zwykłymi ludźmi, których zakazane pragnienia oraz moc zaklęta w kostce przemieniły w istoty będące równocześnie katami i ofiarami.

W „Piekle na ziemi” (1992) reporterka Joey Summerskill (Terry Farrell), poszukując sensacyjnego tematu, trafia na diabelnie dobry materiał w postaci wyzwolonego z okowów Pinheada, będącego w wyjątkowo pogodnym nastroju (patrz tytuł), który przy pomocy wykonanych metodą chałupniczą Cenobitów zaprasza uczestników dyskoteki do swojego korowodu. Jednym słowem – powtórka z rozrywki, choć niepozbawiona czarnego humoru i przynosząca dalszy wgląd w biografię przywódcy Zakonników.

„Dziedzictwo krwi” (1996) oferuje ciekawy zabieg narracyjny – jego akcja rozgrywa się na trzech płaszczyznach czasowych. Jak głosił slogan reklamowy: „Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość spotykają się na piekielnym skrzyżowaniu”. Część historyczna przedstawia okoliczności powstania feralnej kostki, segment współczesny dotyczy bolesnego spotkania potomków rodu La Marchant z Gwóździogłowym, natomiast epizod futurystyczny (rozgrywający się na stacji kosmicznej w 2127 roku) wieńczy emocjonujący pojedynek, w którym ginie… Pinhead. Twórcy filmu (ukrywający się pod pseudonimem Alan Smithee, wykorzystywanym masowo przez reżyserów niezadowolonych z poziomu nakręconych przez siebie „dzieł”) zdecydowali się na ryzykowny krok, jakim była sterylizacja kury znoszącej złote jajka. Jednak fanom cyklu nie było dane długo opłakiwać odejścia krasomówczego (wszak jego sposób wysławiania, czerpiący z europejskiej poezji modernistycznej, przeszedł już do historii) Cenobita.

„Wrota piekieł” (2000) to utrzymany w konwencji noir prequel, w którym poznajemy Josepha Thorne’a (Craig Sheaffer), brutalnego detektywa z wydziału zabójstw, uzależnionego do narkotyków oraz płatnej miłości. Kiedy na miejscu zbrodni odnajduje odcięty palec dziecka i dobrze nam znaną kostkę, jego życie ulega zmianie, choć z całą pewnością nie na lepsze. Przez wielu fanów film został okrzyknięty najlepszym z serii, zresztą nie bez powodu (doskonale sprawdza się jako monolityczna całość, niewymagająca znajomości poprzednich epizodów). Twórca obrazu, Scott Derrickson, wykorzystał nawiązania do takich dzieł jak „Harry Angel” Alana Parkera (1987) czy „Drabina Jakubowa” Adriana Lyne’a (1990), tworząc oniryczną, niejednoznaczną opowieść o upadku i samopotępieniu. Chociaż sam Barker kręcił nosem, wypominając zbytnie uproszczenia i zniszczenie jego własnej mitologii, film osiągnął przyzwoity wynik finansowy, otwierając drogę kolejnym częściom cyklu.

Dobre wrażenie szybko zatarła „Droga do piekła” (2002), nieudana oraz rażąca wtórnością opowieść, w której poznajemy dalsze losy Kirsten. Jej sielankowy związek z Trevorem (Dean Winters) przerywa tragiczny wypadek samochodowy. Cudem ocalały mężczyzna zostaje oskarżony o zamordowanie swej małżonki. Ciało majętnej Kirsten w tajemniczy sposób zaginęło. Nasilające się makabryczne wizje przekonają bohatera, że bardziej niż policji powinien się lękać smutnych panów w skórzanych trykotach. Zrealizowana w 2005 roku „Sekta” to kolejna mało porywająca koprodukcja amerykańsko-rumuńska, opowiadająca historię Amy Klein (Kari Wuhrer) badającej sprawę tytułowej sekty, której członkowie uczestniczą w bluźnierczych zabawach na pograniczu życia i śmierci. Kiedy pojawia się infernalna niania w osobie Gwoździogłowego, wszyscy zostają odesłani na „karnego jeżyka” o wyjątkowo ostrych kolcach. W „Świecie piekła” (2005) – najsłabszym ze wszystkich epizodów – grupa przyjaciół, miłośników internetowej gry „Hellworld”, otrzymuje zaproszenie do uczestnictwa w prawdziwej rozgrywce, która ma mieć miejsce na terenie posiadłości tajemniczego gospodarza (Lance Henricksen). Jak łatwo się domyśleć, na przyjęciu nie może zabraknąć naszych starych znajomych, których definicja dobrej zabawy zdecydowanie odbiega od powszechnie przyjętych wzorców.

„Wysłannik piekieł” bez wątpienia należy do jednej z najdłuższych i najbardziej popularnych serii w historii filmowej grozy. Infernalna mitologia Clive’a Barkera popularyzowała się także za pośrednictwem filmowych gadżetów, poczynając od plakatów, upiornych figurek i komiksów, na artystycznych grafikach kończąc. Chociaż po literacki dorobek diabłolubnego Brytyjczyka scenarzyści nie sięgają tak chętnie jak po dzieła Stephena Kinga, co jakiś czas na ekrany kin wchodzą filmy oparte na opowiadaniach Barkera (vide „Nocny pociąg z mięsem” Ryuhei Kitamury z 2008 roku). Na 2011 rok planowana jest premiera „Hellraisera” autorstwa Pascala Laugiera. Chociaż póki co nie ustalono, czy dzieło będzie uwspółcześnioną wersją niegdysiejszego hitu, czy jego kolejną kontynuacją, jednego możemy być pewni – ekstremalnych wrażeń nie zabraknie. Wszak Laugier to autor osławionych „Martyrs. Skazani na strach” (2008), jednego z najbardziej sadystycznych obrazów z nurtu torture porn. Chociaż w obsadzie nie przewidziano etatu dla Douga Bradleya, Gwoździogłowy jest wystarczająco dorosły, by kontynuować akcję „łańcuszek szczęścia” na własną rękę.
„Wysłannik piekieł” („Hellraiser”). Scen. i reż.: Clive Barker. Obsada: Andrew Robinson, Clare Higgins, Ashley Laurence, Doug Bradley. Gatunek: horror. USA / Wielka Brytania 1987, 94 min. „Wysłannik piekieł II” („Hellraiser II: Hellbound”) Reż.: Tony Randel. Scen.: Peter Atkins. Obsada: Clare Higgins, Ashley Laurence, Doug Bradley, Kenneth Cranham, Simon Bamford, Nicholas Vince. Gatunek: horror. USA / Wielka Brytania 1988, 99 min. „Wysłannik piekieł III: Piekło na ziemi” („Hellraiser III: Hell on Earth”). Reż.: Anthony Hickox. Scen.: Tony Randel, Peter Atkins. Obsada: Terry Farrell, Doug Bradley, Kevin Bernhardt, Ken Carpenter. Gatunek: horror. USA 1992, 97 min. „Wysłannik piekieł IV: Dziedzictwo krwi” („Hellraiser IV: Blodline Story”). Reż.: Joe Chapelle, Kevin Yagher. Scen.: Peter Atkins. Obsada: Kim Myers, Doug Bradley, Louis Mustillo, Courtland Mead, Valentina Vargas, Bruce Ramsay. Gatunek: horror. USA 1996, 86 min. „Wysłannik piekieł V: Wrota piekieł” („Hellraiser V: Inferno”). Reż.: Scott Derrickson. Scen.: Paul Harris Boardman, Scott Derrickson. Obsada: Craig Sheffer, Nicholas Turturro, Doug Bradley. Gatunek: horror. USA 2000, 99 min. „Wysłannik piekieł VI: Droga do piekła” („Hellraiser VI: Hellseeker”). Reż.: Rick Bota. Scen.: Carl V. Dupré, Timothy F. Day. Obsada: Ashley Laurence, Michael Rogers, Kaaren da Zilva, Dean Winters, Doug Bradley. Gatunek: horror. USA 2002, 86 min. „Wysłannik piekieł VII: Sekta” („Hellraiser VII: Deader”). Reż.: Rick Bota. Scen.: Clive Barker, Neal Marshall Stevens. Obsada: Kari Wuhrer, Georgina Rylance, Paul Rhys, Doug Bradley. Gatunek: horror. USA / Rumunia 2005, 88 min. „Wysłannik piekieł VIII: Świat piekła” („Hellraiser: Hellworld”) Reż.: Rick Bota. Scen.: Carl Y. Dupré. Obsada: Henry Cavill, Doug Bradley, Katheryn Winnick, Doug Bradley, Lance Henricksen. Gatunek: horror. USA 2005, 90 min.