Wydanie bieżące

1 maja 9 (129) / 2009

Mikołaj Marcela,

NIE-NORMALNI BÓNTOWNICY

A A A
Gerard Jones, amerykański krytyk popkultury i autor kultowego studium dotyczącego potrzeby obecności przemocy w kulturze masowej i jej pozytywnego znaczenia dla prawidłowego rozwoju dziecka, uznając za Bruno Bettelheimem niezwykłą moc terapeutyczną baśni, twierdzi, że w czasach najnowszych, w erze massmediów zdominowanej przez telewizję i Internet, tradycyjną rolę baśni przejmują nowe formy: komiksy, seriale animowane czy gry komputerowe. W opozycji do autora „Cudownego i pożytecznego”, który odmówił jakiejkolwiek wartości wszelkim tworom kulturowy masowej, Jones przekonuje, że popkultura, operując czy wręcz bazując na podobnych historiach i motywach, podobnie jak baśnie pobudza fantazję odbiorcy, stając się bezcennym wsparciem w walce z rzeczywistymi problemami i pozwalając na ich przepracowanie i rozwiązanie.

Powodem, dla którego do dzieci i młodzieży najlepiej docierają produkty popkulturowe, pełne okrucieństwa i wulgarności, jest płynące z nich poczucie mocy, dzięki któremu przezwyciężone mogą zostać frustracja, niepewność czy strach. Jest to szczególnie istotne w okresie dojrzewania, w którym dzieci i młodzież walczą z własną słabością, a podstawowym problemem staje się ich niemoc wobec świata dorosłych. Rozwiązaniem okazują się produkty nowych mediów, nowe formy rozrywki, które, na ogół, atakują tradycyjne poczucie smaku. Powiązanie tych dwóch wymiarów – nowości i obsceniczności – jest szczególnie ważne: to, co nowe, pozbawione jest jeszcze pełnej kontroli i zostaje tymczasowo wyłączone spod władzy świata dorosłych, wymaga dopiero poznania i ustanowienia nowych zakazów, a do tego momentu to dzieci stają się władcami nowej przestrzeni; to, co obsceniczne, jest przede wszystkim wymierzone w autorytet, w przyjęty system wartości, przeciw któremu musi zbuntować się dziecko, aby ustanowić samo siebie i zyskać wolność. Popkultura, z jej komiksami, serialami animowanymi i grami komputerowymi, dostarcza przede wszystkim fantazmatycznego gruntu do walki ze światem dorosłych, a dokładniej z ich władzą i kontrolą, natomiast jedną z najbardziej znienawidzonych instytucji, przeciw której wymierzone są fantazje dzieci i młodzieży, jest szkoła – miejsce ustanawiania władzy dyskursu.

Ten przydługi wstęp wydaje się niezbędny, zwłaszcza w perspektywie „Włatców Móch”, jednego z bardziej znaczących i niezwykłych fenomenów polskiej kultury ostatnich lat. Kluczowe jest właśnie zarysowanie odpowiedniej optyki, zajęcie właściwej pozycji w spojrzeniu na świat Anusiaka, Czesia, Konieczki i Maślany. Wiadomo, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. To, co przede wszystkim uderza przy pierwszym zetknięciu z „Włatcami Móch”, to język. Nie jest on „jedynie” pełen błędów stylistycznych i ortograficznych – to język zupełnie obok normy, ciągle przekręcany, zniekształcany i przedrzeźniany. Z punktu widzenia, bądź co bądź, filologa, jest to sytuacja na pozór niemożliwa do zaakceptowania, ale przede wszystkim drażniąca lub budząca politowanie, związane z niskim poczuciem humoru. Problem w tym, że człowiek szybko zapomina złote czasy szkoły podstawowej i liceum – dopiero powrót do tamtej sytuacji, spojrzenia na świat z tamtej perspektywy, pozwala zrozumieć niezwykłą popularność serialu.

„Włatcy Móch”, mimo wielu podobieństw, zarówno w sferze realiów, jak i samych postaci, nie jest po prostu przełożeniem czy odpowiedzią na kultowy serial animowany „South Park”. Polska seria to przede wszystkim historia oporu czwórki postaci wobec instytucji represji, jaką jest szkoła. Podjęcie walki ze szkołą to rozpoczęcie wojny z całym systemem – szkoła bowiem, jako jedna z najistotniejszych instytucji dyscyplinarnych, poprzez swoją obowiązkowość i obecność w życiu dziecka przez niemal cały okres dorastania, jest efektywnym narzędziem wpajania normy, kluczowej dla prawidłowego funkcjonowania nowoczesnego świata. Szkoła organizuje i porządkuje to, co zróżnicowane i wielorakie – poprzez program kontroluje przebieg i stadia rozwoju poszczególnych indywiduów, poprzez sprawdziany i egzaminy weryfikuje, czy uczniowie osiągają wymagany poziom, gwarantuje zgodność ich edukacji z edukacją innych i dokonuje rozróżnienia pomiędzy możliwościami poszczególnych uczniów. W ten sposób, mówiąc za Michelem Foucaultem, szkoła ujarzmia uczniów, narzucając relację „podatność-przydatność” i zaszczepiając władzę normy. W tym wymiarze jednym z najdonioślejszych zadań stojących przed szkołą jest przeniknięcie do ciała uczniów, zdobycie opisanej przez Freuda i kluczowej dla całej cywilizacji zachodniej władzy opartej na triadzie czystości, ładu i piękna.

Tym, co charakteryzuje czwórkę przyjaciół z „Włatców Móch”, jest właśnie całkowity i bezwarunkowy opór wobec ideałów czystości, ładu i piękna. Nie bez powodu główni bohaterowie serialu na ogół określani są mianem „barbarzyńców”, przez co przeciwstawieni zostają kulturze i jej wartościom. Nie dbając zarówno o czystość fizyczną, jak i poprawność językową, Anusiak, Konieczko, Maślana i Czesio najdotkliwiej uderzają w ład państwa, a przez to w uporządkowany świat dorosłych. Znaczenie tego „nieczystego” wymiaru „Włatców Móch” pozwala lepiej zrozumieć Dominique Laporte, autor „History of Shit”.

Mówiąc najkrócej, dla Laporte’a kluczowym procesem, który początkuje i niejako konstytuuje nowoczesność, jest proces oczyszczania języka i przestrzeni wizualnej, w wyniku czego usunięte mają zostać wszelkie brudy i nieczystości. Polityka czystości wymierzona zostaje w „gówno” rozumiane jako „pozostałości ziemi”, w coś, co Goethe w „Fauście” nazywa Erdenrest. Nowoczesne państwo, wraz z rodzącymi się instytucjami, takimi jak właśnie szkoła, wyznacza sobie w tym procesie rolę tego, który wybiela z brudów świata, przywracając niewinność i czystość swoim poddanym, ukrywając jednocześnie własny nadmiar i wynikające z tego nieczystości. Od tej pory brzydkie i obrzydliwe będzie to, co śmierdzi, bowiem smród jest sygnałem naszego wyjścia z ziemi i nieustannego z nią złączenia. Dlatego rodzący się wraz z nowoczesnością dyskurs higieniczny oraz towarzyszące mu zmiany w estetyce sprawiają, że to, co piękne, możemy zobaczyć, ale nie poczuć – to, co piękne, jest uwolnione od zgnicia i zepsucia, a przez to wolne od „u-ziemienia”.

W tej perspektywie niezwykle ciekawa wydaje się postać Czesia – mieszkającego na cmentarzu zombie. Już sam wybór zombie na jednego z głównych bohaterów serialu animowanego nie jest bez znaczenia, jest ono bowiem przykładem popkulturowego nierozstrzygalnika w rozumieniu Derridy, co oznacza, że załamuje ono klasyfikacyjny porządek binarny naszej kultury. Już sam jego rodzaj (nijaki) wskazuje na nierozstrzygalność. Zombie nie jest ani żywe, ani martwe, zawieszając możliwość włączenia do naszego systemu opartego na opozycjach. Ale Czesio jako zombie jest także mocno związany z ziemią, będąc w społeczności szkolnej najlepszą egzemplifikacją owego Erdenrest – kiedy mówi o Marcelu, jednym z dwóch jego opiekunów-zombie, zauważa, że ten „śmierdzi ziemią”. Czesiu jest wszystkim tym, czego nie toleruje nasza cywilizacja, swego rodzaju bezkształtnym gównem zanurzonym w ciemności natury. Potwierdza to także jego upodobanie do ekskrementów, robaków i wszelkiego rodzaju odpadków czy brudu, które kultura łączy jednoznacznie z nieczystością. Postać Czesia jest groteskowa, ale w takim rozumieniu, jakie przywołuje Wolfgang Kayser – wprowadzając pewien element obcości, wybija dobrze nam znany świat z formy: najczęściej to jego obecność wprowadza dziwaczny i absurdalny klimat na granicy komizmu i obrzydzenia. W związku ze swoją niewytłumaczalnością i nieredukowalnością najczęściej zostaje usunięty poza system przez wyrzucenie z klasy.

W opozycji do Czesia i jego kolegów znajduje się przede wszystkim nauczycielka klasy – Pani Frał. Na najbardziej bazowym poziomie „odczytania” jest ona po prostu wredną nauczycielką, lubiącą wyżywać się na swoich uczniach – jedną z wielu tego typu osób, które nigdy nie powinny uczyć w szkole. Jednakże postać ta informuje o czymś więcej – w pewnym stopniu swoim zachowaniem obnaża cały system (oświaty). Już samo określenie „Pani Frał”, będące podwojeniem słowa „Pani”, zawiera w sobie ów eksces, do którego eliminacji i ukrycia dąży nowoczesne państwo. Nadmiar ten objawia się także w jej zachowaniu – obscenicznym słownictwie oraz przesadnej gestykulacji. Poniżanie Anusiaka, Czesia, Konieczki i Maślany nie jest czymś koniecznym – Pani Frał wyzywa i gnoi, bo sprawia jej to wyraźną przyjemność, a nierzadko nawet fizyczną rozkosz, której zresztą sama nauczycielka nie kryje. Myślę, że można zaryzykować stwierdzenie, że Pani Frał jako przedstawicielka szkoły, a zatem instytucji krzewiącej władzę normy, która zapewnia ideały piękna, ładu i porządku, unaocznia fakt, o którym pisał Lacan, a mianowicie, że „wyparcie i powrót wypartego to ten sam proces”. To, co zostaje wyparte (nieczysty nadmiar „pozostałości ziemi”), powraca w formie nadmiernej artykulacji i gestykulacji, z której podmioty sprawujące władzę czerpią przesadną rozkosz, znacznie wykraczającą poza wyznaczone granice. Według Todda McGowana, ujawnienie tego typu obsceniczności władzy pozwala się wyzwolić z jej wpływu i odzyskać podmiotową wolność. Biorąc pod uwagę twierdzenia Jonesa na temat roli popkultury, również w tym wymiarze „Włatców Móch” możemy doszukiwać się źródeł ich popularności, zwłaszcza wśród uczniów szkół...

Inną postacią, przeciwstawną i kontrastowo różną od świata reprezentowanego przez Czesia (i jego kolegów), jest Andżela (wraz ze swoją rodziną). Andżela to przede wszystkim szalona i pewna siebie nastolatka, ale także reprezentantka współczesnej klasy średniej: bogatej, dobrze zorganizowanej i zawsze na czasie z nowymi trendami, utożsamiającej wszystkie ideały cywilizacyjne. Kiedy w jednym z odcinków w klasie szerzy się panika z powodu wykrycia wesz u Anusiaka, Czesia, Konieczki i Maślany (z czego oni sami są szczególnie dumni), tata Andżeli pewny siebie mówi: „Nie martw się daughter – kto jest rich, ten jest clean”. Niestety, koniec końców okazuje się, że wszy dopadły także Andżelę…

Piękno, porządek i czystość, cechujące dziewczynę i sprawiające, że staje się ona pupilką nauczycielki, jednocześnie czynią z niej najgorszego wroga Czesia, który nie mówi o niej inaczej niż „Pedałka”. Opozycja Czesiu-Andżela wydaje się znamienna. Laporte w „History of Shit” pokazuje, że dyskurs higieniczny, towarzyszący polityce czystości, został zapoczątkowany i był kontynuowany przez klasę średnią, która zajmując się akumulacją (nieczystego) pieniądza w zaciszu prywatnej przestrzeni ich domów, dążyła jednocześnie do eliminacji smrodu i nieczystości w przestrzeni publicznej, tak, aby zamazać skrzętnie ukrywane pokrewieństwo gówna i pieniądza. W dyskursie higienicznym smród szybko staje się antynomią porządku i jest nie do pogodzenia z pięknem. Tym sposobem nienawiść Andżeli do Czesia wynika z faktu, że ten utożsamia wszystko to, z czym walczy i co nieustannie stara się ukryć reprezentowana przez nią klasa średnia. Czesio nienawidzi Andżeli, bo ta przedstawia sobą z całą mocą siłę wykorzeniającą z ziemi, wypleniającą owo „u-gruntowanie”, a przez to dąży do zniszczenia jego „świata ciemności”. Nienawiść Andżeli względem Czesia to nienawiść cywilizacji względem natury.

Na koniec warto wspomnieć jeszcze raz o problemie języka, choć kwestia ta w odniesieniu do „Włatców Móch” z pewnością wymagałaby szerszego i dokładniejszego omówienia. Z pewnością kluczowa jest niegramatyczność wypowiedzi, cechująca przede wszystkim Anusiaka, Czesia, Konieczkę i Maślanę, ale nie tylko. Gramatyka zajmuje się porządkiem danego systemu językowego, traktując o artykulacji i ładzie wypowiedzi. Posługując się językiem narodowym, którego naucza szkoła, posługujemy się już pewnym systemem wyizolowanym z oryginalnej podstawy dialektowej i opartym na sztucznej, z góry narzuconej normie. Mowa niegramatyczna to celowy opór wobec porządku narzucanego przez język, ale i wiedzy, która za pośrednictwem języka jest przekazywana. Foucault, mówiąc o triadzie władza-prawo-prawda, zauważa: „jesteśmy zmuszani do produkowania prawdy przez władzę, która tej prawdy wymaga i która jej potrzebuje dla własnego funkcjonowania; musimy mówić prawdę, jesteśmy zmuszeni i skazani na wyznawanie prawdy albo na jej znajdowanie. (…) Musimy wytwarzać prawdę tak, jak koniec końców, musimy wytwarzać bogactwa i musimy produkować prawdę, aby móc produkować bogactwa. A z drugiej strony również podlegamy prawdzie w tym sensie, że to prawda stanowi prawo; właśnie dyskurs prawdziwy jest, przynajmniej częściowo, rozstrzygający; to on jest wehikułem i motorem napędowym efektów władzy”. Bohaterzy „Włatców Móch” są tak pociągający, bo przeciwstawiając się językowi i wiedzy w nim zawartej, kontestując prawdę, do której głoszenia powołana została przecież instytucja szkoły, buntują się przeciw władzy, tworząc swój własny świat poza czterema ścianami klasy, z której na ogół wylatują na początku lekcji.

Choć we „Włatcach Móch” odstraszać czy wręcz przerażać może pełen wulgaryzmów i przekleństw niegramatyczny język, odrażające zachowanie części postaci czy skrajnie karykaturalne obrazowanie szkoły, które pewnie dla wielu może być przyczyną coraz mniejszego respektu uczniów wobec nauczycieli i samej instytucji, to należy też dostrzec drugą stronę medalu. „Włatcy Móch”, podobnie jak inne seriale animowane, komiksy czy gry komputerowe, są fikcją, dostarczającą swoim widzom tematów i motywów, które następnie przepracowywane w ich wyobraźni i fantazji, pozwalają rozwiązać rzeczywiste problemy. Najlepiej, gdy odbywa się to w przestrzeni wyjętej spod władzy dorosłych, ponieważ tylko w takiej przestrzeni możliwa jest pełna swoboda fantazji – a że kultura staje się coraz bardziej liberalna i dziś niektóre kwestie nie szokują nas tak, jak jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu, to nowe seriale czy gry muszą być jeszcze brutalniejsze i zawierać w sobie jeszcze więcej przemocy i złego smaku, coraz bardziej otwarcie kwestionując podstawowe normy. Niemniej, co podkreśla ze szczególną mocą w swojej książce Jones, dzieci doskonale potrafią odróżnić rzeczywistość od fikcji, a rolą dorosłych powinno być nie zakazywanie gry czy oglądania danej rzeczy, lecz ewentualna pomoc w tymże odróżnieniu, kiedy sytuacja tego wymaga. Sądząc z popularności „Włatców Móch”, są oni jedną z najlepiej trafiających do młodych nowych „baśni popkulturowych” i wypada sobie tylko życzyć dalszych tak udanych produkcji…
„Włatcy Móch”. Reż.: Bartosz Kędzierski. Scen.: Bartosz Kędzierski, Tomasz Perczyński i in. Gatunek: serial animowany. Polska 2006-2009.