Wydanie bieżące

15 maja 10 (130) / 2009

Grzegorz Mucha,

PUENTA MUZYCZNA

A A A
Bonarek & Wierzbicka „Moja Emily”. S.P. Records 2008.
Długie i kręte są drogi poezji. Autor nigdy nie może być pewien kto sięgnie po jego twórczość. Nie wie też, kiedy będzie czytany i jak długo będzie pamiętany. Nie wie także, co z jego słowami stanie się w przyszłości.

Emily Dickinson żyła i pisała w Stanach Zjednoczonych XIX wieku. Była inna od otoczenia. Ostatnie dwadzieścia lat swojego życia spędziła zamknięta w swoim pokoju, gdzie zapisywała ulotne stany świadomości. Odsunęła się od ludzi. Jej poezja przekraczała ówczesne reguły estetyczne.

Teraz po jej wiersze sięgnęła Monika Wierzbicka i Andrzej Bonarek. Dwanaście wierszy w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka stało się inspiracją do napisania muzyki. Bonarek napisał muzykę na kwartet smyczkowy, elektronikę, gitarę basową i głos. Kwartet to: Justyna Duda-Krane, Danuta Augustyn, Aneta Dumasowska i Anna Armatys, czyli DAFO – dwukrotne zdobywczynie nagrody Fryderyk. Na gitarze basowej (także nagranie i miksy) zagrał Paweł Gawlik, a zaśpiewała Monika Wierzbicka. To od niej zależało najwięcej, bo poezja Dickinson bez głosu kobiety byłaby martwa. A głos Wierzbickiej jest silny, czasami nawet ostry, ale potrafi być stonowany i delikatny. Interpretacja urywanych myśli XIX-wiecznej poetki z pewnością nie jest łatwa. Potrzebne były specjalne przygotowania. Należało wejść w świat tamtej poezji, a także zastanowić się nad sposobem prezentacji. Ale efekt końcowy działa na zmysły. Teraz już nie wiem, czy owe wiersze można zinterpretować inaczej. Słuchając nagrania nie można się nad tym zastanawiać. Należy zatopić się w sugerowany nastrój. Dla mnie muzyka Bonarka już teraz stopiła się ze słowami Dickinson.

Udział kwartetu smyczkowego zbliżył te kompozycje do klasyki, albo raczej do twórczości „poważnej” końca dwudziestego wieku. Elektronika zaś sprawiła, że całość stała się bardziej „kanciasta”, co przywodzi na myśl dokonania muzyków z kręgu Canterbury i nowojorskiej sceny downtown. Można wymienić kilka przychodzących na myśl nazwisk, bądź nazw, ale nie wykluczam, że Bonarek inspirował się kimś innym, a jedynie efekt końcowy przypomina wspomnianą stylistykę. Jest tu więcej elektronicznych beatów, czasem nawet zbyt nachalnych, których zadaniem było wzmocnienie efektu „zaskoczenia”. Niewątpliwą zaletą jest idealne połączenie elektroniki z brzmieniem kwartetu. Oczywiście najważniejszy pozostaje głos, który skupia uwagę na słowach. Wierzbicka zaś śpiewa bez lęku, unosząc się nad dźwiękami, jakby nawiedzona słowami poetki.