Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (131) / 2009

Przemysław Pieniążek,

MROCZNE WIDMO NAD SOPOTEM

A A A
Dwunasta już edycja katowickiego Festiwalu Filmów Kultowych okazała się nie lada gratką dla amatorów mocnych wrażeń; wszak stosunkowo rzadko można obejrzeć na dużym ekranie „największe” dokonania naszego rodzimego kina grozy. W ramach szumnie zatytułowanego bloku „W ogniach piekielnych polskiego horroru” przygotowano projekcje kilku filmów, które od biedy mogą uchodzić za reprezentantów tego specyficznego gatunku. Obok kultowej (w każdym tego słowa rozumieniu) „Wilczycy” Marka Piestraka, wampirycznej bzdury „Lubię nietoperze” Grzegorza Warchoła, głośnego „Lokisa” Janusza Majewskiego oraz osławionego „Diabła” Andrzeja Żuławskiego nie zabrakło także kameralnego „Medium” Jacka Koprowicza – dzieła określanego mianem pierwszego polskiego filmu okultystycznego – które w 1985 roku obejrzało ponad pół miliona widzów.

Diabelskie (re)medium, czyli groza po naszemu

Akcja filmu rozpoczyna się w Sopocie w 1933 roku, tuż po dojściu Hitlera do władzy. Greta (Ewa Dałkowska), siostra i medium słynnego okultysty Ernesta Wagnera (Jerzy Nowak), nawiązuje kontakt z nadawcą o niespotykanej mocy. Kobieta nie potrafi zlokalizować źródła niezwykłej energii, choć wie, że jest ono śmiertelnie chore. Tajemnicze medium niczym pająk zwabia swoje ofiary w sam środek paranormalnej pajęczyny. Komisarz Selin (Władysław Kowalski) budzi się na plaży, nie rozumiejąc, co się z nim stało. Andrzej Gaszewski (Jerzy Zelnik) wbrew swojej woli przyjeżdża do Sopotu z Warszawy. Nauczycielka Luiza Skubiejska (Grażyna Szapołowska) kradnie z muzeum zabytkową suknię, by potem – podążając za niewytłumaczalnym impulsem – pójść na plażę, gdzie spotyka garbatego osobnika, również znajdującego się w hipnotycznym transie. Na podobną bezwolność cierpi Georg Netz (Jerzy Stuhr), który przyjeżdża do Sopotu z Berlina, nie mając ku temu żadnego wyraźnego powodu. Wszyscy stają się marionetkami w tajemnym widowisku.

Wraz z faszyzującym aspirantem Krankiem (Michał Bajor) komisarz usiłuje odnaleźć ciężko chorego na cukrzycę właściciela sklepu zoologicznego Aleksandra Orwicza, który przed prawie czterdziestu laty był biernym uczestnikiem tragicznych wydarzeń. Wszystko zaczęło się w chwili, gdy jego ojciec, Stefan Orwicz, ożenił się po raz drugi z młodą i piękną Zofią. Kiedy u mężczyzny wykryto zaawansowaną cukrzycę, do rodzinnego domu wprowadził się doktor Malicki, który szybko został kochankiem Zofii. Cała trójka padła wkrótce ofiarą mordu dokonanego przez garbatego Wiktora Arlta, który następnie popełnił samobójstwo. Tylko mały Aleksander pozostał przy życiu. Teraz wszystko wskazuje na to, że bestialska zbrodnia sprzed trzydziestu sześciu lat może się powtórzyć…

W poszukiwaniu minionego czasu

Film Jacka Koprowicza startował w konkursie głównym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni jako dzieło nominowane do Złotych Lwów. Bez wątpienia było to wyróżnienie niebagatelne, szczególnie w przypadku obrazu należącego do traktowanej w Polsce po macoszemu gatunkowej niszy. Zresztą (skromna skądinąd) filmografia Koprowicza dowodzi, że zawsze interesowały go tematy niecodzienne, bardzo często wymykające się jednoznacznej interpretacji. Zadebiutował w 1984 roku „Przeznaczeniem” – biografią czołowego przedstawiciela polskiego modernizmu, Kazimierza Przerwy-Tetmajera. Cztery lata później zrealizował „Alchemika” – fantastyczno-historyczną opowieść o magu Sendiviusie, znającym (wedle własnych słów) sekret pozwalający na transmutację metali w złoto. Natomiast w bieżącym roku powinna ukazać się „Mistyfikacja” – przewrotna opowieść o Witkacym, który… żyje i ma się nad wyraz dobrze.

„Medium” zostało zrealizowane na fali wielkiego zainteresowania zjawiskami parapsychologicznymi, metempsychozą, okultyzmem oraz spirytystycznymi teoriami Heleny Bławatskiej, rosyjskiej pisarki, założycielki (razem z pułkownikiem Henrym Ollcotem) Towarzystwa Teozoficznego. Niewątpliwym atutem filmu jest jego oniryczna aura, ilustrująca nieubłagane fatum, ciążące na zaklętych bohaterach-sobowtórach. Koprowicz buduje napięcie poprzez zagęszczanie atmosfery osaczenia, doskonale korespondującej z historycznym tłem przedstawianych wydarzeń. Z jednej strony ciągle żywe jest tu wspomnienie „Gabinetu doktora Caligari” Roberta Wienego (1920), sztandarowego dzieła ekspresjonizmu niemieckiego, interpretowanego często jako proroctwo totalitarnego zniewolenia oraz nazistowskiej kontroli nad „rzędami dusz”. Z drugiej strony, „Medium” przypomina o spirytystycznej charyzmie osób pokroju Erika Jana Hanussena, medium i nadwornego wróżbity Adolfa Hitlera (w rzeczywistości przebiegłego hochsztaplera), po którego sylwetkę upominało się również kino („Hanussen” Istvána Szabó, „Niezwyciężony” Wernera Herzoga). Somnambulizm, egzystencjalna groza, duchowe ubezwłasnowolnienie oraz znikomość ludzkiego działania wobec złowrogich sił losu – to tylko niektóre wątki, jakie można odnaleźć w nietuzinkowym dziele Jacka Koprowicza.

Duch trącący myszką

Film powinien zadowolić zwolenników kina spod znaku „Dziecka Rosemary” Romana Polańskiego (1968) czy „Omenu” Richarda Donnera (1976). Na uwagę zasługują zupełnie przyzwoite kreacje aktorskie oraz nastrojowa muzyka Krzesimira Dębskiego. Niestety, chwilami akcja toczy się dość ślamazarnie, przez co obraz wymaga od widza wyjątkowego skupienia. Kolejną wadą jest mizerny poziom… scen erotycznych (w wykonaniu Zelnika oraz Szapołowskiej), co akurat nie powinno nikogo dziwić, wszak tego typu ujęcia zawsze stanowiły problem w obrębie naszej kinematografii. Niemniej jednak „Medium” jest ciekawym przykładem dziś trochę staroświeckiego kina grozy „made in Poland”, które do tej pory nie doczekało się kontynuatorów. A szkoda.
„Medium”. Scen. i reż.: Jacek Koprowicz. Obsada: Ewa Dałkowska, Henryk Bista, Zygmunt Zintel, Jerzy Stuhr, Grażyna Szapołowska, Jerzy Zelnik, Władysław Kowalski, Michał Bajor, Piotr Machalica, Jerzy Nowak, Ewa Kasprzyk. Gatunek: horror. Polska 1985, 98 min.