Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (131) / 2009

Paweł Tomczok,

DEMOKRACJA BEZ JASKINI

A A A
Polityka zaczyna się tam, gdzie dochodzi do zmiany tego, co stabilne, ustalonego w trwałych formach. Do najważniejszych stałych naszej kultury należy rozdzielenie natury i polityki – natura jest tym, co może stać się przedmiotem naukowego badania, co funkcjonuje według niezmiennych praw przyczynowo-skutkowych. Inaczej polityka – tu mamy do czynienia z chaosem różnych interesów, dyskusjami, z większym znaczeniem retoryki niż logiki, wreszcie z arbitralnymi decyzjami. Bruno Latour narusza ten podział już w tytule – „Polityka natury” oznacza, że będziemy mieli do czynienia z próbą przemieszania tych dwóch porządków. W jaki sposób ma się to dokonać? Autor nawiązuje do ekologii politycznej, ale – musimy zastrzec od razu – nie jest to książka pisana z perspektywy (głębszej czy płytszej) ekologii, nie znajdziemy tu nawoływań do obrony doliny Rospudy, ataków na energię atomową, czy apeli o zmniejszenie emisji dwutlenku węgla. Zamiast programu ekologii, który dostosowywałby się do obowiązujących podziałów, Latour proponuje przemyślenie założeń, na których opiera się nasz stosunek do przyrody, a także społeczna – i polityczna – ranga, jaką przyznajemy naukom przyrodniczym.

Latour w swoich badaniach wychodzi od studiów nad nauką, etnologii czy antropologii pracy laboratoryjnej; żeby zrozumieć nowatorstwo tego podejście musimy zatrzymać się na chwilę przy dziedzinie, którą autora omawianej książki określa jako „epistemologię (polityczną)”. W XX wieku dominującym podejściem do nauki była epistemologia czy filozofia nauki – taka, jaką znaleźć możemy w neopozytywizmie Koła Wiedeńskiego, a także u jego powojennych kontynuatorów. Epistemolog czy logik zajmować się miał prawomocnością rozumowania naukowego, ustalać, jak należy zbierać fakty i weryfikować teorie naukowe – za tymi rozważaniami metodologicznymi stał zawsze ideologiczny obraz naukowca, który za cenę wyrzeczenia się własnego uwikłania emocjonalnego, politycznego czy religijnego zyskuje dostęp do obiektywnej rzeczywistości. Filozofia nauki nie opisywała nauki, jaka wydarza się w zwyczajnej pracy naukowej, nie badała też tekstów naukowców ze względu na obecne w nich wpływy innych kodów (literackich – choćby metafor), lecz pracowała nad wytworzeniem wizerunku racjonalnego badacza, który zawiesza własną osobowość, by stać się tylko zbieraczem faktów. Nauka istniała niejako poza historią – nie miała psychologii, czy socjologii, a jej rozwój opisywać miała logika dookreślania głównych teorii, stopniowego odkrywania świata i kumulowania wiedzy.

Pomysł Latoura odwoływał się do tradycji francuskiej szkoły filozofii nauki, wychodzącej od konstruktywnego charakteru teorii naukowych, ale poszedł znacznie dalej zbliżając się do równoległej tradycji społecznego konstruktywizmu szkoły edynburskiej, która głosiła tezy o społecznym charakterze poznania naukowego i jego uzależnieniu od kodów danej epoki, sytuacji historycznej itd. Spojrzenie na naukę z perspektywy badań antropologicznych doprowadziło Latoura do zakwestionowania jedności tego, co nazywa Nauką – obrazu, który miał zapewnić różnym praktykom naukowym wspólną metodologię, a także jeden typ postawy naukowej. O ile jednak we wcześniejszych pracach kwestionowanie pozytywistycznego obrazu nauki (co czynił też np. Karl Popper, nie wyciągając z tego anty-naukowych konsekwencji, a przeciwnie, dalej budując projekt polityczny w oparciu o lepiej ujętą racjonalność naukową) nie miało jasnych celów politycznych, to w „Polityce natury” chodzić będzie o wyciągnięcie właśnie politycznych konsekwencji z nowego obrazu nauk, jaki wyłania się ze studiów nad nauką (naukami).

Latour zaczyna swoją diagnozę od interpretacji platońskiego mitu Jaskini. Ten wielokrotnie wykładany obraz nie służy tu jednak przedstawieniu własnych celów – nie będzie już chodzić o kolejne „wyjście z jaskini”. Jaskinia opisuje relację między nauką a polityką w ramach tego, co Latour nazywa „nowoczesną Konstytucją”, czyli podziału na dwie rzeczywistości – przyrody i społeczeństwa, tego, co poznaje się racjonalnie i tego, co podlega tylko retoryce, porządku faktów i wartości. Jak ma się ten podział do obrazu Jaskini? Według Latoura platońska alegoria dzieli świat na dwie izby – pierwszy składa się z ludzi uwięzionych w jaskini, którzy mają prawo do mówienia, lecz ich mowa nie odnosi się do rzeczywistości, a jedynie wyraża interesy. Druga izba to Niebo Idei, izba nie-ludzi, przedmiotów, które jednak nie posiadają głosu. Rolę pośrednika między dwoma izbami odgrywają naukowcy, którzy za cenę odpowiedniej formacji i utrzymania własnej bezinteresowności mogą przenosić wiedzę z natury do społeczeństwa. Wiedza o naturze utożsamiana z samą naturą ma zatem moc zamykania dyskusji – wiedza ta staje ponad argumentami rozgadanego tłumu i wprowadza weń porządek. Historyczny początek tego stanu dostrzega Latour w sytuacji po wojnie trzydziestoletniej, gdy trzeba było znaleźć instancję rozstrzygania konfliktów, która nie będzie odwoływać się już do religii – te otrzymały status prywatnych poglądów nie mogących już decydować w sporach politycznych. Nauka w nowożytności, a właściwie pewien jej obraz, gwarantowany przez epistemologię (polityczną) przejmuje zatem funkcje religii, instancji, która posiada ostatnie słowo kończące spór. W tym miejscu Latour nawoływać będzie do laicyzacji, prywatyzacji nauki – tak jak każdy może mieć poglądy, tak może też mieć różne poglądy naukowe, które będą w mniej lub bardziej wyraźnym sporze z poglądami innych uczestników komunikacji.

Wiemy już, że Latour wychodzi od radykalnej krytyki funkcji, jaką pełni Nauka w społeczeństwach europejskich – czas więc przejść do oryginalnego projektu przeformułowania nowożytnego podziału. Te dwa pojęcia – oryginalność i przeformułowanie – wcale nie stoją ze sobą w sprzeczności, gdyż ów plan zarazem przyjmuje charakter nowatorski (choćby przez terminologię, ale także w dokładnych planach przyszłych instytucji, co przypomina nieco pisma socjalistów utopijnych, choć od utopii autor się odcina), ale projekt ten nie domaga się żadnego radykalnego zerwania, żadnej rewolucji. Zamiast rewolucji i ustanowienia całkowicie nowej władzy Latour proponuje raczej rozwijanie procesów, które już się zaczęły – właśnie w ekologii politycznej, ale nie w jej teorii, lecz praktyce. Autor „Polityki natury” odnosi się bowiem krytycznie do założeń ruchów ekologicznych, wskazując, że zwykle akceptują one nowoczesną Konstytucję, przyznając Nauce prawo jedynego głosu o naturze (naturze utożsamianej z naukową wiedzą o niej). Ekologia zawłaszcza więc prawo zamykania dyskusji, bowiem to ona dysponuje wiedzą, co jest dobre zarówno dla przyrody, jak i dla człowieka – jakby nauka była w stanie to z góry ustalić i przewidzieć wszystkie możliwe zagrożenia.

Zamiast mówienia o naturze i Nauce Latour wybiera liczbę mnogą – nie Nauka, która zamyka dyskusję, lecz nauki, które w dyskusji mogą brać aktywny udział, wprowadzając choćby wielość punktów widzenia, tak cenną w demokracji. Celem autora omawianej książki będzie więc demokratyzacja i pluralizacja roli ekspertów naukowych w nowej Republice, którą chce powołać: po pierwsze nauka nie ma być czymś jednym, ma się ukazywać raczej jako forum sporów i dyskusji, a nie instancja wydająca ostateczne wyroki, po drugie naukowcy – obok ekonomistów, polityków, moralistów i administratorów – mają tworzyć nowy kolektyw, w którym negocjowane będzie dobro wspólne. W książce opisane są procedury tak funkcjonującej wspólnoty – przytoczenie ich w tym miejscu zabrałoby zbyt wiele miejsca, ograniczę się zatem do wskazania, że nowy ustrój zachowuje formę dwuizbową. Tak jak w nowoczesnej Konstytucji mieliśmy rozdzielenie polityki i natury, tak w Republice (czasem Latour używa formuły Parlament Rzeczy, podkreśla też znacznie rzeczy w Res-publice) będziemy mieli dwie władze: brania pod uwagę oraz porządkowania. Działanie kolektywu będzie się opierać na siedmiu zadaniach, których ciąg tworzy procedurę podejmowania decyzji o definicji dobra wspólnego, a także dokonuje wykluczenia tego, co nie mieści się we wspólnocie. Latour nie marzy zatem o żadnej uniwersalnej (zamiast „universum” wybiera raczej „pluriversum”) strukturze, w której zmieści się całość bytu i żyć będzie w wiecznym pokoju. Przeciwnie, odwołuje się do Carla Schmitta i do jego pojęcia wroga, wskazując, że wspólnota zawsze dokona jakiegoś wykluczenia i będzie dążyła do zniszczenia tego, co inne. Zarazem jednak podkreśla, że to wykluczenie nie ma charakteru stałego – „cud ugody” (i przedstawiająca tę ugodę opowieść) to według Latoura nie wieczny pokój, ale czasowa stabilizacja, która może zawsze zostać naruszona przez pojawienie się nowych aktantów, dotychczas niedopuszczonych do głosu interesów, czy rzeczników, którzy pozwolą wypowiedzieć się rzeczom, nie-ludziom. Właśnie nie-ludzie i rzeczy zyskują nowe znaczenie w „planie budowy” nowego kolektywu. Ekologia polityczna polegać ma na tym, że w negocjacjach dobra wspólnego odda się głos rzeczom – że demokracja zostanie poszerzona nie tylko o zwierzęta, ale o całą przyrodę. Demokracja zyskuje w takim określeniu charakter kosmopolityczny – dobry wspólny świat ma być jak najszerszy.

Jak ma się ta deklaracja przekładać na praktykę, co znaczy, że rzeczy mają mieć prawo głosu? Latour nie twierdzi oczywiście, że ryby i rzeki mogą nam coś powiedzieć same z siebie –zauważa jednak, że dotyczy to także wielu ludzi. W obu przypadkach potrzebni są rzecznicy, szczególnie wywodzący się z nauki, którzy będą reprezentować interesy natury i rzeczy, pamiętając jednocześnie, że biorą udział w negocjacjach i nie posiadają wiedzy zdolnej zamykać spory, a jedynie przedstawiają partykularny interes, który może kłócić się z interesami innych uczestników wspólnoty. Projekt Latoura nie przyjmuje zatem wizji dokładnej utopii, która nastanie po końcu historii, a raczej przekonuje, że historia się dopiero zaczyna, a sam proponuje architekturę, w jakiej będzie się mogła toczyć debata o dobru wspólnym.

Omawiana książka wychodzi od krytyki ruchów ekologicznych i roli nauki w publicznych dyskusjach – wypada może jeszcze dodać, że krytyka ta dotyczy nie tylko przyrodoznawstwa, ale także nauk społecznych, gdy te próbują odnaleźć siły sterujące społecznymi aktorami i dokonać zewnętrznej krytyki systemu społecznego. Takie podejście po prostu powtarza schemat Jaskini w odniesieniu do rzeczywistości społecznej, przyznając niektórym uczestnikom (socjologom) możliwość ujrzenia głębszej warstwy rzeczywistości, która decyduje o tym, co jawi się naiwnym uczestnikom. Latour odrzuca prawomocność takiego poznania, uznając, że teorie społeczne nie mają przewagi nad innymi uczestnikami komunikacji i reprezentują zawsze jakieś partykularne interesy, które usiłują wzmocnić odwołaniem do ideału Nauki.

Polskim przykładem takiej legitymizacji będzie rola ekonomii w polskim dyskursie publicznym. W powszechnej świadomości wytwarza się obraz ekonomii jako obiektywnej nauki, która może powiedzieć nam, jak mamy postępować – obraz całej ekonomii zostaje wtedy zredukowany do kilku potwierdzających wspólne założenia naukowców, wyklucza się natomiast możliwość ekonomii innej niż liberalna. Przykład ten pokazuje, że opisane przez Latoura procesy dzieją się nie tylko w krajach o mocnym statusie nauki, ale też w Polsce, gdzie przyrodoznawcy i Nauka na pewno nie zajmują tak ważnej roli w życiu publicznym. Krytyka Latoura przydaje się więc zawsze tam, gdzie któryś z uczestników próbuje zająć silniejszą pozycję wykorzystując do tego samozwańczy autorytet Nauki.

Propozycja Latoura przy pierwszym spotkaniu może wydawać się dziwaczna i niezrozumiała – nie jest to autor, który chodziłby utartymi szlakami i wybierałby słowa, które jasność zawdzięczają częstemu powtarzaniu. Przeciwnie, nie tylko decyduje się pisać o ryzykownych obiektach, ale także używać ryzykownych słów, nowego kodu, który ma prowadzić do nie-dualizującego sposobu mówienia (wykorzystuje na przykład słowa bliskie teorii systemów: stabilność, przejrzystość, samoorganizacja). Nowatorskim pomysłom towarzyszy więc nowatorski język gotowy na porzucenie dobrze znanych schematów, w których tak łatwo nam się odnaleźć, mimo że przynoszą one niedosyt i poczucie, że mówi on o innej rzeczywistości niż ta, w której żyjemy. Bo, jak przekonuje Latour, nie musimy opuszczać Jaskini, gdyż nigdy nie byliśmy w niej zamknięci, tak jak – odwołując się do tytułu wcześniejszej książki – „nigdy nie byliśmy nowocześni”.
Bruno Latour: „Polityka natury. Nauki wkraczają do demokracji”. Przełożyła Agata Czarnacka. Wstęp Maciej Gdula. Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2009 [Seria „Idee”, tom 14].