Wydanie bieżące

1 lipca 13 (133) / 2009

Przemysław Pieniążek,

„ON WRÓCIŁ. CZŁOWIEK UKRYTY ZA MASKĄ”

A A A
Nowości DVD
„Piątek trzynastego” to obok „Koszmaru z ulicy Wiązów” oraz „Wysłannika piekieł” jedna z najdłuższych serii w historii filmowego horroru. Opowieść o szaleńcu wycinającym w pień nastolatków beztrosko spędzających wakacje nad owianym złą sławą Kryształowym Jeziorem zyskała rzeszę zagorzałych sympatyków, dzięki czemu Jason Voorhees błyskawicznie zadomowił się w panteonie kina grozy.

Koszmar minionego lata

W 1979 roku grupa młodych ludzi przybyła nad Crystal Lake w celu przygotowania wakacyjnego obozowiska. Nikt nie podejrzewał, że gorący sezon sprzyjać będzie nie tylko nieustającej zabawie, ale i krwawej rzezi, zapoczątkowanej przez pewien tragiczny wypadek. Otóż w 1957 wskutek nieuwagi młodych opiekunów (zajmujących się zawzięcie i radośnie amorami) w jeziorze utonął mały chłopiec. Rok później nieznany sprawca w okrutny sposób rozprawił się z lekkomyślnymi nastolatkami. Jednak czas pokazał, że pragnienie zemsty nie zostało do końca zaspokojone. Morderca zaatakował ponownie, zarzynając kolejnych rezydentów campusu przy pomocy całego dostępnego asortymentu ogrodniczego. Gdy cudem ocalała z rzezi dziewczyna wpadła w ramiona obozowej kucharki, nie miała pojęcia, że ścigający ją morderca był bliżej niż kiedykolwiek. „Wybawicielką” okazała się sama Pamela Voorhees, która po tragicznej śmierci syna popadła w obłęd, wyruszając na krwawą krucjatę w duchu odnowy moralnej. Dramatyczny pościg zakończyło krótkie starcie, na skutek którego matka Jasona (dosłownie) straciła głowę.

Życie nie znosi próżni, a seryjni mordercy zbyt długiej bezczynności. Gdy legenda Kryształowego Jeziora przyciągnęła nową grupę młodzieży gotową radośnie świętować kolejny piątek trzynastego, do pełnienia obowiązków gospodarza poczuwał się sam Jason – wszak pogłoski o jego śmierci okazały się mocno przesadzone. Wielki Nieobecny, wiodący przez lata dziki żywot na łonie natury, powrócił jako zwalisty mężczyzna, zakrywający swoje zdeformowane oblicze niezbyt gustownym workiem. Wiedziony chęcią zemsty za dekapitację ukochanej matki, przystąpił do systematycznej „wycinki” przerażonej młodzieży. Chociaż psychopata doznał licznych obrażeń, nie udał się na zasłużony wiekuisty odpoczynek. Powrócił w części trzeciej, zmieniając nieznacznie swój image (ukrywając lekko nadpsutą twarz za maską hokejową, będącą od tego czasu jego podstawowym atrybutem). Dzierżąc w dłoni ulubioną maczetę, konsekwentnie wypełniał posłannictwo śmierci.

Krew na celuloidzie

Choć od premiery pierwszej części „Piątku trzynastego” minęło blisko trzydzieści lat, nikt nie ma wątpliwości, że film Seana S. Cunninghama to klasyk amerykańskiego slashera, który zapoczątkował życie filmowej legendy. I nie zapowiada się na to, aby miała ona szybko odejść w zapomnienie. Pierwsza odsłona przygód Jasona Voorheesa (który w gruncie rzeczy wystąpił dopiero w drugiej części) została zrealizowana na fali popularności „Halloween” Johna Carpentera (1978), opowiadającego o innej ikonie kina grozy, Michaelu Myersie, będącym zadeklarowanym przeciwnikiem opiekunek do dzieci. Miłośnicy gatunku źródeł inspiracji Cunninghama doszukiwali się także w „Krwawej zatoce” Mario Bavy z 1971 roku (znanej także pod tytułem „Krwawy obóz Bay”), przedstawicielu włoskiej odmiany horroru spod znaku giallo, w którym tajemniczy morderca sprawnie eliminował uczestników beztroskiej wyprawy turystycznej.

„Piątek trzynastego” szybko stał się wielkim sukcesem wytwórni Paramount, uzyskując jednocześnie od MPAA (Motion Picture Association of America), amerykańskiego stowarzyszenia decydującego o przyznawaniu poszczególnym obrazom stosownych kategorii wiekowych, znaczek X. A że nic tak nie napędza koniunktury jak seks i przemoc, worek z pomysłami na kontynuowanie historii o mordercy znad Crystal Lake został niezwłocznie rozsupłany.

Popkulturowy archetyp

Scenarzysta Victor Miller, obecnie święcący tryumfy na niwie oper mydlanych, powołał do życia monstrum, które szybko zamieszkało w zbiorowej (nie)świadomości amatorów mocnych wrażeń. Psychopatyczny maczetnik miał odtąd spozierać z plakatów, okładek książek, komiksów oraz przeróżnych gadżetów – począwszy od upiornych misiów, na klockach LEGO kończąc – stając się ikoną popkultury, szczególnie eksponowaną podczas obchodów amerykańskiego Święta Zmarłych. Eric Morse na przykład przygotował dla fanów cyklu serię opowieści z dreszczykiem, odwołujących się do realiów stworzonych przez duet Miller-Cunningham. W literackich kwiatkach takich jak „Dzień matki” czy „Klątwa Jasona” Morse raz za razem udowadniał, iż legendy nie można zabić – oczywiście bez dżentelmeńskiej wzajemności z jej strony.

W ukazujących się w latach 1982-2003 nowelizacjach filmowych skryptów autorstwa Simona Hawke’a oraz Michaela Avallone’a czytelnicy mogli znaleźć wiele wątków pominiętych w kinowych przebojach. W 2005 roku nakładem wydawnictwa Black Flame ukazały się książkowe kontynuacje cyklu („Kościół Boskiego Psychopaty”, „Piekielne Jezioro”), potwierdzające wyjątkową żywotność Jasona oraz jego niezmordowaną gorliwość w uśmiercaniu problematycznych turystów. Z kolei w bieżącym roku na rynku wydawniczym ukazała się ciekawa propozycja autorstwa Petera Bracke’a pod tytułem „Wspomnienia znad Crystal Lake”. Rzecz bez wątpienia godna polecenia ze względu na bogaty materiał zdjęciowy oraz anegdotyczną formę wypowiedzi osób związanych z powstawaniem serii, począwszy od Cunninghama i Wesa Cravena, przez specjalistę od krwawych efektów specjalnych Toma Saviniego, na aktorach (Kevin Bacon, Corey Feldman, Kelly Rowland, Crispin Glover czy Kane Hodder) kończąc.

Obok poważnych i brutalnych opowieści komiksowych (crossover „Jason vs Leatherface”) pojawiły się zeszyty, w których postać maczetnika potraktowana została z przymrużeniem oka. W jednym z odcinków popularnej serii „Bart Simpson’s Treehouse of Horror: Fun-filled Frightfest” Todd, syn ultrareligijnego sąsiada Simpsonów Neda Flandersa, ogląda film „Niedziela trzynastego: Jason idzie do kościoła”. Na oficjalnej stronie Angry Alien, przodującej w pastiszach filmowych trailerów, znajdziemy zapowiedź obrazu „Freddy vs Jason” w wykonaniu animowanych króliczków. Każdy, kto miał okazję widzieć ów filmik, przyzna, że groza jeszcze nigdy nie była tak pocieszna…

Jason i medialni argonauci

Postać Voorheesa od zawsze funkcjonowała na styku różnych dziedzin sztuki. Często powracała jako ikoniczny wizerunek, wykorzystywany przez twórców w celu prowadzenia intertekstualnej gry z widzami. W jednej z pierwszych scen „Narzeczonej laleczki Chucky” Ronny’ego Yu widzimy galerię z przeróżnymi artefaktami, wśród których znajduje się również ulubione narzędzie Leatherface’a z „Teksańskiej masakry piłą łańcuchową” oraz charakterystyczna maska hokejowa Jasona. Podobny rekwizyt pojawia się także w „Halloween – 20 lat później” Steve’a Minera (nomen omen autora drugiej i trzeciej części „Piątku trzynastego”) oraz w czwartej części komediowego cyklu „Akademia policyjna”, gdzie jeden z bohaterów – płatając pomysłowego figla – wydostaje się z worka na zwłoki przy użyciu piły, mając na sobie regulaminowy kostium Jasona Voorheesa. W początkowej sekwencji „Krzyku” Wes Craven buduje napięcie za sprawą telefonicznego quizu, do którego przymusza przerażoną dziewczynę napastliwy rozmówca. Gdy ofiara podaje błędną tożsamość mordercy z pierwszej części „Piątku trzynastego”, nikt nie ma wątpliwości, że kara za tak niestosowną gafę będzie wyjątkowo sroga.

Warto wspomnieć, że swoje ślady Jason pozostawił także w uniwersum gier komputerowych. W „Bart Simpson's Escape from Camp Deadly” przeciwnikiem gracza jest tajemniczy jegomość w charakterystycznej masce, natomiast jeden z poziomów w grze „Blood” nazywa się „Crystal Lake” (znajdziemy tam ponadto dobrze znany rekwizyt w postaci maski oraz kobiecą głowę, budzącą jednoznaczne skojarzenia ze zdekapitowaną Pamelą Voorhees). Jasonowskie insygnia pojawiają się także w grze „Fallout 2”, „Final Fantasy 3” oraz w „Grand Theft Auto: Vice City”, gdzie uczestnik może nałożyć hokejową maskę i dokonać napadu na bank z użyciem piły lub maczety. Co więcej, fani kultowego symulatora życia zatytułowanego „The Sims” mają możliwość wprowadzenia do gry profilu Jasona Voorheesa. Bo któż nie chciałby zaprosić na popołudniową herbatkę milczącego obwiesia z prowincji, krojącego ciasto lekko przybrudzoną klingą? W ramach ciekawostki dodam także, że w latach 1987-1990 amerykański Chiller Channell wyemitował 72 odcinki serialu „Piątek trzynastego” (pierwotnie noszącego tytuł „Trzynasta godzina”). Chociaż magia tytułu przyciągnęła sporą publiczność, serial nie miał nic wspólnego z filmowymi epizodami; w żadnym odcinku nie pojawił się również Jason.

Nad pięknym, modrym jeziorem…

„Śpiewać każdy może” – przekonywał onegdaj Jerzy Stuhr. Rozwijając tę myśl, należałoby dodać, że można śpiewać także o każdym i o wszystkim. Także o psychopatycznym mordercy. Alice Cooper, który w swoich konceptualnych albumach często odwoływał się do mrocznych stron ludzkiej natury („Rise Your Fist and Yell” czy „Along Came a Spider”), napisał piosenkę „He’s Back. The Man Behind The Mask”, do której powstał teledysk nawiązujący do filmowej serii przygód niepokornego Jasona. Metalowa formacja Freak 13 skomponowała utwór zatytułowany „Crystal Lake”, w którym gościnnie wystąpiła Betsy Palmer, pamiętna odtwórczyni roli Pameli Voorhees. Pochodząca z Seattle grupa Kane Hodder swoją nazwę zawdzięcza jednemu z odtwórców roli Jasona, będącego prawdziwym weteranem cyklu. Natomiast brytyjski zespół Voorhees regularnie wydaje albumy z zamaskowanym maczetnikiem na okładce.

Niespodziewanie Jason wyrósł także na bożyszcze gwiazd rapu. Eminem na swoich koncertach regularnie przywdziewa hokejową maskę, strasząc publiczność warkoczącą piłą spalinową. Jason jako metafora bezlitosnego dążenia do celu i bezwzględności wobec oponentów pojawiał się w utworach Tupaca Shakura („Got My Mind Made Up”), załogi D12 („I’ll Be Damned”) czy Dr Dre („Lyrical Gangbang”). Także raperski duet DJ Jazzy Jeff and the Fresh Prince kilkakrotnie odwoływał się do figury wiejskiego psychopaty – na przykład w utworze „He's the DJ, I'm the Rapper” pojawia się kuriozalne porównanie: „Jestem Jasonem rapu, Freddym Kruegerem rymowania”.

Zagraj to jeszcze raz, Voorhees

Oglądając kolejne epizody przygód Jasona, nie sposób nie zauważyć wyraźnego zmęczenia materiału. Po czwartej części o wiele mówiącym podtytule „Ostatni rozdział” Josepha Zito (1984) przyszła pora na nieoczekiwany „Nowy początek” Danny’ego Steinmanna (1985), chociaż w tym przypadku zwyczajowe obowiązki Jasona przejął naśladowca, mszczący się za śmierć syna, który zginął podczas jednej z obozowych masakr. „Jason żyje” Toma McLoughlina (1986) dowiódł, że rzeźnik znad Kryształowego Jeziora nie lubi bezczynnego rozkładania się w grobie. Od tego czasu bohater stał się niepokonanym zombie – choć już wcześniej nie brakowało wśród fanów cyklu opinii, że status ontologiczny Jasona nie jest jednoznacznie zdefiniowany. Oczywiście, po wielu trudach udało się spacyfikować wskrzeszonego nieboszczyka, jednak nie na długo. „Nowa krew” Johna Carla Buechlera (1988) udowodniła, że telekinetyczne zdolności pewnej blondynki wystarczą do przebudzenia milczącego rzeźnika z jego podwodnej drzemki. Po kolejnym mało chlubnym epizodzie (nazywanym niekiedy – w odniesieniu do znanej powieści Stephena Kinga – „Jason kontra Carrie”) Voorhees doszedł do wniosku, że jego talent marnuje się w leśnych ostępach. Dlatego w 1989 roku wyruszył na podbój Nowego Jorku („Jason zdobywa Manhattan” Roba Heddena), chociaż wycieczkę tę przypłacił praktycznie całkowitą defragmentacją ciała. Duch mordercy pozostał jednak aktywny, o czym przekonał się nierozważny koroner w części „Jason idzie do piekła” Adama Marcusa (1993) – wyjątkowym niewypale zrealizowanym przez wytwórnię New Line Cinema, która na początku lat dziewięćdziesiątych weszła w posiadanie praw do serii. I chociaż finał jednoznacznie wskazywał, że Voorhees trafił do miejsca swego przeznaczenia, to wola producentów po raz kolejny okazała się silniejsza od zdrowego rozsądku. Dzięki temu w 2001 roku „killer” znad Kryształowego Jeziora mógł uczestniczyć w ko(s)micznej odysei, z której niewielu wróciło w jednym kawałku („Jason X” Jamesa Isaaca). Bestia po raz „enty” została tymczasowo unieszkodliwiona – bo w możliwość jej ostatecznego uśmiercenia chyba już nikt nie jest w stanie uwierzyć, czego najlepszym dowodem okazała się realizacja crossovera „Freddy vs Jason” w reżyserii Ronny’ego Yu (2003).

Ja podrapię ciebie, ty podrapiesz mnie

Próby realizacji filmowego „spotkania na szczycie” tych dwóch gigantów horroru podejmowano już wcześniej. Ciągle brakowało spójnego scenariusza, choć alternatywne wersje zapowiadały się ciekawie: w jednej ojcem Jasona miał się okazać sam diabeł, dla którego – razem z Kruegerem – bohater pozyskiwał ludzkie ofiary. W drugiej wersji scenariusza Jason został wskrzeszony przez nastolatkę, pragnącą ocalić swoją siostrę przed niecnymi zakusami ze strony wyznawców Freddy’ego. Wygrał jednak zupełnie inny skrypt.

Voorhees stał się marionetką w ręku Freddy’ego Kruegera, który wyciągnął maczetnika z samego piekła (co zapowiadał finał dziewiątego epizodu). Za sprawą kilku spektakularnych morderstw Jason miał zasiać lęk w sercach mieszkańców ulicy Wiązów, dzięki czemu Freddy mógłby powrócić do ludzkich snów. Jason jednak nie zamierzał robić Kruegerowi darmowej kampanii reklamowej i zaczął mordować na własny rachunek. Starcie między upiorami było więc nieuniknione, choć jego wynik trudno uznać za jednoznaczny. Jedno jest pewne – Jason pozostał w grze. I nadal sprawdza się w swoim zawodzie.

Powrót do (skażonych) źródeł

Tegoroczny remake „Piątku trzynastego” w reżyserii Marcusa Nispela niewiele wnosi do barwnego życiorysu mordercy znad Kryształowego Jeziora. Znów obserwujemy młodych ludzi zainteresowanych głównie seksem, piciem alkoholu i paleniem trawki. Po raz kolejny przerażająca legenda okazuje się bardzo realna i boleśnie namacalna. I chociaż trudno odmówić dziełu Nispela swoistej dramaturgii, zabawy z cytatami (uważny widz odnajdzie sporo nawiązań do wcześniejszych epizodów) i krwawymi efektami, miejscami wkraczającymi w estetykę torture porn, to całość pozostawia silne poczucie niedosytu. Warto jednak zaznaczyć, że do panteonu odtwórców prestiżowej roli hokeisty-maczetnika, do którego należą między innymi Warrington Gillette (część druga), Richard Brooker (część trzecia), C. J. Graham („Jason żyje”), Ken Kirzinger („Freddy vs Jason”) oraz wspominany już Kane Hodder (epizody: czwarty, szósty – dziesiąty), dołączył Derek Mears.

Złośliwi powiedzą, że trudno mówić o aktorstwie w przypadku roli Jasona, ale faktem jest, że każdy z wyżej wymienionych panów grał tę postać trochę inaczej. Kreacja Mearsa sprawia, że Jason jest o wiele szybszy, sprawniejszy i sadystycznie okrutny. I choć Voorhees także tym razem rozstał się z życiem, to lodowate spojrzenie zza sfatygowanej maski nie pozostawiło najmniejszych złudzeń. On powróci. A wraz z nim następne pokolenia amatorów upiornych opowieści przy ognisku, których krzyk będzie się odbijał echem po ciemnej tafli Kryształowego Jeziora.
„Piątek trzynastego” („Friday the 13th”). Reż.: Marcus Nispel. Scen.: Mark Swift, Damian Shannon. Obsada: Derek Mears, Jared Pedalecki, Travis Van Winkle. Gatunek: horror. USA 2009, 97 min.