Wydanie bieżące

1 lipca 13 (133) / 2009

Andrzej Ciszewski,

FRANCUSKI POCAŁUNEK ŚMIERCI

A A A
Jacques Mesrine przez wielu uznawany był za jednego z najgroźniejszych gangsterów swoich czasów. Nic dziwnego, wszak jego policyjna kartoteka dosłownie pękała w szwach: włamania, napady na banki i sklepy jubilerskie, porwania, handel bronią, kilkadziesiąt zabójstw (w tym bezlitosna eliminacja niechętnych do współpracy alfonsów) oraz dwie brawurowe ucieczki z więzienia. Podobnie jak legendarny John Dillinger, fascynował dziennikarzy oraz opinię publiczną, doprowadzając przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości do białej gorączki, aż wreszcie zakończył życie w sposób równie nieoczekiwany jak gangsterskie bożyszcze z lat trzydziestych.

Zbrodnicze instynkty

Kryminalna działalność Mesrine’a wykraczała daleko poza granice rodzinnej Francji. Urodzony 28 grudnia 1936 roku w podparyskiej miejscowości Clichy-la-Garenne promował swój niecodzienny sposób na życie także na terytorium Stanów Zjednoczonych oraz Kanady. Już w młodości sprawiał poważne kłopoty wychowawcze. Z Collège de Juilly, prestiżowej szkoły katolickiej, został relegowany z powodu niezwykle agresywnego zachowania. Podczas wojny algierskiej służył we francuskiej armii, gdzie bezlitosność i zdecydowane działanie były cechami niezwykle pożądanymi. Do więzienia po raz pierwszy trafił za napad na bank w 1962 roku, dokonanym w trzy lata po powrocie do kraju. Skazany na osiemnaście miesięcy pozbawienia wolności, wyszedł w 1963 roku, pozornie gotowy do życia na łonie społeczeństwa. Chociaż otrzymał etat w biurze architekta, błyskawicznie powrócił do jedynego zajęcia, w którym potrafił się odnaleźć. W 1965 roku funkcjonariusze policji otoczyli willę w Palma de Majorca, skąd wyprowadzono poszukiwanego listem gończym Mesrine’a. Skazano go na pół roku więzienia, choć w świadomości hiszpańskich władz zrodziło się przekonanie, że poszukiwany gangster był de facto agentem francuskiego wywiadu.

W 1966 Mesrine otworzył własną restaurację na Wyspach Kanaryjskich, ale już rok później bez najmniejszych skrupułów obrabował hotel w Chamonix. Niedługo potem poleciał w towarzystwie kochanki do Kanady, gdzie zatrudnił się w charakterze szofera. Po nieudanej próbie porwania dla okupu francuscy Bonnie i Clyde próbowali zbiec na teren Stanów Zjednoczonych, jednak znów zabrakło im szczęścia. Tuż po tym, jak wpadli w ręce policji ze stanu Arkansas, ekstradowano ich do Kanady. W 1972 roku Mesrine zbiegł z więzienia w towarzystwie pięciu innych recydywistów. Razem z Jeanem-Paulem Mercierem zaczął znów napadać na banki (dwa w ciągu jednego dnia!). Ich wspólna próba odbicia z więzienia trzech kamratów zakończyła się jednak fiaskiem. Tydzień później mężczyźni z zimną krwią zamordowali dwóch strażników leśnych. Pod koniec 1972 roku bandyci w towarzystwie kochanek przenieśli się do Wenezueli. Mercier wrócił później do Kanady, gdzie został zastrzelony przez miejscową policję w dwa dni po nieudanym napadzie na bank. Co do Mesrine’a…

Czas ołowiu

W 1972 roku osławiony bandyta powrócił do Francji, gdzie nadal zajmował się uszczuplaniem zawartości bankowych sejfów. Kiedy w marcu 1973 roku rabuś został aresztowany, paryska policja odetchnęła z ulgą. Jednak nie na długo. Gangster zbiegł z gmachu sądu, zabierając sędziego jako zakładnika. Gdy cztery miesiące później znów dostał się w ręce stróżów prawa, trafił do więzienia La Santé. Tam napisał głośną autobiografię zatytułowaną „L'Instinct de Mort” („Instynkt śmierci”), którą następnie przeszmuglowano poza mury więzienia. W maju 1978 roku francuski wymiar sprawiedliwości został boleśnie skompromitowany, gdy Mesrine dokonał kolejnej brawurowej ucieczki. Zwieńczeniem jego kryminalnej działalności było porwanie w 1979 roku milionera Henriego Lelièvre’a, za którego otrzymał okup w wysokości sześciu milionów franków. Po tym wydarzeniu Mesrine został okrzyknięty francuskim „wrogiem publicznym numer jeden”. Jednak prasa błyskawicznie przypięła mu łatkę romantycznego złoczyńcy, upatrując w jego poczynaniach śmiałej kontestacji rodzimego establishmentu.

Mesrine lubił pławić się w blasku fleszy; ochoczo udzielał wywiadów, starając się przekonać przedstawicieli prasy, iż za jego poczynaniami stoją motywacje natury czysto politycznej. Żadne piękne słowa nie były w stanie zmienić faktu, że Jacques Mesrine był zimnokrwistym mordercą. Kiedy dziennikarz Jacques Tillier „ośmielił się” przedstawić szlachetnego rebelianta w jednoznacznie negatywnym świetle, rozjuszony Mesrine o mały włos nie pozbawił go życia. W końcu ówczesny Minister Spraw Wewnętrznych uderzył pięścią w stół, domagając się konsolidacji wszelkich służb w celu schwytania bandyty. A nie było to sprawą łatwą – skrajnie prawicowa grupa terrorystyczna OAS (Organisation de l'Armée Secrète, czyli Organizacja Tajnej Armii) zaopatrywała zbiega w podrabiane dowody tożsamości, które w połączeniu z doskonałą umiejętnością kamuflażu czyniły z niego prawdziwie nieuchwytnego „człowieka o tysiącu twarzach”. Gdy w 1979 roku policja ustaliła miejsce pobytu 43-letniego wtedy Mesrine’a, ciężarówka z uzbrojonymi po zęby funkcjonariuszami bez ostrzeżenia ostrzelała jego BMW.

Jacques: portret nałogowego bandyty

„Wróg publiczny numer jeden” Jeana-Francoisa Richeta, znanego widzom głównie jako autor „Ataku na posterunek” (2005), będącego remakiem kultowego filmu Johna Carpentera z 1976 roku, to epicka opowieść o zbrodni traktowanej jak afrodyzjak, o narodzinach lub przebudzeniu indywidualnego zła oraz nihilistycznym poszukiwaniu wolności. Scenarzysta Abdel Raouf Dafri wybrał z książki Mesrine’a najbardziej emocjonujące epizody, łącząc je w spójny i bezkompromisowy obraz życia gangsterskiego celebryta. Poznajemy więc traumatyczny i przełomowy dla późniejszej „kariery” bohatera wojenny epizod w Algierze; razem z Mesrinem zanurzamy się w świecie paryskich uciech, związanych częściowo z postacią prostytutki Sary (Florence Thomassin) oraz poznajemy okoliczności jego romansu z Jeanne Schneider (Cécile de France), pełnego dramatycznych napięć i zakazanej fascynacji. Dafri przedstawia także wątek partnerskiego układu z Jean-Paulem Mercierem (Roy Dupuis), jak również paradoksy życia osobistego Mesrine’a. Z jednej strony oglądamy bowiem iluzoryczny azyl wybudowany przez bohatera u boku Sofii (Elena Anaya), bogobojnej żony i matki jego dzieci, z drugiej – obrazy przemocy i bezwzględności gangsterskiego świata, w którym punktem orientacyjnym jest figura mafioso Guida (Gérard Depardieu). Mesrine nie pozostawia widzowi złudzeń: gdyby miał wybierać pomiędzy rodziną a kumplami, zew wilczego stada okazałby się silniejszy.

Nagrodzony statuetką Cezara film Jeana-Francoisa Richeta to mocne, bezkompromisowe kino ze świetnymi zdjęciami Roberta Gantza (operatora kultowego dla wielu serialu „CSI: Kryminalne zagadki Las Vegas”) oraz rzetelną muzyką Howarda Shore’a. Do tego dochodzi wyrazista kreacja Vincenta Cassela (również nagrodzonego Cezarem), któremu towarzyszą jak zwykle niezawodny Gérard Depardieu oraz Roy Dupuis, pamiętny Michael z serialu „Nikita”. Całość stanowi krwawą widokówkę z drogi przez piekło, która z pewnością ucieszy miłośników gangsterskich eposów w stylu Martina Scorsese, jak i fanów produkcji spod znaku „Urodzonych morderców” Oliviera Stone’a (1994) czy „Bonnie i Clyde” Arthura Penna (1967). Osobiście nie mogę się doczekać drugiej części filmowej ballady o Jacquesie Mesrinie.
„Wróg publiczny numer jeden, część I” („Mesrine: L'instinct de mort”). Reż.: Jean-François Richet. Scen.: Abdel Raouf Dafri. Obsada: Vincent Cassel, Gérard Depardieu, Ludivine Sagnier, Roy Dupuis, Cécile de France. Gatunek: biograficzny / dramat / kryminał. Produkcja: Francja 2008, 110 min.