Wydanie bieżące

15 lipca 14 (134) / 2009

Michał Fundowicz,

ES

A A A
„Kesämaan Lapset”. Fonal, 2009.
Sami Sänpäkkilä to postać – instytucja dla fińskiego undergroundu. Producent muzyczny, niezależny filmowiec, założyciel cenionego wydawnictwa płytowego Fonal; na swoim koncie ma już pięć autorskich albumów sygnowanych pseudonimem Es. Najnowszy z nich, „Kesämaan Lapset”, zrodził się ze wspomnień lata i chwil dzieciństwa spędzonych w Finlandii. O emocjach towarzyszących nagrywaniu wspomina sam autor, obrazuje je również zdjęcie na okładce. Fotografia pamiątkowa, pochodząca być może z rodzinnego albumu, przedstawia dwóch chłopców zawadiacko uśmiechających się do obiektywu. Ważnym punktem odniesienia był także, czego ślad odnaleźć można w tytule wydawnictwa, album z lat 70. „Kesämaa” Pekka Strenga. Sänpäkkilä bardzo sobie ceni dokonania tego przedwcześnie zmarłego artysty, legendy fińskiej psychodelii, który łączył w zadziwiającej kombinacji folk, rock oraz jazzowo-elektroniczne wątki. Przywołując nieznaną szerzej postać, Es zwraca uwagę na znakomity dorobek skandynawskiej kontrkultury sprzed lat, której duchową kontynuacją są współczesne produkcje spod znaku Fonal.

Płyta „Kesämaan Lapset” nagrana została przede wszystkim przy użyciu instrumentów klawiszowych. Es korzystał z potężnej baterii syntezatorów analogowych, pianina, oraz zakupionych na pchlim targu plastikowych organów Casio. Wykorzystanie dziecięcych instrumentów wprowadza swobodną atmosferę beztroskiej zabawy w piaskownicy. Migotliwe dźwięki mogłyby być równie dobrze autorstwa dziecka z zespołem ADHD po przyśpieszonym kursie muzyki współczesnej.

Album otwiera „Ennen Oli Huonommin”, koktajl z wirujących dźwięków, niespodziewana nawałnica pourywanych melodii generowanych być może przez suszarkę, bądź przez malakser. „Kesä ja hymyilevät huulet” to krótka piosenka z wokalizą w języku fińskim oraz motywem granym na Casio. Tytułowy wers, powtarzany pochmurnym tonem, brzmi dość surrealistycznie w towarzystwie nawarstwiających się linii melodyjnych instrumentów – zabawek. Podobny pomysł dźwiękowego palimpsestu Es wykorzystał w kolejnym, trzecim „Säteet sun sielusta”. Ten ponad dziesięciominutowy fragment brzmi niczym wspólnie wyimprowizowany set Terry’ego Rilleya, Charlemagne Palestine’a oraz… Sun Ra. Minimalistyczne wariacje na pianinie, prowadzący organowy drone oraz improwizacje na „kosmicznych” klawiszach składają się na ten frapujący i wciągający wielowarstwowy utwór. Kolejny, najdłuższy w tym zestawieniu, tytułowy „Kesämaan lapset” to hołd dla progresywnego rocka, nawiązujący do gatunku nie tylko czasem trwania, ale i podzieloną na części, dramaturgiczną konstrukcją. Pojawiają się tu charakterystyczne brzmienia elektrycznych organów oraz natchnione śpiewy przypominające psychodeliczne hymny. Realizacja wokalnych partii udziwniona została poprzez dodanie przesterów, również ten sam chwyt zastosowany został w kończącym album „Haamut sun sydämestä”. Ta osobliwa piosenka ze świdrującym syntezatorowym podkładem to dobre podsumowanie ekscentrycznego, wartego wielokrotnego przesłuchania albumu Esa.