Wydanie bieżące

15 lipca 14 (134) / 2009

Tadeusz Kosiek,

LATO CZEKA…

A A A
Z reguły – nieliczne wyjątki tylko potwierdzają ją – letnie propozycje kulturalne należą do gatunku „lekkich, łatwych i przyjemnych”. Na przekór tej tendencji, chciałbym na okres kanikuły polecić kilka płyt, które nie są lekkie, nie są też chyba łatwe, ale pozostają w grupie przyjemnych.

Yôko Higashi i Lionela Marchettiego „Okura 73°N - 42°E”, Musica Genera, 2009.

Pierwszą z nich jest „Okura 73°N - 42°E” autorstwa pary kompozytorów z kręgu musique concrète Yôko Higashi i Lionela Marchettiego. Co prawda Marchetti już od co najmniej dekady uważany jest za jednego z wiodących twórców tego nurtu, zaś Higashi, kojarzona częściej jako performerka i tancerka, para się muzyką konkretną od niedawna, jednak płyta, na którą złożyły się trzy nagrania, po jednym solowym oraz jednym wspólnym, utrzymuje równy – i co ważne wysoki – poziom. Każda z kunsztownych kompozycji zbudowanych na kanwie nagrań terenowych i dźwięków konkretnych wzbogaconych wykorzystaniem surowej elektroniki oraz ludzkich głosów zaskakuje nieoczywistością skojarzeń i urzeka subtelnością aury brzmieniowej.




Bertrand Gauguet, Franz Hautzinger, Thomas Lehn „Close Up”, Monotype Records, 2009.

Kolejna płyta, na którą chcę zwrócić uwagę, to „Close Up” tria Bertrand Gauguet/ Franz Hautzinger/ Thomas Lehn. Gauguet dopiero stawia pierwsze kroki na niwie muzyki improwizowanej, natomiast dwaj pozostali muzycy to jej niekwestionowane ikony. Twórcy nie tylko oryginalni i kreatywni, ale i niezwykle wpływowi; wypracowane przez nich rozwiązania wykorzystywane są przez wielu wykonawców ze świata free improv, jazzu oraz muzyki elektronicznej, co sprawia, że „Close Up” właściwie niczym nie zaskakuje. Otrzymujemy dokładnie to, czego po takim triu mogliśmy się spodziewać, jednak talent i doświadczenie jego członków sprawiły, że przesłuchaniu płyty nie towarzyszy odczucie nieznośnego déjà entendu. Na pewno pomaga w tym fakt, że improwizacje rozpisane na saksofony altowy i sopranowy, trąbkę ćwierćtonową i urządzenia elektroniczne oraz syntezator analogowy cechuje stylistyczny synkretyzm, pozwalający uniknąć pułapki hermetyczności często towarzyszącej nieidiomatycznej improwizacji.




Tom Chant, Angharad Davies, Benedict Drew, John Edwards „Decentred”, Another Timbre, 2009.

„Decentred” to jeszcze jedna propozycja mieszcząca się w kręgu szeroko pojętej muzyki improwizowanej. Tym razem nie mamy do czynienia ze swobodną improwizacją sensu stricte, lecz z muzyką przypadku. Muzycy, oprócz dwóch zbiorowych improwizacji, proponują – dobierając się w tym celu w podgrupy – własne interpretacje kilku kompozycji niezdeterminowanych autorstwa Michaela Pisaro oraz Johna Cage’a. Przypadkowa dowolność poszczególnych utworów sprawia, że zacierają się granice pomiędzy improwizacją i kompozycją, struktura i forma przestają się liczyć, a dominują zmiany barwy dźwięku oraz intensywny dialog pomiędzy dźwiękiem i ciszą.




„Au Clair de la Lune”, Infrequency, 2009.
Sporą dawkę muzyki na pograniczu ciszy przynosi ostatni z rekomendowanych albumów. Kompilacja „Au Clair de la Lune” – o niej bowiem mowa – zainspirowana została najstarszym znanym nagraniem ludzkiego głosu dokonanym 149 lat temu przez konstruktora fonautografu Édouarda-Léona Scotta de Martinville. Odczytany dopiero w ubiegłym roku zapis głosu nieznanej kobiety śpiewającej fragment piosenki „Au clair de la lune” posłużył kilkunastu artystom – na dwudyskowym albumie znalazło się dziewięć utworów, kolejnych dziewięć można ściągnąć ze strony wytwórni – jako punkt wyjścia do stworzenia własnych kompozycji. Steve Roden, Stephen Vitiello, Yann Novak, Bernhard Günter, Christophe Charles, Lionel Marchetti i inni wywołują duchy przeszłości, snując eteryczne muzyczne refleksje o przemijaniu. Lowercase, glitch, muzyka elektroakustyczna, ambient to stylistyki, w obrębie których z wyczuciem poruszają się poszczególni twórcy, delikatnie przemieniając ciszę w dźwięk.