Wydanie bieżące

15 lipca 14 (134) / 2009

Paweł Tomczok,

OPOWIADANIE HISTORII POLSKI – CAŁKIEM INACZEJ

A A A
Szkic
Historiografia czerpie swą naukową prawomocność z mówienia o przeszłej rzeczywistości, mówienia – dodajmy od razu – ograniczonego przez określone podejście do niektórych tekstów uznanych za źródła, a także przez przynajmniej deklarowany obiektywizm badacza, który beznamiętnie, „obiektywnie” ma zajmować się przeszłością. Mówić o rzeczywistości to mówić o tym, co się wydarzyło, co było. Ale czy można całkowicie abstrahować od dziejowych alternatyw, od tego, co być mogło, ale jednak nie było? Miejsce (w historiografii), gdzie pojawia się rozważanie alternatyw, to przede wszystkim ocena przeszłości – przy pytaniu, czy dana postać mogła postąpić inaczej, czy mogła podjąć inną decyzję, zawsze musi się pojawić choćby niezauważone założenie możliwości innego wyboru. Gdy podkreślamy intuicję męża stanu albo ganimy nierozwagę innej postaci, musimy zakładać, że dysponowała jakimiś możliwościami wyboru – wychodzimy zatem od jakiejś mniej lub bardziej uświadomionej postaci indeterminizmu, supozycji wolnej woli. Ale w tych rozważaniach możliwość zbliża się raczej do statusu hipotezy, miejsca historiograficznej niepewności, która wynika ze złożoności dziejów. Historia kontrfaktyczna, „całkiem inna”, opierać się zaś będzie na próbie zbudowania całościowej wizji, alternatywnego przebiegu jakiegoś fragmentu dziejów. Choć sama struktura tej konwencji istnieć musi już w praktyce historyka czy powieściopisarza historycznego, to pełne rozwinięcie zyskuje dopiero w historiach alternatywnych i historiografii kontrfaktycznej.

Na wstępie warto uporządkować dwa kierunki rozważań dziejowych alternatyw. Podkreślić trzeba, że w dziedzinie tej panuje spore zamieszanie pojęciowe, ale wyróżnić można zasadniczo dwie drogi podejścia do problemu. Na pierwszą tradycję składają się literackie narracje o dziejach alternatywnych – tradycja ta reprezentowana jest choćby przez znane powieści Philipa K. Dicka „Człowiek z wysokiego zamku” i „Vaterland” Roberta Harrisa, a z polskich autorów przez kilka późnych utworów Teodora Parnickiego czy – z ostatnich lat – przez „Lód” Jacka Dukaja i „Krzyżacki poker” Dariusza Spychalskiego oraz wiele, wiele innych mniej lub bardziej udanych tekstów. W historiach alternatywnych (bo tak najczęściej określa się te powieści) zwykle mamy do czynienia z fabułą, która odnosi się do rzeczywistości rozwiniętej po jakimś historycznych nie-wydarzeniu (częsty przykład: III Rzesza wygrała drugą wojnę światową). Samo wydarzenie należy do mniej lub bardziej odległej historii, zaś utwór dotyczy dalszych dziejów alternatywnej rzeczywistości – moment dziejowego zwrotu będzie raczej wspominany niż przedstawiany: uwaga koncentrować się będzie bardziej na konsekwencjach tego zwrotu, niż na opracowaniu jego możliwości.

Całkiem inną tradycję, rozwiniętą znacznie później, właściwie dopiero w ostatnich kilkunastu latach, reprezentuje historiografia kontrfaktyczna. O nowości tej konwencji świadczy brak stabilizacji pojęciowej – mówi się zatem o historii wirtualnej (jak zatytułował swój zbiór Nial Ferguson, redaktor „Virtual History: Alternatives and Counterfactuals”) czy historii irrealnej (Hubert Kiesewetter) lub niebyłej. Historie kontrfaktyczne (w dalszej części przyjmę ten termin) tworzone są zwykle przez profesjonalnych historyków, choć znaczenie tych analiz wykracza poza samo kształcenie zmysłu historycznego i może odgrywać ważną rolę także w innych dziedzinach, co podkreśla inny badacz tej tradycji, Philipp Tetlock (redaktor książek „Unmaking the West” oraz „Counterfactual thought experiments in world politics”).

Historiografia kontrfaktyczna dużo mocniej niż historie alternatywne wiąże swoje badania z miejscem historycznego zwrotu – zwykle analizuje możliwość innej decyzji, innego kontekstu, zdarzenia innego niż to, które znajduje poświadczenie w uznanych źródłach, zatem jest „faktem”. Pozwólmy sobie jeszcze na krótką dygresję teoretyczną w związku z ostatnim pojęciem – samo sformułowanie historia kontrfaktyczna wymaga od nas użycia kategorii faktu, kategorii poddawanej przynajmniej od czasów Nietzschego, a szczególnie przez takich badaczy historiografii jak Hayden White, gwałtownej krytyce. Czy zatem używanie takich sformułowań jak kontrfaktyczność nie sprawia, że wpadamy z powrotem w założenia historycznego realizmu, wiary, że mówi się o przeszłej rzeczywistości tak, jakby była nam dostępna? Pytanie rozstrzygnąć można tylko poprzez dokładną definicję faktu – czy fakt będzie tym, co odnosi się do rzeczywistości, czy też raczej zdecydujemy się na jakąś wersję konstruktywizmu i uznamy, że faktem jest to, co do czego panuje zgoda, to, co nie podlega zakwestionowaniu, co jest punktem wyjścia do dalszych pytań. W tym drugim wypadku fakt historyczny zależny jest nie od relacji epistemologicznej (przedstawienie – rzeczywistość), lecz od wiedzy przyjmowanej przez daną grupę komunikacyjną. Kontrfaktyczność nie będzie zatem stała w opozycji do jakichś absolutnych faktów, a raczej w skomplikowanej relacji do powszechnie uznawanych interpretacji wydarzeń postrzeganych jako kluczowe, relewantne.

Dłuższy wstęp dotyczący badań nad opowiadaniem o tym, co się nie wydarzyło, służy za wprowadzenie do omówienia książki „Gdyby… Całkiem inna historia Polski”, która wydana została jednocześnie z polskim tłumaczeniem zredagowanej przez Roberta Cowleya takiej samej pracy dotyczącej historii powszechnej. Redaktorom „Całkiem innej historii Polski” udało się zachęcić do historiograficznych spekulacji najwybitniejszych polskich historyków – znajdziemy tu zatem prace Jerzego Strzelczyka, Janusza Tazbira, Andrzeja Chwalby, Andrzeja Garlickiego, Jerzego Holzera czy Andrzeja Paczkowskiego. Tematyka tych tekstów zaczyna się od chrztu Mieszka, kończy na konsekwencjach braku okrągłego stołu, a w pewnej fabule sięga nawet naszego wieku.

Co ważne, nie określono dokładnie, jak mają wyglądać spisane rezultaty tych przemyśleń – dzięki temu otrzymujemy nie tylko zbiór ciekawych analiz, ale też małą antologię różnych stylów historiografii. Obok analiz stricte naukowych znajdziemy teksty ze skomplikowaną sytuacją narracyjną, właściwie opowiadania literackie, obok panoramicznych przeglądów, historie z konkretnymi bohaterami historycznymi (może quasi-historycznymi), ale też fikcyjnymi. Badacze pokazali zatem nie tylko alternatywne historie, ale też alternatywne modele pisania o przeszłości (szczególnie tej niebyłej). A to już krok do zakwestionowania oczywistości scjentystycznego stylu historiografii, spojrzenia na nią jako na rodzaj pisarstwa, przed którym stoją dylematy podobne do tych, jakie trapią autorów prozy narracyjnej.

Przejdźmy zatem do omówienia poszczególnych propozycji, z tym że skupię się raczej na formie i funkcji tychże, a nie na ich merytorycznym prawdopodobieństwie. Pierwszy tekst, autorstwa Jerzego Strzelczyka, wykorzystuje narrację personalną, w której śledzimy dylematy Mieszka przed rokiem 966 – narrator opowiada o wątpliwościach słowiańskiego wodza związanych z przyjęciem chrztu. Do tego ostatniego nie dochodzi, Mieszko staje bowiem na czele antychrześcijańskiej reakcji, w której skład weszło kilka plemion pogańskich. Po niedługim czasie problem jednak powraca, a silniejszy już wtedy władca decyduje się na przyjęcie chrztu ze wschodu. W czasie licznych wojen wzmacnia swoje młode państwo i udaje mu się przyłączyć do niego znaczne tereny na zachód od Odry. W narracyjnej propozycji Strzelczyka najciekawszy wydaje się sposób podania tych informacji – nie są przekazywane wprost przez narratora, ale czytamy je przesączone przez umysł Mieszka, wiele z nich podanych jest marginesowo, jako presupozycje, co czyni opowiadanie atrakcyjniejszym.

Innym przykładem narratywizacji historii kontrfaktycznych jest tekst Tadeusza Cegielskiego posiadający najwymyślniejszą sytuację narracyjną – tu bohaterowie znajdują się w alternatywnym XXI wieku: w wielonarodowym Krakowie, stolicy czesko-polsko-węgierskiej Unii. Na seminarium historycznym profesora Hodie toczy się dyskusja o momencie dziejów mogącym stać się początkowym punktem scenariusza, w którym w XIV wieku nie powstaje polskie królestwo pod władzą przedstawicieli dynastii Luksemburgów (bo tak stało się w rzeczywistości alternatywnej). Tym momentem okazuje się tajemnicza śmierć ambitnego księcia Władysława Łokietka w 1300 roku. W alternatywnym scenariuszy miałby on zostać królem Polski. Cegielski korzysta tu ze stałej konwencji historii alternatywnych, by w narracji wspomnieć o znanym czytelnikowi z lekcji historii „rzeczywistym” świecie, który rozważany jest jako alternatywna dla literackiej faktyczności. Ale wróćmy do zaproponowanej przez historyka alternatywy – autor poważył się tu o najdalej sięgającą spekulację: kontrfaktyczne dzieje Polski stanowią jednocześnie alternatywną genealogię Unii Europejskiej utworzonej na bazie środkowoeuropejskiego państwa. A jak wygląda sam Kraków? Zamiast do Jagiellonki studenci udają się do Biblioteki Korvinów, porządek publiczny zakłócają głównie bogaci kibice ze wschodu, tymczasem Anglicy uchodzą za tanią siłę roboczą. Językiem nauki jest żywa łacina, zaś ceną wielokulturowości – zakaz używania języków narodowych na uczelniach.

Inną narrację „kompensacyjną” proponuje Andrzej Chwalba, pytając o Polskę, która nie doświadczyła rozbiorów. Wychodząc od analizy przyczyn poszczególnych podziałów Rzeczpospolitej, snuje wizji Polski, która doczekała wojen napoleońskich, by potem istnieć jako wielonarodowe państwo do pierwszej wojny światowej. Chwalba zastanawia się nad możliwościami cywilizacyjnego rozwoju Polski – i dochodzi do wniosku, że polska modernizacja raczej nie mogłaby doścignąć ówczesnych Prus, choć udałoby się to w przypadku Rosji i Austrii.

Ciekawą propozycję przedstawia Włodzimierz Borodziej: odpowiadając na pytanie o szanse zwycięstwa powstania warszawskiego, czy szerzej – planu „Burza”, zakłada powodzenie zamachu na Hitlera i szybką kapitulację Niemiec poprzedzoną wyzwoleniem Warszawy przez siły polskie. Armia radziecka zatrzymuje się na linii Wisły, która po wojnie stanowić będzie linie graniczną dwóch państw polskich: zachodniej Rzeczpospolitej i wschodniej PRL, a zarazem linię podziału wpływów radzieckich i amerykańskich, zaś Warszawa spełni funkcję powojennego Berlina. Historia toczy się potem podobnie jak historia powojennych Niemiec – zachodnia część Polski szybko rozwija się gospodarczo, wschodnia, mimo pomocy wschodniego sojusznika, staje się coraz słabsza ekonomicznie.

Wydaje się, że mniej interesujące są prace bliższe „zwyczajnej” historiografii – tam, gdzie autorzy wstrzymują swoją fantazję i ograniczają się do analiz samych momentów, w których rozpocząć mogłaby się alternatywa. Zwykle narracja ogranicza się wtedy do konstatacji „kontr-faktów”, a nie dąży do rozwinięcia atrakcyjnej i pomysłowej fabuły. Oczywiście nagrodą za tę wstrzemięźliwość jest większe prawdopodobieństwo wniosków, ale nie dochodzi do wytworzenia alternatywnego przedstawienia przeszłości (czy niby-przeszłości).

Warto może jeszcze dodać, że tytułowa „całkiem inna historia” pod jednym względem jest taka sama – kontrfaktyczności budowane są głównie dla tradycyjnej historiografii politycznej, historii królów, wojen i zmian ustrojowych. Kontrfaktyczność nie wykorzystuje (przynajmniej w omawianym zbiorze) historii alternatywnych, mikrohistorii czy historii emancypacyjnych – program rewolucyjny ze względu na tytułowe założenie zarazem jest dość konserwatywny w wyborze tematów. Ale to może temat na osobne rozważania.

Zapytajmy na koniec, czemu służy historiograficzne gdybanie, jakie odgrywa funkcje. Pierwszą, najlepiej widoczną w pracach najbliższych pisarstwu historycznemu, określić można jako krytyczną – namysł nad alternatywami to głębsze wniknięcie w przeszłość, uświadomienie sobie przypadkowości historii, szczególnie, gdy chodzi o konkretne wydarzenie, które tak bardzo lubimy widzieć jako genialne (albo też fatalne) decyzje wielkich bohaterów dziejów. Ale to też często uzmysłowienie sobie stabilności niektórych struktur społecznych czy gospodarczych – jak w tekście Janusza Kalińskiego o szansach, jakie dla Polski stwarzał plan Marshalla: amerykańska pomoc i tak nie przyniosłaby żadnych korzyści przy gospodarce zarządzanej planowo. Podobny ton ma refleksja Andrzeja Paczkowskiego – gdyby nie wprowadzono stanu wojennego, to… i tak zostałby wprowadzony miesiąc później. A zatem historie kontrfaktyczne będą rozszerzeniem toposu historii nauczycielki życia, będą przyczyniać się do kształtowania historycznego zmysłu rzeczywistości.

Ale krytycyzm to nie jedyna funkcja tej konwencji. Nie sposób nie zauważyć, jak wiele z tych opowiadań pokazuje Polskę, która rozwija swoją kulturę (np. odgrywa ważną rolę w oświeceniu dzięki filozofii niewygnanych braci polskich), która aktywnie uczestniczy w procesach modernizacyjnych – nawet jest centrum jednoczącej się Europy. Historia kontrfaktyczna ujawnia zatem różne kompleksy i bolączki, ale też marzenia o odgrywaniu innej roli w dziejach Europy. Funkcja alternatyw będzie zatem miała także charakter kompensacyjny – odpowiada na marginalność naszej historii, na częste „wyrzucenie poza dzieje”. Inną strona tej funkcji jest jej terapeutyczność – pokazanie, że niewiele brakowało, by trauma stała się sukcesem (powstanie listopadowe i warszawskie). Podkreślić jednak trzeba, że w zebranych w tomie tekstach nie odczuwa się jakiegoś resentymentu do przeszłości, rozliczania przeszłych dziejów, dzielenia na patriotów i zdrajców.

W końcu nie można pominąć funkcji estetycznej – historie kontrfaktyczne często są po prostu ciekawe i zabawne, dostarczają czytelniczej przyjemności, podobnej do tej, która wiąże się z lekturą precyzyjnie zbudowanych małych form literackich. W niewielkich tekstach znaleźć możemy masę odniesień do znanych wydarzeń historycznych, grę z tym, co w naszej świadomości uchodzi za pewne i właściwie niedyskutowalne. Nie możemy jednak zapomnieć, że historie kontrfaktyczne są próbą redukcji złożoności bytu – to historyk decyduje o tym, że dane zdarzenie jest decydujące, kluczowe dla przebiegu historii. W książce pojawia się jednak odwołanie do efektu czy „syndromu motyla”, będącego alegorią nieprzejrzystości rzeczywistości dla współczesnego człowieka. Czy możemy zatem uwierzyć, że akurat dane wydarzenie jest kluczowe, a nie nieprzeliczone ilości innych, których nie tylko nie odnotowały żadne kroniki, ale w ogóle nikt nie spostrzegł. Oczywiście, że nie – dlatego opowiadanie historii odpowiada już tylko naszej estetyce, naszym potrzebom i marzeniom, ale nie naszej ontologii.
„Gdyby… Całkiem inna historia Polski. Historia kontrfaktyczna”. Red.: Elżbieta Olczak, Joanna Sabak. Wydawnictwo Demart S.A. Warszawa 2008.