Wydanie bieżące

15 lipca 14 (134) / 2009

Jarosław Czechowicz,

ŻADNYCH GRANIC?

A A A
Jest sobie las. Ciemny las. Andrzej Stasiuk lubi takie lasy. Z dala od cywilizacji rozstrzygają się w nich problemy dla cywilizacji bardzo ważne. Tym razem mamy do czynienia z lasem granicznym. Wcześniej w „Ciemnym lesie” pracowali imigranci ze wschodu, nadzorowani przez swych pracodawców na ekranie plazmowym. Teraz, w „Czekając na Turka”, las będzie miejscem, w którym bohaterowie Stasiuka stoczą bój o polskość i w swych wypowiedziach będą starali się pokazać, jak złożone procesy społeczne i ekonomiczne idą w parze z kapitalizmem wgryzającym się w polską rzeczywistość i wygryzającym z niej tych, którzy są niechętni zmianom. Napisana w ramach europejskiego projektu teatralnego „After the Fall – Europe after 1989” tragikomedia Andrzeja Stasiuka wyraża niepokoje związane z wejściem Polski do Unii Europejskiej oraz ukazuje zmiany, jakim podlega Polska. To opowieść o zagrożeniach i o rozczarowaniach. Opowieść o lęku przed Obcym i o skutkach otwierania się na to, co inne, nieznane i niepokojące. Opowieść, w której Stasiuk stara się pokazać dwuznaczność wolności, jaką Polsce oferuje kapitalizm, i tę wolność w pewien sposób wykpić. „Czekając na Turka” stanowi artystyczny wyraz ambiwalentnych uczuć związanych z nowymi dziejami naszego kraju. Sztuka prawdziwa i bolesna. Bo śmiać się przy niej można tylko przez łzy.

Rzecz dzieje się na granicy polsko-słowackiej. A raczej tam, gdzie kiedyś przebiegała granica. Edek kiedyś odpowiedzialny był za ruch transgraniczny, dzisiaj nie może odnaleźć się w chaosie, jaki zapanował. Wszak – jak mówi bohater – kiedyś „Był ruch i porządek. Teraz nawet szlabany podpieprzyli”. Edek zmaga się nie tylko z tym, że w chwili obecnej nie może pełnić swojej funkcji. Bardziej dlań przerażające jest widmo tego, co niesie za sobą zniesienie granic. Bo teraz każdy może sobie przejść przez jego punkt graniczny w lesie bez żadnych przeszkód. Granice utrzymywały polski ład i porządek, a ich brak powoduje, że wpełzają do naszego kraju różnej maści obcy – Cyganie, Żydzi, pedały „z mglistego Albionu” i cała reszta nikomu niepotrzebnego tałatajstwa, które burzy odwieczny porządek praw ustanowionych w kraju, gdzie komunistyczna przeszłość zbudowała mur trwały i mocny. Edek wyznaje zasadę, że najczyściej i najbezpieczniej jest żyć na odludziu. Polskie miasta to siedziba zła, gnuśności i zepsutych obyczajów. A co dopiero taki Londyn, o którym opowiada Edkowi Patryk.

Patryk jest dużo młodszy od Edka i nie zna przeszłości kraju. Jakiekolwiek próby wyjaśnienia Edkowi procesów, które obecnie się dzieją, kwitowane są przez starego pogranicznika sarkazmem. Chłopak próbuje zrozumieć, dlaczego Edek jest tak niechętny zmianom i co spowodowało, że ludzie tacy jak on panicznie boją się Europy bez granic. A Edek boi się wszystkiego, co nowe, bo to, co nowe, jest nieznane i groźne. Najbardziej jednak obawia się tytułowego Turka, który rzekomo wykupił teren przygraniczny i niebawem przybędzie, by zorientować się, co z nowym nabytkiem można zrobić. Turek to wróg polskości, „poganin wąsaty”, wcielenie zła nowoczesnego, takiego, które wymyka się próbom jakichkolwiek klasyfikacji. Co bowiem Edek wie o Turku? Nic i niczego wiedzieć nie pragnie. Ksenofobia bohatera jest równie silna, jak wiekowe przekonanie jego rodaków o tym, że wszystko, co inne w ich kraju, niesie ze sobą zagładę i zniszczenie. Nie można jednak odmówić Edkowi kilku racji, bo przecież dlaczego ma się godzić na zmiany, skoro tych zmian nie chce? I chociaż Edek nie wychodzi poza sferę partykularnych interesów i nie obchodzi go nic, co w jakikolwiek sposób naruszy podstawy jego dotychczasowego światopoglądu, jego sprzeciw wobec obcych i kwestionowanie wolności, jaką niesie za sobą otwarcie granic, nie są pozbawione racji.

Młode pokolenie prezentuje się w „Czekając na Turka” nijak albo źle. Wspomniany już Patryk to postać papierowa, podatna na wpływy, nie oczekująca od losu niczego więcej poza zaspokojeniem własnych potrzeb i pragnień. Patryk niejako nie ma głosu, on jedynie powtarza to, co usłyszał, i kieruje się sądami, jakie zna od innych. Nade wszystko jednak podatny jest na wpływy kobiet, a mamy takie dwie i trudno jest jednoznacznie określić, która jest barwniejsza.

Marika, wiekiem zbliżona do Edka, jest właścicielką przygranicznego sklepu z alkoholem. Marika to „Obiekt westchnień i snów. Mroczny obiekt pogranicza i cień pragnienia na jawie”. Podstarzała kusicielka, która wywiera wpływ na Patryka i dyskutuje z Edkiem na temat tego, jak kiedyś wyglądało życie przy granicy. Marika skonfliktuje się z drugą przedstawicielką płci pięknej, a mianowicie z Andżelą. Co uosabia ta waleczna młódka, której zadaniem jest strzeżenie terenu zakupionego przez Turka? „Cywilizacja przyszła i robi porządek”. Andżela stara się wszystkich rozstawić po kątach, udowodnić wszem wobec, że nowa siła jest dużo potężniejsza niż zaszłości i przyzwyczajenia ludzi starej daty. Andżela to dziewczyna okrutna, wulgarna, złośliwa i zdeterminowana. Nie jest pewna tego, komu tak naprawdę służy, ale ma w sobie głębokie przekonanie, iż postępuje dobrze. To ona podsyca konflikty i utarczki słowne i to ona w finale doprowadzi do tragedii. Wpada w pułapkę, z jakiej trudno będzie się jej wydostać, kiedy tajemniczy Turek pojawi się wreszcie w przygranicznym lesie. Tyle, że Turek okaże się kobietą i tym samym ujrzymy trzecią odsłonę kobiecego wdzięku, jaką prezentuje nam Andrzej Stasiuk.

Wracam jednak do problematyki społecznej, która dominuje w „Czekając na Turka”. Ludzie tacy jak Edek zaciekle bronią takiej polskości, jaką znają i z jaką są zżyci. Ludzie pokroju Patryka czy Andżeli dopiero próbują tę nową polskość nazwać, określić. Młodzi są kosmopolityczni, dynamiczni i bezczelni. Starzy to konserwatyści, którzy nie chcą nikogo ani niczego zmieniać i dla których to, co było, jest dobre, bo oswojone i doświadczone w pełni. Edek, rozmawiając z Patrykiem i wyszydzając jego mit Londynu, wypowiada znamienne słowa: „(…) Bo na tym polega ojczyzna, żebyś się w niej czuł jak w domu”. Zmiany, jakie zapowiada mroczna postać Turka, i fakt, że Edek czuje się wyrzucony poza margines życia, udowadniają, iż tacy ludzie jak on nie są w stanie przyjąć nowego ładu i nie chcą go zaakceptować, bo dla nich ojczyzna to wytyczona granica, poza którą nie ma niczego, co byłoby im bliskie. W racjach Edka nie ma jednak archaizmu, ta dynamiczna postać wyraża swój stosunek do europejskich przemian nad wyraz dobitnie i przekonująco. W finale dramatu dowiemy się także, co planuje z wykupioną ziemią zrobić Turczynka Salamina i uświadomimy sobie, że droga przemian, o jakiej mówią zwolennicy eurodemokracji, niekoniecznie wiedzie ku lepszej przyszłości.

Skoro mamy tu do czynienia z tragifarsą, nie może zabraknąć antycznego Chóru, który nabiera u Stasiuka znamion zbiorowości najbardziej pokrzywdzonej przez los. Chór w „Czekając na Turka” to ludzie, którzy kiedyś żyli z przemytu, a obecnie stoją niejako obok głównego nurtu życia. Mężczyźni z Chóru wraz z granicą tracą sens swego istnienia: „Naszą ojczyzną była granica, a Schengen jest wygnaniem”. Przemytnicy nie są w stanie działać, mogą jedynie komentować zdarzenia. Wraz z odebraniem im tego, z czego żyli, stają się cieniami, z którymi nikt się nie liczy. „Jesteśmy sierotami szengeńskimi. Jesteśmy martwi. Słychać nasze głosy, ale nie wykonujemy żadnych uczynków, ponieważ nie ma już granic”. Zanik granic to u Stasiuka zatem śmierć pewnej tożsamości, okrucieństwo dziejowe, na które mało kto patrzy z takiej perspektywy, jak autor „Czekając na Turka”. Stasiuk podważa to, co zwolennicy zjednoczonej Europy uznają za argumenty w dyskusji o świetlanej przyszłości Starego Kontynentu. Autor dobitnie pokazuje, że nie wszyscy zyskają na integracji europejskiej i że są ludzie, dla których dziejowe przemiany to prywatna apokalipsa. Nie sposób nie zauważyć także, że Stasiuk wyszydza materializm i przywiązanie do pieniądza jako motoru napędowego zmian. Edek ocenia Patryka i Andżelę, mówiąc: „Jesteście przybłędami. Przyszliście tu wczoraj i już wam się wydaje, że wszystko do was należy, bo dostajecie pieniądze, bo on ma pieniądze, bo nas przepędzą jego pieniądze, bo pieniądze, bo srądze, kurna, nie!”. Stasiuk kilka razy mówi w swojej sztuce stanowcze „nie”. Komu i czemu? Bardzo często temu, z czym wielu nie może się pogodzić, choć polityczna poprawność nakazuje potwierdzać, że droga przemian, jaką idzie Europa i Polska w tej Europie, to droga właściwa.

Warto również zauważyć, że Edek Stasiuka może być podstarzałym Edkiem z „Tanga” Mrożka, który kiedyś wygrywał i zdobywał świat, a teraz na tym świecie nie potrafi już znaleźć sobie miejsca. I nawet jeśli u Mrożka postać Edka znamionowała cynizm i prostactwo, o tyle Edkowi Stasiuka można jedynie współczuć. Trudno jednak ostatecznie stwierdzić, czy w założeniu autora sztuka ta miała przestrzegać przed tym, czego doświadczamy na co dzień, czy też miała zwrócić uwagę na kilka istotnych problemów, na jakie niekoniecznie uwagę się zwraca...
Andrzej Stasiuk: „Czekając na Turka”. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2009 [seria: mała seria].