Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (135-136) / 2009

Maciej Urbanowski,

NORMALIZACJA

A A A
Pożytek z POP-u?
Uczestnikom redakcyjnej sondy "artPAPIERU" zadaliśmy trzy pytania, licząc, że ich ogólność pozwoli naświetlić zjawisko prozy popularnej z wielu stron, z wielu odmiennych punktów widzenia. Skupiliśmy się na następujących zagadnieniach:

1. W jakim stopniu proza popularna jest obecnie ważnym zjawiskiem artystycz- nym /społecznym /komunikacyjnym, szczególnie na tle innych dziedzin popkultury?

2. Jak kształtuje się relacja między współczesną literaturą popularną i wysokoartystyczną?

3. Jakie miejsce literatura popularna zajmuje/zajmowała w Pani/Pana doświadczeniu czytelniczym?




1. We współczesnej polskiej kulturze – bo rozumiem, że o niej mowa – proza popularna jest z pewnością zjawiskiem znaczącym i to chyba znaczącym coraz bardziej, przynajmniej w sensie społecznym. To znaczy, że istnieje coraz większa grupa autorów zajmujących się zawodowo tego typu twórczością, którą czyta coraz większa publiczność. Że tak się dzieje, każą przypuszczać listy bestsellerów i wygląd naszych księgarń, ale też uwaga, jaką np. literaturze kryminalnej poświęca ostatnio krytyka literacka. Ta swoista ekspansja literatury popularnej jest zjawiskiem do pewnego stopnia naturalnym, bo jest skutkiem mechanizmów wolnorynkowych coraz skuteczniej rządzących naszą literaturą, zmierzchem władzy tradycyjnej inteligencji nad gustami literackimi Polaków, globalizacją (a w zasadzie amerykanizacją) kultury polskiej, kultury coraz bardziej ludycznej, zabawowej, wreszcie – last but not least – rosnącą profesjonalizacją zawodu pisarza w Polsce, który sam traktuje książkę jako towar i źródło utrzymania. Co jest w pewnym sensie powrotem do sytuacji znanej np. z Dwudziestolecia, w której istniała grupa pisarzy masowo i sprawnie produkujących „bestsellery”, że wspomnę Mniszkównę, Zarzycką czy najwybitniejszego tu Dołęgę-Mostowicza. W tym też sensie proza popularna jest zjawiskiem znaczącym społecznie, jest znakiem krzepnięcia liberalnego kapitalizmu i normalizacji życia literackiego.

Czy jest znacząca komunikacyjnie? Tak, ale w specyficznym sensie. Gdy wyodrębnimy dominujące dzisiaj odmiany prozy popularnej np. kobiecą (np. Szwaja, Grochola, Wiśniewski), fantastyczną (Sapkowski, Pilipiuk), sensacyjno-kryminalną (Krajewski, Miłoszewski) czy podróżniczą (Cejrowski), to wydaje się, że każda z nich ma innego odbiorcę i każda tworzy swoisty zamknięty obieg czytelniczy. Zdaje mi się, że czytelnicy (czytelniczki) Grocholi nie czytają Pilipiuka i vice versa. W tym sensie ekspansja literatury popularnej wiąże się chyba z komunikacyjnym rozproszeniem (zróżnicowaniem) wspólnoty czytelniczej. Dodam jeszcze, że Polska proza popularna konkuruje tu czasem skutecznie z anglosaską popliteraturą, częściowo ją imitując lub „polonizując”, czego efektem są „nasze” mutacje światowych hitów, i w ten sposób otrzymuje lokalne wersje przygód Bridget Jones, Fandorina, Marlowe’a i Hobbitów. W sensie artystycznym wartość tej literatury generalnie wydaje mi się raczej znikoma, ale też chyba nie tego oczekują od popliteratury czytelnicy. Ważna jest jej rzemieślnicza sprawność, funkcja zabawowa i terapeutyczna. Choć mam też wrażenie, że czasem proza popularna spełnia funkcję, jaką kiedyś spełniała proza realistyczna.

Nie oznacza to oczywiście, że nie znajdziemy w tym nurcie dzieł ponadprzeciętnych, co dotyczy głównie fantastów. Exemplum: Dukaj, ale też Ziemkiewicz czy Twardoch, którzy w ramach konwencji SF poruszają ważkie kwestie współczesne i ciekawie rewitalizują tradycyjne odmiany prozy.

2. Właściwie od zawsze istniało pewne sprzężenie zwrotne między literaturą popularna i wysokoartystyczną. Pierwsza to literatura ułatwiona, która z reguły pasożytuje na tym, co wypracuje druga, trochę ja jednak popularyzując. Z kolei druga bawi się pierwszą, wykorzystując w sposób nieoczekiwany, perwersyjny, ironiczny etc. Wystarczy przypomnieć, co z kryminałem robili Dostojewski czy Chesterton. Obecnie granica między literaturą popularna a wysokoartystyczną jest jeszcze chętniej przekraczana lub rozmywana, stąd np. spory o przynależność do jednej lub drugiej prozy Tokarczuk, Pilcha czy Chwina, spory po części wynikające też z wciąż w Polsce utrwalonego przekonania, iż literatura popularna to literatura drugorzędna. Ale też ciekawe i znamienne jest sięganie do wzorców literatury popularnej przez pisarzy kojarzonych z literaturą wysoką, czego przykładem kryminały Świetlickiego czy Sendeckiego. Z drugiej strony równie interesująca jest kariera Dukaja, którego „Lód” zdobył wiele nagród, dowodząc opinii tych, którzy krytykowali lekceważenie fantastyki przez – nazwijmy to – profesjonalną krytykę literacką.

3. W moim doświadczeniu czytelniczym literatura zajmuje obecnie miejsce raczej marginalne i sięgam po nią raczej z poczucia obowiązku, czasem z ciekawości, zwykle się rozczarowując. Na przykład czytając ostatnio jeden z tomów sagi Małgorzaty Kalicińskiej. Z prawdziwym zapałem obcowałem natomiast z literatura kryminalną, sensacyjno-przygodową czy fantasy w szkole podstawowej i liceum. Dziś zdaje mi się, że stanowiła ona nie tylko miłe wypełnienie czasu, ale też rodzaj literackiego przedszkola, w którym budził się apetyt na coś innego i trudniejszego. Czytana teraz, literatura popularna tamtych emocji już nie budzi i nie daje mi właściwie żadnych pożytków. Ale nie przesądzam z góry, że takich pożytków nie przynosi innym.