Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (135-136) / 2009

Tadeusz Kosiek,

NA STRUNACH

A A A
„Open Strings Elary Virtuoso Recordings from the Middle East, and New Responsem”. Honest Jon’s, 2009.
“Open Strings: Early Virtuoso Recordings from the Middle East, and New Responses” to dwudyskowa (w wersji CD) lub czteropłytowa (w wersji winylowej) kompilacja poświęcona przypomnieniu nagrań zarejestrowanych przez realizatorów EMI w latach 20. ubiegłego stulecia w Afryce Północnej oraz na Bliskim Wschodzie, jednak ambicją jej twórców było nie tylko przedstawienie kolekcji nagrań historycznych, ale skonfrontowanie ich z dokonaniami współczesnych muzyków eksplorujących podobne rejony stylistyczne.

Pierwszy dysk wypełniają nagrania z przeszłości, drugi oddano we władanie artystom współczesnym. W muzyce przeszłości przeważają krótkie, na wpół improwizowane formy oparte w większości przypadków na pojedynczej skali, a pierwsze skrzypce grają oud, tar oraz kamancheh. Teraźniejszość zdominowana została przez gitary, zaś wykonawcy prezentują własną wersję muzyki arabskiej, tureckiej oraz perskiej, przefiltrowanych poprzez pryzmat tradycji psychodelicznych odmian rocka i folku, country, minimal music oraz swobodnej improwizacji. I chociaż w gronie wybranych instrumentalistów znalazły się prawdziwe tuzy avant folku (m.in.: Ben Chasny, Sir Richard Bishop, Matt Valentine, Paul Metzger, Mick Flower, Steffen Basho-Junghans), to jednak paradoksalnie dużo świeżej i oryginalniej wypadły nagrania historyczne, zupełnie nie sprawiające wrażenia archaicznych (oczywiście pomijając samą jakość dźwięku; w studio zrobiono wszystko, co było możliwe, by uczynić ją jak najlepszą, pamiętać jednak należy, że utwory transferowano z patefonowych płyt odtwarzanych z prędkością 78 obrotów). Ze stworzonych na potrzeby kompilacji nagrań współczesnych dorównać historycznym są w stanie wyłącznie dzieła Basho-Junghansa i Metzgera, pozostałe zaś, w mniejszym lub większym stopniu, rażą powierzchowną pseudoegzotyką lub nużą mechaniczną powtarzalnością. Warsztat ich twórców nie budzi zastrzeżeń, dźwięki zagrane są sprawnie, ale co z tego, skoro szwankuje kreatywność – brakuje potrzebnych nutek, zawodzi też nie pogłębiona muzyczna erudycja, przez co otrzymujemy Wschód w wersji cepeliowskiej. Być może niektóre z tych nagrań obroniłyby się, gdyby oceniać je w innym kontekście, jednak na tle nagrań historycznych wypadają blado.

Instrumentalna błyskotliwość i swoboda – ach, te wszystkie przyprawiające o zawrót głowy arpeggia, gibkie portamenta i glissanda, niespodziewane zmiany tempa – konsekwentne budowanie dramaturgii kompozycji, improwizatorskie obycie, owocne wykorzystanie tego, co obecnie określane jest mianem rozszerzonych technik artykulacji to tylko niektóre z zalet nagrań autorstwa nieznanych i zapomnianych instrumentalistów sprzed niemal stulecia. Na tle Nechata Beya, Samiego Chawy, Abdula Husseina Khana Shahnazi i pozostałych współcześni muzycy z Zachodu sprawiają wrażenie grona bezczelnych dyletantów uzurpujących sobie prawo do wykonywania muzyki obcej im nie tylko kulturowo, lecz przede wszystkim duchowo i mentalnie. Może z czasem niektórzy z nich (poza wymienionymi wcześniej Basho-Junghansem i Metzgerem, należy do nich Bishop) osiągną poziom predestynujący ich do grania tego typu dźwięków. Jednak pozostali powinni ograniczyć się do uprawiania rodzimego poletka (country, americana, blues).