Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (135-136) / 2009

Krzysztof Grudnik, Łukasz Majewski,

NAUKA W WERSJI POP

A A A
Czym jest pop-nauka? To kolejne stadium spłycenia, strywializowania i skomercjalizowania osiągnięć naukowych i naukowego dyskursu. Jest następnym etapem po stadium popularnonaukowym, należy tu jednak odnotować ważną różnicę: o ile popularyzowanie nauki ucieka się do pewnych uproszczeń czy uogólnień celem przedstawienia informacji w sposób zrozumiały i dostępny dla szerokiego grona odbiorców, o tyle „upopienia” nauki w ten sposób tłumaczyć się już nie da. Narzędziem pop-nauki nie jest bowiem informacja, lecz przeciwna jej, powstała jako wypaczenie przez zanurzenie w popkulturze – dezinformacja. Obiegowe opinie, stereotypy, tendencyjne manipulacje i tak zwane urban legends napuszone zostają naukową manierą, okraszone demagogicznym pustosłowiem i podane jako „praca naukowa”.

O wydanej w 2008 roku książce Katarzyny Krzan „Ekstaza w wersji pop. Poszukiwania mistyczne w kulturze popularnej” nie warto byłoby dziś pisać, gdyby nie fakt, że stanowi ona idealny przykład pop-nauki. Mamy tu całe spektrum popowych zagrywek: od braku naukowego dystansu, przez wtórność, infantylność, aż po błędy metodologiczne i rzeczowe. Wszystko to napisane stylem tak słabym, tak pełnym stylistycznych potknięć i nielogicznych konstrukcji, że trudno uwierzyć, iż autorka napisała także „Praktyczny kurs pisarstwa”.

Pisanie o doświadczeniach religijnych odsłania specyficzną możliwość „upopowienia”. W tej materii i na polskim gruncie ujęcie popularne musi wiązać się z ujęciem katolickim. Wynika to z powszechności katolicyzmu w Polsce oraz sytuacji, w której wiara ta ma charakter wybiórczy i przekłada się na praktykę tylko w wybranych aspektach (wielu katolików nie uczęszcza na msze z powodu niechęci do kleru itp.). W „Ekstazie w wersji pop” ujęcie katolickie widoczne jest bardzo wyraźnie. Wbrew zapewnieniom Tadeusza Miczki, który jest autorem wstępu do omawianej książki, jest ona pełna określeń wartościujących, zupełnie nieprofesjonalnego, emocjonalnego podejścia i braku koniecznego dystansu. Widać to przy zestawianiu różnych dalekowschodnich czy alternatywnych systemów religijnych z chrześcijaństwem (a właściwie: z katolicyzmem, protestantyzm jest w książce pomijany), gdzie pojawiają się tak niedorzeczne opinie jak: „[celem ostatecznym] w chrześcijaństwie jest (…) życie wieczne, a w Indiach – wieczna śmierć” (s. 91, warto też zauważyć, że chrześcijaństwo od dawna obecne jest przecież także w Indiach). Często pojawiają się u Krzan niczym nieuzasadnione uogólnienia, prawdziwe wyłącznie wewnątrz katolickiego paradygmatu: „jedynie autentycznym obliczem mistyki jest doświadczanie Boga” (s.57), „kochamy Jana Pawła II” (s. 78) itp. Takie opinie prowadzą do myślenia życzeniowego, gdy autorka pisze o tym, jak po śmierci papieża na świecie zatriumfowała religia… przez tydzień (por. s. 77). Krytyczny czytelnik z pewnością zauważy naiwność tego twierdzenia. Prawdziwa, głęboka religijność jest zjawiskiem dużo trwalszym, niż tygodniowa fascynacja medialna. Widać tu także typowy dla Krzan europocentryzm, gdyż zjawisko mające miejsce w Europie (trudno wszak mówić o triumfie religii po śmierci głowy Kościoła katolickiego w Azji) rozciąga ona na ogólnoświatową „normę”.

Książka Krzan nie tyle mówi o ekstazie czy mistycyzmie w obrębie pop-kultury, co mówi o nich na sposób pop-kulturalny. Jasnym tego obrazem może być opowiadanie przez autorkę o tantryzmie słowami Timothy Learego, który w innej części książki jest już dla autorki nie źródłem informacji, lecz przedmiotem jej badania (por. s. 109 ze s. 151). Nieustannie zdradza Krzan brak rozeznania we współczesnej literaturze religioznawczej, zwłaszcza z zakresu socjologii religii. Za wyjściowe paradygmaty jej rozważań można bowiem uznać teorie nie tyle przytaczanych przez nią (mało zresztą rzetelnie) Freuda, Junga, Otta, van der Leuuwa, Calloisa czy Eliadego, co takich badaczy jak Stark Rodney i Bainbridge William czy też Thomas Luckmann, których obecności brak zarówno w tekście, jak i w bibliografii. Ci pierwsi są autorami teorii religijnego marketu, ostatni zaś jest autorem książki pod tytułem „Niewidzialna religia”, w której już w latach 60. – pisząc o prywatyzacji religii -– przeniósł akcent z substancjalnego rozumienia religii na jej rozumienie funkcjonalne, odrywające ją od skostniałych i tracących na znaczeniu form instytucjonalnych. Tak też się składa, że tenże autor współpracował okazjonalnie z twórcą – stanowiącej kolejny paradygmat książki – teorii sekularyzacji, Peterem Bergerem. Autorka wydaje się nieświadoma tego, że zasadnicza teza tejże teorii została w obrębie współczesnej socjologii religii poddana krytyce tak ciężkiej, że sam jej autor skłonny jest się z niej wycofywać. Wszystkie te braki składają się na to, że – wbrew słowom recenzenta – książka Krzan nie wypełnia żadnej mającej istnieć informacyjnej luki, lecz w swym metodologicznym zacofaniu i wulgaryzowaniu przedmiotu ignoruje istniejące już na polskim rynku wydawniczym książki lukę tę starające się zapełnić z należną przedmiotowi badań atencją.

Brak również książce klarownej wizji różnicy pomiędzy religią a mistyką. W ich – jak też i samej ekstazy – rozumieniu opiera się autorka w głównej mierze na sięgającej zaledwie starożytnej Grecji etymologii, co pełni rolę bardziej ograniczającą niż inspirującą; z drugiej zaś strony, nie powstrzymuje to jej przed nazwaniem religijnym fanatykiem Marylina Mansona czy też przed pisaniem o mistycznej ekstazie jako o wyjściu poza siebie wespół z „odnajdywaniem nieskażonej religijności tylko w sobie” (s. 202).

Dziwi nadto w książce brak szerszego omówienia poglądów Abrahama Maslowa i Stanisława Grofa (również niewymienionych w bibliografii). Przeprowadzający eksperymenty badawcze z LSD, Grof miałby o wiele więcej od autorki do powiedzenia na temat związków stanów narkotycznych z ekstatyczno-mistycznymi. Maslow zaś gotów był zrównywać z doświadczeniami mistycznymi „doświadczenia szczytowe”. Amerykańska psychologia humanistyczna zwracała uwagę na upowszechnianie się doświadczeń mistycznych we współczesnym świecie w latach, w których wspomniany wyżej Luckmann pisał mówiącą o prywatyzacji życia religijnego „Niewidzialną religię”. Zauważano już wówczas, że doświadczenia mistyczne nie są aż tak rzadkie, jak wydawało się wcześniej, kiedy to ciągle, mniej lub bardziej, starano się je wiązać wyłącznie z religią. Dziś mówi się nie tylko o pop-mistyce, ale i o mistykach naukowej czy nawet obywatelskiej (jeśli nawiązać do koncepcji religii obywatelskiej Roberta Bellaha).

Ciekawe, że autorka książki krytykuje zachodnią kontrkulturę za wybiórczość i trywializowanie buddyzmu i hinduizmu, po czym sama popełnia dokładnie te same błędy. Głębokim nieporozumieniem jest twierdzenie, jakoby joga była metodą służącą „poskramianiu owej energii [tj. prany] aż do jej całkowitego wygaszenia”. W rzeczywistości jest zupełnie przeciwnie: jogin poświęca się odblokowywaniu energetycznych centrów (czakr) i kanałów (meridian) właśnie po to, by ożywcza energia witalna, prana, mogła swobodnie krążyć po jego ciele. Jogini nie są – jak kreśli ich Krzan – grupą anemików, lecz ludźmi zwykle bardzo aktywnymi, często przekraczającymi także społeczne konwenanse.

Uderzające w „Ekstazie w wersji pop” jest sięganie do niekompetentnych źródeł. Po części współgra to z opisywanym już wcześniej tendencyjnym i katolickim ujęciem. Autorka sięga do stronniczych i subiektywnych opracowań. I tak na przykład w przywoływanym „Tajemniczym świecie sekt i kultów” Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku (przetłumaczony błędnie jako „Zamknięty Zakon Złotej Jutrzenki”, s.115) określony został mianem organizacji satanistycznej, co jest nieprawdą i łatwo się o tym przekonać, sięgając po którąkolwiek z publikacji poświęconych Golden Dawn (np. Israela Regardiego). Ale nie tylko prokatolickie pozycje w bibliografii podważają naukowy status książki. Omawiając relację między muzyką elektroniczną a stanami ekstatycznymi, Krzan powołuje się na tekst Marcina Kafara „Antropologiczne refleksje nad kulturą techno”. W cytowanym na stronie 69 fragmencie industrial został określony jako „jeden z nurtów techno”. Widać tu brak zorientowania Kafara i możliwości weryfikacji Krzan, ponieważ industrial – dziś określany głównie jako nurt post-punk – nawet rozpatrywany jako muzyka elektroniczna (a współcześnie wiele industrialnych zespołów rezygnuje z elektroniki zupełnie, zmierzając bardziej w rejony neofolkowe, por. nowsze albumy Ordo Rosarius Equilibrio, Spiritual Front czy Naevus) byłby obszarem gatunków (darkwave, coldwave, EBM) wywodzących się z muzyki trance, a nie techno. Szczytowym jednak „osiągnięciem” braku krytycyzmu, a jednocześnie najdoskonalszym przykładem pop-nauki jest moment, w którym omawiając religijny aspekt praktyk seksualnych, Krzan pominąwszy teksty Mantaka Chia, Michaela Winna, Richarda Reynoldsa czy Daniela Reida, powołuje się na… „Kod Leonarda da Vinci” Dana Browna, traktując popularną fikcję literacką na równi z naukowymi opracowaniami oraz wynosząc ją ponad przytoczone tu teksty źródłowe.

„Ekstaza w wersji pop” jest zlepkiem cudzych opinii, cytatów i zasłyszanych informacji (często nie wiadomo gdzie, gdyż przypisy dawkowane są oszczędnie) na tematy, o których autorka wydaje się nie mieć pojęcia. Pisze ona na przykład, że psychoaktywna dawka LSD wynosi 1 gram na kilogram masy ciała zażywającego (s.102). W rzeczywistości narkotyk ten jest jedną z najsilniej działających substancji tego typu i przyjmowana dawka, którą nasączony jest papierek (bo w takiej formie najczęściej występuje LSD, a nie – jak podano w książce – w grudkach) wynosi około 150 mikrogramów i jest niezależna od masy ciała. Gdyby rzeczywiście przyjmować dawkę 1g/kg, wtedy prawdziwa byłaby kolejna bajka Krzan, że zażywanie LSD prowadzi do częstych przedawkowań. W praktyce jednak zaaplikowanie tak ogromnej dawki wiązałoby się z… wylizaniem tektury o powierzchni Pałacu Kultury. O ile naukowa rzetelność nie musi wiązać się z eksperymentowaniem z zakazanymi w Polsce substancjami, o tyle bardziej zastanawiające jest, że Krzan najprawdopodobniej nie miała styczności nawet z filmami, które przywołuje. Bo jak inaczej wytłumaczyć informację, że w „Dogmie” „pojawia się czarnoskóry Chrystus” (s.170), skoro każdy, kto widział ten film zapewne przypomina sobie, że Chrystus w ogóle się w nim nie pojawia (poza oryginalną rzeźbą „koleżki Jezusa”, ale tam jest biały), a czarnoskóry bohater jest „tylko” trzynastym apostołem?

Przyjmowanie informacji z drugiej ręki, w połączeniu z ignorowaniem źródeł, nie może nie prowadzić do wypaczeń. We fragmencie poświęconym Aleisterowi Crowleyowi przytacza Krzan (za wspomnianym już „Tajemniczym światem sekt i kultów”) główną dewizę angielskiego poety, filozofa i okultysty, w formie „Rób co chcesz” (s.117). W oryginale zdanie to brzmiało „Do what thou Wilt”, a dostępne polskie przekłady „Księgi Prawa” (i innych dzieł Crowleya, gdzie sentencja ta pojawia się bardzo często) ujmują je jako „Czyń swoją Wolę”, co jest zgodne z późniejszymi pismami Crowleya, w których wyjaśniał, że „«Czyń swoją wolę» nie oznacza «Rób co chcesz»” (zob. A. Crowley „Liber II”). Tak samo niedorzecznym jest obwoływanie Crowleya twórcą współczesnego satanizmu, choć zapewne odrobinę więcej zachodu wymaga dotarcie do druzgocącej krytyki „Biblii Szatana” A. S. Laveya, której dopuścił się Marcelo Ramos Motta, uczeń Crowleya. Nazwawszy Crowleya satanistą, autorka potwierdza zresztą wyłącznie brak konsekwencji, gdyż kilka stron dalej, w innym kontekście, przytacza fragment wywiadu z Marylinem Mansonem, w którym muzyk mówi: „Taki sam brak zrozumienia przeżywał Aleister Crowley, który był wielkim myślicielem, zaszczutym przez media, widzące w nim satanistę-psychopatę” (s. 122). Autorka wydaje się nie rozumieć tekstu, na który sama się powołuje.

Jeśli książkę Krzan można by za coś pochwalić, to za jej ogólną intuicję. Słusznym jest bowiem zauważenie, że mistyka – jako zjawisko uniwersalne i wszędobylskie – potrafi dać o sobie znać na każdym polu ludzkiej egzystencji. Krzan nie sprostała jednak zadaniu napisania o tym w sposób kompetentny.
Katarzyna Krzan: „Ekstaza w wersji pop. Poszukiwania mistyczne w kulturze popularnej”. Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne. Warszawa 2008.