Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (135-136) / 2009

Ryszard Knapek,

PIŁKA I RASIZM. PROBLEM Z POPEM

A A A
Z popem zawsze ten sam kłopot. Z jednej strony wszystko wydaje się oczywiste, a z drugiej – nie do końca zrozumiałe. Kiedy się bowiem przyjrzeć mu nieco bliżej, okazuje się, że odwoływanie się do akademickich kategorii interpretacyjnych jest w tym przypadku chybione, a interpretowanie tekstów popkulturowych tak, jak tradycyjnych dzieł artystycznych wydaje się zupełnie jałowe. Badania narracyjne czy genologiczne nie prowadzą do niczego, jakkolwiek rozpoznawanie gatunków może być wciągającą rozrywką. Podobnie jest z doszukiwaniem się w popkulturze koncepcji intelektualnych i ideologicznych: jest ich tam na tyle dużo, że ostatecznie nie mają żadnego znaczenia. Bardziej interesujące okazuje się podejście krytyczne: nieważne co dany tekst mówi, ale co tym samym robi z odbiorcą, czego ten niekoniecznie jest świadomy. Mistrzem tego typu techniki podejrzliwości jest oczywiście Slavoj Žižek. Posługując się lacanowską psychoanalizą, pokazuje nam, w jaki sposób popkultura oddziaływuje na nas, przede wszystkim w porządku symbolicznym. Podobną drogą idzie wielu współczesnych badaczy różnych dziedzin – od filozofów po badaczy mediów.

Dlatego dziwi deklarowanie nowatorskości, „zupełnie nowego” odczytania, jakie znaleźć można w – interesującej skądinąd – propozycji Joke Hermes, holenderskiej feminizującej badaczki kultury, zawartej w wydanej w 2005 roku pracy „Re-reading Popular Culture”. Podstawowa teza tej książki dotyczy ukrytej polityczności kultury popularnej. Tworzy ona, w sposób na wpół widoczny, nową formę wspólnotowości, opartą na czymś, co Hermes nazywa obywatelstwem kulturowym (cultural citizenship).

Na poziomie wymiany myśli ideologicznej kultura popularna, jak już wspomniałem, nie zajmuje wyraźnej pozycji – jej produkty/dzieła nie są zwykle deklaratywne. Autorka porównuje tę sytuację do roli chóru w tragedii antycznej. Jego zadaniem było bowiem jedynie intelektualne podążanie za akcją, a więc sugerowanie, wnioskowanie i ironizowanie, ale nigdy jawne opowiadanie się po którejkolwiek ze stron. Dodajmy: Hermes pomija tu ważne zagadnienie retoryczno-polityczne – presupozycję: twory popkulturowe często opowiadają się wyraźnie po którejś ze stron, ale czynią to tak, jakby była to jedyna, powszechnie już uznana możliwość. W kulturze popularnej polityczność przejawia się, zdaniem badaczki, o poziom wyżej: nie jest uczestnikiem dyskusji, ale sytuuje się ponad podziałami, wytwarzając tym samym nową sytuację polityczną. Przeorganizowuje swoją publiczność w nową (wirtualną) wspólnotę, z charakterystycznym dlań poczuciem przynależności i lojalnością członkowską (łatwiej zrezygnujemy z poparcia partii politycznej, niż z ulubionego serialu – argumentuje Hermes). Wedle zawartej w książce definicji kultura popularna jest więc „domeną społeczną, która oferuje ogrom narzędzi przepisujących i przekodowujących ludzkie doświadczenie”, przy czym znaczna część nowych kodów dotyczy przyjemności użytkownika (user pleasure), „w tym poznania i namysłu” (jako form przyjemności).

Przynależność do tej wspólnoty jest tym, co Hermes nazywa obywatelstwem kulturowym. Wyróżnia dalej kilka sposobów, w jaki powstają wspólne podwaliny tego obywatelstwa. Po pierwsze mówi o „użytecznych historiach”, które stanowią fikcyjne próby (fictional rehearsal) dla życia. Proponują konkretne rozwiązania w konkretnych sytuacjach (dla przykładu: amerykańskie sitcomy pokazujące wzorce zachowań na randce). Drugą formą kształtowania się wspólnoty są wzory emocjonalne, które o wiele bardziej kształtują fantazję, wyobraźnię i sposoby odczuwania niż precyzyjne wzorce zachowań. Dobrze opisuje to przykład serialu „Dallas” (1971-1991), który, mimo że jego akcja dzieje się w warunkach radykalnie niedostępnych przeciętnemu odbiorcy (tj. w nieprzeciętnie bogatej rodzinie amerykańskich nafciarzy), to w odpowiedziach pytanych przez badaczkę respondentów, uznawany jest za bliski życiu (pojawia się tu termin Ien Ang „realizm emocjonalny”). I wreszcie najciekawszym, jak się zdaje, sposobem łączącym i zmieniającym wspólnotę jest przepracowanie (working through), a więc użycie danego aktu popkulturowego jako zbiorowej terapii. Za jej istotną i pozytywną cechę Hermes uznaje to, że odbywa się w wirtualnym świecie (nie dotyczy „prawdziwego życia”), który jednocześnie silnie łączy całą grupę. Równocześnie więc nie powoduje problemów istotnych dla poszczególnych „obywateli”, utwierdzając przy tym i kształtując jej wspólne cechy.

Temu ostatniemu zagadnieniu Hermes poświęca cały pierwszy rozdział, w którym próbuje pokazać, w jaki sposób medialne zamieszenie wokół gwiazd holenderskiej piłki nożnej przewartościowuje problem postkolonialnego rasizmu Holendrów wobec osób pochodzących z Surinamu, a mających holenderskie obywatelstwo. Otóż w „kluczowej dla holenderskiej tożsamości” dyscyplinie sportu (autorka opisuje karnawałową sytuację meczów reprezentacji narodowej) od lat 80., z apogeum w początku lat 90., coraz większą rolę zaczęli odgrywać czarnoskórzy zawodnicy z holenderskim obywatelstwem. Gwiazdą i siłą napędową reprezentacji był wtedy urodzony w Amsterdamie Surinamczyk Patrick Kluivert – genialny zawodnik, a przy tym, ze względu na swoje „niecywilizowane” (prawnie, seksualnie) życie, wymarzony obiekt prasy brukowej. Dzięki jego historii – na wpół prawdziwej, a na wpół wykreowanej medialnie, Holendrzy mieli, według autorki, przejść proces przyswojenia sobie Innego (czarnoskóry, „dzikus”) i znalezienia dla niego miejsca wewnątrz własnej wspólnoty (bohater, gwiazda).

Tezy Joke Hermes z pierwszej części jej książki zdają się być przekonywujące. Wszystko pasuje do siebie i teoria pięknie spotyka się z analizami (zaznaczmy – w deklaracji autorskiej jest wobec nich wtórna). Dość niespodzianie jednak w dalszej części stracić można sporo zaufania do Hermes – nie jako interpretatorki, ale jako etnolożki, którą przede wszystkim chce być. Sporą część książki zajmują rozważania metodologiczne, zgłębiające problem, od którego zacząłem – co i jak właściwie należy badać w kulturze popularnej. Autorka już wcześniej odpowiada na to pytanie jednoznacznie – nie interesują jej produkty/dzieła sztuk, ale to, w jaki sposób kształtują one wspólnotę. Dlatego badać należy właśnie ludzi, a najlepszym narzędziem do tego ma być – wywiad etnograficzny. Pomysł, jak widać, zupełnie inny niż metoda Žižka i mający swoje silne uzasadnienia – przede wszystkim w oczywistym zideologizowaniu badacza zamkniętego w bibliotece (choćby nawet była to biblioteka lacanowska) i w uczciwym naukowo trzymaniu się tzw. rzeczywistości. Hermes oczywiście posługuje się także krytyką akademicką, ale za swoje właściwe zadanie uważa „wyjście do ludzi”. Kłopot jednak w tym, że kilkakrotnie ujawnia ona swe nieprzygotowanie, brak namysłu i krytyczności w badaniach. Przykład: chcąc ocenić ukształtowane przez media poglądy dzieci na życie ich rówieśników w biedniejszych krajach afrykańskich pyta je o opinie na temat „Trzeciego Świata” i ze zdziwieniem przyjmuje ich stereotypowe odpowiedzi – tak jakby pojęcie „Trzeciego Świata” nie było do gruntu przesiąknięte stereotypem i używane wyłącznie w kontekście biedy, głodu, wojny i konieczności wsparcia. Wystarczyłoby pewnie nieco inaczej zadać pytanie i może udałoby się uzyskać bardziej sumienne odpowiedzi. Zresztą, sporo wykonywanych przez autorkę i jej grupę badawczą pytań sprawia bardziej wrażenie ankiety socjologicznej niż poważnego badania etnograficznego.

Te słabości nie przekreślają jednak właściwego pytania o kulturę popularną: czym to się je, a raczej – od której strony (tj. od widza czy od ekranu)? Nie sądzę, by należała się nam jednoznaczna odpowiedź. Szczęśliwie, badaczy, dyscyplin i metod podejmujących problem kultury popularnej jest wiele i – jak to zwykle bywa, kiedy przedmiot badań jest także tylko pewnym naukowym konstruktem – mamy szansę na jeszcze wiele różnych (bądź identycznych) odpowiedzi.
Joke Hermes: „Re-reading Popular Culture”. Blackwell Publ. 2005.