ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (55) / 2006

Kamil Dąbrowski,

MUDHONEY

A A A
„Under A Billion Suns”. Sub Pop, 2006.
Starzy wyjadacze ze Seattle powrócili. Najnowszy, siódmy album w dorobku grupy Marka Arma i spółki potwierdza zasadę, że tylko najsilniejsi przetrwają. Ze wszystkich zespołów grunge`owej rewolucji ostały się m.in. Pearl Jam i Mudhoney. Inne nie wytrzymały próby czasu, bądź rozbiły je wypadki losowe. Po Nirvanie, Soundgraden czy Alice In Chains pozostały tylko nagrania audio-wideo, wspomnienia i notki w encyklopediach. Mark Arm od niedawna wspomaga reaktywowany MC5 - legendę amerykańskiego rocka. Wierni swoim poglądom, stylowi, nie bacząc na zmieniającą się modę są nadal wielkim autorytetem dla wielu młodych wykonawców z kręgu alternatywnego rocka. Ich zadziorna, w pewnych miejscach okraszona punkowym brzmieniem, muzyka jest uzupełniona tekstami o zabarwieniu społecznym i politycznym. Ewolucja, która dotyka niemal każdego wykonawcę odcisnęła także swoje piętno na Mudhoney. Grają od pewnego czasu nie tylko w oparciu o tradycyjne rockowe instrumentarium. Na ich płytach pojawiają się dęciaki i klawisze, które dodają innego, bardziej dojrzałego wyglądu ich stylowi. Począwszy od pierwszego utworu „Where Is the Future” czy kolejnego „It Is Us” słychać wyraźną zmianę w strukturze muzycznej. Te drobne metamorfozy utworów tylko działają na korzyść zespołu. Świadczą o inwencji twórczej muzyków i rozwijaniu rzemiosła. Lekkie naleciałości stylu Black Sabbath czy nawet The Doors tylko podkreślają smak całej płyty. I choć kompozycje nie są wykwintne, a popisy gitarzystów trudno uznać za wirtuozerskie, całość sprawia dobre wrażenie; na pewno też ucieszy fanów.
Mudhoney nie bawi dzieciaków pokolenia dzisiejszego MTV czy Vivy. W czasach świetności tej pierwszej stacji muzycznej, kiedy dźwięki grunge’u królowały w programach „Alternative Nation” czy „120 Minutes”, często można było zobaczyć zespół grający na żywo w studio, a teledyski kultowych już utworów „Let It Slide” czy „Into the Drink” były niemal stałym elementem programu. „Under a Bilion Suns” na pewno spodoba się fanom Mudhoney. Wszystkim tym, którym muzyka zawarta na tym krążku nie przypadnie do gustu, proponuję przynajmniej ukłon w stronę jednego z najbardziej wyrazistych zespołów przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku. To m.in. oni rozkręcili całą rockową rewolucję na zachodnim wybrzeżu USA. Czy muszę jeszcze coś dodawać?