Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (55) / 2006

Anna Katarzyna Dycha,

ANJA GARBAREK

A A A
„Briefly shaking” EMI Music Norway AS, 2005.
Czuję się złapana w pułapkę uroczego, radiowego singla „The Last Trick” Anji Garbarek. Na jej płycie „Briefly Shaking” znajdziemy może jeszcze dwa utwory w podobnym klimacie. Miałam nieco inne wyobrażenie o tej muzyce. Spodziewałam się lirycznie, sennie, kojąco brzmiących kompozycji, a tu niespodzianka. Płyta zaczyna się jak ścieżka dźwiękowa do „Alicji w Krainie Czarów”. Trzeba przyznać, że głos Garbarek brzmi niemal anielsko. Natomiast kombinacje z elektroniką i samplami wprowadzają niepokój, zwłaszcza w otwierającym „Born that Way” i kolejnym „Dizzy with Wonder”.

Najbardziej na tej płycie „porywają” mnie jednak cudnie, jakby od niechcenia zaaranżowane smyki, przejmujące dęciaki, jazzowa perkusja i flet w „This Momentous Day”. Wiele takich smaczków mamy też w przestrzennych „Sleep” (zwłaszcza w drugiej części, pierwszą zdominował przetworzony wokal) i „Can I Help Him?” oraz w drugim co do urody na tym krążku nagraniu – „Still Guarding Space”. Również historie opowiedziane na tej płycie nie należą do przeciętnych. Jeden z tekstów dotyczy: porwanej i więzionej w podziemnym bunkrze kobiety, inny powstał po lekturze książki o seryjnym mordercy, a jeszcze inny został napisany w trudnym momencie życia artystki.

Płyta Garbarek nie jest przebojowa. Jest kompletnie nieprzewidywalna, pełna zaskakujących, kontrastowych zestawień. Trochę tu pobrzmiewa Norah Jones, trochę Pati Yang, trochę Gwen Stefani, a może nawet któraś z wokalistek z północy kontynentu. Garbarek stara się być artystką niepokojącą i drapieżną. Tu zanuci dziewczęco i tkliwie, a tam dołoży mocną perkusję i zapętlone przejście. Raz wychodzi jej to lepiej, raz gorzej. Nie zmienia to faktu, że „Briefly Shaking” jest płytą bardzo „klimatyczną”, przerażająco mroczną, uderzająco piękną.