Wydanie bieżące

1 września 17 (137) / 2009

Anna Katarzyna Dycha,

BAJZEL MIŁY DLA UCHA

A A A
Bajzel „Miłośnij”. Biodro Records, 2009.
„Miłośnij”, druga płyta artysty o pseudonimie Bajzel, to pociągający muzyczny misz-masz, z przewrotnymi tekstami o miłości. Mocny punkt na mapie polskiej muzyki alternatywnej.

Bajzel dał się poznać jako artysta wielu talentów. Sam komponuje, pisze teksty i je śpiewa, nagrywa, a nawet projektuje okładki. Pomarańczowo-niebiesko-żółto-czerwone, radosne dziełko też wyszło spod jego ręki. Mając do dyspozycji gitarę, kilka efektów, perkusyjne sample i swój głos potrafi stworzyć smaczny muzyczny koktajl, który brzmi jakby wygrywała go niezła trupa muzyków. Wygląda to niezwykle efektownie zwłaszcza na koncertach.

Na debiutanckim krążku śpiewał po angielsku. Tutaj wrócił do ojczystego języka. Napisał wszystkie teksty, w których w zabawny sposób bawi się słowami. Najlepsze wrażenie robią opener „Pociąg”, może jedyny tutaj porywający do tańca przebój „Wsioryba”, utrzymane w zgrzebnej stylistyce Nirvany „Jesteś” i „Miłośnij” zakończone wykrzyczanym zadziornym „nie mam nic więcej do powiedzenia”. W „Pociągu” (słowo można rozumieć dosłownie lub jako słabość do adresatki tekstu nazywanej „panią”) nasz bohater próbuje wybadać, jakie ma u owej „pani” szanse. „Muszę się dowiedzieć, ile miejsca w sercu dla mnie masz” – śpiewa. W utworze „Wsioryba” zapewnia o szczęściu, jakie na niego spłynie, gdy ukochana zabierze go ze sobą. „Jesteś” to kopalnia zabawnych porównań. Z etapu, kiedy przykra rzeczywistość wzięła górę nad miłosnymi marzeniami. „Jesteś żółtą kaczuszką pływającą w wannie/ zabawką, której skończyły się baterie (…) jesteś zarazą oraz epidemią dżumy/ jesteś największą spośród siedmiu boskich plag” – słyszymy. Finałowa piosenka zawiera życzenie „miło śnij” (zamiast tytułowego jednego słowa „Miłośnij”). Szkoda, że tekstów nie znajdziemy we wkładce do płyty. Wprawdzie kilka z nich brzmi nieco banalnie, a nawet niewyraźnie m.in. „Maniana”, ale te słabości nie zdominowały jednak całego albumu.

Słychać, że Bajzla cieszą te językowe zabawy. Ale nie tylko. Mamy tu do czynienia z niezłym muzycznym eklektykiem. W „Szparagach” śpiewa niemal jak góral „spod samiuśkich Tater”. Nie pasuje mi tylko „smarzenie szparagów”, ale „gotowanie” odpadło z powodu zbyt dużej ilości sylab. W „Manianie” jest jak zawodowy latynoski artysta. W „Żalu” (z motywem kataryniarskiej melodyjki) i „Nie znikaj” jak Budyń z Pogodno. Właśnie w tych spokojniejszych kawałkach blisko Bajzlowi do szczecińskiej grupy. Jednak wszystkie te muzyczne wędrówki prowadzą do jego mocnej artystycznej indywidualności wyrażanej za pomocą porządnego avant pop-rockowego grania spod znaku lo-fi.

Czasem („Pociąg”, „Żal”, „Sen o tobie”) wokalnie towarzyszy Bajzlowi Misia Furtak, wokalistka zespołu Tres B. Jest jednak wiele takich momentów, kiedy słyszymy kilka głosów, dośpiewywane chórki, a to zasługa samego artysty. W ogóle Bajzel jest samowystarczalny. Inni muzycy być może ograniczaliby jego artystyczną wypowiedź. Nie idzie więc na żadne kompromisy i muzykuje po swojemu. Szacunek dla takich projektów. Warto posłuchać tego krążka i drugi, i trzeci raz nie po to, by lepiej przyswoić sobie hity (w sumie trudno ich tu szukać), ale by czerpać radość z udanych aranżacji, słownych kombinacji i dać się ponieść „bajzlowemu” klimatowi. A zapewniam, że może być zaraźliwy.