Wydanie bieżące

15 września 18 (138) / 2009

Mirella Siedlaczek-Mikoda,

APOKRYFICZNA LALKA

A A A
Franz Kafka, jeśli jeszcze nie wypadł ze szkolnego kanonu, ma szansę na długowieczność. Sama pamiętam wrażenie, jakie zrobiły na mnie „Proces” i „Zamek”, oraz lekcję polskiego, podczas której nauczycielka starała się zachęcić nas do wtopienia się w duszną atmosferę biurokratycznego i odhumanizowanego świata. Potem w Pradze widziałam twarz Kafki na t- shirtach, kubkach i magnesach na lodówkę, szczerze zazdroszcząc prażanom tak medialnego twórcy. Medialnego, bo melodramatycznie nieszczęśliwego, a zarazem chorowitego – Gerd Schneider w powieści „Lalka Kafki” wprowadza jego sylwetkę, pokazując, jak postrzega go przestraszone dziecko: „Przygląda się podejrzliwie owemu wielkiemu mężczyźnie, który jest bardzo szczupły, nosi czarny płaszcz i czarny, okrągły kapelusz. Tak odziany, z prawie czarnymi oczyma i odstającymi uszami, wygląda troszkę niczym smutny nietoperz. Do tego jest bardzo blady, wręcz żółtawy na twarzy” (s. 6). Wampiryczne konotacje wyglądu nie odpowiadają rzecz jasna charakterowi postaci – skromnej osoby doktora prawa.

Na bardziej wzniosłym poziomie Kafka funkcjonuje jako znak kulturowego zapętlenia mieszkańca Europy Środkowowschodniej – z pochodzenia był Żydem, mówił po niemiecku, większość życia spędził w Pradze, części Austro-Węgier. Wyprzedził w sposób naturalny ideę wielokulturowości, ale tylko pozornie, gdyż nie pisał w języku czeskim ani w jidisz. Przywiązanie do niemieckości stało się dla warstwy inteligencji żydowskiej zgubne, wiara w cywilizowane poglądy Niemców za sprawą pewnego Austriaka została boleśnie złamana. Ostatni rozdział, w którym akcja przenosi się z Berlina lat dwudziestych do Terezina lat czterdziestych, pokazuje tragiczny koniec ogromnej rzeszy ludzi, w tym siostry pisarza Otlli. Los dorosłej już bohaterki Leny pozostaje niedopowiedziany, być może udało się jej ocalić życie, w odróżnieniu od Otlli i innych członków rodziny Kafki.

Gerd Schneider postanowił skoncentrować się na jednym epizodzie z życia pisarza, kilkumiesięcznym pobycie w Berlinie. „Lalka Kafki” nie skupia się na powrocie do lat dziecięcych autora „Procesu”, choć spotykając dziewczynkę zasmuconą z powodu zgubionej lalki i decydując się ją pocieszyć, listami wraca on do własnych wspomnień. Kafka przebywa w Berlinie dość krótko, mieszka w ciasnym mieszkaniu z ukochaną Dorą Diamant, nikogo nie zna. Spotykany w parku pułkownik Behrens, mający radykalnie odmienne poglądy polityczne, nie może stanowić partnera do rozmów. Pisarz nie ujawnia swej artystycznej tożsamości, przedstawia się jako wcześnie emerytowany doktor z Pragi i nie podejmuje krytyki rządu czy narzekań na sytuację gospodarczą, bardziej gotów jest zaufać psu pułkownika, który tak niecnie obszedł się z lalką Leny. Wyczekuje odwiedzin siostry Ottli, w listach do niej zapewnia o niezłym zdrowiu, tak naprawdę zaś coraz bardziej chudnie i kaszle, nie dba o siebie. Prosi ją o pośrednictwo w przedłużeniu emerytury z praskiego towarzystwa ubezpieczeniowego, gdyż oboje z ukochaną biedują, wydawca zaprzestaje publikacji jego książek a pisanie idzie nienajlepiej. Zresztą nie przywiązuje się do swoich tekstów i gotów jest poświęcić je na podpałkę: „Zniszczyć wszystko, co napisało się przez całe życie w bezsenne noce. Smutne historie, które nikomu nie sprawiają przyjemności i nie mają żadnego oddziaływania. Błądzenie i konsternacje” (s. 155). Wiele lat później znajdzie czytelników zafascynowanych ponurą wizją wyalienowanego człowieka, wszakże omawiana tu książka powstała jako wyraz hołdu dla pisarza.

Dora bardzo stara się zapewnić Franzowi zdrową dietę i opiekę, ale pisarz lekceważy ciało i oddaje się marzeniom, wspomnieniom i pisaniu listów-opowieści o przygodach lalki. Gerd Schneider wplótł w powieść fragmenty mniej znanych opowiadań Kafki – zwłaszcza powstałego w roku akcji powieści opowiadania „Schron”, i podjął się naśladownictwa stylu w kilkunastu listach – dostosowanych do poziomu percepcji dziewczynki. Snuje opowieść o lalce, która przeżywa niezwykłe przygody, spotyka groźne i przyjazne postacie, wreszcie rozpoczyna własne życie. Pisarz umożliwia Lenie łagodne pogodzenie się ze stratą zabawki, powierniczki i towarzyszki smutnego dzieciństwa. Dziewczynka wychowuje się w rodzinnym domu dziecka, który rodzinnym jest jedynie z nazwy. Opiekunka – surowa i nieczuła Kralowa, zmusza dzieci do pracy i nie obdarza ich ciepłymi uczuciami. Ostatni rozdział ujawnia, jak wiele w dorosłym życiu Lena zawdzięcza listom wręczanym przez dziwnego posłańca, być może uratowanie życia.

Fakty biograficzne przeplatają się tutaj z wyobrażeniami autora, skrytość Kafki pozwoliła współczesnemu pisarzowi na puszczenie wodzy wyobraźni. W posłowiu zatytułowanym „Balans między fikcją a rzeczywistością” Schneider pisze o śladzie w korespondencji Dory, który stał się inspiracją do napisania tej niewielkiej powieści. Dora miała wspominać epizod spotkania pisarza z dziewczynką i stworzenia korespondencji do niej. Akcja osadzona jest w Berlinie w roku 1923, gdy nastroje na ulicach podgrzewają nagłówki prasowe, a berlińczycy muszą przyzwyczaić się do obywania się bez wygód, szaleje hiperinflacja; pułkownik szczerze i bez ironii radzi mu opuszczenie stolicy Niemiec. Ale pisarz nie ma już czasu, umrze rok później w austriackim sanatorium.

Oparcie fabuły o autentyczne wydarzenia jest koniecznym warunkiem uprawdopodobnienia. Wiele lat wcześniej tę zależność tłumaczył Umberto Eco w „Notatkach na marginesie »Imienia róży«” – jak przekonywał na zajęciach uniwersyteckich jeden z moich wykładowców: ostatniej książki, którą wypadało znać. Teraz niektóre tytuły wydają się równie głośne, lecz czy znajomość „Kodu Leonarda da Vinci” czy „Samotności w sieci” da się porównać z emocjami, które dzieliliśmy z Adsem z Melku? Mojej lekturze „Lalki Kafki” nie towarzyszyły podobne emocje, przyznaję szczerze – niektóre fragmenty znudziły mnie. Dlaczego podjęłam się więc recenzji – a no dlatego, że w internetowych blogach znalazłam szereg entuzjastycznych opinii czytelniczek. Podkreślały niesamowitą – to cytat – atmosferę, której nie poczułam. Temat wybrany przez autora to – wydawałoby się – samograj, bo i postać arcyciekawa, do tego tajemnicza wyrwa w życiorysie i dramatyczny moment historyczny. Samego pomysłu wystarczyło jednak autorowi na kilkadziesiąt stron, może na opowiadanie, z puentą. Moja wiedza o Kafce, owszem, powiększyła się, ale nie wyszłam poza stereotypowe rozpoznanie – godny pożałowania chorowity człowiek, nie zrozumiany nawet przez ukochaną, która wprawdzie wyrwała go z rodzinnego domu, lecz nie mogła zrozumieć jego twórczości. Niezwykłe wzruszenia i dotknięcie Tajemnicy czy to sztuki, czy to życia również nie stało się moim udziałem. Potraktować więc należy „Lalkę Kafki” jako rodzaj apokryfu stworzonego przez wielbiciela i próbę naśladownictwa stylu, tak przecież oryginalnego.
Gerd Schneider: „Lalka Kafki”. Przeł. Inez Okulska. Wydawnictwo Nasza Księgarnia. Warszawa 2009.