Wydanie bieżące

15 września 18 (138) / 2009

Zuzanna Sokołowska,

ZNIKNIĘCIE. STUDIUM PRZYPADKU

A A A
Wystawa „Poszliśmy do Croatan” w toruńskim Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu to inscenizacja tajemniczych zniknięć, wszelkiego rodzaju duchowych zagubień i nierozwiązanych zagadek. Inicjatorami tego projektu są Robert Rumas i Daniel Muzyczuk, którzy tytułem ekspozycji nawiązują do zagadki niewytłumaczalnego zniknięcia angielskich kolonistów, która do dnia dzisiejszego rozbudza wyobraźnię historyków. W wystawie biorą udział między innymi Zbigniew Libera, Hubert Czerepok, Adam Witkowski i Julita Wójcik. W projekcie zostały także wykorzystane prace Basa Jana Adera, Jiří Komanda i Kollektivnye Deystviya.

Croatanie to plemię Indian, którzy zamieszkiwali wyspę Roanoke u wschodnich wybrzeży stanu Karoliny Północnej. Od XVI wieku wyspę próbowali skolonizować Anglicy, jednakże powtarzające się dziwne wypadki, pożary, nieuzasadnione samobójstwa, a w końcu zniknięcia doprowadziły do ostatecznego porzucenia tego pomysłu. Pierwszą próbę kolonizacji wyspy podjęto w latach 1585 – 1587. Wtedy to wszyscy koloniści porzucili osadę z niewyjaśnionych przyczyn. Oficjalne wersje historyków podają, że przyczyną porzucenia kolonii były konflikt Anglików z Croatanami. Ostatnia grupa mieszkańców zniknęła w nieznanych okolicznościach trzy lata później. 90 mężczyzn, 17 kobiet i 11 dzieci po prostu zdematerializowało się. W angielskiej osadzie nie zarejestrowano śladów walki czy napaści Indian. Odkryto dwa pochowane ludzkie szkielety, wyryty na drzewie napis „Croatan” i krótką notatkę, z której wynikało, że osadnicy poszli do Indian. Różnorakie tradycje i legendy mówią, że Anglicy przyłączyli się do tego plemienia, które posiadało niezwykłe umiejętności przetrwania w trakcie klęsk żywiołowych. Jednakże ta wersja wydarzeń nigdy nie została potwierdzona, ponieważ istnieją źródła mówiące o wrogości pomiędzy Anglikami a Croatanami. Interpretacji mających na celu wyjaśnienie zniknięcia kolonistów było tak wiele, że nie wykluczano nawet zakażenia tajemniczym wirusem, interwencji złych duchów i demonów, których mieli sprowadzić swoimi modłami Croatanie, a wyryta na drzewie przez kolonistów nazwa plemienia miała symbolizować imię tajemniczej istoty, która przyniosła śmierć całej osadzie. Podejrzewano także działalność istot pozaziemskich. Do dzisiaj nie znamy wiarygodnej przyczyny zniknięcia kolonistów. Po tych zdarzeniach wyspie Roanoke nadano nazwę „The Lost Colony" (Zaginiona Kolonia).


Aleksanda Polisiewicz i Ewa Majewska rozwinęły wątek Croatan w instalacji audio „Poszłyśmy do Kobietan. Gdzie znikły kobiety”, stwarzając nieistniejące plemię Kobietan. Plemię szamanek, do którego wędrują kobiety zmęczone życiem w patriarchacie i ograniczeniami narzuconymi przez męską dominację, podążając za głosem serca. Artystki podkreślają, że chcą „ożywić te wszystkie błąkające się po (lub poza) podręcznikami do historii biografie, a naturalny ludzki odruch – kontemplacja własnego oblicza – pozwoli
odwiedzającym zobaczyć własną twarz w słowach postaci sprzed lat i wieków, co może mieć dość wybuchowe skutki”. W podobnym kierunku zmierza praca Julity Wójcik „Niewidzialna ręka to także ty!”, w której artystka dokonuje skrupulatnego i pracochłonnego usuwania śladów swojego istnienia w google. Wójcik zadaje pytania: „Czy jesteś gotowy zniknąć? Wymazać swoje nazwisko? Stać się niewidzialnym w internetowych wyszukiwarkach? Czy zgadzasz się ‘Pójść do Croatan;?”. Ta próba dialogu uświadamia widzowi, że zniknięcie nie będzie ostateczne i bezpowrotne, kiedy nie usunie się wszelkich śladów swojej działalności i nie zostawi po sobie żadnych odcisków, nawet w Internecie, które mogłyby naprowadzić na jakikolwiek trop. Motyw ten nasuwa skojarzenia z filmowym motywem usuwania linii papilarnych z palców dłoni, w efekcie czego można stać się niewidzialnym i niezidentyfikowanym dla wszelkiego rodzaju elektronicznych sprzętów.

Prezentowane na wystawie filmy „Zmierzch” i „Upadek I. Los Angeles” Basa Jana Adera poruszają aspekt wyobcowania, wykluczenia i alienacji. Ader wciela się w rolę mima aranżującego sytuacje, które nie mają żadnego znaczenia, jednocześnie u widza pojawia się uczucie nieuchronnie zbliżającej się tragedii, której nie może zapobiec. Upadek stanowi punkt wspólny obydwu filmów, a sam artysta osobiście go doświadcza. Ader w „Upadek I. Los Angeles” spada z dachu domu. Definiuje w ten sposób świadome ludzkie wybory, których efektem może stać się fizyczny lub duchowy upadek, który jest ostatecznym dziełem empirycznego doświadczania rzeczywistości. Podkreśla dualizm ludzkiej natury, która z jednej strony dąży do życia, a z drugiej do samozniszczenia. Sam Ader ginie na morzu w niewyjaśnionych okolicznościach w trakcie samotnego rejsu po Atlantyku. Jego ciała nigdy nie odnaleziono, a jego prawdopodobna śmierć nie została oficjalnie potwierdzona. Rozwinięciem tajemniczego zniknięcia Basa Jana Adera stała się praca artystycznego specjalisty od łowienia wszelkich zagadek i tajemnic Huberta Czerepoka „W poszukiwaniu cudownego (Tryptyk alpejski, Wstęp) Hołd dla Basa Jana Adera”. Czerepok dokonuje dokumentacji wizualnej swojej górskiej wyprawy w Alpy. Na wystawie prezentowane są dwie fotografie artysty wykonane w trakcie przygotowań do wyprawy i wideo, nawiązujące do twórczości Caspara Davida Friedricha. Freidrich tworzył między innymi malarskie obrazy swoich wędrówek. Postacie z jego obrazów kierują wzrok ku nieznanej przestrzeni. Dla artysty jest to symbol tragedii życia spędzonego z dala od piękna przyrody. Obraz „Wędrowiec przed morzem mgły” przedstawia zamyśloną postać, której tragiczny wymiar zostaje podkreślony przez namalowanie ludzkiej jednostki w pomniejszonej skali. Artysta zaznacza w ten sposób kruchość człowieka wobec sił natury, wobec której jest bezbronny.

Praca Zakładu Produkcji Dźwięku z Warszawy to wariacja na temat serialu „Twin Peaks”, wykorzystująca charakterystyczne symbole z dzieła Davida Lyncha. Czerwona kotara, zza której wydobywają się dźwięki, wyzwala uczucie tajemnicy, którą chcemy za wszelką cenę poznać. Muzyka cichnie w momencie wejścia widza, którego przybycie jest komentowane przez niewidocznych muzyków, uniemożliwiając usłyszenie utworu w całości. Uczucie bycia obserwowanym, jak i klaustrofobiczny lęk, generuje atmosferę grozy i strachu, który znika natychmiast po opuszczeniu dziwnego pomieszczenia, które równie dobrze może okazać się pułapką bez wyjścia, jak i tunelem do innego wymiaru, mogącego nas wessać do innego świata, w którym będziemy nieproszonymi gośćmi.

Zbigniew Libera i Robert Rumas w pracy „Planescape” analizują aspekt ciągłych zmian miejsc i życiowych planów, inspirując się postawą Marka Kijewskiego, który ciągłym poszukiwaniem i ucieczkami prowokuje pytania o ich celowość. Zachowania ucieczkowe mają psychologicznie silny związek z niemożliwością pogodzenia się z zastanym stanem rzeczy, jak i poczuciem osaczenia, wyalienowania i niezrozumienia, wywołujący usilną potrzebę natychmiastowej zmiany otoczenia, w którym można zacząć wszystko od nowa, pozostając przez pewien czas anonimową jednostką, poszukującą nowych wymiarów w miejscach tak naprawdę mało odległych od poprzedniej przestrzeni działalności. Jednakże mimowolnie pojawiają się uczucia straty, żalu i pretensji, które są nieuniknione, gdyż zmieniając terytorium, nie zmieniamy w ten sposób swojej tożsamości.

Ekspozycja „Poszliśmy do Croatan” oprócz aspektów ucieczki i tajemniczych zniknięć konfrontuje widza z mistyfikacjami. Przykładem jest tutaj praca Jacka Koprowicza, który stara się przekonać odbiorcę, że Stanisław Ignacy Witkiewicz żyje, prowadząc, według artysty „intrygującą grę ze służbami bezpieczeństwa PRL”. Koprowicz opowiada o swoich badaniach, według których Witkiewicz dokonał spreparowania własnej śmierci, będącej „skokiem w nicość”. Przeciwwagą do tego odważnego stwierdzenia staje się dokumentacja Jacka Ryszkowskiego, którą na wystawie umieszczają autorzy projektu „Poszliśmy do Croatan”. Ryszkowski w 1985 roku rozkopał grób Witkacego w Jeziorach na Polesiu. Artysta dążył do oskarżeń o profanację, do której nigdy nie dochodzi. Zmielone kości Witkacego stanowią element wystawy.


W prześlizgiwaniu się pomiędzy artystycznymi obiektami towarzyszy odbiorcom muzyka z filmu Petera Weira „Piknik nad wiszącą skałą”, która brzmi bardzo złowieszczo i przypomina o niewytłumaczalnych zjawiskach, których zrozumienie przekracza możliwości naszego rozumu. Wędrując po przestrzeniach galerii podświadomie ogarnia nas uczucie wewnętrznego zagubienia. Ekspozycja wprowadzając w świat nierozwiązanych tajemnic, konfrontuje widza z trudnymi pytaniami o swoją własną tożsamość od której ucieczka może okazać się zarówno wyrazem odwagi, jak i tchórzostwa, oswaja z podświadomie obecnym lękiem przed zmistyfikowanymi i całkiem realnymi ucieczkami od codzienności, które zawsze pociągają za sobą nieodwracalne skutki.
„Poszliśmy do Croatan”, CSW Znaki Czasu, Toruń 19 czerwca – 27 września 2009.