Wydanie bieżące

15 października 20 (140) / 2009

Michał Fundowicz,

ZESPÓŁ BRUTALNYCH DOŚWIADCZEŃ

A A A
Na popularnym obrazie Marcina Maciejowskiego lider Świetlików ukazany jest w trzech pozycjach: odpala jednego papierosa od drugiego, autystycznie pochyla głowę, zasłania twarz ręką i zaciąga się papierosem. Postać wokalisty i poety w jednej osobie obrosła legendą, na którą wielu z fanów grupy chce się załapać i dla której raz jeszcze przychodzą na koncerty. Patrzą uważnie na wokalistę, oczekując skandalu, liczą jego wypalone papierosy, zaglądają mu do szklanki, czyhają na prowokacyjne gesty i zachowania. W całym tym skoncentrowaniu na jednej postaci, zainteresowaniu Marcinem Świetlickim, umyka tworzona kolektywnie muzyka.

Oczywiście trudno byłoby mówić o Świetlikach pomijając rolę tego, od którego nazwiska grupa zaczerpnęła swą nazwę. Krakowski poeta i prozaik to charyzmatyczny tekściarz i wokalista o głębokiej barwie głosu, z roku na rok przypominającej coraz bardziej tembr Toma Waitsa. Sam Świetlicki twierdził w jednym z wywiadów, iż jego wykrzykiwane melorecytacje są nawet mniej melodyjne od wokalnych osiągnięć Lou Reeda. Zespół od samych początków był pomyślany jako autorski projekt związany z poezją twórcy „Zimnych krajów”. Założony w 1992 roku wspólnie z Grzegorzem Dyduchem, basistą a prywatnie lekarzem patomorfologiem, szybko z duetu gitara basowa – głos przekształcił się w typową grupę rockową. Na gitarze elektrycznej od początku grał Tomasz Radziszewski a na perkusji Marek Piotrowicz, skład poszerzono w 1996 roku o drugą gitarę obsługiwaną przez Artura Gasika. Debiutancki koncert zespół wykonał na spotkaniu poetyckim, na którym, co lubią podkreślać muzycy w notce biograficznej, słuchaczami byli m.in. Wisława Szymborska i Czesław Miłosz. Pierwszy album „Ogród koncentracyjny” ukazał się nakładem krakowskiego niezależnego wydawnictwa Music Corner, które współpracowało z grupą również przy kolejnych dwóch produkcjach. Płyty Świetlików stały się wizytówką Music Cornera, który w tamtym czasie kreował pewną konsekwentną wizję, promując zespoły tzw. rocka alternatywnego (gdy jeszcze etykietki tego rodzaju miały sens) takie jak Homo Twist, Varietes i Voo Voo.

„Ogród koncentracyjny” to dobre wprowadzenie w estetykę grupy, którą można albo bezwarunkowo zaakceptować, albo całkiem odrzucić. Duch ich muzyki krąży między zadymioną krakowską knajpą a salą prób punkowego zespołu. Jest tu obecnych kilka wątków przewijających się później przez całą dyskografię. Świetliki jako amatorski zespół (członkowie grupy nigdy nie wstydzili się ani nie wypierali muzycznego dyletanctwa) swoją energię kierował w stronę punkowej ekspresji. Dobrym przykładem z „Ogrodu… ” jest utwór „Pogo”: „Spałem źle, w tym kraju w którym znów ojczyznę a nie wiosnę zobaczą/ Jak ci się nie podoba to wypierdalaj/ Źle spałem”.

Wykrzykiwanemu tekstowi towarzyszy szybkie tempo nadawane przez perkusję, wyrazista linia basu i zdecydowany gitarowy riff. Cały utwór kończy się natomiast nieoczywistym zwrotem, muzyka wycisza się, zwalnia a w warstwie tekstowej pozostaje poetyckie niedomówienie: „Ogień stawia swoje stopy ostrożnie/ Ja to sobie tańczę/ Siedząc przed lustrem nieruchomy, z zamkniętymi oczami/ Tańczę to sobie”.

Innym przykładem fascynacji punk rockiem jest cover piosenki Iggy’ego Popa „I Wanna Be Your Dog”, z równie dziarsko wykrzyczanym, przełożonym przez Świetlickiego tekstem, który to utwór można znaleźć na drugiej płycie, „Cacy Cacy Fleischmaschine”, a także „Mc Donald’s” z tego samego albumu, z potężną partią perkusji i mocno oddziałującym na wyobraźnię przekazem. Zespół korzysta również z patentów kojarzących się z muzyką metalową. Taki jest w dużej mierze album z 1999 roku „Perły przed wieprze” z mocnym przyłożeniem w co najmniej kilku utworach. Ściana dźwięku i agresywnie wykrzyczane słowa służą podkreśleniu niepokojącego nastroju tekstów. Okazjonalnie pojawiają się u Świetlików elementy reggae, często jednak traktowane parodystycznie. Piosenka „Freedom” z albumu „Złe misie” (2001, wydany już dla Universalu) w rytmie jamajskich dźwięków wyśmiewa tzw. „alternatywną”, anarchizującą młodzież.

Świetliki na wspomnianych gatunkach i stylistykach, w obrębie których się poruszają, odcisnęli swoje autorskie piętno. Podobnie jak u Toma Waitsa, w muzyce grupy znad Wisły usłyszeć można pewną knajpianą frywolność, innym razem niepokój, na pewno coś z ducha zapomnianych zakamarków Krakowa, jeszcze zanim nastąpiła masowa inwazja wycieczek zagranicznych na miasto. W świecie przedstawionym w ich utworach, w którym „z bramy wychyla się staruszek niepokojąco podobny do Bogarta” a po ciemnych ulicach błąka się seryjny morderca Karol Kot, Świetliki odgrywałyby rolę grupy muzycznej obsługującej jakiś elegancki, lecz nieco podejrzany, zadymiony klub. Z rockowego brzmienia potrafią oni przejść w jazzujące granie, które jest odpowiednim tłem dla kawiarnianych anegdot (by przywołać osławioną „Nieprzysiadalność”), lub innych egzystencjalnych wynurzeń. Na ostatnim studyjnym albumie „Las Putas Melancólitas” zespół bawi się taką właśnie stylistyką (chociażby w „Znowu się kłócą”), nieco tracąc na swojej zadziorności, co zrekompensować ma charyzma recytującego teksty Bogusława Lindy.

„Popatrzcie na nas jesteśmy/ Starzy, piękni i bogaci/ Popatrzcie na nas, to dobrze/ Dobrze żeśmy młodo nie umarli” – ironizuje Marcin Świetlicki w utworze otwierającym i zamykającym „Las Putas… ”. I mimo że Świetliki od lat niczym nowym nie zaskakują, a najlepszymi płytami okazują się te najwcześniejsze, ich ciągła aktywność pozwala młodszym słuchaczom zapoznać się i skonfrontować z niewątpliwą legendą polskiego rocka alternatywnego.