Wydanie bieżące

15 października 20 (140) / 2009

Wiktoria Klera,

CZYNNY DO ODWOŁANIA – TOM KONCEPTYSTYCZNY

A A A
O autorze „Czynnego do odwołania” często pisze się nawiązując do jego twórczości muzycznej, on sam mówi: „poeta to dla mnie jednak śpiewak jest” (J. Sobolewska, „Udaję, że jestem nagi”, „Przekrój” 2006, nr 44, s. 68). Badacze i krytycy różnie tę twórczość oceniają – jedni ignorują, skupiając się tylko na tomach poezji, inni, jak na przykład Piotr Śliwiński, twierdzą, że to Świetlicki w „gorszej formie” (P. Śliwiński, „W gorszej formie? O piosenkach Marcina Świetlickiego”, w: „W teatrze piosenki”, pod red. I. Kiec i M. Tkaczyka, Poznań 2005). Najczęściej cytowane są jednak słowa: „Ja to znam z Ameryki”, jakimi zareagował na pierwszy występ Świetlików Czesław Miłosz.

W recenzjach ukazujących się w 2001 roku, zaraz po wydaniu „Czynnego do odwołania”, czyli po ukazaniu się płyty Świetlików, zatytułowanej „Perły przed wieprze”, na której nagrano – pod innymi tytułami – „Ładnienie” (Ładnie) i „Brejkanie” (Brejkam Wszystkie Rule), pojawiały się uwagi: „Nie wierzę, żeby świadomy kunsztu poetyckiego twórca bez powodu decydował się na drukowanie, obok tak świetnych utworów, jak „Bolenie”, „Burzenie”, „Żegnanie”, produkcji typu „Marnowanie”. [...] Piosenki (około dziesięciu tekstów) są kontrapunktem dla wierszy. Zresztą Świetlicki zawsze starał się dowartościować twórczość popularną, próbując ją przemycić do obiegu wysokoartystycznego. To chyba, mimo wszystkich deklaracji, jakaś forma ucieczki, niezgody” (M. Kraciuk, „Alfabet Świetlickiego”, „Opcje” 2001, nr 3-4, s. 24). Zaskakujący jest fakt nazywania utworów „piosenkami” lub „wierszami” w zależności od tego, czy zostały nagrane. Inny recenzent pisał: „Obok wierszy znakomitych znajduję tu wiersze takie sobie, obok ważnych – wiersze mało istotne. Bo co w jednej książce robi „poezja rocka” obok poezji sensu stricto, trudno orzec” (G. Tomicki, „Zawiedziony kochanek”, „FA–art” 2001, nr 3, s. 73). W 2001 roku Świetlicki występował ze Świetlikami, zespołem The Users oraz w duecie z Mikołajem Trzaską. Obecnie w jego dyskografii znajdują się jeszcze płyty nagrane z grupą Czarne Ciasteczka oraz przy współpracy z Cezarym Ostrowskim. I choć muzycznie są to albumy bardzo różne, specyfika wokalnych wykonań poety, nie pozwala pomylić ich z niczym innym. Podziału tekstów na zaśpiewane i niezaśpiewane (piosenki – wiersze) nie można przyjąć, ponieważ przy okazji każdego kolejnego projektu muzycznego, wiersz ma szansę stać się piosenką. Paweł Próchniak twierdzi, iż wartość poezji Świetlickiego polega na akcentowaniu, uwyraźnianiu, upartym artykułowaniu istnienia rozdźwięków między paradygmatami, w jakich sytuuje się jego twórczość (P. Próchniak, „Ja to sobie tańczę. Notatki o poezji Marcina Świetlickiego”, „Kresy” 2001, nr 3, s. 48). Tomasz Kunz z kolei o „Czynnym do odwołania” pisze: „Dopiero tu Świetlicki zdecydował się ustawić obok siebie teksty należące do diametralnie różnych porządków – precyzyjnie zbudowane utwory o skondensowanej, złożonej semantyce sąsiadują [...] z piosenkami pisanymi w nieco drażniącej manierze nawiązującej do „drapieżnej” poetyki tekstów punkowych („Brejkanie”, „Kłamanie”, „Marnowanie”, „Zabijanie”) oraz nieco ciekawszymi poetycko piosenkowymi stylizacjami („Neurowanie”, [...] „Źlenie” [...])” (T. Kunz, „Zobaczyć poetę. O kontekstach lektury wierszy Marcina Świetlickiego”, „Kresy” 2001, nr 3, s. 53). Dodatkowym utrudnieniem w rozróżnianiu wierszy od piosenek autora „Czynnego do odwołania” są utwory z „piosenką” w tytule. Takich wierszy jest w dorobku Świetlickiego wiele: „Piosenka z piwnicy”, „Piosenka obudzonego”, „Piosenka chorego”, „Piosenka umarłego”, „Piosenka ozdrowieńca”, „Frontowa piosenka”, „Tygrysia piosenka”, „Piosenka ignoranta”, „Śmiertelne piosenki”, „38 piosenka o wódce”, „38 piosenka o papierosach”, „Króciutka pijacka piosenka”, „Druga piosenka imigranta”.

Teksty znajdujące się w „Czynnym do odwołania” łączy znacznie więcej niż podobna konstrukcja tytułów. Dwoistość, o której wspominają krytycy, nie jest wcale oczywista. Na gruncie muzyki popularnej funkcjonuje pojęcie concept albumu (albumu konceptystycznego bądź konceptualnego), oznaczające nagranie, na którym utwory są ujednolicone tematycznie: instrumentalnie, kompozycyjnie, narracyjnie lub tekstowo. Tom „Czynny do odwołania”, choć nie doczekał się całkowitego wykonania muzycznego, a jedynie część tekstów trafiła na płyty „Złe misie” i „Perły przed wieprze”, warunki tego muzycznego terminu spełnia. Dlatego, dla potrzeb niniejszego tekstu, zaproponuję pojęcie tomu konceptystycznego, czyli zbioru wierszy ujednoliconego w warstwie tekstowej (tematycznie) lub kompozycyjnej. Termin ten przywołuję ze świadomością paradygmatu współczesnej polskiej poezji, opisanego przez Arenta Van Nieukerkena w książce o ironicznym konceptyzmie.

Na końcu „Nieczynnego” Świetlicki zamieścił informację, której fragment dotyczy wydanego wcześniej „Czynnego do odwołania”: „książka składa się z 44 wulgarnych piosenek, dlatego, że i poprzednia składała się z 44 wulgarnych piosenek [...]”. Warto dodać w tym miejscu, że znana doskonale, niemal magiczna dla polskiej literatury liczba – „czterdzieści i cztery” – to liczba wierszy w wielu tomach poety, a także prześladujący go w różnych miejscach (jak w wierszu „Tresura”) „głupi żarcik losu”. Podobnie konsekwentny jest Świetlicki w nazywaniu swoich wierszy „piosenkami”. W wywiadzie z Beresiem przyznaje: „Kiedyś wyraźnie oddzielałem (wiersze od piosenek – W.K). Teraz już mniej. W tej książce [w „Czynnym do odwołania” – W.K] na przykład są chyba tylko same piosenki, ale nikt o tym nie wie. Prawdę powiedziawszy, wszystkie te wiersze były pomyślane od razu jako piosenki. Skoro jednak nikt tego nie zauważył, widocznie granice są bardzo niejasne. Podejrzewam, że zmierzam do czegoś takiego, co by było jednocześnie piosenką i wierszem” (S. Bereś, „Historia literatury w rozmowach. XX – XXI wiek”, Warszawa 2002, s. 444). Nie tylko na scenie zauważyć można jego muzyczne zaangażowanie – w „Czynnym do odwołania” znajduje się wiele dedykacji, niemal wszystkie z nich kierowane są do muzyków (Roberta Brylewskiego, Lecha Janerki, Katarzyny Nosowskiej; Janerka i Nosowska wystąpili ze Świetlikami na „Złych misiach”). Tomik rozpoczyna się z kolei wierszem Macieja Góralskiego (autora tekstów, perkusisty, recenzenta „Lampy”), który Świetlicki zaśpiewał ze Światem Czarownic, jednym z zespołów Brylewskiego: „my nic nie sprzedajemy / my nic nie kupujemy / my zawsze zdradzamy / my wyjeżdżamy / nie chcemy z wami żyć w jednym mieście / nie chcemy z nikim żyć / kochankowie zawsze zdradzają / my zawsze zdradzamy”. Wszystkie poruszone przez Góralskiego tematy zostaną rozwinięte w kolejnych wierszach przez Świetlickiego. Zresztą, motyw „wiecznie zdradzającego” powraca w wierszach krakowskiego poety, pochodzących z różnych książek.

Autor „Schizmy” inspiracje czerpie również z muzyki zagranicznej (między innymi utworów Johna Coltrane’a, Roberta Johnsona, Jima Morrisona, Patti Smith, Jimmy’ego Hendrixa) i pod jej wpływem tworzy; jeden z wierszy – „Marnowanie” – jest poetyckim przekładem „Love in vain” Roberta Johnsona, a „Now I wanna be your dog”, to polska wersja piosenki Iggy’ego Popa. Najbardziej zauważalne podobieństwo budowy tomów Świetlickiego do albumów muzycznych polega na umieszczaniu wierszy wskazujących początek i koniec (jak „Zakończenie” i „Wstęp” z „Trzeciej połowy” – odwrócony porządek jest znany także muzyce popularnej), oraz „zamykanie” kompozycji poprzez dwa utwory związane ze sobą tematycznie (na przykład w „Nieczynnym”). Związek autora „Schizmy” z kulturą popularną jest niezaprzeczalny. Piotr Śliwiński podkreśla, że: „Świetlicki, przenosząc część swojej aktywności na scenę muzyczną – zaryzykował wywołanie głębokiego nieporozumienia” (P. Śliwiński, „W gorszej formie?”, dz.cyt., s. 271). Uważam, że „nieporozumienie” nie jest słowem adekwatnym. Czy faktycznie śpiewanie tekstów może wpłynąć na ich wartość? Występy na scenie mają charakter ulotny. Jeżeli nawet podczas wykonania wokalnego fragmenty wierszy zamieniają się miejscami, bądź są refrenicznie powtarzane, nie wpływa to na ich kształt w wydawanych książkach. Świetlicki jednak dba o to, aby w razie potrzeby ingerencji w tekst, wydobyć zeń coś nowego. Piosenki, w związku z tym, ukazują często nowe możliwości tekstu. Wierszo–piosenki niejednokrotnie są bogatsze znaczeniowo.

„Czynny do odwołania” jest w dorobku poety tomem wyjątkowym. Żadna spośród wydanych przez niego książek z wierszami nie była tak silnie podporządkowana wyższej organizacji. Co prawda zdarzały się utwory połączone konceptem w obrębie jednego zbioru, a nawet między zbiorami. Jednak „Czynny do odwołania” składa się z czterdziestu czterech wierszy, z których każdy jest częścią większej całości, tworzącej cały tom. Już przeczytanie nazwiska autora wraz z tytułem sygnalizuje, czego może spodziewać się czytelnik. Zdanie: „Marcin Świetlicki czynny do odwołania” budzi skojarzenia z wojskowym językiem. Z jednej strony przygotowuje na powrót tematów związanych z pobytem poety w wojsku, a pośrednio eksponuje zmagania autora z pisaniem, co Świetlicki również nazywa „wojną”. Poznajemy tu bohatera tomu: „Marcin to jest bohater moich wierszy obserwowany przeze mnie, choć mogłem mu wymyślić imię Przemysław, Edgar albo Stanisław. Wymyśliłem Marcina, bo to nie jest brzydkie imię” („Lampa” 2007, nr 7-8, s. 23), tłumaczy Świetlicki. Z drugiej strony, „czynny do odwołania” oznacza: zapowiadający odwołanie, ogłaszający potencjalną „nieczynność”. Kunz zaznacza, że w tytule: „dostrzegamy poetycką wieloznaczność metafory opartej na językowej niespodziance: przetworzeniu banalnego informacyjnego zwrotu (Nieczynne do odwołania) i jednocześnie eufonicznym nawiązaniu do kompozycyjnego zamysłu książki – motywu czynów do odwołania, a więc czynów jedynie napisanych, nie obciążonych ciężarem nieodwracalności” (T. Kunz, dz.cyt., s. 56).

Militarne konotacje już na wstępie okazują się dobrym tropem. Pierwszy wiersz nosi tytuł „Baczność!” i zapowiada pewną ogólną tonację, w której utrzymany zostanie tom. Jest to jedyny tekst niezatytułowany według reguł obowiązujących przy innych utworach. W „Przygodach z wolnością” Piotr Śliwiński pisze o pomyśle Świetlickiego: „Odczasownikowe rzeczowniki, które posłużyły jako tytuły utworów, zdają się mieć właściwość zatrzymywania akcji, wydłużania jej, a nawet utrwalania, ale na sposób fotograficzny, bliski śmierci. To zabieg przemyślany i logiczny: jeśli inicjacja w dorosłość jest, jak chce poeta [...] powrotem do dziecinnej zależności, upupieniem i podległością, słowem – reifikacją, to zrozumiałe staje się pojawienie form nieenergicznych, implikujących ociężałość, inercję czy zanikanie woli istnienia” (s. 147).

Warto dokładniej przeanalizować koncepcję tytułowania wierszy w „Czynnym do odwołania”. Joanna Orska przedstawia ją następująco: „Tytuły wszystkich wierszy (prócz pierwszego) to rzeczowniki odczasownikowe, wyrażające stany permanentne – stanowiące nazwy czynności powtarzalnych, ale (beznadziejnie) niedokonanych. Mamy więc: „Całowanie”, „Chcenie”, „Gadanie”, „Leżenie”, „Palenie”, „Uwodzenie”, „Zdradzanie”, ale też wyrazy homonimiczne i neologizmy, których naturalna lub przydana im wieloznaczność staje się motywacją dla wiersza: „Bolenie”, „Brejkanie”, „Burzenie”, „Dnienie”, „Delikatnienie”, „Ładnienie”, „Nicowanie”. Wszystkie one wyrażają swego rodzaju „zastygnięcia” [...]. Są reifikacjami czynności, stanowią więc poniekąd już czynności zaprzeczone, negatywne” (J. Orska, „Liryczne narracje. Nowe tendencje w poezji polskiej 1989-2006”, Kraków 2006, s. 133).

Pomysł autorki „Lirycznych narracji” można rozszerzyć. Przede wszystkim – trudno tytuły pogrupować, ponieważ niemal każdy z nich jest wieloznaczny. W szczególnie ciekawy sposób różne znaczenia pojawiają się w tych miejscach, w których są najmniej spodziewane; w „Dnieniu” jest więc zawarty nie tylko „dzień”, ale też „dno” i „rozwidniać”; w „Gadaniu” – „gadać” i „gad”; w „Burzeniu” – „burza”, „burzyć” i „oburzać”, w „Ładnieniu” – „ładny” i „dzień”; czy w „Tleniu” – „tło” i „tlić”. Orska, podobnie jak Śliwiński, pisze o tych czynnościach jako „zastygnięciach”, „czynnościach zaprzeczonych”, a przecież ich zaprzeczenie znajdzie się dopiero w kolejnym tomie – w „Nieczynnym” właśnie, tutaj znajdujemy jedynie jego zapowiedź. Jacek Gutorow w „Niepodległości głosu” poświęca „Czynnemu do odwołania” niewiele miejsca. Poprzestaje na uwadze: „to utwory świadomie jednowymiarowe, obliczone na natychmiastowy i pojedynczy efekt” (s. 108). Już wieloznaczność tytułów mogłaby podważyć tę opinię. W twórczości krakowskiego poety faktycznie pojawiają się wiersze „jednowymiarowe”, jest ich jednak niewiele (za przykład mogą posłużyć dwa krótkie wiersze z „Nieczynnego” – „Jaśnieje, ciemnieje” oraz „Jaśniej”).

Po komendzie „baczność”, padającej w pierwszym wierszu, następują wspomniane czynności – wykonywane pod przymusem przyzwyczajeń, czasami bez zastanowienia, ze względu na innych. To one porządkują życie bohatera. Trzykrotnie powtórzony wers: „Skończyło się dzieciństwo. Baczność! – mówi Pani.”, przeplata wyliczenie wszystkich działań dorosłych ludzi w świecie konformizmu i konsumpcji. Podmiot ironicznie zauważa, iż teraz trzeba będzie pracować, brać udział w głosowaniu, jeździć na wycieczki zagraniczne, korzystać z Internetu, palić lepsze papierosy, pić lepszy alkohol i wciąż dążyć do posiadania rzeczy „lepszych”. W takiej sytuacji czuje się „jak akwizytor mały, przegrany, próbujący sprzedać kupę śmiecia”, w końcu stwierdza: „Nic mi nie pozostało. Bo skończyło się. / Kulę i bolę się”. Podmiot kuli się przed rzeczywistością, życiem między katedrą a supermarketem (w kolejnym tomie miejsce katedry zajmie cmentarz). Nie bez znaczenia wydaje się również płeć osoby wydającej komendę.

Kolejne tytuły mają, wspomnianą wcześniej, konstrukcję rzeczowników odczasownikowych. Przy użyciu tej reguły, Świetlicki ukuł wiele neologizmów, a niektóre z nich pojawiają się w jego wierszach do dziś. Należy dodać, że tytuły wierszy ułożone są w porządku alfabetycznym. „Czynny do odwołania” jest więc rodzajem rozbudowanego abecedariusza, choć nie wszystkie wiersze rozpoczynają się tą samą literą, co tytuł.

W wierszu „Baczność!” Świetlicki porusza tematy, do których będzie wracał w całym tomie. Powiązania między utworami są niejednokrotnie podkreślane tokiem wynikowym – ostatni wers pierwszego wiersza brzmi: „Kulę i bolę się”, zaś drugi tekst zatytułowany jest „Bolenie”. Tematy są ze sobą powiązane, poeta przygląda im się z różnych stron, rozwija, często szukając nowych tropów w języku. „Bolenie” rozpada się na dwie części, przełamane wersem: „I rozwiązane związki krwi.” Pierwsza z nich charakteryzuje bohatera, jest o nim mowa w trzeciej osobie: „Zdrowy mężczyzna, piękny czwartek. / Chociaż z przyszłości spoglądają raki. [...] // On nie jest w miejscu, w którym dzisiaj miał być.”. Po rozwiązaniu wszystkiego, wiersz nabiera charakteru konfesyjnego. „Ja” to już nie „on”, podmiot zaczyna mówić w pierwszej osobie: „Nie jestem w miejscu, w którym obiecałem / być, bowiem boli. [...] Będę zajęty czym innym / – boleniem. Bowiem boli. Nie przestanie i ja / nie przestanę. Bo nakręcam się. / I przeciwbóle gromadzę na później”. Autotematyzm podmiotu lirycznego będzie się pojawiał w całym zbiorze natrętnie, na wstępie znajdujemy jego zapowiedź – „nakręciłem się i będę czynny do odwołania, będę trwał w działaniu, dopóki ktoś mnie nie zwolni”. Najbardziej – „niewypowiedzianie” boli „niewypowiedziane”. Podmiot przyjmuje postawę buntowniczą nie tylko wobec otaczającego świata. Podobnie stara się wydostać z zaprojektowanej roli: „Brejkam wszystkie rule. / Brejkam rule. / [...] / Chwalę imię Pana. / W Babilonie. / Chwalę imię Pana. / Za pieniądze. / Wasze – czyste – niezależne / – pieniądze”.

Jeżeli nie udaje zatrzymać się chociaż odrobiny dzieciństwa, należy zacząć poszukiwanie innego sposobu na uwolnienie się od wszechogarniającego schematyzmu. Podmiot świadomy swego zdeterminowania przyjmuje postawę buntowniczą z pełną świadomością swojej nieuchronnej klęski, gdyż bez względu na to, czy ma na coś ochotę, czy nie – i tak to robi. W „Gotowaniu” czytamy: „Woda. Zawrze. Wrzuć. Posól. / Dwadzieścia minut. Pociąć. / Zalać jogurtem. Cukier. / [...] I robię obiad i go jeść nie będę. / Robię, bo trzeba robić”. Podobnie jest w „Kupowaniu”: „Ryż, bo ryż. / Gazeta, bo program TV. / [...] Papierosy, gdyż bez nich zmarłbym. [...]”. Podmiot robi zakupy, brakuje mu wyobraźni, więc wybiera ciągle te same produkty, po niektóre sięga z powodu chwilowego kaprysu. Mimo wszystko, nie ma wątpliwości, że to robi: „Czynny / do odwołania. / Całodzienny, nocny / do obrzydzenia. Otwarty / do ostatniego czytelnika. / Samonakręcalny”.

W „Robieniu” powraca motyw „nakręcania się”. Bohater wiersza podkreśla swoją nieprzerwaną gotowość do działania, choćby miał to robić „do obrzydzenia”. Z drugiej strony może być „do obrzydzenia otwarty”, dopóki istnieje czytelnik, będzie zawsze „działający”. A kiedy zabraknie odbioru – zostanie otwarty do tego, kto ostatnio czytał, wywołując „czynność”. Zdolność „samonakręcania” gwarantuje podmiotowi wieczne zawieszenie w działaniu: „Jeśli zastyga, / to czyni to po to, / żeby zobaczyć / z zewnątrz. Potem wraca”. Istnieje jednak różnica między czynem a chęcią czynu. Podmiot wiersza „Chcenie” w drodze do pracy, zauważa: „[...] trzeba przejść przez morze / chcenia, aby do pracy od niechcenia dotrzeć [...] bo chcą, / bo chcą chcieć, bo im się rzekomo należę, / leżę, patrzę w podłogę i nie chcę”. Oprócz gier słownych, pojawiają się tu nawiązania intertekstualne: „[...] znów pada banalne: / czy jesteś dzisiaj przysiadalny? dałbym / wiele za to, by już przy mnie nie / cytowano mnie, nie, to nie jest przyjemne, [...]”. Bohater wiersza jest całkowicie świadomy swojej roli i zachowań. Przeszkadzają mu jednak nadmierne przejawy odbioru. Przecież „jest czynny” i to nawet „do ostatniego czytelnika”. Na dodatek, wcale nie zaznacza, że nie chce, by go cytowano. Sprzeciwia się jedynie cytowaniu go przy nim. Podmiot świadomie „występuje” przed innymi. Dlaczego to robi? Odpowiedź pada w „Całowaniu”: „Całuję się z mikrofonem. / [...] / Muszę usta czymś zająć. / Muszę czymś zająć swój wstyd. / Wkładam w mikrofon język. // Całuję się z mikrofonem. / Cmok. Cmok. Cmok. Być może / to jest najwyższa forma / miłości. Być najbliżej / ożywczo śmiertelnego prądu. / Ponieważ miłość jest. / Miłość über alles. / I nie widzieć jak tańczysz. // Stać prosto. Bezustannie”.

Bohater wiersza na scenie zauważa „miłość jednak jest” i „miłość ponad wszystko” (wyjątkowe użycie języka niemieckiego można potraktować jako ironiczny „dopisek” do wersu „Niemców uwielbiam od dziecka” z „Brejkania”). Zamiłowanie do występów, własnej twórczości? I po raz kolejny brak zainteresowania odbiorem: „nie widzieć jak tańczysz”, czyli: „zakładam, że będziesz tańczyć”, a co za tym idzie – „spodobam się”. Śliwiński w „Przygodach z wolnością” pisze o bohaterze Świetlickiego: „wycofuje się on w poruszającą samotność czy wręcz przystępuje do pracy nad unicestwieniem swej społecznej persony. Spowalnia tempo życia i rytm słowa, wygrzebuje się z nocy, wyczołguje z kaca, bez przekonania bierze się do walki z władającą nim „nieochotą”, powtarza frazy, wkłada do wierszy liczne refreny, wydłuża je mantrycznie lub raptownie porzuca” (s. 147). Wszystkie obserwacje są trafne, chociaż „unicestwianie społecznej persony” to zbyt mocne słowa. Pojawiają się tu liczne sygnały, wskazujące na taką potencjalną potrzebę ucieczki podmiotu lirycznego. Równie licznie reprezentowane są przesłanki, iż jest zupełnie odwrotnie, a jedyna możliwa ucieczka, to wyjście na scenę. Właśnie tam bohater stoi naprzeciw innych. W tym miejscu najbardziej „nie należy do nikogo”. Bohater wierszy „trzyma się papierosa”, bo to on jest jedynym przyjacielem. W „Kupowaniu” najpotrzebniejszym kupionym towarem okazują się papierosy. Do nich, w „Paleniu”, skierowane są jedne z najbardziej czułych słów w całym dorobku poety: „Mój mały przyjacielu, papierosie. / Spędziłem z tobą więcej czasu niż z kimkolwiek. / Niszczymy się nawzajem, czule / zobowiązani. // Pytam: dlaczego niepalący / nie doceniają naszej samotności, / naszej niemądrej odwagi, naszego / żaru, popiołu?”. Papierosy, a raczej niedopałki, to często jedyne świadectwo istnienia bohatera wiersza. Dlatego „Usuwanie” podmiot rozpoczyna od nich, następnie dopiero usuwa odciski palców, aby po jego pobycie nie został żaden ślad.

Przepaść między podmiotem a innymi ludźmi staje się nie do przekroczenia. Może dlatego „ja” ściera się z naturą i próbuje pasować do tła. Śliwiński podkreśla, że Świetlicki jest „uderzająco niewrażliwy na naturę”, a wystarczy wspomnieć często pojawiające się ptaki, „odwracanie wzroku z delikatnością zwierząt” w „Magnetyzmie” ze „Schizmy”, „Prawdę o drzewach” z „Zimnych krajów 2” oraz wiele innych wierszy, między innymi „Ściemnianie” oraz „Ładnienie”, aby zauważyć zbyt radykalny ton wypowiedzi krytyka: „Potem cień na chwilę przetnie słońce. / [...] / Niby zima, / a słońce mocne pełznie. / [...] / Ładnie tu. / Słońce się rozpada. / Popiół lśniący / na ziemię spada. / Noc jest lśniąca.”.

Przenikanie dnia i nocy łączy się z dnem w „Dnieniu”: „Rozwidniam. Widzę. Jestem / na dnie. I nie jest ładnie. / Jawnie i dennie jest mi. / Dnieje. Widzę dokładniej”. Świetlicki często bawi się słowami, stosuje instrumentację głoskową, mechanizmy powtarzane są na przestrzeni jednego utworu, a sprawdzone schematy wykorzystywane niejednokrotnie, przykładowo w „Burzeniu”: „Burze dzień cały. / Cały dzień zburzony. / Zburzony burzą, / burzą oburzony / twój człowiek jest”. W „Muzyce środka” bardzo podobnie skonstruowany został „Snonecznik”. Ciekawą grę lingwistyczną autor „Schizmy” zastosował w „Gadaniu”. „Gadanie” skojarzone z potocznym „rozmawianiem” okazuje się pretekstem do wydobycia z niego rzeczownika „gad”: „gada radio do siebie jak wariat gdy wyjdą / kiedy nikogo nie ma gada radio do / siebie gada radio świeci radia oko / w radiu i radio gada gada radio w mrok // gada eter i gada elektryczność jest / gada są gadający gad kupuje ich / do gadania więc gada zachłystuje się / gada radio bo gada gada radio jest”. Ciekawszego wydźwięku dodaje „Gadaniu” świadomość, iż gady to zwierzęta głuche.

Przy opisach „Czynnego do odwołania”, krytycy niemal zawsze poświęcają uwagę „Neurowaniu”. Tutaj słowa rozpadają się na sylaby: „Deszczyk pa. / Wietrzyk wie. / [...] Matka krzy. / Ojciec śpi”. Dokładniej mówiąc, na części rozbite zostały czasowniki. W chwili, w której czytający przestaje uważnie przyglądać się tekstowi, może jako element zaskoczenia potraktować ostatni wers: „Ojciec śpi”. W przeciwieństwie do pozostałych, niesie on ze sobą znaczenie bezpośrednio. Gdyby zastosować regułę rządzącą całym wierszem, otrzymuje się jednak: „Ojciec śpiewa”, choć ucięcie pojawia się niedokładnie tam, gdzie powinno. Rodzaj językowego żartu, wydaje się być motywowany dedykacją: „dla Janerków”.

W „Czynnym do odwołania” podmiot nie nazywa siebie „umarłym”. Dlatego w „Nieśmiertelnieniu” zauważa: „Zielona góra, dworzec. / Cały dworzec zombich”. Jednak porzucając rolę „umarłego za życia”, po raz kolejny zostałby sam pośród innych: „[...] Noc się / rozjaśni tylko i nie umrze. // Więc dzisiaj nie ma śmierci, dobrze”. Skoro nierozpoczęty dzień przyczynia się do „nieśmiertelnienia”, „zombi” musi być kolejnym wcieleniem umarłego bohatera. Wiersz „Leżenie” ukazuje kolejnego „potwora”: „A może jestem po prostu potworem, / potworem na wakacjach? / Na plaży leżę w ciemnych okularach, / w praniebo patrzę. // W praniebo patrzę, jego majowego / prablasku byłbym nie zniósł, gdyby nie wakacje. / Nie zniósłbym blasku, kryję się zazwyczaj / przed nagonką w ciemnicach”. Nawet żywy trup odpoczywa czasami od swojej roli. W całym „Czynnym do odwołania” podmiot charakteryzuje inna postawa wobec świata, niż we wcześniejszych i późniejszych tomach, można ją przybliżyć poprzez słowa z „Golenia”: „Od wielu dni grzeszyłem, dziś pora niezdarnych / prób odkupienia, wykupywania / duszy i ciała wprost z przepaści. [...]”.

Interesujące, że wśród wierszy Świetlickiego znajduje się jeszcze jeden, który pasowałby do sekwencji tytułów w analizowanym tomie – „Ćwierkanie z Nieczynnego”. Można zauważyć, dlaczego nie pasował do „Czynnego do odwołania”: „Mamy nadzieję, ptaszku, że się już skończyłeś. / Ptaszku. / Mamy nadzieję, że nie usłyszymy / twoich piosenek, ptaszku. Są za smutne, ptaszku. / Są nazbyt ciężkie, ptaszku. My mamy nadzieję, / że już cię nie ujrzymy, ptaszku w telewizji. / [...] / Mamy nadzieję, że nam już uległeś. / Mamy nadzieję, a jeżeli nie chcesz / - to i tak przyjdziemy na twój pogrzeb, och, ptaszku, przyniesiemy wieńce, / [...] / Drży gałąź. / I nikogo nie ma na gałęzi”. Pomimo podobnej konstrukcji tytułu, postawa podmiotu różni się od prezentowanej we wcześniejszym tomie. Brakuje tu wrażliwości, a „nikogo nie ma na gałęzi” przypomina deklarację z debiutanckich „Zimnych krajów”: „wydaje im się, że mają swojego poetę. / A ja odczekuję ironiczną gorzką / chwilę, krzywię się / i tryumfalnie zaprzeczam”. Odwrócenie perspektywy nadaje „Ćwierkaniu” charakter agresywny. W „Czynnym do odwołania” istnieje podział na „ja” i „oni”, ale do głosu dopuszczone zostaje tylko „ja”.

„Czynny do odwołania” to tom tworzący zamkniętą całość, rozpiętą między początkowym wierszem „Baczność!” i końcowym „Żegnaniem”. Ujednolicone tytuły oraz ich alfabetyczne ułożenie, sprawiają, że ten zbiór wierszy wzbudził duże zainteresowanie krytyków. Oceny zabiegów Świetlickiego były różne. Śliwiński w „Przygodach z wolnością” zadał pytanie, czy jest to słabsza od innych książka, zbyt jednostajnie podana, oparta na pomyśle powielanym zbyt natrętnie, a w efekcie monotonna (s. 149) i sam sobie udzielił odpowiedzi: „Pewnie tak, jeśli jednak wgłębić się we wcześniejszy dorobek poety, okaże się jasno, że jest to książka konieczna, że ten gest – gest pożegnania i jednocześnie powtórzenia dotąd wyznawanych zasad – powinien zostać wykonany”.

„Czynny do odwołania” został ujednolicony w warstwie tekstowej i kompozycyjnej. Spełnia kryteria zaproponowanego przeze mnie terminu, zapożyczonego z muzyki popularnej i jest jego czystą realizacją. W recenzjach ukazujących się po wydaniu zbioru – w 2001 roku, zastanawiano się, jak może wyglądać następny krok twórczy autora „Zimnych krajów”. Kolejny wydany tom – „Nieczynny”, nosi znamiona podobnej organizacji, lecz nie tak silne i jednoznaczne. Warto zauważyć, że od wydania „Czynnego do odwołania” książki z wierszami Świetlickiego są układane według jakiegoś zauważalnego konceptu.