Wydanie bieżące

1 listopada 21 (141) / 2009

Sławomir Iwasiów,

PŁYNNE HORYZONTY

A A A
„Biała gorączka”, książka Jacka Hugo-Badera, dziennikarza związanego od blisko dwudziestu lat z „Gazetą Wyborczą”, jest zbiorem reportaży (część z nich była drukowana na łamach „Dużego Formatu”, chociaż nie znajdziemy takiej informacji na kartach tytułowych) opartych na doświadczeniach autora z podróży przez Rosję. Teksty to jednak dość nietypowe, bowiem Hugo-Bader przekracza granice gatunku, oddala się od prostej formuły relacjonowania obserwowanych wydarzeń, zmierzając w kierunku rozbudowanego eseju podróżniczego.

„Biała gorączka” została podzielona na dwie części – „Znikający punkt” (nowsze teksty) oraz „Pułapkę na anioły” (starsze) – które składają się z samodzielnych, zróżnicowanych strukturalnie i tematycznie utworów. To nie tylko dominujące w tym zestawie narracje z pogranicza publicystyki i literatury, ale także wywiady, podkreślające autentyczność poszczególnych wątków opowieści („Miss HIV”, „Czarny kwadrat”, „Szamanka od pijaków”). Natomiast z podejmowanych przez autora tematów wyłania się pogłębiony socjologicznie i antropologicznie obraz współczesnej Rosji oraz państw z terytorium postsowieckiego (między innymi Mołdawii oraz Ukrainy).

W reportażu tytułowym („Biała gorączka”) poznajemy „genetyczny” alkoholizm mieszkańców Syberii, „Pole minowe” dotyczy problemu epidemii wirusa HIV, a „Bomżycha” to opowiadanie o jednym dniu z życia moskiewskich bezdomnych. Dobrą przeciwwagę dla zagadnień społecznych stanowią utwory o charakterze przygodowym i podróżniczym („Maską w stronę wiatru”, „296 godzin”, „Święte morze Syberii”). Kontrapunktem narracji są cytaty i odwołania do „Reportażu z XXI wieku”, alternatywnej wizji przyszłości Związku Radzieckiego napisanej w 1957 roku przez Michaiła Wasiljewa i Siergieja Guszczewa – dziennikarzy „Komsomolskiej Prawdy”. Podążając ich śladami, Hugo-Bader pokazuje, jak ukształtowała się „europejskość” Rosji na przestrzeni pięciu dekad. To zderzenie dające do myślenia, ponieważ fantazmaty autorów „Reportażu” zupełnie nie przystają do rzeczywistości, którą opisuje polski dziennikarz. Rosja Sowiecka XXI wieku miała być wielka, nowoczesna i piękna. Współczesna Rosja jest tylko wielka.

Znikające punkty

Podobnie jak klasyczne reportaże opisujące doświadczenia z podróży (twórczość Ryszarda Kapuścińskiego) oraz ta część najnowszej literatury polskiej, która rozwinęła się kierunku eseju podróżniczego (proza Andrzeja Stasiuka), „Biała gorączka” jest podporządkowana poetyce mobilności. Oczywiście to nie tylko kwestia konwencji właściwej gatunkowi oraz używania odpowiedniego słownictwa, konkretnych zwrotów i metaforyki czasoprzestrzennej, mimo że w „Białej gorączce” autor często odwołuje się do geograficznego pola semantycznego („droga”, „drogowskaz”, „ślad”, „przystanek” itp.). Chodzi raczej o mobilność, którą brytyjski socjolog John Urry rozpatruje na gruncie badań społecznych. W książce „Socjologia mobilności” Urry pokazuje mobilność w odniesieniu do ludzi, przedmiotów, obrazów, informacji, obszarów (również marginalnych); opisuje przede wszystkim „sieci” i „przepływy”, które uformowały społeczeństwa europejskie. Jego teza jest mniej więcej taka: zajmowanie się tymi kategoriami czy też rodzajami mobilności poddaje w wątpliwość istnienie jednorodnych struktur społecznych, które są – zgodnie z terminologią Zygmunta Baumana – „płynne”.

Takie wnioski można wysnuć również po lekturze „Białej gorączki”, ponieważ Hugo-Bader stworzył mapę narracji (a więc rodzaj sieci, która jest ponadto umotywowana geograficznie: teksty dotyczą różnych części kraju lub wykraczają poza jego granice, ale pozostają w strefie „postsowieckiej”) o współczesnej Rosji, opisując jednocześnie w poszczególnych reportażach „płynne” zróżnicowanie społeczne jej mieszkańców. W tym miejscu warto wskazać – być może kluczowy – dylemat wyłaniający się z rozważań reportażysty: wielkie państwo europejskie trudno scharakteryzować na podstawie europejskich kategorii (choćby tych socjologicznych).

Z drugiej strony mobilność jest tu czymś pierwotnym – również z perspektywy literackich i pozaliterackich inspiracji – po prostu przygodą i męską rozrywką. Pierwszy rozdział książki („Maską w stronę wiatru”) został utrzymany właśnie w stylistyce przygodowej. Bohater opisuje jazdę samochodem przez tajgę, co momentami przypomina samotne zmagania bohaterów z żywiołem natury obecne w klasycznych utworach przygodowych i podróżniczych (Defoe, Hemingwaya, Conrada i innych). Hugo-Bader rozsądnie wybrał pojazd: sponsorzy oferowali mu najmocniejszą wersję Audi Q7, on jednak zdecydował się na „łazika”, terenówkę niezawodną, którą w razie potrzeby każdy miejscowy potrafi naprawić przy pomocy najprostszych narzędzi. I tu, na początku swojej opowieści, Hugo-Bader przywołuje bohatera kultowego filmu drogi „Znikający punkt”. Urok postaci Kowalskiego polegał na tym, że jego motywacją był manifestacyjny brak motywacji: chodziło mu o podróżowanie samo w sobie, źródło czystej adrenaliny i wyraz nieskrępowanej wolności. W pewnym momencie narrator „Białej gorączki” mówi słowami jakby wyjętymi z prozy Andrzeja Stasiuka, które mógłby równie dobrze rzucić Kowalski zza kierownicy białego dodge’a challengera: „to podróż jest ważna, a nie jej cel”.

Dynamikę ruchu w „Białej gorączce” określa zatem podróżujący z Moskwy do Władywostoku narrator – trochę Kowalski, „swobodny jeździec”, ale też doświadczony dziennikarz i wnikliwy obserwator – a poszczególne przystanki i elementy jego opowieści są znikającymi punktami na mapie. Nie dowiemy się z niej, jaka jest Rosja „w ogóle”, chociaż jedno jest pewne: nie ma w Europie podobnego miejsca.

Chrystus był pierwszym hipisem

Rosjanie uważają, że w czasach ZSRR wymyślili wszystko, co było do wymyślenia. Tak przynajmniej wynika z relacji Hugo-Badera. W związku z działaniami opresywnego systemu „wymyślili” także hipisów (i kilka innych zmodyfikowanych odpowiednio subkultur). Wzorowali się zapewne na najlepszych przykładach zza oceanu, choć jeden z bohaterów „Białej gorączki” twierdzi, że to „Chrystus był pierwszym hipem”.

W rozdziale „Egzamin na świra, czyli mały i niepraktyczny rusko-polski słownik slangu hipisowskiego…” Hugo-Bader układa zestaw pojęć języka hipisowskiego. Dziwna jest ta mowa: mieszanina angielskiego i rosyjskiego, gwary młodzieżowej i więziennej. Wyrazy z jednego języka (slangu) wędrowały do drugiego i były przyswajane na zasadzie bliskości brzmieniowej. Na przykład „flet” oznacza mieszkanie (od angielskiego „flat”). Autor wykonuje tutaj właściwie językoznawczą robotę, pisze swoisty „słownik”. Być może pomysł był taki: stworzenie katalogu wyrażeń tej konkretnej grupy społecznej to część projektu uporządkowania rosyjskiej rzeczywistości, ale też opowiadanie o historii hipisów przez ich język; pojawia się tu ponadto wątek autobiograficzny – Hugo-Bader mówi, że w latach siedemdziesiątych sam „zahipował”. W każdym razie, hipisi rosyjscy są grupą niepowtarzalną, co potwierdza ta krótka analiza ich gwary.

Z kolei w reportażu „Wściekle psy” autor pisze o poszczególnych subkulturach. Interesujące, że każda z nich posiada cechy uniwersalne, tak jak ruch hipisowski, ściśle związane ze stylem życia i muzyką, ale równocześnie specyficzne, ponieważ ukształtowane w Rosji (czy to za czasów ZSRR, w okresie zimnej wojny, czy współcześnie). Stylistyka muzyczna i język tekstów piosenek decydują o tym, że rozpoznajemy, kto jest kim (punkowcy, metalowcy, hiphopowcy), bywają wszak sytuacje zaskakujące, a nawet groteskowe. Idol narodowców przyznaje, że najpiękniejsze w jego życiu są „dziwki, muzyka i chlanie”, autorzy szansonów, czyli więzienno-ulicznego rocka, sprzedają więcej płyt niż Britney Spears, a raperzy to plastikowi gangsterzy, którzy prześcigają się w internetowych pyskówkach.

Przemieszczenia zjawisk (języka, zachowań, światopoglądu) z kręgu muzyki alternatywnej i subkultur są tylko częścią większych ruchów („płynów/przepływów” – to pojęcia ze słownika socjologicznych metafor analizowanych przez Johna Urry’ego), jakie odsłania autor „Białej gorączki”. Dotyczy to właściwie wszystkich sfer codzienności: w Rosji żyje się podobnie jak w innych krajach europejskich – społeczeństwo jest zglobalizowane i zdecentralizowane – ale jednak zupełnie inaczej. Trudniej.

Paradoksy egzystencji

W reportażu zatytułowanym „Pole minowe” pisze Hugo-Bader o ludziach, którzy są nosicielami wirusa HIV. To też poniekąd obraz uniwersalny – los człowieka upadłego, wykluczonego, ofiary „dżumy XXI wieku” – ale przecież być nosicielem w Rosji to nie to samo, co chorować i leczyć się, powiedzmy, pod opieką belgijskiej służby zdrowia. W Rosji trudniej walczyć z chorobą, brakuje środków i motywacji. Przybywa zarejestrowanych nosicieli, rozszerza się równocześnie szara strefa, którą zasilają prostytucja, narkomania i bezsensowne prawo. Paradoks pierwszy: w wielu miastach streetworkerzy nie mogą rozdawać strzykawek narkomanom, ponieważ to miałoby „zachęcać” do brania.

Niektórzy jednak, mimo iż system im tego nie ułatwia, walczą z chorobą – okazuje się, że z HIV można żyć przez wiele lat, uprawiać bezpieczny seks, mieć dzieci (niekoniecznie zarażone), pracować. Dobrym, ale jednak nieco przygnębiającym przykładem może być historia Swietłany Izambajewy, dwudziestosiedmioletniej mieszkanki Kazania, która w 2005 roku została miss Rosji wśród nosicieli. W wywiadzie „Miss HIV” Swietłana opowiada o okolicznościach zarażenia (przyczyną był brak prezerwatywy – mężczyźni nie lubią używać, a kobiety, nawet te wykształcone jak Swietłana, nie nalegają), stygmatyzacji nosicieli (w domu, w pracy, wśród przyjaciół), mówi o swojej rodzinie i środkach ostrożności (ma córkę), o tym, jak zmieniło się jej życie po zdobyciu tytułu najpiękniejszej nosicielki (prowadzi grupy wsparcia dla kobiet). Paradoks drugi: żeby zaznać w Rosji szczęścia, trzeba być seropozytywnym.

Z pewnością nieco przesadzam. Szczęścia można szukać także na inne sposoby: na przykład mieszkając na ulicach Moskwy. Na potrzeby reportażu „Bomżycha” Hugo-Bader przebrał się za „bomża” (kloszarda), żeby towarzyszyć przez jeden dzień bezdomnej, pięćdziesięciopięcioletniej Emmie. Kobieta przez kilkanaście lat uprawiała wyczynowo narciarstwo biegowe, a teraz żyje w okolicach placu Komsomolskiego, pije (głównie rozcieńczony spirytus techniczny) i pilnuje swojego ukochanego (też bezdomnego). Emma twierdzi, że podoba jej się to życie: sama je wybrała, nie chce pomocy rodziny (córka jest wicemistrzynią olimpijską z Lillehammer w narciarstwie). Dramatyczny los, o czym przekonuje się sam autor. Hugo-Baderowi czasem doskwiera dola bezdomnego, bo kilka razy wychodzi ze swojej „roli” (na przykład wtedy, gdy kupuje sobie prawdziwy koniak). W ciągu jednego dnia Emma daje dziennikarzowi lekcję przetrwania na ulicy, którą zna bardzo dobrze. Paradoks trzeci: sportsmenka, była reprezentantka Związku Radzieckiego, jest bezdomna.

Paradoksy rządzą egzystencją mieszkańców Rosji i byłych państw sowieckich – świadczą o „przesunięciach” i „pływach” wewnątrz społeczeństwa rosyjskiego, powodują takie a nie inne nastawienie Rosjan w stosunkach międzyludzkich, rozstrzygają o tym, jak postrzega się ich z zewnątrz, z punktu widzenia kultury zachodniej. Tutaj wymieniam tylko kilka przykładów, ale w „Białej gorące” znajdziemy ich o wiele więcej. Można powiedzieć, że ta książka jest katalogiem paradoksów, ale trzeba pamiętać, że spisywanym z pozycji europejskiego reportażysty (Hugo-Bader nie kryje swego statusu „innego”). Napięcia – między obserwującym a obserwowanymi, Zachodu wobec Wschodu – decydują o wyrazistości przekazu tych reportaży.

Lodowate piekło

Ważnym i szeroko reprezentowanym wątkiem „Białej gorączki” jest także coś, co moglibyśmy nazwać „kulturą picia”. Z dużą dozą eufemizmu jak sądzę, bo raczej chodzi o kulturalny upadek alkoholików. Pije tu sporo postaci, które zwyczajnie mają z tym problem, ale też alkohol bywa użyteczny, kiedy pomaga przetrwać na Syberii.

W tytułowej opowieści Hugo-Bader wyjaśnia, na czym polega problem syberyjskiego szaleństwa po przepiciu. „Biała gorączka” to nic innego jak delirium tremens, zaburzenia psychiczne spowodowane nagłym odstawieniem alkoholu. Na Syberii człowiek pije przez dwa tygodnie do nieprzytomności, a potem budzi się po paru dniach majaczeń i z przerażenia popełnia samobójstwo albo w szale biegnie w tajgę – jakby przed czymś uciekał – po czym zamarza. Co ciekawe, nie dotyczy to Rosjan, ale mniejszości etnicznych. Rosjanie są w tej perspektywie winni uzależnieniu Ewenków, Ulczów, Nanajów i innych nacji, tak samo jak europejscy kolonizatorzy, którzy dali Indianom w Ameryce whisky.

„Biała gorączka” traktuje o rodzie Ewenków, zamieszkującym duże tereny południowo-środkowej Syberii. Ewenkowie wyznają szamanizm, od pokoleń trudnią się myślistwem i zbieractwem oraz hodowlą reniferów. Losy pewnej brygady pasterzy pilnującej stada reniferów przybliża Lena, zootechnik, która, tak jak wiele innych kobiet w tej książce, opowiada o pijących mężczyznach (ojcach, mężach, braciach, synach), którzy zginęli przez alkohol. Hugo-Bader skrupulatnie kataloguje ich zgony, ze szczegółami podając bezpośrednie przyczyny śmierci: jeden zamarzł, inny się zastrzelił, jeszcze inny zginął w płomieniach. Niewiele można na to poradzić, ponieważ nie istnieje siła, która zatrzymałaby przedwczesną śmierć, coś zupełnie zwyczajnego w syberyjskiej tajdze.

Problem picia Ewenków – występujący także wśród pozostałych mniejszości etnicznych i narodowych Syberii – to kwestia słabej tolerancji ich organizmów na mocny alkohol (bimber, spirytus techniczny, zacier). Rosjanie też piją, ale chodzą prosto. Tajożnicy popadają w obłęd. Trudno wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje – w rozdziale „Szamanka od pijaków” Hugo-Bader rozmawia na ten temat z doktor Lubow Passar, która jest Uhudejką, lekarką i szamanką. Doktor Passar twierdzi, że to genetyczne predyspozycje mniejszości narodowych i etnicznych powodują ich szybkie uzależnienie od alkoholu i częste przypadki delirium tremens. Niełatwo im pomóc, ponieważ nie są skłonni do leczenia. Pasterze, drwale, traktorzyści – zwykli robotnicy, twardzi faceci – nie pójdą przecież na grupową terapię, gdzie trzeba opowiadać o swoich kłopotach. Do tego trzeba ludzi intelektualnie przygotowanych, wykształconych, otwartych, a takich na Syberii jest zdecydowanie mniej. A jeśli już są, to mniej piją.

Genezą i uzasadnieniem tej zbiorowej tragedii mogą być – przynajmniej częściowo – trudne warunki życia (nie pali się w piecach przy minus dwudziestu stopniach, bo na dworze jest „ciepło”). Syberia opisywana przez Hugo-Badera to miejsce zupełnie różne od tego, które znamy z literatury łagrowej. Okazuje się bowiem, że żyją tutaj ludzie podwójnie doświadczeni przez terror władz komunistycznych: zostali „skolonizowani” (lub zesłani lub przymusowo osiedleni), a potem opuszczeni, bez dostępu do struktur państwowych i ekonomicznych, edukacji czy opieki zdrowotnej. Takich białych plam na mapie – z pozoru bardziej przyjaznych człowiekowi od Syberii – znajduje reportażysta na terenie byłego ZSSR znacznie więcej.

Inne miejsca

W pewnym momencie tej opowieści („Skrawek nieba”) Hugo-Bader pisze o najpiękniejszym miejscu, jakie napotkał podczas swoich podróży. Gorod, czyli „miasto”, na pierwszy rzut oka przywodzi na myśl oazę spokoju. Każdy mieszkaniec zna tu swoją pozycję, wszyscy żyją w zgodzie, większość dorosłych posiada wyższe wykształcenie. „To jedyne miejsce w Rosji, gdzie spotykam szczęśliwych ludzi” – pisze autor.

W mieście, przypominającym raczej osadę, panują zasady narzucone przez sektę pod wodzą Wissariona, wcielonego Chrystusa, nazywanego przez miejscowych Nauczycielem (koniecznie wielką literą). System jego rządów wykłada Hugo-Bader sporządzając zestawienie „przykazań”, które kontrastują z dziesięcioma przykazaniami religii chrześcijańskiej. Na przykład: „Nie zabijaj”, znaczy też „Nie jedz mięsa”. Przeważnie jednak logika praw sekty jest nieco bardziej groteskowa. Dlaczego wody nie wolno doprowadzać do wrzenia? Ponieważ zrobi się martwa, a więc, jak nietrudno zgadnąć, niezdrowa.

Za sztafażem „raju na ziemi” kryje się duży ładunek hipokryzji i stereotypowych uprzedzeń. Na spotkaniach Nauczyciel pyta wyznawców, kto chce nimi zawładnąć. Oczywiste: cywilizacja Lucyfera. Kogo Lucyfer wybrał jako swoje marionetki? Żydów. Kiedy reportażysta wtrąca się do dyskusji, mówiąc, że przecież Chrystus był Żydem, Nauczyciel odpowiada: „Ojciec Niebieski specjalnie wyprawił swojego syna do tego ludu, żeby przez to choć trochę złagodzić paskudny program tego narodu”. Mam wrażenie, że takie zaślepienie nie jest specyfiką wyłącznie postsowieckich rubieży – uniwersalność narracji Hugo-Badera ujawnia się i w tym wątku. Wierzenia mieszkańców Rosji tworzą część jej „płynnej” mapy, stanowią o jej bogactwie kulturowym, równocześnie świadcząc o zacofaniu. Ale nie tylko religia jest dobrym opium dla mas. Drugim, chyba jeszcze bardziej odurzającym, mogą być pieniądze.

Mołdawia jest najbiedniejszym krajem Europy Środkowej, chociaż w czasach ZSRR była najbogatszą republiką (najlepsze czarnoziemy na kontynencie). Reportaż „Pułapka na myszy” jest jedną z najbardziej wstrząsających historii w tym zbiorze, ponieważ opowiada o handlu ludzkimi organami. Na życzenie dawców. Hugo-Bader drąży temat „ze zdziwienia”, ponieważ trudno uwierzyć, że na terenie Europy istnieje takie państwo.

W Kiszyniowie mieszka chłopak, który sprzedał nerkę, bo myślał, że nieźle na tym zarobi. Łowcy organów oszukali go, zostawili chorego, bez opieki specjalisty, z garścią drobniaków, za którą kupił starego volkswagena golfa. Samochód rozbił po dwóch miesiącach, więc została mu tylko niewydolność nerek. Nie ma pieniędzy na lekarza. Jego dramat to zjawisko społeczne – młodzi ludzie w Mołdawii chcą być jak ich koledzy z Zachodu, mieć modne ubrania i ładne samochody, więc dają się okaleczać. Handel organami to biznes międzynarodowych organizacji przestępczych. Klienci nielegalnych klinik płacą za przeszczepy setki tysięcy dolarów; dawcy są „trakowani jak bydło”. To nie wszystko: sprzedaje się także kobiety i dzieci. Handel żywym towarem jest zmorą Mołdawii, Albanii i innych krajów bałkańskich.

Takich obszarów przenikania różnych wpływów znajdziemy w opowieściach Hugo-Badera więcej. O Albanii pisze jeszcze w „Doli dla aniołów”, gdzie separatyści piją koniak o wartości kilku miesięcznych pensji; Jałta na Ukrainie, kurort wypoczynkowy o uderzającym kontraście przepychu i ubóstwa jest tłem reportażu „Wiśniowy sad”; „Symfonia kurewska c-moll” opowiada o życiowych zmaganiach górników z Doniecka. W związku z tym ostatnim tekstem zasygnalizuję jeszcze jeden paradoks: kiedy ginie górnik, to jego rodzinie żyje się lepiej, ponieważ dostaje wysokie odszkodowanie. Żeby w Rosji godnie żyć, najpierw trzeba umrzeć. Żeby znaleźć w Rosji sygnały ładu europejskiego, trzeba przedrzeć się przez skomplikowaną sieć etniczno-narodowych i kulturowych przemieszczeń.

Plemienne zwyczaje

Profesor archeologii Lew Klejn był w czasach komunizmu prześladowany, sądzony i wtrącony do łagru za homoseksualizm. Żyd, intelektualista, opozycjonista – z pozoru nie miał szans na przetrwanie w więziennej społeczności. A jednak przeżył. Uratowała go antropologiczna przenikliwość, którą wykorzystał do zorientowania się w łagrowej hierarchii.

Klejn opowiada Hugo-Baderowi więzienną historię. „Szesnastą ekspedycję” otwiera pytanie, które mogłoby paść pierwszego dnia pod celą. „Za co?” – pyta dziennikarz. „Za nic” – odpowiada profesor. Archeolog wykłada zasady panujące w więziennym układzie kastowym, które do złudzenia przypominają zwyczaje i zachowania plemienne (na przykład rytuały inicjacyjne). Te wartości i zachowania wynikały poniekąd ze stosunku do państwa komunistycznego, tworzyły barykadę, były sprzeciwem wobec systemu. Problem polega jednak na tym, że Klejn był dla obu struktur – państwowej i więziennej – „niewłaściwy” zarówno ze względu na status społeczny (profesor, naukowiec, intelektualista), jak i orientację seksualną (homoseksualiści należeli w łagrze do najniższej kasty „pidorów”). Takich postaci Hugo-Bader opisuje w całej książce przynajmniej kilka – są (albo byli w czasach ZSSR) na marginesie społeczeństwa, ale niekoniecznie ze „złych” powodów. W reportażu „Zmartwychwstanie nad morzem Karskim” poznajemy „rosyjski Teksas”: Obwód Tiumeński na Syberii, największe w Rosji źródło ropy naftowej. Bohaterowie, których profesor filozofii Władymir Baksztanowski nazwał w czasach komunizmu „zawodowcami z sukcesem”, dzisiaj znacznie odstają od czołówki „stu najbogatszych”. Podobnie profesor Klejn – nie jest gwiazdą rocka, politykiem, biznesmenem, taką postacią, której podobiznę chętnie wydrukowałyby kolorowe czasopisma.

Istnieje także druga strona medalu: profesor jest równocześnie nietypową postacią tej książki, chyba najbardziej „europejską”, bo dysponuje intelektualnym zapleczem, imponuje wiedzą i bystrością. Nietypową także dlatego, że Hugo-Bader zupełnie pominął w „Białej gorączce” sferę, którą można by w skrócie nazwać „intelektualno-kulturalną”. Nie ma tu artystów (jeśli nie liczyć raperów pijących wódkę pod blokiem), naukowców (chyba że weźmiemy pod uwagę doktor Passar, która łączy w swojej pracy najlepsze cechy zachodniej medycyny i szamańskich przesądów), polityków i ludzi sukcesu z pierwszych stron gazet.

Rosja w „Białej gorączce” jest kulturowo skomplikowana: nie wiadomo, czy bardziej azjatycka, czy europejska (ale na pewno pierwotna), przykryta życiowymi tragediami i patologicznymi zachowaniami, które jakoś nie pasują do optymistycznej wizji zjednoczonego kontynentu.

Płyny

W krótkim wstępie, poprzedzającym właściwą część narracji, Mariusz Szczygieł zestawił „Białą gorączkę” z „Imperium” Ryszarda Kapuścińskiego. Według Szczygła, kontrast między obiema książkami można uchwycić, konfrontując punkty widzenia i sposoby prowadzenia opowieści: Kapuściński obserwował ZSRR „z góry” (przemieszczał się po kraju głównie samolotem), Hugo-Bader był zdecydowanie bliżej tego, co opisał (jeździł samochodem, pływał łodzią po Bajkale), „chwycił szczura za ogon”. Porównanie być może zbyt daleko idące – dorobek obu autorów ma jednak odmienny status we współczesnym reportażu – ale zawierające ważną myśl: trudno zrozumieć rosyjską mentalność na odległość. Historia i stereotypowe wyobrażenia, polityka i doniesienia prasowe, uniwersalne przekazy popkultury i międzynarodowe gwiazdy – wiedza z telewizji i internetu, który według Johna Urry’ego jest metaforą życia społecznego jako płynu, nie wystarczy, żeby stworzyć mapę rosyjskiej rzeczywistości, która także może być opisywana jako przestrzeń „płynna” (szczególnie ze względu na ruchy wielokulturowej ludności).

Hugo-Bader szkicuje ten narracyjno-kartograficzny plan wiarygodnie: współczesna Rosja widziana jego oczami podlega przepływom zarówno ze strony kultury europejskiej, jak i azjatyckiej. Mobilność w „Białej gorączce” posiada wymiar najszerszy, ponieważ pokazuje socjologiczne aspekty ruchu: przecinanie się granic społecznych, rozwarstwienia etniczne, płciowe, wyznaniowe i klasowe. To centrum kultury i tradycji euroazjatyckiej, tajemnicze mocarstwo, ale wciąż w wielu miejscach podskórnie postsowieckie, zapuszczone i zaszczurzone, jak każde upadające imperium.
Jacek Hugo-Bader: „Biała gorączka”. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2009 [seria: Reportaż].