Wydanie bieżące

1 listopada 21 (141) / 2009

Łukasz Iwasiński,

KRÓTKO I TREŚCIWIE

A A A
Przegląd nowości ze sceny klubowej
Boys Noize “Power”. Last Gang, 2009.

Zawarte na płycie „Power” electro-house`owe patenty sporo zawdzięczają Daft Punk, jednak arsenał środków, po jakie sięga stojący za projektem Boys Noize Alexander Ridha, jest szerszy. Muzyka jest po niemiecku twarda i kanciasta – dominują więc surowe, analogowe konstrukcje najeżone brudnymi, kwaśnymi efektami, ale Ridha czerpie też m.in. z minimalistycznego, techno z tradycji wytwórni Trezor, niekiedy bawi się poszatkowanymi motywami niczym producenci z kręgu micro-house`u, albo też (rzadziej) przywołuje space`owe pasaże budzące wspomnienia złotych lat IDM. Szczególnej świeżości tu nie ma, ale poweru – nomen omen – nie brak.



Basement Jaxx „Scars”. XL, 2009.

Basement Jaxx mają talent do klecenia klubowych klasyków – napompowanych zdecydowanie parkietową energią, a zarazem nie pozbawionych walorów uniwersalnego popowego przeboju. Nowa płyta nie dorównuje zapewne najlepszym w dorobku duetu dziełom – „Rooty” czy „Kish Kash”, niemniej trzyma fason. To wciąż kalejdoskop barw i klimatów – są tu swobodne, wariacje wokół electro, house`u, techno, dancehallu, funku, grime`u. Mimo tego przepychu muzyka nie traci potoczystości. Obok hitów-pewniaków z „Raindrops” i „Saga” na czele mamy utwory mniej chwytliwe, ale intrygujące mnóstwem smaczków, a nieliczne mielizny nie psują smaku całości. Blasku albumowi dodają zacni goście – m.in.: Santigold, Amp Fiddler, Lightspeed Champion, czy też sama Yoko Ono.



Joakim „Milky Ways”. K7, 2009.

Jaokima to założyciel francuskiej wytwórni Tigersushi, a także autor remiksów popularnych klubowych wykonawców – od Tigi po Cut Copy. Jego zainteresowania są jednak znacznie szersze – paryżanin przyznaje się do fascynacji krautrockiem, psychodelią czy awangardowym jazzem. Choć te inspiracje nie odciskają się bezpośrednio na jego muzyce, zdradza ona erudytę. Na „Milky Ways” Joakim na swój sposób odświeżył i unowocześnił patenty typowe dla nowej fali – w całym jej bogactwie. Bywa ciężko, niemal industrialne, ale nie brak i miększego, nieco soulującego electro-popu; jest miejsce dla smakowitego disco-house`u, surowego, zadziornego, dysonansowego electro-funku jak i eterycznej psychodelii. Choć nie ma tu mowy o jakimś przełomie, na tle setek ejtisowych epigonów Joakim zdecydowanie wybija się kompozytorskim polotem oraz pomysłowością.