ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 listopada 22 (142) / 2009

Jakub Steblik,

(NIE)WAŻKOŚĆ SŁÓW

A A A
- Mówisz po niemiecku?
- Hände hoch, Hitler kaputt.
- No, to nie za dużo… Nie bój się, zrzucam łańcuch i jadę do domu… Do domu…
- Aha, kukułka, tere-fere kuku.
- Ty na pewno jesteś z tego ostrzelanego auta. Nie rozumiem, dlaczego wasi lotnicy do was strzelali, do auta, trrrr trrrr trach trach.
- Strzelaj, gadzie, mnie i tak swoi chcieli postawić pod ścianą.
- Na imię mam Veikko… Ivan. A ty?
- Wynocha!
- Ja mam na imię Veikko, a on Wynocha, a ty?
- Anni, akurat ci podam prawdziwe imię! Jeszcze byś urok rzucił.
- A więc Anni, Wynocha i Veikko. Szkoda, że nie ma czym uczcić naszego spotkania…


Swobodnie transkrybowany fragment rozmowy trojga bohaterów „Kukułki” dobrze ilustruje problem poruszany w filmie Aleksandra Rogożkina. Dzieło miało wprawdzie swoją premierę już siedem lat temu, upływ czasu nie ma jednak w jego przypadku znaczenia. Dlaczego? Odpowiedź kryje się w puencie i jednocześnie uniwersalistycznym przesłaniu „Kukułki” – filmu, chcącego być ponadczasową i ponadkulturową opowieścią o ludziach, których zazwyczaj bardzo wiele dzieli i różni, choć przecież w gruncie rzeczy są tacy sami. Nie jest to niespotykane przekonanie, z pewnością jednak zostało przez Rogożkina przedstawione w nietuzinkowy i przykuwający uwagę sposób.

Akcja filmu rozgrywa się gdzieś w północnej części Rosji, niedaleko granicy z Finlandią, tuż przed końcem II wojny światowej, w momencie, w którym jej wynik został przesądzony i świadomość jej rychłego finału staje się coraz bardziej powszechna. I właśnie w tej chwili przesilenia mają miejsce dwa symultaniczne, absurdalne z punktu widzenia zdrowego rozsądku zdarzenia. Pierwsze z nich związane jest z rosyjskim żołnierzem aresztowanym i eskortowanym do sądu za niepoprawną politycznie zawartość prywatnej korespondencji. W trakcie podróży samochód konwojentów zostaje zbombardowany przez najprawdopodobniej radzieckie (ich przynależność do końca nie jest jasna) samoloty. Ocaleje tylko więzień, którego przygarnie Anni (Anni-Kristiina Juuso) – samotna kobieta, żyjąca w sposób przywodzący na myśl kultury pierwotne, utrzymująca się z tego, co sama wyhoduje lub zbierze. Drugie, jeszcze bardziej absurdalne wydarzenie staje się udziałem Fina, który zostaje przebrany w niemiecki mundur i przykuty do skały w celu… W zasadzie trudno określić jakim. Nie wiadomo, czy popełnił jakieś wykroczenie, czy była to kwestia przypadku lub niechęci przełożonych. W dwóch pozbawionych zdroworozsądkowej argumentacji zdarzeniach z całą mocą objawia się niezrozumiałość, bezsensowność i niedorzeczność wojny.

Apogeum i najlepszym przykładem wojennego absurdu jest scena, w której uwięziony Veikko (Ville Haapasalo) za pomocą sporego kamienia z zawziętością i rozpaczą próbuje usunąć żelazny klin wbity w skałę. Z daleka wygląda to jak uderzanie skałą o skałę – beznadziejne, ponieważ nie przynosi żadnego efektu; desperackie, ponieważ jest jedynym dla bohatera sposobem na uwolnienie się; śmieszne, ponieważ w kontekście majestatycznej, pięknej i spokojnej przyrody świadczy o słabości i nietrwałości ludzkiego istnienia.

Antywojenne przesłanie i portret ludzkiej kondycji zostały w „Kukułce” ciekawie zaprezentowane, jednak z pewnością nie są ani oryginalne, ani niezwykłe. Nie są również (jedynymi) powodami, dla którego warto pisać o filmie Rogożkina. Oryginalność wizji reżysera nie polega na eksponowaniu etnograficznego aspektu nasyconego komizmem spotkania trojga nietypowych bohaterów. Każda z postaci mówi swoim językiem, niezrozumiałym dla pozostałych. Nieumiejętność porozumienia również nie jest motywem nowym ani zaskakującym. Spotkania kultur, języków i religii to bardzo rozbudowany nurt w obrębie współczesnego kina. Skoro zatem nie chodzi o brak zrozumienia, to o co?

Zabawne i przykuwające uwagę jest konstruowanie przez bohaterów specyficznego mikroświata, który trwa mimo niezdolności werbalnego porozumienia się jego uczestników. Każdy z nich wprawdzie „do kogoś” przemawia, jednak to, co mówi, odbierane jest przez słuchającego nie jako zestaw niosących sens słów, a w postaci zinterpretowanego pod względem intonacji oraz gry ciałem komunikatu. Oczywiście zinterpretowanego za pomocą własnych kategorii, które naturalnie nie oddają intencji mówiącego. Czy jest to więc rozmowa? Czy można uznać to za formę komunikacji? Wszak każdy z bohaterów raczej wygłasza skierowany do samego siebie monolog, niż rozmawia z innymi postaciami; mówienie jest tu bardziej rodzajem autonomicznej i samowystarczalnej ekspresji niż próbą nawiązania kontaktu. W konsekwencji – z czym wiąże się też komizm przedstawionych sytuacji – bohaterowie, tak jak w przytoczonym na początku fragmencie, nie uzyskują od siebie nawzajem zrozumiałych informacji. To, co słyszą, jest paplaniną.

Anni, Veikko i Wynocha (Viktor Bychkov) są przy tym symbolicznie rozpięci miedzy dwiema nie dającymi się pogodzić koniecznościami. Pierwsza z nich to świadomość nieumiejętności porozumienia się, niezdolności do satysfakcjonującego komunikowania się z innymi. Druga z kolei to „naturalny” przymus rozmowy. To właśnie w tym zestawieniu tkwi kolejne źródło komizmu. Kiedy bohaterowie mówią do siebie nawzajem, dają sobie jednoznacznie do zrozumienia: „Ty i tak mnie nie zrozumiesz”. Mimo to wcale nie przerywają swoich monologów, co nakazywałby rozsadek. W jakim celu wypowiadać słowa, skoro nikt inny ich nie rozumie? Odpowiedź znajdziemy w kluczowej dla filmu scenie.

Poprzedza i otwiera ją jeszcze jedno absurdalne wydarzenie. Nad chatką Anni przelatuje samolot, który w chwilę potem rozbija się nieopodal. Bohaterowie znajdują we wraku dwie nieżyjące lotniczki rosyjskie, a obok nich rozsypane propagandowe ulotki napisane w języku niemieckim, mówiące o końcu wojny. Veikko chce dać upust swojej radości w ekspresywnych gestach. Nie znający jednak niemieckiego Wynocha odczytuje jego radość w zupełnie niezgodny z intencjami Fina sposób i strzela do niego ze znalezionego pistoletu… Scena ta stanowi kwintesencję nieporozumień i szaleństwa wojny.

Umierającego Fina Wynocha przynosi do chatki Anni, która odprawi na nim wkrótce szamańskie obrzędy przywracające życie. Scena ta rozegra się zarówno „w głowie” Veikka, jak i pomiędzy jego ciałem a ciałem Anni. W przedśmiertnej wizji Fin widzi przed sobą skaliste góry oraz ciemną dolinę. Sam znajduje się gdzieś pomiędzy nimi. Za chwilę dziecko o jasnej karnacji i w białym ubraniu zacznie go ciągnąć za rękę w głąb doliny. Pełno tutaj symbolicznych odniesień i antropologicznych wątków. Skoncentrujmy się jednak na porozumieniu miedzy niedoświadczoną szamanką a umierającym. Kobieta podejmuje próbę nawiązania kontaktu, jednak z konieczności posługuje się środkami innymi niż mowa. Słowa nie są w stanie dotrzeć do rannego; można się z nim za to porozumieć za pomocą dźwięków bębna, ciągnięcia za kciuk czy gryzienia w rękę. Anni dmucha w ucho Fina, wyje jak pies, aż w końcu udaje się jej nakłonić go, by puścił rękę chłopca i zaczął iść w górę, powracając tym samym do świata żywych.

Wszelkie różnice, które wcześniej stanowiły problem w porozumieniu się, w tej jednej scenie przestają mieć znaczenie. Zostają zapomniane, ponieważ reprezentujące je osoby, mimo iż w nich samych żadna transformacja nie zaszła, znalazły się w nowych okolicznościach. Można posłużyć się kolokwializmem i powiedzieć, że Veikko „zapomniał języka w gębie”. O tyle będzie to trafne, że idealnie odda „sytuację komunikacyjną”, w jakiej się znalazł. Porozumienie nastąpi na poziomie poprzedzającym język. Anni „przemawia” do bohatera prostymi bodźcami dźwiękowymi i cielesnymi. Za pomocą metaforycznych i metonimicznych zachowań stara się skierować jego uwagę na skojarzenia związane z życiem; chce zwrócić jego ciało „ku życiu”, by również dusza obrała ten kierunek. Ciało w tym momencie gra rolę pośrednika między życiem a duszą. Niezwykle interesująco została przedstawiona ich wzajemna relacja: nie ma tu zniewolenia jednego przez drugie, wyższości i kontroli. Do duszy można dotrzeć za pośrednictwem ciała. Duszę można przywołać somatycznymi symptomami.

Szukanie analogii między rozmową, w której partnerzy się nie rozumieją, a transgresją polegającą na otarciu się o śmierć jest karkołomnym zadaniem. Sprowadzanie przesłania filmu do kwestii komunikacyjnych ociera się o redukcjonizm. Jednak to właśnie ono wydaje mi się najtrafniejsze. Różnorodność ludzkiego świata stanowi barierę w porozumieniu się, jednak w gruncie rzeczy – „w głębi” – ludzie są tacy sami. Dotarcie jednak do tego miejsca możliwe jest jedynie w sytuacjach granicznych. Banalne to i sentymentalne, przeniknięte nostalgią. Ale czy dobre filmy nie powinny wywoływać intensywnych emocji?
„Kukułka” („Kukushka”). Scen. i reż.: Aleksander Rogożkin. Obsada: Anni-Kristiina Juuso, Viktor Bychkov, Ville Haapasalo. Gatunek: komediodramat wojenny. Produkcja: Rosja 2002, 99 min.