Wydanie bieżące

15 listopada 22 (142) / 2009

Grzegorz Mucha,

WYPALANIE CHARAKTERU

A A A
3 moonboys „16”. Moonboys, 2009>.
Zespół, o którym poniżej zamieściłem kilka zdań, tworzą obecnie: Miłosz Runge – klawisze, Piotr Michalski – bas, Wojtek Kotwicki – gitara/ wokal, Marcin Karnowski – perkusja/ teksty. Wspominam o tym na wstępie, gdyż informacja o składzie wydaje się pewna. Pozostałe wiadomości wliczając w to obecnie funkcjonującą nazwę grupy, takimi już nie są. Podobno w 2003 roku w Bydgoszczy powstał zespół 3 Moon Boys. Podobno wydał już dwie płyty, czyli „3moonboys” z 2004 roku i „Only music can save us” z 2006 roku. Podobno mają swoją publiczność w Polsce, a nawet w Niemczech. Podobno są tacy, którzy zaliczają ich do kręgu alternatywnego rocka.

Nie wiadomo o nich zbyt wiele, a wydana w tym roku płyta „16” tej wiedzy za bardzo nie wzbogaca. I to nie za sprawą swoistej zaciemniająco-mglistej praktyki marketingowej, która, jak wiemy na przykładach The Residents czy Kraftwerk, potrafi wywołać niemałe zainteresowanie wśród słuchaczy. „Księżycowi chłopcy” są wciąż mało znani, a wydanie własnym sumptem kolejnej płyty, popularności im nie przysporzy. Muzyka grupy zaś jest na tyle niejednoznaczna, że zapoznania się z ich twórczością nie ułatwia. Owa niejednoznaczność byłaby wielkim komplementem, gdyby zarazem oznaczała rozpoznawalność. Ale tak nie jest. Muzycy dokonali czegoś na kształt stopu wielu stylistyk, który jest tyleż udany, co nijaki. To swoisty paradoks, który, mam nadzieję, doczeka się rozwiązania. Bo „księżycowi chłopcy” mają w sobie moc stworzenia własnego oblicza. Może za bardzo postawili na studyjną obróbkę dźwięku. A może należą do wyznawców powszechnego obecnie mniemania o konieczności łączenia stylistyk. W nagraniu płyty „16” wzięło ponadto udział bardzo wielu zaproszonych gości. Jest wśród nich np. Tomek Glazik – niegdyś muzyk ciekawego, związanego z klubem Mózg, kwartetu 4Syfon. Przypuszczam, że muzycy studyjni mieli wpływ nie tylko na brzmienie grupy. Liderzy chyba nadto nie wierzyli w swoje siły i zapragnęli mocnego wsparcia. Brzmienie, dzięki saksofonowi, fletowi, trąbce, wiolonczeli, akordeonowi i dodatkowym wokalom, stało się bardziej „kolorowe” oraz uległo wzmocnieniu. Muzyka jednak na tym nie zyskała i obecnie mało ma wspólnego z alternatywnym rockiem. Jest po trosze wszystkim, czyli dobrze zaaranżowanym i dobrze wyprodukowanym popem. A gdyby tak muzycy odkryli, co im w duszach gra, uwierzyli we własne siły i bez zbytniego wsparcia poszli na całość. Może dowiedzielibyśmy się kim są i ile są warci. Oczywiście pod warunkiem, że chcą się bawić w budowanie wyrazistego oblicza (niekoniecznie na bazie alternatywnego rocka). Czy chcą? Nie jestem pewien.

Na zakończenie dodam, że płyta jest oryginalnie wydana. Środek papierowej okładki przenika papierosowa dziura. Pewną ciekawostką jest fakt, iż okładka może jeszcze pomieścić drugą płytę, którą należy sobie „wypalić” z internetowej strony zespołu. Nigdy takich rzeczy nie robię, a tym samym pozostałe pięć utworów pozostanie dla mnie kolejną tajemnicą.